Mówili Ci, że możesz w życiu wszystko? Kłamali! Tej jednej rzeczy nigdy nie uda Ci się zrobić, więc odpuść, póki czas

lipca 07, 2018

Śmiech ostry mnie zbiera, kiedy słyszę albo czytam, jak ktoś twierdzi, że „możemy w życiu wszystko”. Serio? A to Ci nowina, bo ja wiem, że jest przynajmniej jedna rzecz, której nie możesz. I pewnie nawet nie przyszło Ci to do głowy. No cóż, mnie też przyszło późno, ale lepiej późno, niż wcale.

I powiem Ci coś – nie masz nawet pojęcia, jak wiele rzeczy nauczyło mnie, chociażby pisanie tego bloga. Jak porządną lekcję dostałam, kiedy postanowiłam wyrażać siebie taką, jaka jestem w danym momencie, a jestem taka, że no proszę państwa – szału nima.

Redaktor to jest normalny człowiek – nie ma żadnych super mocy, nie doznała jakiegoś oświecenia, ma lepsze i gorsze dni, małe szczęścia i wielkie smutki, sukcesy i dni, kiedy zabiłaby gołymi rękoma. Jest człowiekiem, a jako człowiek wie, że...

Nie możesz dogodzić każdemu. Choćbyś tańczył polkę na rzęsach – nie dogodzisz!


Jest nas tylu, a każdy ma inne widzenie świata. W danym momencie inne potrzeby, inną opcję polityczną, seksualną, życiową – no każdą. Jedna i ta sama osoba o godzinie 8 rano jest w skowronkach, a już o 10 dostanie joby od szefa i przeistacza się w zołzę rzucającą gromami. Jeżeli 8 miliardów ludzi pomnożyć przez wszystkie możliwe potrzeby, stany psychiczne, humory i widzimisię, to wychodzi Ci taka liczba, co to Redaktor na oczy nie widziała i policzyć nie umie.

A co to znaczy? Że nigdy nie będziesz człowiekiem DLA WSZYSTKICH.

Śmiesznie mi to pokazuje nawet moje pisanie. Dziś piszę tak patetycznie, tak trochę dołująco, no bo co – przecież podcinam skrzydła tym, którzy myślą, że nie ma rzeczy niemożliwych i ktoś mi powie:

- Redaktor, ale Ty pisz śmiesznie. Tak z jajem pisz – nie jęcz, bo ja lubię, jak śmiesznie piszesz.

No to ja tak napiszę. Wysilę się i powstanie znowu jakaś mikro telenowela, co ją tysiąc ludzi udostępni, ale tam i tak będą mówić:

- Redaktor, Ty mądrzej pisz, weź tak pisz, jak kiedyś – żeby sens był, bo od tego śmieszkowania to jeszcze nikomu niczego nie przybyło.

No to ja tak napiszę. Usiądę, wezmę na tapetę jakąś swoją refleksję, oddam się temu w pełni tak, jak zwykle i powstanie moralizatorska historyjka a później…

- Redaktor, ale Ty śmiesznie pisz. Tak z jajem pisz…

Widzisz? Nie dogodzisz! Ja w życiu straciłam mnóstwo czasu na zadowalanie innych. Naprawdę, sądziłam, że jeśli spełnię oczekiwania rodziny i znajomych to będę w pełni kochana, akceptowana, dobrze oceniana itd., ale to jest guzik prawda. Ten guzik odpada za każdy razem, kiedy go przyszyjesz.

Ludzie nauczyli nas, że kochają i chwalą tylko wtedy, kiedy jesteśmy tacy, jak oni by chcieli. Rodzice od małego uczą nas, że będą nas kochać, jak będziemy grzeczni, posprzątamy pokoik i będziemy mieć dobre oceny. Uczą nas warunkowej miłości – czyli dam Ci dobre słowo i przytulę, kiedy Ty będziesz taki, jak ja chce, byś był.

Koledzy i koleżanki uczą nas tego też od najmłodszych lat – jak będziesz trzymał naszą stronę i nosił pomarańczowe tenisówki to będziesz w naszej paczce, inaczej won!

W pracy uczą nas tego samego – jak będziesz się wykazywać ponadprzeciętnym zaangażowaniem, to będziesz poważany i może trafi Ci się awans.

To jest z jednej strony dobre, bo motywuje do działania i poprawiania własnych jakości, ale z drugiej może być destrukcyjne, szczególnie w kontaktach z najbliższymi. Na nikim nie zależy nam tak bardzo, jak na nich. Dorosłe dzieci wymagających rodziców do starości robią wszystko tak, by sprostać oczekiwaniom rodziców i zasłużyć na ich miłość i poważanie. Skaczemy do tych poprzeczek, bo wydaje nam się, że wtedy będziemy szczęśliwi.



