Podstawowa rzecz, przez którą innym się udaje, a Tobie nie

października 04, 2018

Dobra, przyznaję się – nie miałam czasu pisać, a jak już miałam, to mi się nie chciało. Zdarza się. Nie drąż. Tak mój sąsiad mówi, że jak coś jebnie, to musi leżeć, bo widocznie tak bozia chciała. Jakby nie chciała, to by stało, a jak by chciała, żebym pisała, to bym pisała. Tyle tytułem wstępu, a teraz będzie już tylko gorzej…

Otóż walczę ostatnio z wiatrakami pt. nowy projekt i tak z kim się nie spotkam, to się mnie ludzie pytają:

- Chce Ci się?
- To tyle pracy, dasz radę?
- To takie trudne, mnie by się nie chciało, a Tobie?
- A to Ci się w ogóle opłaca?

I w sumie inne, tym podobne pierdolamento i wiesz co? Nie – nie opłaca mi się to nic a nic, ale to mnie różni od tych, co pytają, że dostrzegam szanse, a nie zagrożenia.

Studiuje sobie tak ostatnio różne historie sukcesu i czytam między wierszami. Każdego, kto ten sukces (jaki by on nie był) osiągnął, cechowała jedna jedyna rzecz – ukierunkowane myślenie. Wiesz, nie takie wielotorowe, że albo się udo albo się nie udo, tylko działanie bez niemalże krzty zastanawiania się, co jest debilizmem, a co nie jest, a że większość rzeczy jest, to się nie ma co zastanawiać.

Ot, przyszedł jakiś Janusz i wymyślił, że chce zrobić coś tak a nie inaczej, że to zrobi i będzie gitara. I w nosie miał, co kto powie, jak osądzi, czy pochwali, czy wyśmieje. Robił swoje i do głowy by mu nie przyszło, żeby myśleć nad tym, a co będzie, jeśli mu nie pyknie. Nie. On o tym nie myślał, bo tak skoncentrował się na tym, co zrobić, żeby wyszło, że i czasu, i ochoty i sił nie starczało, żeby rozważać tą złą wersję. Była tylko koncentracja na celu, ale nie na samym efekcie, ale też na drodze do efektu.

To jest tak, jakbyś wziął kartkę papieru i zaczął malować. Ludzie wokoło Ci mówią, że to jest kurka brzydkie jak noc, że krzywe, że sumie to Ci się zaraz rysik wyrysuje, a Ty nawet ich nie słyszysz, bo robisz swoje i nie zastanawiasz się za wiele, czy Ci wychodzi, czy nie. Chcesz namalować i skupiasz całą energię na malowaniu, doborze kredek, kształtach, emocjach, a nic innego nie istnieje.  Świat sobie tak pyka powolutku jak rosół na gazie, ale Ciebie to też mało obchodzi, czy on wykipi, czy nie, bo malujesz i chcesz namalować najlepiej, jak potrafisz.

I to właśnie cechuje ludzi, którym się udaje – oni nie tracą energii na wątpliwości. Nie zaprzątają sobie głowy zastanawianiem się, co będzie, jeśli dadzą plamy. Nawet nie dopuszczają takiego scenariusza, więc w sumie nie ma się nad czym zastanawiać. Widzą szanse, a nie zagrożenia. Bo masz zawsze to, co dostrzegasz, na czym się skupiasz, czemu poświęcasz uwagę. Jeśli nie dajesz tej uwagi wątpliwościom, to jak miałyby się przerodzić w klęskę?

Tych, którym się udaje, różni od reszty to, że mają prawdziwy cel i nie zbaczają z niego wtedy, kiedy zawieje lekki wiatr, bo oni wiedzą, że pragnienie osiągnięcia celu jest silniejsze, niż ten wiatr.  Oni nie zrażają się drobnymi przeciwnościami, bo uwierz, gdybym ja się miała nimi zrażać, to by mnie już tutaj nie było. A Ty jak mi chcesz powiedzieć, żeś taki delikatny albo delikatna i bardzo się wszystkim przejmujesz, od razu się zniechęcasz i w sumie to nie trzeba dużo, żeby Ci zapał przeszedł, to ja Ci zadam jedno pytanie:

Wyobraź sobie, że dzisiaj jest ostatni dzień Twojego życia. Ostatni pieprzony dzień, w którym możesz oglądać ten świat. Jutro Cię już nie ma i to definitywnie, jasne? A teraz mi powiedz, czy mając świadomość, że dzisiaj jest ten ostatni dzień, to nadal masz za miękki tyłek, żeby iść dalej, mimo że wiatr w oczy? Czy nadal uważasz, że ta drobna przeciwność jest na tyle silna, żebyś się przed nią zatrzymał, jak baran przed elektrycznym pastuchem i powiedział: ok, to ja się podaje? Czy w perspektywie tego ostatniego dnia są rzeczy na tyle silne, żeby kiedyś pozwolić się pod nimi ugiąć? Już nie będzie drugiej szansy.

