Hydra pospolita – typowa teściowa, czy matka Twojego męża vs Ty

maja 25, 2018

Teściowa jest jak skarb, a ja wychodzę z założenia, że wszystkie skarby powinno się trzymać głęboko pod ziemią. Teściowa jest jak nietoperz – nic nie widzi, nic nie słyszy, ale wszystkiego się potrafi uczepić. W końcu teściowa jest jak jajko – jakoś trzeba ją znieść...

Kobiety – jak my mamy przewalone, że w pakiecie z facetem dostaliśmy teściową. No naprawdę, bóg jeden wie, za co taka kara. To tak jakby ktoś dał Ci dobrego cukierka, ale żeby cukierka zjeść, trzeba przejść przez fosę z krokodylami, a tak naprawdę to z jednym krokodylem-hydrą – Twoją teściową.

Mamusia, jaka jest, to każdy widzi. Mój mąż się śmieje, że widziały gały, co brały i że jego mamusia w sumie to jest fajna, ale trzeba umieć z nią dobrze żyć, tylko ja taka nieprzystosowana społecznie i nie potrafię...

Ale od początku.

Z teściowymi to jest dobrze tylko na starcie. Ty idziesz jak to cielę na stracenie na ten pierwszy obiad zapięta pod szyję, żeby cycków nie było widać, w spódniczce za kolanko, bo może przyszła teściowa jest zagorzałą konserwatystką (a ja w sumie też jestem za gorzałą). Plus w ładnej kiteczce, żeby Ci czasami kłaki do rosołu nie wpadały, a ona otwiera drzwi i mówi do niego na ucho:

- Synek, a coś Ty za katechetkę przyprowadził?

No i już Cię strzeliło. Udajesz głuchą, bo innego wyjścia nie ma i tak słodko się uśmiechasz, żeby franca widziała, że dobry z Ciebie materiał na przyszłą żonę i matkę. Drżącą łapą dajesz jej blachę z sernikiem, a ona:

- W tym domu się sernika nie lubi, całe życie piekłam Mateuszkowi szarlotkę.

I nadszedł ten moment, kiedy masz ochotę skurwy**** udusić, bo już któryś miesiąc do tyłu pasiesz go sernikiem i Ci mówi, że mu to smakuje, a teraz wzruszył tak tylko ramionami i uśmiechnął się, jakby miał za dużo zębów.

Nie będzie Ci lekko, już wiesz, już widzisz oczyma duszy, że ta franca mu całe życie zbierała burzyny z zupy i kożuch z kakao. Grzała piżamkę na grzejniku i do czternastego roku życia wycierała nosek. Gdzieś Ty miała oczy. Taki męski się wydawał, taki samodzielny, a to był pic na wodę i fotomontaż.

Teściowa nigdy nie zgodzi się z Twoim zdaniem. Odkryłam to już dawno, gdy zrozumiałam, że ona nie może znieść tego, że w życiu jej kochanego synka pojawiła się inna kobieta i nie daj bóg, ona będzie lepiej gotować, lepiej prać i lepiej głaskać po głowie. To był jej synek, a teraz jest mój. Oj jakie nieszczęście, oj będzie płakał krokodyl krokodylimi łzami. Łoojojoj.

- Monika – mówi kiedyś do mnie, a mnie gały z orbit wychodzą – co Ty chcesz robić w życiu za 5 lat?

O kurw** i już mnie ma. Być szczerą czy kłamać? Yyyy, konsternacja, no i jebłam jak zwykle:

- Chce awansować na kierownika działu.

- Łolaboga! A dzieci to co? Sam se Mateusz zrobi?! No byś się wstydziła tak tylko o sobie myśleć, Monika. Chłop jak dąb, tylko syna mu brakuje, a Ty karierę chcesz robić? Ja nigdy nie byłam żadną kierowniczką, ale chociaż jestem szczęśliwa.

- Ty tak – słyszę teścia z kuchni.

- Coś mówiłeś Stefan?

- Nie, tak sobie głośno myślę.

- Monika, najpierw to wy musicie mieć dziecko, a dopiero później będziesz myślała o reszcie, bo lata przeminą, jajniki Ci uschną, a kto Ci wychowa jak ja będę już stara i niedołężna?

Rok później.

- Mamo, mogłabyś dziś wieczorem popilnować Krzysia przez 3 godziny? Chcielibyśmy z Mateuszem odwiedzić znajomych.

- Słuuuchaaaam? Kto sobie dziecko zrobił, ten niech sobie pilnuje. Mnie teściowa dzieci nie chowała, sama sobie musiałam radzić. Ja nie mogę, jedziemy z ojcem do kościoła na 18.00.

Przecież sama franca mówiła. Sama mówiła, że róbcie dziecko, ja wam będę pilnować. To hydra obrzydliwa. To skorupiak w ludzkiej skórze. To nosorożec gruboskórny, paskudny. Łeee.