Powiem Ci anegdotę. Daaawnooo temu, jeszcze w szkole, kiedy Redaktor była młoda i głupia i w ogóle tego nie rozumiała, był taki jeden chłopak. To szaleniec był, ale jakoś bardzo mi się podobał i wiedziałam, że on lubi blondynki, a ja szatynka jestem naturalna, więc co? Przefarbowałam włosy na blond dla tego osła! Naprawdę – dałam sobie rozjaśnić włosy do wyglądu ala Marylin Monroe, żeby zwrócić jego uwagę, i co prawda był tam jakiś mały flirt (po pijaku...), ale on po latach i tak związał się z dziewczyną, która jest szatynką.

Zmieniamy siebie dla innych, bo wydaje nam się, że jak się dostosujemy, to będą nas szanować, zauważać, kochać, doceniać. To jest utopia. To jest niekończące się skakanie do poprzeczek, które ustawiają inni, a że każdy ma inną poprzeczkę, to Ty nie dasz rady wyrobić w sobie takiej kondycji, żeby fiknąć przez każdą.

Wracając do moich włosów – po kilku latach w blondzie, który o dziwo wcale nie okazał się jakimś wabikiem na najlepsze ciacha, wróciłam do naturalnego koloru, który wtedy był pospolity, a później okazało się, że jest najbardziej pożądanym i mało tego – jest mi w nim najlepiej. Jak sobie przypomnę moje pobudki do tego, żeby pierwszy raz spalić sobie łeb rozjaśniaczem, to wiem, że młodość musi popełniać błędy.

Na szczęście starości też wolno je popełniać, więc nie musisz być człowiekiem od wszystkiego i dla wszystkich.

Wiesz, kiedy żyje się najlepiej? Kiedy jesteś – przepraszam za wyrażenie – pieprzonym egoistą, który urodził się po to, żeby sobie zrobić dobrze.

Może to jest brutalne, może urazi wszystkich, którzy mają wyższe cele i chcą, żeby ludzie wokoło byli szczęśliwi kosztem ich szczęścia, ale sorry – mnie życie nauczyło, że choćby nie wiadomo co zrobić – nie zadowolisz każdego. Zyskasz tylko dodatkową frustrację, potrzebę perfekcjonizmu i wiecznego niezadowolenia z siebie. A czy po to się rodzimy? Żeby całe życie przecierpieć, czy żeby być zadowolonymi?

Doskonale widać to po dorosłych dzieciach rodziców typu „zrób to, bo inaczej”. Te dzieci pedantycznie przez całe życie składają ściereczki w kostkę, jak Edyta Górniak, która kiedyś przyznała się, że przez wymagającą matkę nigdy w życiu nie zaznała spełnienia, bo mimo osiągnięć, ciągle była z siebie niezadowolona. Nie potrafiła się cieszyć swoimi sukcesami, bo stało za nimi oczekiwanie na akceptację matki, a ta akceptacja nigdy się nie pojawiła, bo małej Edycie nigdy nie udało się zasłużyć na miłość matki.

I powiesz, że jak to tak? Przecież taka diwa powinna się czuć, jakby Marsa zdobyła. Ludzie ją podziwiają, zazdroszczą jej, a pod spodem co? Pod spodem nadal dzieciak, który nie widzi własnych dokonań, bo mamie i tak by nimi nie dogodził, więc pewnie są do niczego.

Nam ma być dobrze. Naprawdę. Ja się przekonałam, że ludziom wokoło jest najlepiej wtedy, kiedy jestem trochę egoistyczna i dobrze jest mnie. Nie ma wtedy wymagań, oczekiwań i niespełnionych nadziei. Każdy wie, na czym stoi.

Jedynymi ludźmi, którym opłaca się imponować, jesteśmy my sami. Tylko dla siebie samych warto pokonywać swoje słabości i przekraczać granice. Jeżeli będziesz mierzył swój sukces miarą innych, to umrzesz ze świadomością, że nigdy go nie osiągnęłeś. Bo wiesz, najwięcej to wymagamy od innych. W stosunku do innych to mamy takie wymagania, że siebie nawet byśmy ich nie pokazali. Najłatwiej ocenia się innych, bo tak jest łatwo.

No bo przecież co to jest za wielkie dokonanie schudnąć 20 kg, kiedy sami nie musimy? Ktoś powinien to zrobić w miesiąc, a że my będziemy się męczyć 5 lat, to już inna bajka.

Co to jest urodzić trójkę dzieci, samotnie wychować i jeszcze utrzymać? Setki tysięcy kobiet tak robią, ale gdyby przyszło Tobie, to już by tak łatwo nie było, prawda?

