Przyszliśmy tu, żeby robić fajowe rzeczy

lipca 19, 2018

Wpienia mnie taka postawa cierpiętnic i cierpiętników, którym życie wydaje się jedną wielką walką ze światem i z samym sobą. A co byś chciał? Żeby różowe jednorożce leżały robiły Ci za podnóżki, a kible zawsze były podgrzewane i fluorescencyjne? No sorry memory, ale ktoś tu chyba czegoś nie rozumie.

Ktoś tu chyba za dużo oczekuje, bo taki sobie obraz w głowie stworzył, że fajnie jest, jak wszystko Ci odpowiada i zgrywa się z tym, co ty chcesz. Że jak mnie się podobają zielone spodnie, to znaczy, że teraz na całym świecie muszą być wszystkie zielone, a jak nie daj bóg zaczną produkować granatowe, to mi życie legnie w gruzach i zaraz się idę wieszać. No luuuudzieeee! Fajnie jest znajdować pozytywy w tym, co nam dokopuje. Spierać się z okolicznościami, upadać, podnosić, notować zwycięstwa i klęski.

My przyszliśmy tutaj robić fajowe rzeczy, ale nie pozwalamy sobie, bo mamy potrzebę kontroli.


Jeżeli wychodzimy z domu i pada deszcz, to od razu pieruńsko uznajemy, że to będzie gówniany dzień i że w sumie trzeba było leżeć w łóżko. Taki dzień nam się nie podoba, no bo zmokniemy, ale że ten deszcz może mieć dla nas dobre konsekwencje, to o tym już nie myślimy.

A może tak poślizgniesz się z rozmoczonej psiej kupie na chodniku i podniesie Cię twoja przyszła miłość życia? A może się przez tę ulewę spóźnisz na autobus i unikniesz wypadku? A może jeszcze inaczej – może deszcz cię zatrzyma i w końcu znajdziesz chwilę dla siebie, żeby dostrzec to, co cię otacza, a czego nie zauważasz, bo przecież pędzisz jak ten osioł na złamanie karku z roboty do domu, z domu do roboty i tak w kółko?

- Ja to się chyba urodziłam, żeby cierpieć – powiedziała Malwina, a jak ona coś powie, to aż kartofle w piwnicy gniją. Nie wiada czy się śmiać, czy płakać.

- Skoro tak sądzisz, to tak jest.

- Ale jak to?

- A co? We mnie szukasz potwierdzenia, że nie, nie jesteś głupią pipą, która ma pecha i która już jakoś tak się ukształtowała, że przyciąga to, co złe? U mnie tego potwierdzenia nie znajdziesz, bo czego bym nie powiedziała, to… jest tak, jak myślisz, że jest.

Foch. Ogólnie rozmowa skończyła się fochem. To Ci się zdarzy nie raz, kiedy spróbujesz wyrazić swoje zdanie. Mało tego, to będzie Ci się zdarzać nagminnie, bo przecież naszym pieprzonym obowiązkiem jest pocieszać znajomych i haftować tęczą, prawda? Nieprawda! Naszym jedynym obowiązkiem jest być w porządku wobec siebie, a skoro myślę, jak myślę, to nie będę paplać czegoś innego.

Ja się powtórzę może jeszcze raz, proszę państwa, że przyszliśmy tu robić fajowe rzeczy, ale ta fajowość to niekoniecznie odzwierciedla nasze o niej wyobrażenia. Bo my myślimy powierzchownie. Ty myślisz powierzchownie – no sorry, ale naprawdę nie chcę być słodko-pierdząca, kiedy nie czuję takiej potrzeby. Myślisz powierzchownie, bo odbierasz zdarzenia w czasie obecnym. Nie patrzysz na nie w dłuższej perspektywie.

Wszystko, co robimy, jest fajowe. Życie jest fajowe. Fajowo jest złamać nogę. Fajowo jest dostać biegunkę. Fajowo jest stracić pracę, fajowo jest wziąć rozwód. A dlaczego? A dlatego, że to są doświadczenia.

Cholernie trzeba się otworzyć, żeby to pojąć. Nie ma w naszym życiu nic ważniejszego i cenniejszego, ponad doświadczenia, które dają nam w konsekwencji uczucia. Bo można umrzeć za życia, kiedy się nic nie robi i nic nie czuje, a można też umierać naprawdę, a jednocześnie wtedy najbardziej żyć i może Cię to zdziwi, ale okazuje się, że najmocniej, najprawdziwiej i najbardziej świadomie żyją właśnie te osoby, które umierają. A czemu? A no znowu, temu, że one już luzują sobie hamulce i biorą życie takie, jakie jest. Nie stękają już, że się nie układa po ich myśli. Oddychają tym, co mają dookoła siebie i patrzą na to, co ich otacza, bez względu na to, jakie się to kiedyś wydawało brzydkie.