- Monika, czy Ciebie matka nie nauczyła, że najpierw się jajka do wody zimnej daje, a potem się czeka, aż się zagotują i dopiero liczy czas?

- Mamo ja zawsze wrzucałam dopiero, jak się woda gotowała i były takie same.

- Wtedy jajko pęknie! Wszystko się wyleje i będzie je czuć wodą.

- Wodą będzie je czuć? - Pytam, ale kur** wiem, że ryzykuje.

- Tak, woda ma taki swój specyficzny zapach, że jak się dostanie do jajka, to ono cuchnie później i takie jajko chcesz dziecku dać? Co Ty litości nie masz dla tego mojego biednego wnuka? Co ja mu powiem kiedyś, że mu matka rozwodnione jajka dawała, bo się nie chciało teściowej posłuchać? I jak Ty mu później spojrzysz w oczy? Mateuszkowi zawsze gotowałam od zimnej wody i patrz, jaki wyrósł, a jak będziesz gotować od wrzątku, to cherlawy ten dzieciak po tym będzie.

Jezu Chryste i Matko Przenajświętsza, dajecie mi siły do tej kobity, bo uduszę na śmierć i zakopię w ogródku. Gdzie to się takie uchowało puste i wredne, żeby mnie, porządnej tak życie zatruwać. Ja nie wytrzymam, no pójdę i jej coś jutro powiem. Stanę i powiem tak:

- Mamo, chciałabym, żeby się mama nie wtrącała w to, co robię i w wychowanie Krzysia, bo my sobie świetnie dajemy radę. Może mama doradzić, ale w kwestii wychowania mojego dziecka, ja mam ostatnie słowo.

---

Minęły dwa dni i miałam szansę to powiedzieć.

- Monika, ubrania do szafy to się składa rękawkami do środka, a nie rękawkami na zewnątrz. Jak Ty składasz, że to wszystko takie wymiętolone?

- Tak mamo, ma mama rację – no ja pierd****, co miałaś powiedzieć? Miałaś powiedzieć, żeby się pocałowała w nos, a co powiedziałaś? „Tak, mamo”. Boże, zaraz mnie coś strzeli – wyszeptałam pod nosem.

- Co zapomnieli? Znowu żeście czegoś zapomnieli? Ja wiedziałam, że tak będzie. Dzieci, kiedyś to my wszystko musieliśmy pamiętać, jak Twój teść przychodził z roboty, to ja musiałam pamiętać, żeby mu kartofle podsmażyć, żeby Mateuszkowi skarpetki zacerować i jeszcze, żeby na zebranie do gminy iść, a Ty teraz co? Kartofle do mikrofalówki wrzuci i myśli, że takie same dobre jak z patelki, skarpetki wyrzuci i idzie sobie do Oszołoma po następne, a gada sobie przez telewizor i nawet się nie musi z domu ruszać. Co wy macie teraz na głowie, wy nic nie macie, pierdzicie w stołki od rana do wieczora i jeszcze mi tu będzie mówić, że coś zapomnieli. Luuudzie, ja stara, ale nie zapominam, a one takie młode i już skleroza, to co będzie na stare lata. Aaaa szkoda gadać, idę, bo coś miałam zrobić, a z tego wszystkiego to już zapomniałam co.

---

- No Krzysiu, jedź ładnie. Za mamusię am. Ślicznie. Za tatusia ammm. Pięknie, teraz za dziadka ammm, bardzo ładnie i za bab***… Nie kur***, za babcię nie dostaniesz.

---

Kiedyś w święta siedzieliśmy sobie przy stole całą rodzinką i mój brat już taki lekko szczęśliwy po winie, zaczął opowiadać kawały no i tak opowiada, opowiada, aż wypalił krótki, ale zgubny w skutkach dowcip.

Ojciec z synem siedzą na ławce w ogrodzie i syn się pyta:

- Tato, a dlaczego babcia biega tak po ogródku zygzakiem?

Na co ojciec:

- Nie gadaj tyle, tylko podawaj naboje.

Ja pierd****, co to później było. Najpierw zapalił jej się ogień w oczach, a później zrobiła taką minę, że jej dolna warga naszła na górną, a oczy to miała w suficie i powiedziała:

- To jeśli jaśnie książę uważa, że teściowe są takie niepotrzebne, to kto jaśnie księciu przyszłą żonę urodzi? Gdyby nie ja, to Marta by była teraz starą panną.

No i zgęstniała atmosfera, oj zgęstniała. Moja mama wypiła wino jednym łykiem. Ojciec zaczesał sobie tego ostatniego włosa za ucho a Mateusz, ten mój mąż pojeb wstał i powiedział.

- To by sobie wibrator kupiła.

Dalszego ciągu wieczoru już nie było.