Co to jest nauczyć się 5 języków? Kiedyś tam przecież można się nauczyć, ale weź Ty się naucz. I co? Nie jest już tak różowo, nie?

Dopóki sami czegoś nie poznamy po bolesnych razach na własnym tyłku, to nam to się wydaje taką łatwizną i innym właśnie też. Trud widać i czuć dopiero wtedy, kiedy personalnie Cię dotyczy. Inni mają tak samo, więc dla nich Twoje osiągnięcia mogą być zawsze marne, bo nie chodzili nigdy w Twoich butach.

Nie możesz wszystkiego – nie da się spełnić oczekiwań wszystkich i każdemu się spodobać, przypaść do gustu i zasłużyć na pochwałę. Z jednymi się lubisz i nie wiesz czemu, innych spotykasz i już masz dość. Tego się nie przeskoczy, bo to jakieś wibracje, z których jedne do siebie pasują a inne nie. Nie trać życia na to, by zaakceptowali Cię wszyscy. Kto ma zaakceptować, ten to zrobi. Kto nie ma, tego nie przekonasz nigdy i niczym. Stracisz tylko czas i nerwy, a na końcu i tak wyjdzie, że najlepiej Ci wtedy, kiedy myślisz głównie o sobie.

I zerknij jeszcze tutaj: http://www.redaktorbezczelna.pl/2017/06/chodz-pobawimy-sie-w-egoizm-bedzie.html

3 komentarze:

  1. Chociaż zapewne znasz tą przypowieść lub jej podobną wersję, to może warto ją tutaj prztoczyć:

    "Pewnego razu ojciec przywołał swojego syna i wybrali się na targ, aby sprzedać osła. W drodze spotkali dziewczęta, które szły czerpać wodę. Zobaczywszy dwóch mężczyzn z osłem, zaczęły się naśmiewać mówiąc: „Cóż za głupcy idą pieszo, a przed nimi osioł, który nie dźwiga żadnych towarów.” Usłyszawszy to ojciec wsadził syna na osła i powędrowali dalej.
    Po krótkim czasie spotkali starca siedzącego na skraju drogi, który krzyknął: „Oto na własne oczy widzę to, co inni mi opowiadali. Nikt nie szanuje starszych. Patrzcie, młodzieniec jedzie na ośle, a starzec idzie pieszo”.
    Gdy ojciec to usłyszał zsadził syna i sam zajął miejsce na ośle. Nie ujechali zbyt daleko, gdy usłyszeli głosy: „Cóż to za ojciec. Sam jedzie na ośle, a syn ledwie powłóczy nogami”. Słysząc to syn siadł za ojcem na osła. Po krótkim czasie spotkali człowieka, który ich zapytał: „Czy ten osioł należy do was?” Gdy odparli twierdząco, dodał: „Myślałem, żeście go ukradli, bo niedługo zdechnie pod waszym ciężarem”. Ojciec z synem zawstydzili się, zsiedli z osła, wzięli go na barki i tak kontynuowali dalszą drogę. Dotarli nad rzekę, gdzie ludzie, widząc dwóch mężczyzn niosących osła, zaczęli głośno krzyczeć. Osioł usłyszawszy te krzyki przestraszył się bardzo i zaczął wierzgać. Rzucił się w głęboką wodę i utonął. Ojciec i syn zostali zdziwieni na brzegu. W końcu odwrócili się, aby powędrować do domu. Mówili między sobą: „Chcieliśmy zadowolić wszystkich i nikogo nie zadowoliliśmy. Miał rację ten, który powiedział: „Jeżeli chcesz zadowolić wszystkich, nie zadowolisz nikogo”. /Przypowieść rwandyjska/

    Elq

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam jak najbardziej i tak to właśnie wygląda.

      Usuń
  2. Skorciło mnie, żeby coś dorzucić bo jakoś związane z tematem i takie z życia wzięte. Otóż, starasz się człowieku, się wysyłasz a nawet poświęcasz. Działasz, jak najlepiej umiesz,ale jakaś rzecz ci nie wychodzi, choćby drobiazg, o czymś zapimasz,choćby o drobiazgu.I wtedy - nieważne jak się starałeś - zostajesz przydeptsny, z podciętymi skrzydełkami, gdy słyszysz kolejny raz, opcjonalnie: ty to zawsze, ty to nigdy, ty to wszystko, ty to nic! Uogólnienie - podsumowanie - przydeptanie.
    Więc lepiej już być egoistą,robić swoje i dla siebie przede wszystkim oraz puszczać mimo uszu odgłosy "życzliwych".
    ;)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.