Te fajowe rzeczy to jest wszystko, bo wszystko nam służy. Wiesz, dlaczego napisałam, że fajowo jest dostać biegunkę? Bo znajoma, która ją dostała i nie poszła do pracy, nie wsiadła do autobusu, który się robił od razu na następnym przystanku, za którym wsiada.

A wiesz, czemu fajowo jest złamać nogę? Bo jeden gościu, który złamał nogę, zrobił sobie rentgena, na którym wyszła mu choroba z tych raczej nieuleczalnych, o ile się jej nie wykryje we wczesnym stadium, a to akurat było to wczesne stadium i po pół roku nie było po choróbsku śladu.

A wiesz, czemu fajnie jest się rozwieść? Bo ja się kuzynka rozwiodła, to najpierw płakała, jakie to życie chujowe i ile lat zmarnowanych, a później, jak poznała drugiego męża, to byś kobity nie poznał. Jakby ją bateriami doładował, taka szczęśliwa.

Nie ma rzeczy z zasady złych. W gruncie rzeczy są tylko fajowe rzeczy i tak na całe nasze życie patrzą dusze. Dusze nie myślą:

- O skurwesyn, znowu wtopiłam.

Dusze myślą:

- To teraz tak przetestujemy i zobaczymy.

My tutaj przychodzimy być. A być to jest myśleć albo robić. Musi być akcja, więc cokolwiek nie zrobisz, nie wymyślisz czy w ogóle pomyślisz, to jest dobre. To jest fajowa rzecz. I nie gadaj mi tutaj o tych, co czynią zło. Wiesz dobrze, co ja na ten temat sądzę. Są dusze, które muszą się czegoś nauczyć, muszą dostać po dupie, wypracować w sobie jaką empatię, zrozumienie i tak dalej, a ta świadomość, że nie umierają i nikt nie umiera, sprawia, że czynią, jak czynią.

O ile się nie zabijamy, nie gwałcimy, nie robimy komuś krzywdy, czerpią z tego przyjemność, o tyle jest zajebiście.

Tylko że my, a dokładnie też Ty, jesteśmy takimi roszczeniowymi pipami. Tylko więcej i więcej, i po swojemu. Bo tak będzie wtedy dobrze. Zarzynamy się w codzienności, żeby dobrnąć do czyjegoś tam wyimaginowanego poziomu, a sens tkwi w czym? W tym, żeby być szczęśliwym.

Jeżeli ktoś jest szczęśliwy, mając własne dziecko to ok. A jak ktoś inny woli być sam i to mu daje szczęście, to ja się nie wpierdalam. I Ty też się nie wpierdalaj, bo najpierw i w ogóle całkowicie, to trzeba się własnym tyłkiem zająć.

Jak czytam, że jakiś tam Polak odciął sobie w tamtym tygodniu kuśkę, bo się nie czuje płciowy, tylko bezpłciowy, to ja mówię – Ok. Róbta, co chceta. Ma wam być dobrze.

Jak widzę, że jedna chodzi ruda a druga blond a jeszcze inna kolorowa, to mam to głęboko w nosie. Mnie się to nie musi podobać. Tobie też się nie musi podobać. To się może nikomu nie podobać, ale na boga – dajmy tym ludziom, którym się to podoba, żyć w zgodzie ze sobą. Nie z naszymi standardami, bo ciekawe co będzie, jak ja Cię zachcę dostosować do swoich. Pewnie się nie zgodzisz, nie? No to nie wtykaj nosa innym.

To, że nie jesteśmy tacy sami, jest w gruncie rzeczy dobre, bo każdy się może realizować tak, jak chce, a skoro różne metody na to są nam udostępnione, to co to znaczy? Że WOLNO!

Jeżeli masz na dobę 24 godziny (a kurde jakoś tak podświadomie zakładam, że tyle właśnie masz) :), to weź się zastanów, ile z tego przeznaczasz na:

a) kur** robię, bo muszę
b) robię, bo mi to sprawia przyjemność

Ostatnio pisałam na Facebooku, że ogórki wkładam. Włożyłam 40 kg. Serio. I zapytasz:

- Ale Redaktor, na chooj Ci za przeproszeniem tyle ogórków?

A ja odpowiem:

- Bo lubię to robić. To mi sprawia przyjemność. To mi daje satysfakcję. Podreptanie do spiżarenki po ogórki jest dla mnie przyjemniejsze niż jazda do sklepu 3 km dalej po jeden zakichany słoik ogórków, co mi ich do sałatki brakuje.

