To cechuje ludzi, którzy nie czuli się nigdy wystarczająco kochani i akceptowani...

czerwca 11, 2018

To cechuje tych, których rodzice nigdy nie akceptowali. Tych, którzy byli zawsze gorsi od rodzeństwa, którzy nie mieli najlepszych ocen, nie słuchali się we wszystkim, nie dostali wsparcia i zrozumienia. To cechuje tych, wobec których zawsze było tylko pretensje i oceny — negatywne, bo czego by nie zrobili, zawsze byli nie tacy, jak powinni.

Jeżeli nie czułeś się nigdy kochany i akceptowany, to być może zawsze będziesz to mieć. Zawsze będziesz czuć się w jakiś sposób gorszy, wykorzystany, odtrącony, niezrozumiany, wyalienowany i muszący robić więcej niż inni, żeby Ci było w życiu na takim poziomie, jaki inni mają bez wysiłku.

Ci ludzie próbują zasłużyć na miłość


Jeżeli nie czułeś miłości, zrozumienia i wsparcia rodziców, być może już zawsze będziesz próbował na to zasłużyć. Zasłużyć na ich miłość, jednocześnie odtrącając ich (jeśli żyją) i próbując za wszelką cenę pokazać, że udało Ci się i powinni być z Ciebie dumni. Tylko że toksyczni lub chłodni rodzice będą to mieli gdzieś. Dla nich i tak będziesz czarną owcą, której trzeba się tylko wiecznie czepiać.

Jeżeli miałeś/masz rodziców zamkniętych na nowe, nigdy nie zrozumieją, że chcesz iść własną ścieżką i nigdy nie będą Cię przez to prawdziwie kochać. A może będą, ale zamiast pokazać to, jak ludzie, pokażą to ciągłym podnoszeniem Ci poprzeczki.

Niezrozumiałe i niekochane dzieci są skrajnością. Z jednej strony mają braki, czują, że czegoś im trzeba, że świat był dla nich mocno niesprawiedliwy, ale z drugiej strony często osiągają wielkie rzeczy. Wytrwale pracują, żeby pokazać mamie i tacie, że sobie poradzili, ale na nic to, bo wśród stu sukcesów tamci wytkną jedną porażkę. Podczas gdy cały świat będzie Ci zazdrościł, oni powiedzą:

- Phi, takie coś to jest nic – a być może sami nic nigdy nie osiągnęli.

Tylko że Ty za chuja nie potrzebujesz poklasku całego świata. To, co robisz i co sprawia, że wszyscy Cię podziwiają, czego nie robisz ani dla tego świata, ani dla siebie, tylko dla nich – żeby zasłużyć w końcu na ich miłość.

Żyjesz latami z podświadomym przekonaniem, że może jeszcze coś da się zrobić, że może jest coś, co w końcu ich obudzi i dadzą Ci to, czego wcześniej żałowali – miłość, jedno pierdolone dobre słowo, ale często tak się nie dzieje.

Im bardziej próbujesz doskoczyć do ich poprzeczki, tym ona bardziej idzie w górę. Nawet jak umierają, to często łapiesz się na tym, że zrobiłeś coś tak, a nie inaczej, bo chciałeś się im przypodobać. Ich już nie ma, a Ty nadal spełniasz ich plan. Nadal próbujesz jak to dziecko we mgle zasłużyć.

Wielu kroków nie podejmujesz, a wiele robisz wbrew sobie, no bo oni – oni sterują Twoim życiem w sposób niemy. Raz się stawiasz, ale wiesz, że na nic to, bo trzeba iść pod prąd. No więc się starsza, ale im jest mało, ciągle czujesz, że nie spełniasz standardów.

Powiem Ci coś: dopóki będziesz się starać to robić, nie spełnisz ich nigdy.

Bo w tym układzie Ty (osiołku), nigdy nie dosięgniesz do celu (marchewki). Ona będzie Ci tak przedstawiana przed nosem, byś tylko czuł jej zapach i pragnął, ale im mocniej będziesz bieg, tym szybciej marchewka się oddali. Zawsze będziesz o krok od, ale nigdy u celu.

Im bardziej będziesz spełniać te wizje rodziców, bez względu na to, czy żyją, czy nie, tym więcej frustracji i smutku sobie zapewnisz. Chcesz przykładów? Nie ma sprawy, u mnie Ci jest tyle ludzkich zwierzeń w głowie, że mi już na zawsze wystarczy.

