Mała skrzywdzona w dzieciństwie dziewczynko i mały skrzywdzony chłopczyku, chodźcie na chwilę, coś wam powiem

czerwca 15, 2018

To było lata temu, a Ty nadal pamiętasz. Ktoś tam powiedział coś złego, coś Ci zrobił, czegoś nie dał. Tak zwyczajnie, dziecięco i po ludzku było Ci przykro. Minęło 10 lat, 20, 30 albo całe wieki, a w Tobie to nadal siedzi. Już przestałeś się oszukiwać, że zapomnisz, może udało Ci się wybaczyć albo wmawiasz sobie, że wybaczyłeś, ale coś Ci powiem – póki to boli, nie jest wybaczone.

Weź coś zrozum


Ty się możesz śmiać, w sumie to możesz nawet stąd zaraz wyjść i nigdy nie wrócić, bo stwierdzisz, że ta Redaktor to pierdoli głupoty i nima synsu słuchać. To nie musi być prawda, to może być równie dobrze jeden wielki bullshit, ale powiedz mi: czy wolisz być zdrowy, wierząc w coś, co może nie być prawdą, ale nigdy tego nie udowodnisz, czy znać prawdę i chorować do ostatnich dni? Jeśli chcesz, możesz iść. Masz prawo, ja nie zatrzymuję, ale jeśli nadal jakimś cudem chcesz zostać, to postawmy sobie sprawę jasno:

A co, jeżeli chciałeś być tak skrzywdzonym?

No?

No ja wiem co zaraz będzie – babie się we łbie przewróciło, bo jak małe dziecko może chcieć być skrzywdzone. Dobra, ale…

Skąd to małe dziecko przyszło? Skąd się wzięło?

Taki wypierdek mamuta, ot, zrobił ktoś, wyskoczyło i jest? I już ma te wszystkie instynkty, te zdolności, tę zakodowaną empatię, sumienie, uczucia i cały tej bajzel? Samo się wzięło?

A jeśli to dziecko już kiedyś tu było? Jeśli to nie jest pierwszy raz tego dziecka i dlatego ono tak ochoczo uczy się chodzić, raz po raz upadając na dupę, bo przecież wie, że tak ma być i trzeba?

A co, jeśli to dziecko, które śmiało się kiedyś jak wariat i rzucało zupką po całej kuchni, wiedziało jeszcze wtedy skąd przyszło i po co, i że to jest wszystko zabawa, taki wielki fun i trzeba być sobą?

Co, jeśli to dziecko wcześniej było gdzieś energią, która postanowiła:

- No dobra, to teraz tu chcę iść.


A później ubrało buciki, zacisnęło pięści i przyszło?

Co, jeśli ono bardzo dobrze wiedziało, co je czeka. Ba – samo sobie to wybrało, bo miało więcej wiedzy, niż Ty teraz? Wiedziało, że nie umrze, bo się nie umiera i nie zginie, bo nikt zginąć nie może? A skoro to wiedziało, to miało w swoim małym nosku to, co się stanie, bo tak ma być i to na własne życzenie?

Co, jeżeli któregoś dnia przeszło przez bramę zapomnienia, a po wyjściu wszystko zza tamtej strony zatarło się w czerń, do której nie sposób już wrócić? I póki nie przekroczyło tej bramy, wszystko było jasne, ale za był podły świat?

A później się zdarzyło. Ktoś je skrzywdził. Ktoś zrobił mu coś złego – nie kochał, pobił, powiedział, że nie chce, okaleczył, wyśmiał, zostawił. Przyszedł ból. Złość, że dlaczego mnie to spotyka i dlaczego ten ktoś mógł tak zrobić.

A może wcześniej, chuj wie jak dawno, jakieś dwie dusze siedziały w kącie i rozmawiały, choć rozmowę tę można dziś tylko odtworzyć.

- Chciałbym poczuć jak to jest cierpieć.

- Oszalałeś? Na co Ci to?

