Tej jednej rzeczy nauczył mnie człowiek, którego każdy ma za nic

kwietnia 03, 2018

On pracuje sobie jako taki szaraczek najniższego szczebla. Żyje sobie od pierwszego do pierwszego. Nie robi nic ponadto, co musi. Ogólnie to niczym się nie wyróżnia. Prosty ludzik jak każdy z nas. Niby prosty, a nauczył mnie czegoś, czego nie nauczyły mnie lata doświadczeń z tymi oświeconymi, mądrymi, bogatymi, ambitnymi i przezajebistymi.

- Za bardzo się spinasz – powiedział. Aż Cię trzęsie, żeby wszystko było tak, jak chcesz. Nie uznajesz sprzeciwów, nie tolerujesz odmowy, na wszystko się denerwujesz, ale popatrz – nigdy nie będzie tak, jak chcesz. Albo to olejesz, albo nerwy Cię w końcu wpierdolą na śniadanie.

Tak powiedział, a później pociągnął sobie łyka jakieś ciemnej wódki z grubej szklanki i się zaśmiał. Zaśmiał się tak, jak człowiek, który wszystko wie. Jak ktoś, kto odkrył sens istnienia i komu już wszystko jedno, czy wygra życie, czy je zaraz straci.

- Zobacz, ja się nie denerwuje. Żyje sobie prosto, ciesząc się z tego, co mam, bo wiem, że wyżej dupy nie podskoczę. I jak mi się coś nie udaje, to się śmieje, bo co mi zostało? Mam tupać tak jak Ty? Co to zmieni? Nic.

Miał rację. Nic nie zmienią moje nerwy, krzyki, krytyka. Absolutnie nic się nie poprawi przez to, że ja się zdenerwuję, że sobie ulżę niewybrednym słownictwem i walnę czymś o ścianę. Gardło mnie tylko zaboli i gładź odrę. No może pozbędę się agresji, może się trochę wyładuje, ale ogólnie to zrobi mi się w życiu lepiej? Ano nie.

Czy któryś z ludzi powiedział mi kiedyś, jak osiągnąć spokój? Czy wskazał mi drogę do tego, żeby było lepiej? Czy któryś się zastanowił, co zrobić, żeby się ze mną zgodzić?

Żodyn…

Tylko ten jeden, pociągając sobie wtedy tego drinka ze świecącymi już oczyma, śmiał się z życia jak ktoś, kto wie więcej.

Bo my się w sumie dzielimy na dwa rodzaje ludzików:

- tych, co się szarpią,
- tych, którzy się już wyszarpali

I jeśli wydaje nam się, że te nasze wściekłości zmieniają świat, to jesteśmy w dużym błędzie. Te wściekłości i wewnętrzne burze rujnują tylko nasz spokój i ufność. Bo im bardziej wymagasz, tym więcej Ci się nie podoba. A jak Ci się nie podoba, to zaraz się znajdzie powód, żeby kogoś gównem obrzucić. Albo siebie.


Jak nie wymagasz albo inaczej – wymagasz, ale utrzymujesz luźną gumę, to tak sobie właśnie pociągasz drinka i mówisz pod nosem:

- A huj tam, przecież jeszcze dzisiaj nie umieram.

I ja to nazywam luźną gumą w majtkach – bez parcia, bez kruszenia kopii, bez nadęcia, bo ja muszę.

Z mojego kumpla od drinka niektórzy się śmieją. Bo taki sobie szarak. Bo w sumie to za bardzo nic nie osiągnął, bo nie jest dobrą partią, bo taki lekkoduch, ale wiesz co? Ja mam wrażenie, że on jest szczęśliwy. Jemu się naprawdę dobrze żyje.

Stawia sobie malutkie cele, jak dla mrówki i cieszy jak dziecko, że je zdobył. Podczas gdy my stawiamy sobie wielkie i klniemy na świat.

Nie chce wiele, dlatego wszystko go cieszy. Podczas gdy my wyciągamy ciągle łapy i stale mamy mało.

Śmieje się, jak klapnie na tyłek, bo przecież nie zakładał, że skoczy. Podczas gdy my startujemy jak rakieta i dziwimy się, że na oleju do frytek rakieta nie leci.

Czasami od najprostszych ludzi można się nauczyć najwięcej. Jak komuś współczesne życie nie zaćmiło mózgu, to on docenia i widzi więcej. I od takich ludzi warto się uczyć życia. Nie od tych, co wstają zlani potem, martwiąc się o swoje dobra i ścigając z innymi o kolejne. Tylko od tych, co się nie boją stracić tego, co mają, bo życie to dla nich zabawa, w której raz na wozie, a raz nawozem…

W niektórych wykształcił się taki naturalny luz nieprzejmowania się niczym. Jacy szczęśliwi to ludzie. Głupi nie zachowa spokoju, gdy wszystko mu się psuje. Prosty, ale mądry usiądzie i poczeka, aż pył opadnie. A później naleje sobie Jacka Danielsa, rozejrzy się po zgliszczach i zapyta:

- Hmm, a gdzie moja taczka?

Potem niespiesznie wypije drinka i popcha taczkę na zgliszcza. Będzie ją ładował niestrudzenie, spokojnie i starannie. Nie krzyknie. Nie wyzwie świata. Nie popsuje sobie krwi. Zrobi robotę i siądzie w cieniu drzewa pogodzony ze wszystkim, świadomy. I on będzie szczęśliwy, a nie my. I kto się będzie śmiał ostatni?

3 komentarze:

  1. Mysle ze nie tylko chodzi o to ze sie nie spina ale takze o to ze zyje tak jak chce. Dzisiaj wszyscy oceniaja nas po tym co osiagnelismy. Wszyscy musza miec ambitne cele, ciagle do czegos dazyc , rozwijac sie. Jak tego nie robimy to nazywaja nas leniami bez ambicji.

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawe co bys powiedziała będąc córeczką takiego luzaka tatusia i luzaka mamusi,dzieci dda , stracone dzieciństwo i gówniana reszta

    OdpowiedzUsuń
  3. Konkluzja jest taka :miej wyrąbane a będzie Ci dane..... Do luzackiego stylu życia też należy podejść z głową.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.