Ona, 34 lata (Niby stara prawda? Niby się już matki i ojca słuchać nie powinna. O święta naiwności – czemuś tak powszechna).


Nic od rodziców nie dostała. Nic, złamanego grosza i nawet chujowo-dobrego słowa. Sama od najmłodszych lat musiała tyrać na wszystko, co chciała, bo oni nie widzieli, że teraz takie czasy, że starzy to dzieciom powinni coś jednak dać. Ona widziała rówieśników, którzy w wielu 20 lat dostali od kochających rodziców dom, samochód, start na życie, a ona mieszkała z nimi do 28 roku życia, a później tułała się po wynajętych mieszkaniach, choć kasy im nie brakowało, tylko oleju w głowie, że dziecko gorszym robią, bo nie dali startu, a mogą

Powiesz, że roszczeniowa? A skąd! To nie te czasy, że dobrze płatna robota na drodze leży, w pół roku można się do zakładowego mieszkania wprowadzić, a człowiek ma w kieszeni więcej kasy, niż wart towar w sklepie. To nie te czasy, gdzie każdy gówno miał i każdemu tak samo gówniano się żyło. Dzisiaj jest dysproporcja – jest bogata koleżanka, która palcem nie kiwnęła do trzydziestki i ona, która czuła się jak to kukułcze jajo, bo zamiast od rodziców dostać, sama musiała pomagać im.

Kupowała jeszcze prezenty na gwiazdkę i na urodziny. Robiła zakupy, nigdy nie chciała grosza, sama stawiała swoją przyszłość krok po kroku. I „stawiała” to jest tu bardzo dobre słowo, bo dom budowała sama, a rodzice – grosza nie dali i nawet łopaty nikt nie przyszedł potrzymać, a mógł. Nie pamiętali, jak sami dostali od własnych rodziców wesele, dom, samochód, ziemię i wszystko, co takie młode małżeństwo potrzebuje na start. Nie pamiętali, jak ich rodzice pomagali przy dzieciach, w domu i finansowo przez lata. Anioła chuj by strzelił, kiedy koleżanki kochane przez rodzinę u kosmetyczki siedzą, a Ty dniami i nocami tyrasz, żeby choć liznąć ich poziomu.

On 47 lat (Jeszcze starszy, niby powinien już nie pamiętać, a pamięta dobrze)


Od 5 lat chodzi na cmentarz do swoich rodziców i pyta mogiły, dlaczego go nigdy nie kochali. Dlaczego wypuścili go w świat takiego bezbronnego, z niskim poczuciem własnej wartości, służalczego i z przekonaniem, że każdy jest lepszy, tylko nie on. Rzuca na tę mogiłę jakieś kwiatki, niby w złości, ale może jednak dlatego, że jeszcze łudzi się, że usłyszy:

- Synek, jak to dobrze, że przyszedłeś.

Nigdy tego nie usłyszał. Wysłuchiwał natomiast:

- Ale był spokój, jak Cię nie było;
- Mam nadzieję, że kiedyś życie Cię pokaże takim samym dzieckiem, jak Ty byłeś;
- Wszyscy potrafią coś zrobić, tylko ty jak zwykle nic.

Były i o wiele ostrzejsze słowa, ale on nie chce mówić. Wstydzi się. Minęło tyle lat, a on się nadal wstydzi. Wstydzi się tego, że kiedyś potrzebował na chwilę grabi, a jego ojciec powiedział mu:

- To są moje grabie, ile mi zapłacisz za to, żeby je pożyczyć?

A w tym samym czasie jego kumpel budował firmę za kasę własnego ojca, a ojciec lat w kumpla strumieniami, bo to syn i chluba.

Nigdy mu tego nie wybaczył. Matce też, bo oboje widzieli w nim zło wcielone, zamiast człowieka, który do szczęścia i prawidłowego rozwoju potrzebuje tak naprawdę jednego – miłości.

I już nie chodzi o tę kasę, o tę pomoc. Chuj z nią, bo to rzecz nabyta, a jak się czujesz w życiu kochany, to sam sobie na to kiedyś zarobisz, bo będziesz mieć siłę i chęć. Jak nie czułeś miłości, to Cię to nie będzie cieszyć. Nie zaspokoi Cię miłość chłopaka/dziewczyny/męża/żony, bo to już za późno. Ty potrzebowałeś wcześniej. Potrzebowałeś wychować się w rodzinie, w której będziesz dobry, w której ktoś Cię chociaż raz w życiu pochwali za to, że tańczyłeś na rzęsach, by pokazać, jak jesteś dobry.