---

Mojej teściowej nie pasuje, jak gotuje, bo zupki są zbyt lekkie, a na schabowych jest za gruba panierka. Jej teściowa uczyła ją, że panierka ma mieć dokładnie 3 milimetry, a jak jest grubsza, to można dostać skrętu kiszek i zapaści, bo tyle oleju wchłonie, że wątroba nie przerobi.

Moja teściowa jest najmądrzejsza. Kiedyś na spotkaniu gospodyń wiejskich wybrano ją gospodynią roku i do dzisiaj dyplom wisi po wewnętrznej stronie drzwi wejściowych w ich domu, żeby każdy gość, który wchodzi i się rozbiera, albo wychodzi i się ubiera, na pewno zauważył.

Moja teściowa nigdy nie popełniała błędów. Nie liczy się sytuacja, kiedy Mateusz wypadł jej  raz z wózka, jak miał dwa lata, bo to były takie czasy, że wózki na szybko produkowali i wszystkie były krzywe. Nie liczy się ten pojedynczy incydent, kiedy teściowa upiła się na weselu i dla zabawy wsadziła teścia w autobus do Kalisza zamiast do Poznania, bo kiedyś drukarki były słabe i literek nie dało się rozczytać na rozkładach jazdy. Nie liczy się też ta jedna nic nieznacząca sytuacja, kiedy teściowa kupiła w promocji dwa garnki za 2567 zł, bo to nie była głupota, tylko szansa życia a później teściu spłacał te gary przez 3 lata.

Moja teściowa się nie myli, rozumiesz? Nie myliła się nawet wtedy, gdy postanowiła sama ocenić sobie EKG i zwyzywała lekarza od konowałów, bo ona nie ma żadnej arytmii, tylko aparat mierzący miał przerwy w dopływie prądu. Ale to trzeba się znać, tak, jak mama, żeby to zrozumieć, a nie od razu tabletki i tabletki.

Mama nie kłamie. Mała jak nie mówi prawdy, to znaczy, że tak trzeba. Jak oszukała księdza, że nigdy nie życzyła źle sąsiadce, to tylko po to, by bluźnierstw w konfesjonale nie uskuteczniać, a nie że ze wstydu czy coś. Ma poszanowanie do miejsca i rangi i wie, kiedy zawrzeć dziób. To nie ma nic wspólnego z kłamstwem, bo mamę wychowano tak, żeby zawsze mówić prawdę – nawet jak spaliła paprotkę Randupem, to powiedziała, że nie ona, żeby się teściowi nie zrobiło smutno, bo lepiej, żeby myślał, że oprysk sąsiad ukradł, a nie własna żona zmarnowała.

---

Moja teściowa nie nosi kolczyków, bo nie ma dziurek i tak sobie kiedyś pomyślałam, że a chu*, niech stracę i jej te kolczyki kupię, a do kompletu wezmę strzelbę i jak się zapyta, po co mi ta strzelba, to odpowiem:

- A dziurki czym zrobić?

Ale w sumie stwierdziłam, że mogę nie trafić i jeszcze hydrze łeb odstrzelę, a przecież to wtedy 3 odrastają, a kamikadze nie jestem. Kupiłam bombonierkę. I tak jest gruba, jak dynia na jesień, więc 20 tysięcy kalorii w tę czy w tę nie zrobi jej żadnej różnicy. Jak idzie, to jej takie wstrząsy przechodzą ziemię, że na początku to zawsze myślałam, że burza idzie. Zorientowałam się tak gdzieś w styczniu, że jak na tę aurę to musi być jakiś inny powód i w sumie jest w tym trochę mojej winy, bo przez to zawsze jak do mnie podeszła, to mówiłam:

- Coś się jakoś duszno zrobiło…

---

Już wiele razy zastanawiałam się, w jaki sposób się jej pozbyć. Różne już miała pomysły:

- obrobię bank i zostawię jej odciski palców,
- zgłoszę ją do tej misji załogowej na Marsa z biletem w jedną stronę,
- wysłać ją do Chin na plantację ryżu,
- zapytać, czy nie pożyczyłaby mi tysiąca złotych.

Ale to wszystko jest jeszcze na etapie projektu.

Na razie, siedzimy z teściową w kuchni i szykujemy kiełbaski na jutrzejszego grilla. Ja nacinam w krzyżyki, teściowa nacina w poprzek. Ja kładę do kaszanki jabłka, teściowa wkłada kapuchę.

Mam taką ochotę powiedzieć jej, że w życiu tylko jedno dobrze jej wyszło – słoma z butów i na koniec jeszcze zapytać ją:

Co to jest – w dzień się nie zamyka, a w nocy pływa? I po chwili dodać: Twoja szczęka! Hahaha. Ale strach mi nie pozwala. Mam ten instynkt samozachowawczy i wiem, że nie warto, bo z wrednym nie wygrasz – najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem...

---

* Wszelkie prawdopodobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe. Teściowe są tak naprawdę fajne, gdy umie się z nimi dobrze żyć, a Redaktor ma chore poczucie humoru. :)

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.