Prawo przyciągania działa – jak szybko i spektakularnie przyciągnęłam coś, co bardzo chciałam mieć?

kwietnia 12, 2018

Zafiksowało mnie na punkcie ogrodu. Sieję, sadzę, przesadzam, pielę, grzebię tam w tej ziemi jak mała nornica i ta pasja sprawia, że otwieram się na przyciąganie tego, co najlepsze. Bo w takim stanie przyciąga się najlepiej – kiedy oddajesz się czemu z zapamiętaniem, prawo przyciągania działa jak szalone. Energia znajduje sobie drogę i tam podąża, żeby ładnie wszystko ułożyć.

Powiem Ci dziś o spełnionym małym marzeniu i chociaż to pierdoła, warta jakieś 1000-2000 zł, to jednak sposób, w jaki wszystko się ułożyło, jest naprawdę wart zastanowienia.

Jakiś czas temu wymyśliłam sobie na działce taką przestrzeń:

Po prawej ogródek, po lewej ogródek, w środku altana i ja – cała na biało…

Wiedziałam, że altanki nie ma coś w tym miejscu robić, bo może kiedyś zmodyfikuję, ale przydałby się stół i ławki. Wiesz, taki ogrodowy komplet z drewna, z kutymi nogami i oparciami a siedziska, oparcia i blat z desek. Pomierzyłam dostępną przestrzeń i wszystko się zgadzało. Z placem w…. nosie wszedłby tam taki komplet.

No to bach – allegro i jadę z koksem. Szukam, przeglądam, oceniam, dodaje do obserwowanych. Sprawdzam różne konfiguracje, i tak, i tak, a może jeszcze inaczej. W końcu decyzja: taki komplet trzeba kupić, ale najpierw zajmę się ogródkiem.

Prawo przyciągania działa jeżeli zostaną spełnione odpowiednie warunki


Z zapamiętaniem kopałam, siałam, sadziłam i wyobrażałam sobie przez cały czas jak to będzie wyglądać, jak już wszystko urośnie i wstawię ten stół z ławkami, a później latem będę sobie przy nim siedzieć, obierać warzywa, rozdrabniać je i robić przetwory.

Wiesz, czułam wtedy zapach lata, słyszałam brzęczenie owadów i widziałam bujne kiście pomidorów, które chylą się ku ziemi. Nie dopuszczałam myśli, że tak w ogóle może nie być, no bo skoro zasiane, to wyrosnąć musi. Gęsto dałam, tak dla pewności. Grabiłam, przygotowywałam miejsce pod mój stół i ławki, bo wiedziałam, że przecież mogę sobie je kupić. Tylko po prostu jeszcze nie teraz. Teraz są inne sprawy i inne wydatki, ale wiedziałam, że taki komplet tam prędzej czy później stanie, bo ja tak chcę. Nawet pytałam w kilku miejscach o ceny i rodzaje takich zestawów.

No i słuchaj, siedzę sobie wczoraj w pracy i dzwoni mój facet (też z pracy).

- Kotek, co Ty chcesz na urodziny?

- Nic nie chcę. Przecież wiesz, jak to dziwnie mówić komuś, co ma Ci kupić.

- Bo ja mam pomysł. Co byś powiedziała, gdybym Ci zrobił taki komplet do ogrodu, stół i dwie ławki z drewna i z kutymi elementami? Tylko musiałabyś na ten prezent poczekać tydzień.

Zatkało mnie. No kurwa proszę państwa, zatkało mnie totalnie. Ja nikomu przecież nie pisnęłam ani słowa, że chce sobie coś takiego kupić. A mogłabym dostać prezent jak zwykle – biżuterię, jakiś gadżet.

Chyba nie muszę mówić, co odpowiedziałam. :)

No i takim to sposobem, za czas niedługi będę miała swój wymarzony komplet ogrodowy i to w dodatku taki, jaki sama sobie wymyślę.

