Dlaczego taka fajna dziewczyna / taki fajny facet jak Ty nie ma szczęścia w miłości?

lutego 08, 2019

Myślałam nad tym wpisem, grzejąc sobie parówki. Nie – nie żeby chodziło o kształt czy coś. Po prostu kiszki mi marsza grały, więc musiałam robić 2 w 1. Nie wiem, czy to dobrze rozkminiać tematy damsko-męskie przy parówkach, ale mówią, że z braku laku dobry kit. No właśnie. Propo dobry. Ty dobra dziewczyno lub dobry facecie – dlaczego nie masz szczęścia w miłości?

Czyżby dlatego, żeś właśnie za dobra / za dobry? To będzie wpis do obu płci, więc żebym nie musiała tak podwójnie odmieniać, będę się do Ciebie zwracać w rodzaju męskim. Nie obrazisz się? Tak będzie mi łatwiej pisać a Tobie łatwiej czytać.

Nie zliczę nawet, ile razy widziałam ni chuja niewartych facetów i takie same laski tkwiących w kochających objęciach innych osób. I nie zliczę, ile widziałam fajnych, smutnych i samotnych osób. To się wydaje takie przewrotne, no bo jak to tak? Jesteś dobrym człowiekiem, masz wiele zalet, dusza człowiek, mądry, rozsądny, miły i sam? Samotny? A tamci, co to sercem nie grzeszą, jakoś sobie w tej materii radzą i jak nie fajne związki to fajne małżeństwa? O co chodzi? To jakaś kara? Jakieś fatum?

Dobre dziewczyny i dobre chłopaki


Znam ich. Znam ich wielu. Tych dobrych ludzi, co to muchy nie skrzywdzą, co to z kwiatami w zębach przylecą i płatki róż innym u stóp będą sypać. Płeć przeciwna tego w nich nie docenia. Nie są szczęśliwi. Jakoś dziwnie trafiają na ludzi, którzy ich wykorzystują, mamią, kłamią i zostawiają z niczym. A sorry – ze łzami. Ze łzami ich zostawiają i to w sumie nie są ich pierwsze takie łzy w życiu. Każdy z tych dobrych ludzi ma za sobą przynajmniej kilka nieudanych zauroczeń, miłości albo chociaż wzdychań. Każdy ma tam gdzieś głęboko w sercu rany po tym, że był naiwny. Dwa proste przykłady.

Agata


Sprząta, gotuje, pierze, prasuje, hoduje kaktusy, dobrze wychowana, w wolnych chwilach pomaga dzieciom objętym opieką fundacji. Żyje w zgodzie ze sobą i tak, żeby nikogo nie ranić. Ma za sobą 3 nieudane związki, w tym 3 razy to faceci odchodzili od niej. Dziwi się, dlaczego to się stało. Dawała im wszystko, była na każde skinienie, zostawiała swoje sprawy i nie dostała w zamian nic, poza krótkim „to chyba nie to”. Więcej dać nie mogła, więc nie jest w stanie zrozumieć, jakim cudem nie udało jej się zatrzymać któregoś z tych ludzi przy sobie. Przecież się cała wybebeszyła dla nich, ale to nie wystarczyło.

Mateusz


Nie grzeszy urodą, ale nie o to chodzi. Ma dobrą pracę. Nic nadzwyczajnego – budżetówka, ale stanowisko dobre i pewne. Na każdą randkę przychodzi z bukietem kwiatów. Tych randek ma w miesiącu kilka, więc w jego życiu słowo „budżet” nabiera dodatkowego znaczenia. On też się wybebesza. Zwykle już na pierwszej randce pokazuje, jak bardzo mu zależy, jak to swoją księżniczkę będzie na rękach nosił i w ogóle. Potem jest tylko gorzej.

Powiesz, że to normalne. Że jest ok. No właśnie nie do końca. Bo my ludzie jesteśmy stworzeni do tego, żeby gonić króliczka. Mamy w sobie dwa pierwiastki – leniwy i waleczny. Ten leniwy chce dostawać wszystko na tacy, a ten waleczny rozgląda się za trudną zdobyczą. Dobra dziewczyna czy dobry chłopak to nie jest trudna zdobycz. Można mieć to mięsko bez kiwnięcia palcem. Wystarczy tylko powiedzieć „tak”. A czasami nawet mówić nie trzeba, tylko trochę głową potrząsnąć. Lub nawet nie trząść, tylko przynajmniej nie powiedzieć „nie”.

Teraz zmiana ról.

Monika


W życiu wyznaje 3 zasady: tipsy, zakupy, odpoczynek. Nie ma nic poza i pomiędzy. Szuka księcia, który zapewni jej wszystko i o dziwo zdarza się, że dość często znajduje. Nie jest wymagająca emocjonalnie. Przyciąga uwagę dwoma mililitrami kwasu hialuronowego w ustach, mocnym permanentnym makijażem brwi i krótkimi spódniczkami. Ideałem nie jest, ale zrobione ma dużo, a to przyciąga wzrok. Niby faceci mówią, że nie lubią plastikowych lal, ale jakoś na nie lecą. Mniejsza z tym. Monika jest egoistyczna. Bardzo egoistyczna. Ciągle ma potrzeby, ciągle nic nie umie, ciągle daje do zrozumienia, że jak nie ten, to inny. I ma.

Jakub


Jakub jest bad boyem. Matka natura nie poskąpiła mu urody. 185 cm wzrostu, atletyczna sylwetka, mocno wypolerowane, chociaż nie najnowsze auto, markowe ciuchy (podróbki), ale wrażenie robi. Do tego jest cholernie bezczelny i wszyscy w okolicy mówią na niego „zaliczacz”. Chyba nie muszę wspominać dlaczego. Zmienia dziewczyny częściej niż pedant skarpetki, do żadnej się nie przywiązuje, a większość rani. Kobiety to wiedzą, ale lecą do niego, jak muchy do gówna.

