Jedna cecha, którą prawie każdy z nas ma i każdy się wstydzi, a nie powinien

czerwca 30, 2018

Ludzie często mówią, że inspiruje ich życie i to jest niby takie oklepane, ale prawdziwe. Gdzie się nie obejrzę – czeka jakiś pomysł. Ktoś coś powie, coś przeczytam, zobaczę i siup – mam pomysła, jak mawiał Ferdek. Teraz też tak było, a inspiracją do napisania tego posta stały się – pomarańczowe paznokcie mojej przyjaciółki. Dżizas, naprawdę.

Króciutko przelecimy przez historię i do sedna.

Jadę do Anetki, a Anetka ma taaaakie nowe pazury. Taaak się błyszczą, taaaak się w oczy rzucają. No taaaakie ładne, że szlag. Hm, Anetka ma. Anetka, co w domu siedzi i te pazury zmarnuje przy zmywaniu garów. A ja? A ja nie mam, a byłoby gdzie pokazać.

Zazdroszczę. No bo ostatnio nie było czasu zrobić, a przecież nawet nie muszę się nigdzie ruszać, bo robię sama. Wracam do domu, wyciągam sprzęt i robię. Taaaadaaaam! Wszyscy mają mambę, mam i ja.

Zazdrość.


Tak cholernie się jej wstydzimy, jakby to było coś złego. Jakby nam to jakoś uwłaczało i sprawiało, że jesteśmy ludźmi gorszego sortu, a przecież nie! Zazdrość jest dobra. Naprawdę. Zazdrość to z pozoru jedno z lepszych uczuć, które możesz czuć. Mało maślane. Nie ważne.

Popatrz – jeżeli dookoła nie ma komu i czego zazdrościć, to Tobie się nie chce. Nic Ci się nie chce, bo jakoś tak nie masz motywacji. A jak widzisz, że Ala ma kota, a Baśka ma basen przed chałupą, to chce Ci się chcieć. Zazdrość motywuje Cię do działania. Ona daje Ci taki impuls do tego, żeby coś zrobił, żeby sobie poprawić życie w jakimś aspekcie i nie – to nie jest puste. Uwierz, jeżeli się w to zgłębisz, to zobaczysz, że zazdrość może dać Ci więcej, niż myślisz.

Taka kobitka, nazwijmy ją A. 15 kg nadwagi, brzydkie włosy, brzydkie zęby, zniszczona twarz, brzydkie ciuchy. Smutna. Niespełniona. Codziennie spotyka się w pracy z koleżankami, które wyglądają jak milion dolarów – szczupłe, zadbane, promienne i ona im zazdrości. W końcu pęka i postanawia wziąć się za siebie. Z zazdrości.

Odchudza się. Idzie do fryzjera. Idzie do dentysty. Idzie do kosmetyczki. Idzie na zakupy. Po pół roku nie ten sam człowiek – zadowolona, modna, szczęśliwa, po prostu babka petarda. Wstaje rano i chce się jej żyć. Mąż zaczął o nią znowu zabiegać, koleżanki „przyjęły ją jak swoją” i chodzą razem na zumbę, w pracy dostała awans z biurwy na przedstawiciela, który ma na co dzień kontakt z klientami. Zamieniło się wszystko, a początkiem była zazdrość.

Zazdrość o to, że ktoś ma lepiej, więcej i fajniej. Zazdrość sprawia, że w końcu zaczynamy rozumieć, że nie jesteśmy gorsi, tylko po prostu musimy przycisnąć i uda nam się to samo, co innym.

Tylko nie mylić z zawiścią, bo to dwie różne rzeczy!

Zazdrość to stan, w którym kogoś za coś podświadomie podziwiasz na tyle, że chcesz osiągnąć to samo, co ta osoba. To takie – ale piękny ma ten zegarek, też sobie taki kupię.

Zawiść to stan, kiedy złorzeczysz tej osobie za to, co ma, ale jednocześnie nie robisz nic, żeby mieć to samo. To takie – ale ładny ma ten zegarek, żeby jej się tak francy popsuł.

Widzisz różnicę?

Zazdrość jest cholernie dobra. Gdyby nie było komu zazdrościć, nie byłoby do czego dążyć. Gdyby nie zazdrość, nie miałabym wielu rzeczy, które teraz mam, bo nie wiedziałam, że można mieć i jest to w zasięgu ręki. Skoro jest w zasięgu Kryśki, Staśki i Maryśki, to w Twoim najprawdopodobniej też.

I jeszcze jedna rzecz – to dobrze, że jest komu zazdrościć i mało tego – najlepiej, żeby tych ludzi, którym można zazdrościć, było jak najwięcej.

Czasami aż mi się słabo robi, jak widzę, gdy ktoś obraża bogatych, pięknych, mądrych itd. To zawiść. To takie coś – ja nie mam, to ty chuj* też nie powinieneś mieć, a to jest błąd. Warto czytać biografie tych sławnych, przyglądać się dobrze pięknym i podziwiać bogatych.

Tu nie chodzi o próżność. Nie chodzi o stan posiadania. Chodzi o Twoje uczucia. Kiedyś, baaaardzo dawno temu można było czuć szczęście i spełnienie nie mając nic, siedząc w suchym szałasie i opieprzając golonkę z dzika. Dzisiaj jak jest, każdy widzi. Mamy konsumpcyjny świat i nasze poczucie szczęścia jest po prostu dopasowane do tego świata, bo nie wierzę, że jest tu ktoś, kto wiedzie ascetyczne życie pustelnika w jaskini w Andach bez odzienia na tyłku i PLN-ów w portfelu, bo – skąd byś tam miał cwaniaku internet?!

Skoro więc wszyscy jesteśmy uwikłani w ten świat posiadania i dóbr, to takie pieprzenie w stylu wyrzekała się żaba błota, już nie przejdzie. Jest komu i czego zazdrościć i warto. Posiadanie daje nam szczęście. Dobry wygląd daje nam szczęście. Wiedza daje nam szczęście. Nie chodzi o to, by dążyć do rzeczy, ale emocji, jakie te rzeczy dają i skoro zazdrość o pazury koleżanki doprowadzi Cię do tego, że zrobisz takie same i przez to szczęśliwa, choćby przez moment, to czy zazdrość jest zła? Ty nie życzysz koleżance połamania tych paznokci, tylko po prostu życzysz sobie takich samych. Co jest złego w tym, żeby życzyć sobie dobrych rzeczy?

Ja mojej przyjaciółce zrobiłam zdjęcie swoich pazurów i wysłałam z adnotacją:


"Tak Ci pozazdrościłam, że też musiałam sobie zrobić”.

Ja się nie wstydzę zazdrości. Jak to dobrze boziu, że ją mam. Ta zazdrość pozwala mi się piąć wyżej. Odkrywać nowe doznania i czuć spełnienie. Ta zazdrość jest cholernie dobra, ale ktoś ciągle wmawia nam, że nie wolno nikomu zazdrościć. Nie! Nie wolno być zawistnym, ale kto mądrze zazdrości, ten tylko zyska.

1 komentarz:

  1. Dzień dobry, Pani Redaktor :)


    Tak, zazdrość jest - a raczej bywa - cholernie dobra. Nawet sam dobry Bóg jest zazdrosny, w sensie  relacji wyłączności :)
    Lecz - jak oboje wiemy - zazdrość bywa też destruktywna, obsesyjna, wyniszczająca - bywa jak miecz obosieczny. Bo zazdrość ma różne oblicza. To cały zespół uczuć i emocji.


    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.