Nie oszczędzaj na marzeniach. Oszczędzaj na marzenia!

lipca 28, 2018

Kiedy byłam małą dziewczynką, marzyło mi się, że będę sławną piosenkarką, która daje koncerty przy wielotysięcznej widowni i mieszka w willi ze schodami, jak na Titanicu. W mojej wymarzonej willi była siłownia, biblioteczka i oranżeria i wiesz co? Kiedyś sobie coś takiego zbuduję. Nie chcę oszczędzać na marzeniach, wolę oszczędzać na marzenia.

Proszę Cię, przeczytaj ten tekst do końca – naprawdę warto. Dzięki kilku sposobom znajdziemy fundusze na Twoje marzenia i dowiesz się, dlaczego nie warto ich sobie odmawiać. Bo...

To jest takie schematyczne, takie typowe, że chcemy czegoś, czego nie mamy. I już bez względu na to, jak duże to marzenie, każdy ma coś takiego, że pragnie pewnych rzeczy, ale widzi, że długa jest do tego droga. Znam takich ludzi, którzy mówią:

- Nie bujaj w obłokach, bo od tego jeszcze nikt grosza nie zarobił.

A ja Ci powiem, że to jest gooowno prawda. Gdyby nie te moje obłoki, nie miałabym dzisiaj nic z tego, co mam. Gdybym słuchała się tych, którzy mówili, że nie warto marzyć, bo z tego jest tylko frustracja, to bym tkwiła dalej w miejscu, w którym byłam kiedyś. Bo najpierw rodzi nam się coś w umyśle, a dopiero później zyskuje kształt. Najpierw coś się musi pojawić w głowie, żeby nabrać mocy i się jakoś urzeczywistnić. Pierwszym motorem kreacji jest myśl, a ludzie nie każą nam myśleć. Każą nam chodzić do pracy i żyć z dnia na dzień tak, jak jest. Bo niektórym ludziom się nie chce i jest im żal, że Ty, ja czy ktokolwiek inny, myślimy i działamy.

Żal mnie tylko bierze albo swego rodzaju politowanie, kiedy słyszę, jak ktoś komuś podcina skrzydła.

Jak matka do dziecka mówi:

- Kochanie, nie wsiadaj tam, bo spadniesz.

- Dziecko, piękny ten obrazek, ale będzie tyle innych prac, że pewnie nie wygrasz.

- Synu, marzenia marzeniami, ale malowaniem obrazów jeszcze się nikt nie najadł.

Tak się tłamsi emocje, które kiedyś mogłyby się przerodzić w wielki talent. Tak się niszczy marzenia. Oszczędza się na nich, mówiąc:

- Nie rysuj tyle, tylko się ucz, bo matematyka to jest życie.

- Nie celuj za wysoko, bo spadniesz i nabijesz sobie guza. Lepiej być szaraczkiem i mieć spokój.

Ja wiem. Ja cholernie to dobrze wiem, że fajnie jest być szaraczkiem, co to się nigdy nie wybije, nie spróbuje, nie odważy się, nie skoczy wyżej, niż poprzeczka na wysokości kolan. To takie bezpieczne, bo jak nie spróbuję, to nie ma obawy o porażkę, nikt się nie dowie, nikt nie powie „a nie mówiłem” i tak dalej. Świat będzie się toczył dalej, jak ta kula bilardowa, która nieuchronnie zmierza do dziury, którą co niektórzy chcieliby nazwać czarną dupą. To jest kolejny hit, to nasze narodowe „jestem w czarnej dupie”. Ano jesteś i zgadnij w czyjej? Tylko i wyłącznie we własnej, chowając tam głowę, jak struś się chowa w piasek. Bo do tyłu patrzy się łatwiej, bo przeszłość znasz, a do przodu strach.

Naprawdę, nie oszczędzaj na marzeniach. Nawet, jak się nie uda, to chociaż je miałeś. Chociaż nie żal umierać z tą świadomością, że się próbowało, że był cel, były jakieś dążenia. Jedyne co, to nie musisz o nich mówić, bo ludzie potrafią być podli. Jak wiele osób znam, które czegoś nie zrobiły, bojąc się oceny innych. Nie musisz się jej bać, jeśli się nie pochwalisz. Nie musisz nikomu mówić, jaki jest Twój cel, dlaczego dzisiaj odmawiasz sobie wakacji, dlaczego jutro wrócisz z imprezy wcześniej, dlaczego niby Cię stać, a nie kupisz Thermomixa. Ja tak mam. Są priorytety i prioryteciki.