Ja wiem. Ja bardzo dobrze wiem, że to powiedzenie, że wyżej dupy nie podskoczysz, to jest w nas tak zakorzenione, żeśmy to wszyscy łyknęli jak młode pelikany. A może nie wszyscy? A może są w Twoim otoczeniu tacy, co to im nikt nie wierzył i każdy spisywał na straty, a oni krok po kroczku, godzina po godzinie robili swoje i teraz śmieją się z reszty?

Jak ta dziewczyna, co całe studenckie życie i całą młodość odmawiała sobie wszystkiego. Nie chodziła na latte za 15 zł, nie chodziła po galeriach, na imprezach też nie bywała, bo drogie. Dobiła do 28 lat, ludzie się śmiali, że odludek, że skąpiradło, a ona miała już tyle, że zostawiła na zawsze wszystkich daleko w tyle. Ci, co się śmiali, że się w tym kraju nie da, że bida i w sumie to nie warto się starać, mają dziś szafy wypchane bluzami Kenzo, piękne torebki Gucci sprzed pięciu sezonów każda za 7 tysięcy złotych i nic poza tym. Bo żyli chwilą. Bo tak sobie we łbach ubzdurali, że wiele się zrobić nie da, że nie obchodziła ich przyszłość, nie mieli planów, w sumie w nic nie inwestowali i przebimbali szansę, z której ktoś inny wyciągnął kokosy.

To jest tylko przykład. Taki sam jak tego chłopaka, który stwierdził kiedyś, że zrobi coś, przez co ludzie go na zawsze zapamiętają. Kujon był, to każdy mu wróżył posadę nauczyciela w podrzędnym liceum i 1200 zł emerytury grubo po sześćdziesiątce, a chłopak jak pomyślał, tak zrobił i dziś siedzi gdzieś tam het na Malediwach i nawet nie pamięta, czego mu kiedyś życzyli. Ale też się nie przejął, nie poddał się za pierwszym razem, jak nie wyszło. Nie płakał na zły los, co to mu tak przeszkadza, podczas gdy innym wszystko daje. Bo miał trochę oleju w głowie i wiedział, że świat w swojej sprawiedliwości, jednak sprawiedliwy nie jest, dopóki sam się mu o to nie upomnisz.

Tych, którym się udaje, różni od tych, którym nie wychodzi to, że wiedzą, czego chcą, albo chociaż mają mętną wizję, ale jakąś mają. A wyjść nie może nigdy, kiedy w sumie nie wiesz, co chcesz. Bo jak nie wiesz, to robisz chaotyczne ruchy. To raz płyniesz do przodu, a raz się pierdolniesz w obrotach i walisz do tyłu i tak w koło Macieju. A to nie na tym, rybko, polega, żeby machać dla machania, jeśli czegoś chcesz. Bo jak Ci samo machanie sprawia radość, to mi nic do tego, ale jak się chcesz gdzieś domachać, to do ciężkiej Anielki trzeba wiedzieć, gdzie!

To podsumujmy, bo w sumie późno się robi, żelki mi się kończą, a jutro trzeba wstać, żeby znowu machać:

1. Nie wyjdzie, jak nie wiesz, co ma wyjść. Bo z gówna bata się nie ukręcisz, no za cholerę.

2. Nie wyjdzie, jeśli zamiast dostrzegać pozytywy i szanse, będziesz dostrzegać minusy i zagrożenia.

3. Nie wyjdzie, jeśli uznasz, że pierwsza drobna porażka jest tą, która wszystko przekreśla.

4. Nie wyjdzie, jeśli zdanie innych będzie się dla Ciebie liczyć bardziej, niż własne chcenie.

Wyjdzie, jeśli:

1a. Obierzesz cel i zrozumiesz, dlaczego go chcesz.

2a. Zobacz, co można jeszcze zrobić, zamiast patrzeć na to, co jest poza Twoim zasięgiem.

3a. Przyjmiesz niepowodzenia, jako elementy na stałe wpisane w historie sukcesu nie tylko Twoją, ale i każdego innego ludka na tej ziemi.

4a. Przyjmiesz za drogowskaz to, czego chcesz Ty, a nie otoczenie.

The end. I tyle. Skończyło się babce sranie. Krótko i treściwie, bo i nie ma się co za bardzo rozwlekać, kiedy sprawa jest naprawdę prosta. Cel. Działanie bez strachu. Własne zdanie. Widzenie szans. Tyle.

1 komentarz:

  1. Piękne,mądre,. Robię tak niemal bez przerwy od 31lat;kiedy to po wypadku (9r.ż.) i krwiaku,śpiączce;podjąłem decyzję, że chce mimo że inni mówią tylko o obawach i trudnościach. Skoro wiele działań się powiodło,które zacząłem i karmiłem wiarą w 'nieMOŻLIWE',podlewałem działaniem na 100% i WiEDziAłem dokąd idę i dojde.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.