Pytanie, jakie zadał mi nowo poznany mężczyzna, gdy zobaczył, że jestem umalowana…

maja 11, 2018

Krótka historia i mocny morał. Przedziwny i taki, jakiego bym się nigdy w życiu nie spodziewała. To, co myślimy o sobie, daleko odbiega od wyobrażenia, jakie mają o nas inni ludzie. To nas może dosłownie wbić w fotel. Mnie wbiło, bo nowo poznany mężczyzna powiedział mi, że […].

Majówka. Wycieczka. Grupa znajomych w tym kilku dopiero niedawno poznanych. Zwiedzamy wystawę a przed nami laska w obcisłym komplecie. Gołe ramiona. Wielki dekolt. Goły brzuch. Legginsy i szpilki, a to wszystko takie mocno sensualne. I do tego długie czarne włosy i mocna opalenizna.

Wodzą za nią wzorkiem – nie powiem, tyłek ma fajny. Nie w moim guście, ale taki przykuwający uwagę. Męska część mojej paczki idzie za nią ukradkiem, pokazuje sobie palcami i ktoś nawet cyknął fotkę tego jej tyłka, komentując, że super.

My z dziewczynami zwieszamy miny. No tak. Nigdy nie będziemy wyglądać tak jak ona, bo figury nie te, a i styl by mi na to nie pozwolił. Idę i w duchu żałuję, że codzienność nie pozwala mi tak wyglądać. Później o tym zapominam.

Jest wieczór tego samego dnia. Siedzimy przy mocno kopcącym grillu, z kolejnymi drinkami w dłoniach, aż tu nagle jeden z nowo poznanych znajomych z paczki odwraca się w moją stronę i pyta dyskretnie:

- Dlaczego jesteś umalowana?

To pytanie bardzo mnie dziwi, no bo jak dlaczego – jestem kobietą, więc to normalne, że się maluję.

- Tak jakoś – odpowiadam głupkowato. - Bez makijażu wyglądałabym źle.

- Co chcesz ukryć – pyta, a ja opuszczam koparę w dół i mimo że stara kobyła już jestem, to czuje się jak uczniak przy tablicy.

- No wiesz, sporo tego jest. Mam przebarwienia, zmarszczki, ogólnie nie mam równej cery.

- Co Ty opowiadasz? Wszystko jest ok.

- Nieee, mówię Ci, mam bardzo nierówny kolor skóry.

- No i co? Gdybyś miała jakieś diody czy coś, to ja rozumiem, ale przecież wszystko jest ok.

Na to odwraca się mój facet i:

- To samo jej mówiłem, wszystko jest ok.

Nagle obsiadają mnie jak te harpie jeden z jednej, a drugi z drugiej strony i przyglądają mi się z odległości 20 cm. Krępuję mnie to, bo wiem, że mam cerę gorszą od nich. No niestety hormony nam kobietom nie ułatwiają życia.

Obaj już lekko zadowoleni po drinkach zaczynają rozprawiać, że kobiecie nie jest potrzebny makijaż, jeżeli nie ma jakiegoś konkretnego i to ogromnego (podkreślam) problemu, który trzeba ukryć. Tak – UKRYĆ, bo to ich zdaniem jedyny powód, dla którego warto się malować.

Następuje kaskada komentarzy, jak to mój nowo poznany znajomy tłumaczy własnej dziewczynie, że ma się nie malować, bo nie trzeba, a mój przytakuje na to wszystko i prawią tak obaj znawcy tematu.

- A pamiętacie dzisiaj tę dziewczynę na wystawie? Mi mówisz, że niepotrzebnie się maluję – zwracam się do nowego – a na jej widok prawie wyszły wam dziś gały z orbit. Pamiętasz, jak wyglądała? Totalny plastik i kilo szpachli na twarzy, a i tak każdy z was się za nią obejrzał.

- Kochana, obejrzymy się, bo to zwraca uwagę i jest na swój sposób pociągające, ale zobacz, czy obok mnie siedzi (wskazuje na swoją dziewczynę) tamta wytapetowana dupa, czy moja Asia? Nam się podobają te puste napompowane laski, ale tylko na tyle, żeby zawiesić na nich wzrok i zagwizdać. W życiu bym takiej nie chciał na co dzień. Zanim bym zeskrobał tę tapetę, to by mi życia nie starczyło na resztę.

Zamilkłam. Nie rozumiałam, a przynajmniej na początku.

- Pokaż, jak wyglądasz bez makijażu – wypalił.
- Co? Jakiego makijażu, ja mam tylko podkład i tusz do rzęs.
- No to nic, ale pokaż, poważnie mówię.

Pewna, że udowodnię mu swoją rację, poszłam zmyć twarz, a że po drinku odwaga była większa, zaprezentowałam się tak saute i myślę sobie – no teraz to się ugryzie w język.

- No i co? Czego Ty chcesz? Przecież wszystko jest. Wszystko jest ładnie. Wy kobiety przesadzacie. Naoglądacie się tych gwiazd z cementem na twarzy i wydaje was się, że to jest ładne i tak trzeba. Nie trzeba wcale, bo nam się to w ogóle nie podoba – puścił mi oczko i wrzucił drewienko do grilla.

Następnego dnia cały dzień paradowałam bez grama makijażu. Nikt na mnie dziwnie nie patrzył. Nikt mnie nie wytykał palcami. Nie pobrudziłam sobie bluzki podkładem. Było normalnie. I co najważniejsze – wcale nie czułam się taka paskudnie brzydka.

Wyobrażenie o tym, co jest brzydkie a co nie, jest w nas, a kreujemy je tym, co powiedzą inni. Bazujemy na walidacji – swoje poczucie wartości i atrakcyjność oceniamy na podstawie tego, jakie mamy doświadczenia. Tymczasem możemy całkowicie błędnie interpretować wiele rzeczy.

Wady, które w sobie dostrzegamy, czasami widzimy tylko i wyłącznie my. Słabe strony, które nam doskwierają, nie rażą nikogo, oprócz nas. Wszystkie słabości, które sobie wytykamy, mogą być dla innych w ogóle niezauważalne. Sami jesteśmy dla siebie surowymi sędziami. Najgorszymi krytykami i jeszcze zdaje nam się, że to dla naszego dobra.

Zanim spojrzysz na siebie tak krytycznie, zastanów się, czy aby na pewno inni też tak na Ciebie patrzą. W większości przypadków ludzie mają na głowie ważniejsze rzeczy, niż zastanawianie się, czy z Tobą jest wszystko ok.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.