Jesteśmy tutaj, żeby robić fajowe rzeczy, ale czasami zrobienie fajowej rzeczy jest okupione czymś, co zwykliśmy nazywać cierpieniem. Serio? Kur**, no jakoś dzisiaj mam mocno energetyczny dzień i nie mogę się pohamować od przeklinania – kiedyś cierpiałam zraniona i wydawało mi się, że to jest koniec świata, a teraz się z tego tak śmieje, że mi dwunastnica o przełyk uderza.

Cierpienie to jest nasza ocena. Subiektywna i często chwilowa. Jak Ci borują zęba i leżysz na tym fotelu, to wydaje Ci się, że umierasz, a jak skończą i przejdzie, to powiesz, że nie było wcale tak źle, prawda? Tak jest ze wszystkim.

I kolejna sprawa – spełnianie oczekiwań innych. O boże Bożenko… Mama byłaby zadowolona, jakbym wyszła za Mietka. Koleżanka by się cieszyła, jakbym jej co tydzień kwiatki podlewała. Mąż byłby szczęśliwy, jakbym zakopała się w garach i jego brudnych gaciach, zamiast sobie iść na fitness. My tak właśnie zabijamy siebie. Swoje potrzeby. To uczucie, że jesteśmy ważni, że powinniśmy mieć dla siebie czas. Zabijamy to wyrzutami sumienia, które mówią nam, że jesteśmy samolubnymi sukinkotami, bo przecież dzieci w Afryce, przecież teściowa, przecież te wszystkie biedne pieski. Zawsze ktoś będzie. Zrozum, nie zbawisz świata i nie sprawisz, że zniknie zło, ale jak zaczniesz stawiać ciągle wszystko przed sobą, nie czując jednocześnie spełnienia porównywalnego do tego, które mogła czuć np. Matka Teresa, to sorry, ale nie jęcz mi, że Ci źle w życiu.

Traktujesz się źle, to jest Ci źle. Zacznij się traktować dobrze, to będzie Ci dobrze. Pokaż innym, jak mają Cię traktować. Jak się spychasz na dalszy plan, jak ta ścierka, co to najgorsza ze wszystkich, ale jeszcze się ją zostawi w razie awaryjnej sytuacji, to dlaczego chcesz, żeby inni traktowali Cię, jak świąteczną makatkę.

Tak traktują Cię inni, jak Ty traktujesz siebie. Ludzie są lustrem. Zwierciadełkiem, w którym masz zobaczyć siebie. Wszyscy jesteśmy dla siebie lustrami, a zachowujemy się, jak ślepcy. Czy długo jeszcze?

Ty tu nie przychodzisz za karę. Nie odrabiasz tutaj pańszczyzny ani nic z tych rzeczy. Masz się bawić. Masz czuć. Oddychać. Dotykać. Przeżywać. Smakować. Masz istnieć. No więc istniej. Bądź. Rób. Pozwól sobie. Tylko Ty tak naprawdę możesz sobie pozwolić albo zakazać. Ty możesz narzucić, czy życie jest fajowe, czy to pasmo niekończących się porażek. Swoją oceną. Swoimi działaniami. Niczym więcej.

2 komentarze:

  1. Tekst petarda! Przeczytam jeszcze ze 2 razy

    OdpowiedzUsuń
  2. " Nie ma w naszym życiu nic ważniejszego i cenniejszego, ponad doświadczenia, które dają nam w konsekwencji uczucia. Bo można umrzeć za życia, kiedy się nic nie robi i nic nie czuje, a można też umierać naprawdę, a jednocześnie wtedy najbardziej żyć i może Cię to zdziwi, ale okazuje się, że najmocniej, najprawdziwiej i najbardziej świadomie żyją właśnie te osoby, które umierają. A czemu? A no znowu, temu, że one już luzują sobie hamulce i biorą życie takie, jakie jest. Nie stękają już, że się nie układa po ich myśli. Oddychają tym, co mają dookoła siebie i patrzą na to, co ich otacza, bez względu na to, jakie się to kiedyś wydawało brzydkie.

    Te fajowe rzeczy to jest wszystko, bo wszystko nam służy. "
    ...........................................................

    Fajowo rozkminiłaś temat,  Redaktor :) więc co ja sie będę tu wymądrzał - może zostawię tylko jakiś  ślad ;)


    "W każdym położeniu dziękujcie..." /1 Tes 5,18/

    "Kto w tym życiu nie jest zajęty rodzeniem się (możliwością odrodzenia), ten umiera (jest zajęty śmiercią)" /Bob Dylan/

    Najlepsza Mantra:

    https://www.youtube.com/watch?v=0UZ02pB3ZJM


    Merci beaucoup, Redaktor :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.