Miej marzenia. To jest jedyna rzecz, za którą się nie płaci, bo za miłość i uwagę czasami trzeba. Tak jak za pomoc, wsparcie, zrozumienie. A że marzenia masz w sobie, nikogo do nich nie potrzebujesz – to są za darmo. Jako jedna jedyna rzecz, która Cię nie kosztuje, a może być dochodowa.

Znam taką dziewczynę. Piękna jest, mądra, zaradna. No cholera, ideał. Taki, co to nie zdarza się często, czyli ładna buzia i dobrze w głowie. Ta dziewczyna ma marzenie. Duże. Naprawdę duże, jak na nią i punkt, z którego startowała. I w dodatku nie ma od nikogo pomocy, pleców, ciotki w Ameryce, bogatych starych, ustawionego męża czy wszystkiego tego, co my nazywamy czepkiem. No wiesz, tym, co to się w nim człowiek urodził. Jeśli ona się w czymś urodziła, to był to chyba worek po cemencie. Długo jej zajęło otrzepać się z resztek, a i do dzisiaj kurz się jeszcze z włosów sypie, ale wzrok dumny. To lubię.

Pracuje sobie bidulka dzielnie. Naprawdę, jak w porównaniu do koleżanek, co to tylko paznokcie, sukienki, do Włoch na weekend i Barwy Szczęścia. I ona mi powiedziała kiedyś tak:

- Oszczędzam 500 zł miesięcznie. To nie dużo, ale odkładam to na konto i z każdych tych 500 zł mam zamiar za dwa lata zrobić 15 tysięcy złotych i zobaczysz, że mi się to uda. Chcę spełnić swoje marzenia. Nie oszczędzam się w tych marzeniach, ale oszczędzam na marzenia. Dzisiaj mam mniej, żeby jutro mieć więcej.

Szczerze? Dziewczyna ma 24 lata i jak na ten wiek, to ja jestem pełna podziwu i biję pokłon i tak sobie myślę, jak to zrobić, żeby każdy z nas, bez względu na to, ile zarabia i z jakiego punktu startuje, mógł oszczędzać na marzenia? Bo to, że na marzeniach masz nie oszczędzać, to już ustaliliśmy. Teraz zróbmy tak, żeby na nie było.

Primo kurka wodna

Pierwsza sprawa: stać Cię na więcej, niż Ci się wydaje.

Bez względu na to, czy masz teraz do dyspozycji 2000 zł miesięcznie, czy 20 tysięcy złotych miesięcznie, da się z tego wyciągnąć więcej, niż Ci zostaje. Naprawdę. Przekonałam się o tym bardzo dobitnie.

Secundo

Druga sprawa: to, co wydajesz na bzdety, od dziś zaczniesz wydawać na marzenia.

Znowu powrócimy do młodej marzycielki, o której wspominałam wyżej. Niespełna rok temu była to dama roztrzepana, rozkojarzona i zakochana w wydawaniu pieniędzy tak swoich (skromnych bądź co bądź), jak i chłopaka, któremu wiedzie się nieco lepiej. Dama ta była zwolenniczką życia ponad stan i szastania kasą od pierwszego dnia wypłaty. Po dwóch tygodniach nie miała już nic i końcówkę miesiąca ciągnęła na pieniądzach faceta, i tak miesiąc za miesiącem. Wszystko się zmieniło, kiedy dostała propozycję i jasny warunek: wszystko się zmieni, ale masz mieć za 2 lat X sumę pieniędzy i twardy tyłek, żeby podołać życiu. Wybór był prosty – balować dalej albo spiąć się w sobie i harować przed te 2 lata po to, by już później nie musieć.

Ty też nie możesz zostać tak z palcem w dupie. Bo masz marzenia. Masz jakieś plany, a taki mamy świat, że to kosztuje, no więc, jeżeli naprawdę tego chcesz, naprawdę chcesz te marzenia spełnić, poczuć się z nimi dobrze, pogratulować sobie i iść przez to życie dalej, to zrobisz tak:

1. Zastanowisz się, co masz wokół siebie, co obiera Ci energię, a czego wcale nie potrzebujesz. Może ta stara szafa, co stoi pusta? Może ta konsola, na której już dawno nie grasz, a może ten zestaw talerzy, co to dostałaś w prezencie, ale są brzydkie, jak noc? Sprzedajesz to – możesz nawet tanio, ale sprzedajesz i wszystko, co w ten sposób zarobisz, odkładasz do koperty/skarbonki/skrzyneczki/szkatułki czy na konto „Na marzenia”. Tak dokładnie sobie ten pojemniczek tytułujesz. Nie „na czarną godzinę” tylko „na marzenia”. Jak się nastawisz, tak będziesz mieć. Jeżeli odkładasz na czarną godzinę, to na to właśnie wykorzystasz. Jeśli na marzenia, to analogicznie.