- Na wszystko. Jak mam zrozumieć co to szczęście, jak nie znam drugiej strony? Pomożesz mi?

- Ale co mam zrobić?

- Nie wiem, jak się urodzimy to pobij mnie albo coś. Albo zrzuć mnie ze schodów. No tak żeby mnie to bolało.

- I nie będziesz na mnie zły?

- Będę! No pewnie, że będę. Przecież wtedy stracę pamięć, więc wyda mi się, że jesteś taką świnią i będę się mógł przetestować, czy Cię nienawidzę, czy rozumiem. W ten sposób mi pomożesz. Przecież wiesz, że i tak nie możemy sobie zrobić żadnej krzywdy, bo za jakieś 60-90 lat i tak się tu znowu spotkamy. Usiądziemy sobie i obgadamy zamianę. Następnym razem ja będę „tym złym”. To fajna zabawa, no dawaj, czego się boisz?

- Ok, ale nie bądź na mnie zły, kiedy to zrobię, proszę, bo sam tego chcesz. Nie nienawidź mnie później za to, dobrze?

- Tego nie mogę Ci obiecać. Będę tylko człowiekiem i nic, co po tej stronie, nie zostanie w mojej pamięci, ale wiesz – kiedyś obudzę się z bycia człowiekiem i znowu sobie na chwilę przypomnę. I tak w nieskończoność. No chyba, że już przestaniesz chcieć się ze mną bawić, to wtedy się rozejdziemy.


Te małe dzieci (a później duże skrzywdzone) całe życie sądzą, że ktoś zrobił im coś złego. Mocno nienawidzą. Rzucają przekleństwa. Zatracają się w goryczy. Albo w drugą stronę – sądzą, że to ich wina, że byli nie tacy, jak powinni, że kusili, prowokowali, sami ukręcili sobie baty na własne tyłki.

Srały muchy, będzie wiosna, będzie lepiej trawa rosła. Tyle.

To nie jest wina dziecko, rozumiesz? To jest ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Trzeba wziąć na siebie odpowiedzialność za to, co się dzieje. Wtedy nie jesteś już przedmiotem, a podmiotem. Nie obserwatorem rozgrywki a rozgrywającym. Wtedy nic nie dzieje się wokół Ciebie, tylko Tobie.

Proste pytanie – jak to jest poczuć, że się jest najedzonym?

Trzeba się kiedyś chociaż raz przegłodzić.

Jak Ci głód do dupy zajrzy, to wtedy wiesz, co to znaczy się najeść.

I analogicznie – jak poznać, że Ci jest miło i dobrze?

Musi Ci być chociaż raz podle i beznadziejnie.

Biegunowość. Panie – nie da się inaczej.

Człowiek to nie jest taka statyczna marionetka, że ruszasz w prawo i lewo i to wszystko. Człowiek to jest dobro i zło, miłość i nienawiść. Człowiek to jest skrajność, która poznaje. Ma prawo wybrać poznanie tego, co obrzydliwe. Ma prawo zdecydować się na bycie poniewieranym i krzywdzonym, bo wie, że to życie minie za kilkadziesiąt lat i pstryk! Będzie tylko jednym z wielu. Jak mam 1000 klocków, to mam wywalone, że mi się jeden zgubi. Jak wiem, że mi na polu rośnie milion truskawek, to co mnie obchodzi, że mi ślimaki zjedzą 3 z nich? Nie liczę się z konsekwencjami, bo nic nie tracę.

I możesz się spytać – ale dlaczego ktoś chce się czuć źle?

Żeby wiedzieć, jak to jest się czuć dobrze? Żeby wypracować w sobie współczucie dla innych? Jak sama nie wiem, co znaczy ból złamanej nogi, to czy ja będę w stanie współczuć innym, że giry połamali? Nie będę.

Jak mnie bieda do oczu nie zajrzała, to czy ja będą współczuć tym, którzy ją klepią?

