Kobieta obchodzi urodziny - mocno na wesoło

kwietnia 18, 2018


Nadeszła ta chwila. Cholera, jak ja nie lubię urodzin. To było fajne, jak miałam 20 lat, a teraz w ten dzień to czuję się jak taka małpka w klatce na wystawie. Tylko się tak szczerze sztucznie i udaje, jak to mi bardzo przyjemnie i jak fajnie jest mieć urodziny.

Nie jest fajnie, kur***a, rozumiesz?! To nie jest fajne. Jeszcze jakiś czas temu to było ok – piło się, balowało, wiesz, imprezy i w ogóle. Człowiek się czuł taki zajebiście dorosły i ten teges. A teraz? Nie chcesz widzieć mojej miny w urodziny. Wyglądam jak srająca mysz na pustyni, szczerząca ząbki i szybko wciągająca majtki, żeby nikt nie widział.

Od rana wstaje i zastanawiam się, jak ta głupia kto to mi dzisiaj życzenia wyśle. Serio, ja na nie czekam. Liczę i patrzę dokładnie, kto napisał na fejsie, kto wysłał SMS-a i tak dalej. Nikomu się nie upiecze – ja wiem dobrze, ile mam znajomych na fejsie i widzę, że tych życzeń jest coś jakoś ku**** mniej niż znajomych… Ja będę dobrze pamiętać, kto życzeń nie złożył. Oj przyjdzie kryska na matyska, przyjdzie.

A jak już na piszą, to sobie myślę:

- Teeeeera? Teeeeera? Jak cały rok to nie wiesz dziadu o moim istnieniu a teeeeeraz „100 lat?” Albo: wczoraj mnie mijałaś i spuściłaś głowę a teeeeera „życzę szczęścia”? Teeeera? Teeeeera to se w dupę wsadź te życzenia.

Od rana wstaje i wiem, że muszę dzisiaj wyglądać dobrze, bo każdy będzie się zatrzymywał i mi słodził i tak cedził przez zęby te piękne kłamstwa, jak to mi życzy samych wspaniałości, skoro wiem, że nie. Ale muszę się ubrać.

Wcisnęłam się dziś w kieckę. Niewygodna jak skurwesyn, granatowa. Z jakimiś jeba**** koralikami. I tak sobie siedzę jak ta picka w grochu i się do każdego uśmiecham. No bo nie wypada się nie uśmiechać w urodziny. Rano sobie profilaktycznie dokładnie zęby wyszorowałam, no bo wiedziałam, że będzie się trzeba dzisiaj do wszystkich szczerzyć.

Pojechałam od rana do sklepu po zasrane cukierki. Muszę dzisiaj wszystkich częstować cukierkami. Jak ten zasrany Mikołaj, cukierki wylatują mi z każdej kieszeni i kilka mi wpadło do kibla. Nie wyciągałam, bo czekolada zaczęła się rozpuszczać, to mówię:

- A ch***, Kryśce z księgowości rozmoczę najwyżej w zlewie. Szkoda sukienki…

Miałam robić imprezę na urodziny, no bo w moim wieku to już wypada robić imprezy, żeby znajomi mieli kiedy odświeżyć sztuczne szczęki i wyciągnąć drewniane nogi z szafy. Ale niestety nie mogę trafić w termin. Jedna koleżanka ma akurat wtedy wyjazd do sanatorium do Ciechocinka, druga szaleje w niemieckich burdelach, reszta ma na mnie chyba wylane. Przełożę na za tydzień.

Znowu będę piec i gotować. Piec i gotować i tak cały dzień, a oni i tak nic nie zeżrą, tylko wódkę wypiją, narzygają, naświnią, przyniosą jakieś smętne wiechcie i pójdą. Ale urodziny trzeba zrobić. Zastaw się, a postaw się. No to zrobię.

W tamtym roku wszystkie kwiatki doniczkowe otrzymane na urodziny zwiędły mi po trzech dniach. Wiesz, co to znaczy? Że na złość dane! A wódkę wypili.

Nienawidzę, jak mi się ta liczba w metryce przekręca. Człowiek się tu stara – ćwiczenia, paznokcie, włosy, botoks, żeby koleżanki szlag trafił a kalendarz i tak wie swoje. Ale ch** mówię, tego dnia się trzeba postarać. Wylaszczyłam się jak szczur na otwarcie kanału i dziwię kwokę.

Te, co najgorsze zdziry, to pytają:

- I jak się czujesz o rok starsza?

