Musisz mieć przestrzeń tylko dla siebie

września 01, 2018



Każdy z nas potrzebuje przestrzeni tylko dla siebie. Takiego miejsca, w którym nikt nam nie będzie przeszkadzał, w którym będziemy mogli być sam na sam ze swoimi myślami i gdzie nie będą miały wstępu żadne emocje, poza naszymi.

I nieważne, czy te nasze emocji będą dobre, czy złe. Czy będziemy się w tym miejscu cieszyć, czy płakać jak bobry. Świętować sukces z lampką taniego wina, czy z Moetem droższym, niż średnia krajowa. Nie ważne, czy to będzie pałac, w którym tysiąc komnat, czy mała klitka bez wentylacji. To nie chodzi o rodzaj miejsca, chodzi o to, że jest Twoje.

To tak, jak z tymi, co mówią „małe, ciasne, ale własne”. Wiesz, o co chodzi, prawda? Chodzi o własną przestrzeń. Bo my ogólnie w życiu nie mamy przestrzeni. Nie mamy kiedy i jak odpocząć, bo nawet, jak lubimy towarzystwo, to czasami mamy zwyczajnie ochotę pobyć sami. Odciąć się od wszystkiego, zamknąć ludziom drzwi przed nosem i pobyć w ciszy. Żeby nikt nam nie marudził nad głową, nikt nie zawracał dupy i niczego od nas nie chciał.

Jesteśmy stadni, przyzwyczajeni, że dookoła zawsze są tłumy, że ludzi jest pełno i że nie ma chwili wytchnienia. Że świat jest przeludniony, wszędzie mało miejsca, a w autobusach jeden przy drugim. Niby normalne, no nie? Jednak nie. W każdy z nas siedzi coś takiego, że potrzebujemy się raz na jakiś czas odciąć. Odłączyć od świata. Zamknąć na bodźce z zewnątrz i to wcale nie jest źle.

Jeśli tak robisz, to wcale nie oznacza, że jesteś jakimś dzikiem antyspołecznym i że nie potrafisz się dostosować. Niektórzy mogą tak całe życie i ja tego nie neguję. Introwertyzm się na to mówi, a ci, co głupsi, to nazywają bucuzym.

Mam takiego znajomego. Może raczej sąsiad niż znajomy. Nie wychodzi, w sumie nawet dzień dobry nie mówi, ani cześć czy jakieś pocałuj mnie w dupę. Swój świat ma i swoje klocki, ale znając życie to nie Lego czy jakieś inne mainstreamowe, tylko takie zwykłe, „no name” i pewnie jeszcze z bazaru. I to też nie jest złe.

Tylko że ludzie go bardzo jadą:

- dzikus,
- odludek,
- rumcajs,
- jaskiniowiec,
- pustelnik,
- milczek,
- niemowa,
- i wiele innych inwektyw w ten deseń.

Każdy sobie znajdzie sposób, żeby go jakoś przezwać tylko dlatego, że on tego prywatnego czasu dla siebie potrzebuje więcej, niż inni ludzie, ale czy to złe? Czy robi komuś krzywdę tym, że odmówi imprezy, nie pójdzie do baru i nie będzie wyrywał lasek przy basenie, bo i na basen przecież nie pójdzie?

Wiesz, czego nie rozumiem? Tego, że inni nie rozumieją siebie nawzajem – taki pieprzony paradoks, gdy inni narzucają Ci, jak masz żyć.

Jak matka tego chłopaka, co to go wypycha do ludzi, kiedy on nie chce. Co mu na siłę żony szuka, kiedy on nie wie, co z taką żoną zrobić. A najgorsi kumple, co to biednego piętnują, bo „on inny jest”, „pewnie ciepły”.

A ja Ci powiem, że nie ma się czym przejmować. To, że czasami po prostu nie masz na coś ochoty, że nie chce Ci się gadać, wychodzić i słuchać innych, to wcale nie znaczy, że coś jest z Tobą nie tak. Nie ma człowieka, który raz na jakiś czas nie potrzebuje spokoju i resetu.

Fajnie jest mieć czas i przestrzeń tylko dla siebie. Takie miejsce i taką chwilę, kiedy mówisz:

- Wyłączam się. Jak się uruchomię, to wtedy przyjdźcie.

I ładujesz baterie, napawając się samym sobą. Wtedy się najlepiej myśli. Kiedy odetną Cię od wszystkiego i wszystkich a jedyne myśli i opinie, które dotrą do Twojej głowy, są tylko Twoje. Pojawia się wewnętrzny krytyk, rozważacie za i przeciw, patrzysz się w sufit, a tam nic ciekawego, tylko mucha, która przyszła narobić i bezczelnie odlecieć i widzisz wszystko – czarno na białym widzisz swoje życie, wzloty, upadki, szanse i to, co przeszło koło nosa.

To może być pokój albo fotel w kącie pokoju. Może być pralnia w piwnicy albo składzik na strychu. Ja lubię myśleć w samochodzie. Jadę i mówię sama do siebie. Na głos kieruje do ludzi to, czego nie powiedziałam im na żywo, bo brakło okazji. Jadąc, planuje sobie, co zrobię albo czego robić nie powinnam. To jest moja przestrzeń, moja enklawa.

Tobie też przydałoby się takie miejsce. Żeby pomyśleć albo nic nie myśleć. Czasami można sobie po prostu posiedzieć, poleżeć, pomachać nogą. Można wszystko, byleby po swojemu.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.