Oczywiście, żeby nie było tak mało konkretnie, rozpatrzymy teraz, jak do tego doszło. Otóż zostały spełnione 3 warunki i teraz rozłożymy je na czynniki pierwsze.

1. Dobre samopoczucie i wizualizacja


Pracując na działce, oczyma duszy widziałam, jak to wszystko zaplanuję. Wiedziałam, gdzie co ma stanąć, jak co ma wyglądać. Każdego dnia, podczas ciężkiej (a jakże) pracy tam, miałam w głowie konkretną wizję. Wystarczyło mi spojrzeć na jakiś kawałek działki i widziałam w myślach, jak chcę, żeby wyglądał. Widziałam też, gdzie stoi stół, jakie jest jego otoczenie, co przy nim robię, jak się wtedy czuję. To wszystko było w mojej głowie bardzo plastyczne.

2. Pewność, że będę to kiedyś mieć, bo jest to w moim zasięgu


Wiedziałam, że taki komplet jest w zasięgu mojego portfela, tanie to nie jest, ale mogę to kupić, bo to przecież nie samochód czy dom, że potrzebuję na to mnóstwa pieniędzy. To było więc dla mnie realne. Ja wiedziałam, że to nie jest marzenie, na które trzeba czekać latami ani też takie z gatunku tych mission impossible. Nie uchodziło więc wątpliwości, że to kiedyś będzie moje.

3. Świadomość, że chcę to mieć, ale wcale nie muszę


Mimo że bardzo chciałam taki komplet, nie potrzebowałam go aż tak bardzo. Mogłabym żyć bez niego. Świat by się nie zawalił, mam inne stoły i krzesła do ogrodu i na bidę mogłabym je w to zaplanowane miejsce wstawić. Więc nie było przymusu. Nie stałam pod ścianą, że ja muszę to mieć. Nie musiałam mieć ani szybko, ani w ogóle, ale chciałam.


Przykład jest może dość banalny, bo to nie jest jakieś wielkie marzenie, którym można się później całe życie chwalić, że patrzcie – prawo przyciągania działa i mi się spełniło. Nie. To jest coś małego, ale zobacz, jakie jest prawdopodobieństwo, że to przypadek. Dlaczego zaproponował mi akurat taki prezent i to akurat kilka dni po tym, kiedy zaczęłam o nim myśleć i działać w takim kierunku, by zaaranżować miejsce na działce?

To jest zbyt oczywiste, żeby było przypadkiem. Bo prawo przyciągania nie działa tylko tak spektakularnie, ono działa nawet w takim drobnych sprawach i dobrze, bo dzięki tym drobnym sprawom pokazuje nam, że warto w to wierzyć. Mało tego, na podstawie tych prostych spraw możemy sobie rozłożyć wszystko na kawałki i uzmysłowić, jak to się stało, że coś przyciągnęliśmy – co wtedy robiliśmy, co czuliśmy i tak dalej. I pojawia się odpowiedź.

W tym przypadku spełnione zostały 3 warunki. Dzięki tym trzem warunkom świat w jakiś niesłychany sposób odblokowuje się i dostarcza tego, czego chcemy. Spełnienie tych warunków jest czasami trudne, ale są sytuacje, kiedy dzieje się to automatycznie, bo… no właśnie – bo te warunki są spełnione naturalnie i nawet bez Twojej świadomości.

W tym przypadku (i w wielu innych zresztą też) jest to połączenie:

- dobrego samopoczucia na temat danej rzeczy i wwiercenia sobie w głowę wizji, że TO masz i jest Ci z tym fajnie;
- pewności, że to jest dla Ciebie dostępne;
- braku przymusu posiadania tego.

To jest takie proste.