I teraz spytasz – dlaczego?

Bo to zła kobieta była i lowelas. Niby zbyt wiele sobą nie reprezentują, niby każdy wie, w co się pakuje, a jednak się pakuje. Z pełną świadomością (lub nie), ludzie pakują się im w ramiona. I jeszcze się cieszą. I w pewnym momencie nadchodzi taki moment, że Monika znajduje tego swojego księcia, który obsypuje ją prezentami i nie każde kiwnąć palcem, żeby sobie paznokcia nie złamała, a Jakub znajduje sobie jakąś dupcię, która przymyka na wszystko oczy, daje dobry seks i ładnie wygląda. I tak sobie są. W dobrych związkach, a jakże.

A Ty stoisz, patrzysz, przecierasz oczy i pytasz: ale, kurła, jak to tak? Przecież to znasz. Oj, znasz to aż za dobrze, prawda?

I tu jest pies pogrzebany. Wszystko polega na tym, że kochanie, lepiej ma zawsze ten, komu mniej zależy. Możesz mi wierzyć albo nie. Możesz się śmiać, możesz sobie teraz kiwać głową, że takie to dyrdymały, ale powtórzę jeszcze raz – lepiej ma ten, komu mniej zależy.

I tak jest we wszystkim. Bo Ty nie znajdziesz chłopa ani baby, dopóki będziesz go lub jej potrzebować. Nie znajdziesz miłości, póki będzie Ci na niej bardzo zależeć. Nie zatrzymasz faceta czy kobiety, dopóki będziesz czuć, że musisz i Ci tego potrzeba.

Najszczęśliwsze są zołzy i bad boye. Ci, którym zwisa kto, gdzie i jak. Oni są wolni od potrzeb. A potrzeba rodzi brak. Brak rodzi brak. A w braku to ciężko się oszukiwać, że mamy dostatek.

No więc dlaczego te dobre chłopaki i te dobre dziewczyny są same albo ciągle im się nie układa? Bo są za dobre! Bo oddają swoje szczęście w ręce innych osób, bo myślą, że jak uszczęśliwią kogoś, to uszczęśliwią siebie, ale nie. Ludzie są z natury egoistyczni. Wezmą, ale niekonieczne oddadzą. A jak ktoś jest przyzwyczajony do brania, bo ciągle mu dają, to bierze i nie czuje się w obowiązku oddawać.

Wybredni, egoistyczni i jak ich określamy, „źli”, często są po prostu...

Asertywni


Wiedzą, kiedy powiedzieć nie i nie wybierają bylejakości. Życie nauczyło ich księżniczkowatego podejścia i do tego się stosują.

Znają swoją wartość


Wiedzą, na co zasługują albo wręcz myślą nieco megalomańsko, ale ustalają sobie jakieś tam standardy i się ich lepiej czy gorzej trzymają.

Nie czują braku


Nie potrzebują, a to już stawia ich o krok przed tymi, którzy mają potrzeby. Brak potrzeby nie rodzi parcia, brak parcia nie sprawia, że życie staje nam okoniem.

I teraz pytanie: no więc co, żeby być w szczęśliwym związku, musi mi przestać zależeć i muszę się stać taką trochę zołzą albo bad boyem?

No wygląda na to, że tak. Twój barometr uczuć musi być jakby chłodniejszy od barometru drugiej osoby. W tym przypadku trudno o szczęśliwą równowagę.

Wygląda na to, że czas obniżyć nieco oczekiwania i nie ciągnąć tak do siebie. Nie latać za kimś, nie próbować przychylać mu nieba. Nie piec ciasteczek, nie obsypywać kwiatami, nie dzwonić co pół godziny jak oparzony. Pozwolić życiu, żeby się działo i nieco zluzować sprężynę. Nic złego się na pewno nie stanie. Tylko dobre może się stać.

A może inaczej...

Spróbuj przez jakiś czas być tą zołzą i tym bad boyem (byleby nikogo zbytnio nie ranić) i zobacz, co się stanie. Nawet przeciętnie urodziwa dziewczyna i niemajętny nudnawy facet zyskują w oczach płci przeciwnej, kiedy mają w sobie zalążek tej niepotrzebującej bezczelności i olewki. Każde nadskakiwanie zabiera im natomiast cząstkę tej atrakcyjności.

No więc dlaczego taka fajna dziewczyna jest sama? Dlaczego taki fajny facet jest sam? Bo nie stanowią wyzwania. Są zbyt przewidywalni. Wiadomo, że będą kochać. Wiadomo, że będą wierni. Wiadomo, że będą się słuchać. To wszystko jest pewne.

A ludzie w związkach wbrew pozorom na początku nie szukają pewności albo przynajmniej nie tylko. Szukają emocji. Walki. Niewiadomej. Szukają energii, siłowania się z tą drugą stroną. A to się nie udaje, jak ktoś się od razu rzuca w ramiona. To się udaje, ale wtedy, gdy rybka rzuca się w sieci. No więc pójdą Ci faceci i te kobiety do takich rybek, które się lubią trochę rzucać. A te ulegle rybki, te złote i pewne będą pływały nadal po morzach i ocenach, i chociaż łatwo je złowić, to w sumie nikt nie chce…

1 komentarz:

  1. Święte słowa...
    Trudne do przełknięcia, ale tak działa ten świat. Jesteś "łatwa" (czyt. dobra) to jesteś nuda i nikt o ciebie walczył i starać się nie będzie.
    Może to i absurd, ale niestety to prawda...
    Trzeba być w życiu trochę zołzą i egoistką.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.