Ale to nic, te Twoje dobre oceny, pracowitość, starania, osiągnięcia – to jest niczym, skoro nie czujesz, że ktoś Cię wspierał w drodze do tego.

Braku przytulenia nie zrekompensujesz sobie żadną kasą. Miłość przyszłego partnera nie będzie na to lekarstwem. Własne dzieci albo potraktujesz podobnie, albo nie zechcesz ich nigdy mieć właśnie w obawie o to, że skrzywdzisz je tak samo, ale wręcz przeciwnie – znowu będziesz chcieć pokazać rodzicom, że jesteś dobry czy lepszy i wychowasz maluchy tak, żeby miały wszystko, czego Ty nie miałeś. Ale nawet kiedy będziesz je bujał do snu, łezka w oku Ci się zakręci na myśl, że tak bardzo chcesz, żeby Ciebie też kiedyś ktoś przytulił i powiedział, że rozumie. Za późno.

Nie próbuj doskoczyć do tej poprzeczki dzieciaku rodziców, którzy mieli wieczne muchy w dupie. Nie próbuj zasłużyć na tę miłość dzieciaku rodziców, którzy sądzili, że jak wychowają Cię twardo, to będą z Ciebie ludzie. Jedyne, co musisz zrobić, to nie powtórzyć ich błędu. I tak umrzesz, czując, że wszystko było nie tak, ale chociaż zostawisz kogoś, kto nie będzie rzucał ze wściekłością kwiatów na Twój grób.

---

Wielu jest takich. Wielu jest nas, którzy już nie wypełnią niczym tej pustki. To nie jest tak, że jesteś w tym sam, że tylko Tobie się to przydarzyło. Ludzie, których mijasz mogą ukrywać pod uśmiechem to samo.

5 komentarzy:

  1. A ja 50+ nadal tak mam.A mamuska z błyskiem niechęci w oku wydaje kolejne polecenia, bo przecież należy się jejw ciągła uwaga

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem o czym piszesz, miałem podobnie, choć moja matka akurat była dwoista, czasem była szczerze czuła i potrafiła być dobra, żeby za chwilę zamienić się w tyrania, który rzuca W głowę książkami, bo dostałem 1 matmy, albo, że miałem bałagan. Kompletny absurd. Mimo traumy braku bezwarunkowej miłości, na koniec jej życia byłem z nią do ostatniego dnia. Wcześniej za jej życia wybaczyłem jej wszystko więc w momencie śmierci moją główną reakcją była ulga, że końcu mogłem zacząć żyć tak jak zawsze chciałem i nikt tego nie będzie już oceniać. I to doświadczenie zakończyło moja wspólną karmę z mamą. Moje poczucie po tym wszystkim jest mimo wszystko bardzo pozytywne, wszystko mi się ułożyło samo, nie myślę o niej i wspólnych doświadczeniach, żyje tu i teraz bez poczucia żalu, tylko z poczuciem spokoju. Więc z mojego doświadczenia mogę tylko napisać, że da się wyjść z traumy, tylko z tym się łączy zmiana osobowości własnej, ja akurat się cieszę, że nie jestem już tym kim byłem. W końcu spełniam swój życiowy potencjał, a życie nabrało kolorów, obfitość do mnie przyszła. Da się wszystko, ale często o tym zapominamy, albo po prostu nie wiemy. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne jest właśnie to, że dzieci takich rodziców - powiedzmy to sobie szczerze - czekają, aż rodzice umrą, bo wtedy dopiero oni mogą zacząć prawdziwie żyć.

      Usuń
  3. To ja tak trochę włożę kij w mrowisko i nie po linii partii polecę ;-) Tak sobie myślę, że czemu rodzice mieliby nam dawać start? Kto powiedział, że mają nas czymś obdarzyć? Każdy z nas może przyciągnąć do swojego życia, to co pragnie sam, właśnie na tym polega prawo przyciągania. Jeśli nie przyciąga, to może dlatego, że zamiast uznać się za kreatora swojej rzeczywistości, ciągle z pretensją do rodziców powtarza - nie mam, nie mam, nie mam. A kiedy Wszechświat stara mu się coś podsunąć, tylko mocniej zaciska powieki i głośniej powtarza - nie mam, nie mam, nie mam ;-)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.