Żeby tak wszystko dało się spełniać, to świat byłby całkiem inny. Jednak nie jest tak łatwo, bo wielu rzeczach nam bardzo zależy i to jest wtedy dla nas takie być albo nie być. Mamy za dużo parcia i przez to nie wychodzi. Na szczęście takie nieliczne momenty pokazują, że prawo przyciągania działa bezbłędnie, jeżeli zapewnione są odpowiednie warunki.

Daj znać, co Tobie udało się w życiu przyciągnąć i jak do tego doszło. Bardzo mnie to ciekawi.

---
PS. Drugi przykład bezbłędności wszechświata - otworzyłam stronę pixabay.com, żeby znaleźć tam jakieś ciekawe darmowe zdjęcia do tego posta i co mi wyskoczyło? Niebieskie piórko. Przypadek?

6 komentarzy:

  1. Nie chcę psuć światopoglądu ale to raczej dedukcja męża nie prawo przyciągania. Historia w przegladarce Twoje gadanie o tym a pytał się dla pewności czy już nie zdążyłaś owego kompletu zamowic sobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krystian niestety nie. W internecie oglądałam to tylko w aplikacji na telefonie - on nie ma do niego dostępu, a poza tym od kilku tygodniu nie ma go w tym kraju. Nie mógł się o tym w żaden sposób dowiedzieć.

      Usuń
  2. U mnie również działa od totalnej pierdoły po coś gorszego typu przyciągnięcie choroby ale wtedy byłam kompletnie nie świadoma takich rzeczy;)
    I wciągu ostatniego czasu było tego tyle że sama już nie pamiętam ale jest w tym np aparat, komputer( jago grafik i foto zawsze taki sprzęt u mnie mile widziany;) )ale i tak z najlepszych rzeczy z tego czasu jest to zdecydowanie mój pies. Mam jednego większego ale bardzo chciałam mieć takiego małego którego mogłabym zabierać ze sobą do łóżka i który nie zwali ani mnie ani faceta po 5 min z łózka. Podświadomie tęskniłam za moim pierwszym psem z dzieciństwa który miał dość nietypową rasę. Pekińczyk z normalną a nie płaską mordą, nawet kolor w głowie sobie określiłam więc trudny taki do zdobycia aż tu nagle baa nie wnikając tu w szczegóły mały pekińczyk, szczeniak z normalną mordką, łóżkowy przytulak trafił w moje ręce całkiem za free i jeszcze z radością że możemy go przygarnąć bo nie mają co z nim zrobić <3
    Teraz staram się pracować nad idealnym miejscem do zamieszkania oczywiście w miarę nienachalnie i starając się określić bo w tej sprawię jestem niezdecydowana troszkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. W tym tygodniu też pisałam o prawie przyciągania w bardzo podobnym tonie. Absolutnie się zgadzam, że bez połączenia działanie w kierunku spełnienia marzenia + brak przymusu, na cuda nie ma co liczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, a kiedyś myślałam, że to jest kwestia tego, że nie wolno poprzestawać w swoich działaniach i trzeba pragnąć, potrzebować całym sercem i tak dalej. Ach, człowiek uczy się całe życie. :)

      Usuń
  4. Mój pierwszy raz z prawem przyciągania był totalnym eksperymentem parę lat temu. Aby sprawdzić jego działanie należało wyobrazić sobie właśnie owo magiczne niebieskie piórko, które w ciągu 48 godzin miało się cudownym sposobem zmaterializować gdzieś w mojej przestrzeni. Cały dzień szukałam, rozglądałam się, przyglądałam się nawet bilbordom reklamowym. Nigdzie go nie było. Wracałam zrezygnowana do domu autobusem i byłam przekonana, że to bez sensu i nie warto nawet o tym myśleć. 10 minut później na chodniku pod moimi nogami znalazłam dwa (!) połączone drucikiem niebieskie piórka! Te idealne i wymarzone! Dwa! Do dzisiaj wiszą nad moim łóżkiem i przypominają, że wszystko jest możliwe i zależy wyłącznie ode mnie. :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.