Nie będą, bo syty głodnego nie zrozumie i na tym polega rozwój, że aby stać się lepszym, albo inaczej, przypomnieć sobie, co to znaczy być dobrym, trzeba się przebić przez całe to szambo zła. I wszystkiego spróbować. I nie wyć na świat, że mnie pokarał, bo sam żeś tu po to przylazł, rozumiesz? Jak ładuję łapę do kibla, to na kogo mam krzyczeć, że śmierdzę? Sama włożyłam.

Ty też sam tu przyszedłeś. Nikt Cię nie mógł zmusić, bo masz wolną wolę i mogłeś tam siedzieć, gdzie siedzą Ci, co sobie robią odpoczynek. Ale Ty byłeś odważny i przyszedłeś tutaj, więc teraz czas, żeby podźwignąć to, czego chciałeś.

Jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B – tak mówił kiedyś mój wychowawca, co to na niego psioczyłam latami. Już nie psioczę, bo przydał mi się ktoś, kto przyciskał. Tobie może  tamten ktoś też mocno się przydał, ale o tym nie wiesz.

No to już – hop – powiedz, co takiego dobrego z tego wynikło? Co się na skutek tego stało? Zastanów się teraz sekundę...

Czyżby to było…

No właśnie. Naprawdę czujesz się skrzywdzony? A może na odwrót? Może ktoś Ci wyświadczył pieprzoną przysługę, chociaż nie było mu łatwo i nie jest, a teraz czeka tam gdzieś albo niedługo będzie czekać na to, aż Cię spyta, czy dobrze mu wyszło.

Co powiesz?

Powiesz:

- Stary, to była robota. Jesteś wielki… A teraz zamiana…

8 komentarzy:

  1. To taki nowy sposób wytłumaczenia rzeczywistości... i pytanie, dlaczego na świecie jest tyle cierpienia a tak mało szczęścia? Czyżby wszyscy będąc tymi umawiającymi się duszami byli masochistami chcącymi doświadczać cierpienia? Bo już je tak zemdliło od tego szczęścia w poprzednich wcieleniach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież tego zła nie ma więcej, niż dobra. Tylko my źle patrzymy i widzimy tylko zło.

      Usuń
    2. hmm... nie wydaje mi się żeby szczęścia było więcej. Nasza ludzka natura bardzo koreluje z naturą tego ziemskiego świata, która opiera się na walce i brutalności co oznacza cierpienie dla "przegrywających", szczególnie cierpią dzieci gdyż są słabsze od dorosłych osobników i mało rozumieją. To cierpienie (jako wynik pewnych okoliczności) często jest potrzebne jako bodziec do działania a dla natury jest to sposób na przetrwanie gatunku, w którym osobniki silniejsze przetrwają i przekażą geny swoim następcom - natura w ten sposób odsiewa słabe osobniki i eliminuje je z możliwości rozmnażania. To prawo funkcjonuje również w świecie ludzkim choć może w mniej ewidentny sposób. Natomiast teoria o umówieniu się w przyszłym wcieleniu na takie życie i doznania jest piękna i logiczna, ale to tylko teoria niczym nie potwierdzona jak każda inna religia ... jednakże jak komuś dobrze jest w to wierzyć i zyskuje dzięki temu spokój ducha to bardzo proszę :)

      Usuń
    3. O tym właśnie piszę, że jeżeli coś daje nam spokój, a nie damy tego rady udowodnić, to można wierzyć. Lepiej wierzyć w coś, z czym się lepiej żyje niż na siłę szukać prawdy i żyć źle.

      Usuń
  2. możliwe, że tak jest, ani nie zaprzeczam ani nie potwierdzam:)
    skąd masz takie inspiracje?

    znasz redaktorko jakieś metody skuteczne na wybaczenie?

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój ulubiony blog! Jeszcze nigdy nie lubiłam kogoś tak systematycznie odwiedzać... Post też super, kolejna dawka przypomnienia i lepszego radzenia sobie z życiem. Buziaki

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.