2. Kupujesz te same rzeczy, ale taniej. Jeżeli masz iść kupić spodnie, to zamiast do sieciówki za pińcet i dziura na dupie po pół roku, to idziesz do second handu, np. tutaj https://odstawieni.pl i kupujesz sobie z outletu. Różnicę wrzucasz do omawianego wcześniej pudełka. Czyli np. jeśli masz upatrzone spodnie za 150 zł i kupujesz w second handzie bardzo podobne za 20 zł, to 130 zł, które na tym zaoszczędzisz, wrzucasz do tego pojemniczka. Niczego sobie w ten sposób nie odbierasz, bo przecież i tak byś to wydała, więc Ci ogólnie nie ubędzie, ale to jest oszczędność i trafia „na marzenia”. Tak możesz robić z wieloma rzeczami – na rynku wtórnym jest mnóstwo świetnej jakości produktów za znacznie niższą cenę.

3. Jeżeli masz ochotę zrobić jakiś impulsywny zakup, ale ostatecznie się od tego powstrzymasz, pieniądze, których nie stracisz, trafiają do pojemniczka „na marzenia”. Załóżmy, że chcesz sobie kupić gadżet X, którzy kosztuje 400 zł, ale rezygnujesz z zakupu. Konsekwentnie bierzesz te cztery stówy i odkładasz. I tak byś je wydała w innej sytuacji.

4. Jeżeli dostajesz w prezencie pieniądze (a to jest kasa z zewnątrz, na którą nie zarabiasz i nie masz wpływu, więc teoretycznie nie istnieje w Twoim budżecie) odkładasz ją „na marzenia”. Wyjątek stanowi sytuacja, kiedy jesteś pod kreską i te pieniądze są Ci absolutnie niezbędne do przeżycia. Jeśli nie są, nie wydajesz ich i to bez względu na to, jaka to suma.

5. Jeśli dostajesz nietrafiony prezent, przestajesz czuć zobowiązanie do trzymania tego prezentu dlatego, żeby nie zrobić przykrości osobie, która Cię obdarowała. Sprzedajesz ten prezent i odzyskane pieniądze idą „na marzenia”. Uwierz, ten, kto dał Ci ten prezent, pewnie chciał Twojego szczęścia. Skoro nie sprawił go prezentem, może je sprawić tym, co będziesz mieć za ten prezent. Na jedno wyjdzie.

6. Jeśli podejmujesz jakąś dodatkową pracę, z której wpływy i tak niewiele zmieniają w Twoim budżecie, np. raz czy dwa razy w miesiącu masz jakąś „fuchę”, to wpływ z tej fuchy też idzie „na marzenia”.

I takim to sposobem nie musisz sobie tak naprawdę niczego odmawiać z tego, co zarabiasz, a i tak masz pieniądze na to, by spełniać swoje cele. Gospodarujesz zarobioną kasą tak, żeby starczała, a wszelkie te nadwyżki z oszczędności na tańszych zakupach, dodatkowych pracach, sprzedaży czy prezentach trafiają do skarbonki lub na konto oszczędnościowe (jeszcze lepiej, bo rośnie Ci od nich procent).

Naprawdę potrafimy się ograniczyć tak, by nie żyć poniżej poziomu, który jest dla nas optymalny. Jedna osoba tym sposobem będzie w stanie rocznie odłożyć 1000 zł i spędzić tydzień w górach, a druga odłoży kilkanaście tysięcy i kupi sobie używane auto.

Sęk w tym, by nie odkładać na czarną godzinę, tylko na marzenia, bo wtedy kierunkujesz te fundusze w taki sposób, by wydać je na to, co chcesz mieć, a nie to, przed czym chcesz się bronić.

A teraz daj mi znać, jakie jest Twoje marzenie, na które chcesz oszczędzać. Bardzo mnie to ciekawi.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.