Jak k**** można zadać takie pytanie kobiecie? No jaką trzeba być lambardziarą, żeby nie uznawać tej solidarności jajników i się tak spytać?

- Dobrze, nic się nie zmieniło – odpowiadam, a w duchu myślę sobie – żeby Ci się wrzód na dupie zrobił za taką upierdliwość. Żeby Ci zmarszczka wyszła na środku czoła. Żebyś Ty franco się tą kawą w ten język poparzyła…

Ciężko jest mieć urodziny. Wszystko Cię wkurwia. Wszyscy obserwują każdy Twój ruch. Sprawdzają, czy Ci się prezenty podobają, czy masz dobry humor, czy Cię szlag nie trafia, a Ty się musisz tak na chama cieszyć jak głupia do sera. Od rana noszę tego banana na twarzy. Szkoda, że nie sprzedają takich sztucznych ust w uśmiechu, żeby sobie można było przykleić, bo już mnie ryj boli od tego szczerzenia, ale nie dam się, nie pokażę im, jak mnie kurwica bierze, że jestem starsza.

Niech se myślą, że mam się zamiar starzeć z godnością. I tak nie widać, gdzie co wstrzykiwałam a tyłek jeszcze zgrabny. Wiesz, jak to mówią, co nie umiesz to dowyglądaj. Oj jak ja dzisiaj muszę dowyglądywać…

- Podoba Ci się prezent?
- Tak ciociu, zawsze o tym marzyłam, Ty to wiesz, co kupić – a w duchu – gdzie jak k*** taką parasolkę wezmę? Na paradę gejów?

- Podoba Ci się prezent?
- Tak kochanie, zawsze marzyłam o tym, żeby dostać rękawice kuchenne z Twoim zdjęciem – a w duchu – patrząc na Twoją mordę nawet mizeria mi nie wyjdzie.

- Podoba Ci się prezent?
- Tak mamo, dobuduje sobie jeszcze jedno pomieszczenie, żeby mieć gdzie zawiesić ten karnisz – a w duchu – k****, karnisz za 100 zł, a ja teraz wydam 7 tysięcy na plan dobudówki, żeby matce nie zrobić przykrości, że karnisza nie używam.

- Podoba Ci się prezent?
- Tak, zawsze chciałam dostać na urodziny Geriavit Farmaton… – a w duchu – myślałam, że jesteś moją przyjaciółką, Ty wredna pindo, mam dopiero 30 lat...

A żodyn nie pomyślał, że chciałam dostać siekierę, obraz ze świnką morską i świece do Seicento.

Ciężko jest mieć urodziny. Po powrocie do domu czeka mnie uroczysty obiad przywieziony z pizzerii „Zrobimy Ci dobrze”. Później wino i oglądanie zdjęć rodzinnych z czasów, kiedy siedzę w piaskownicy i bawię się psimi kupami. Będzie pięknie. Później jeszcze trzeba będzie wszystkim puścić dziękczynną wiązankę na fejsie jak to się cieszę, że wszyscy o mnie pamiętają, a wiem dobrze, że te skurwysyny piszą życzenia, bo później sami chcą dostać i żeby był fejm.

Boże, czemuś Ty pozwolił, żeby ludzie wymyślili urodziny?! Kobiety nie powinny mieć urodzin. Po 25 roku życia obchodzenie urodzin powinno być u kobiet zakazane. Metryki powinny być utajniane na 50 kolejnych lat i powinno się rżnąć głupa, że:

- Urodziny? Jakie urodziny? A co za dziwny zwyczaj? Nie ma teraz czasu rozmawiać.

I byłoby dobrze, a to nie. Urodziny k**** wymyślili. Człowiek nie dość, że się musi wykosztować i gryle robić to jeszcze się nawkurwia. I nie uda Ci się przemknąć dzisiaj gdzieś niepostrzeżenie, bo każdy wie dobrze z Facebooka, że masz urodziny i te ludzie drą japy z drugiego końca ulicy:

- Wszystkieeeeeego najlpszeeeego!

A Ty sobie myślisz: O ja pier******, jeszcze jedne życzenia i wyjdę z siebie…

Musisz przeżyć. Na koniec dnia jak ten wymoczek, taki zmęczony urodzinami. Jak jakieś dziecko wojny, tusz leci z mordy aż na szyję, w wytapirowanym koku już się ptaki zalęgły a przed Tobą parasolka, rękawice kuchenne ze zdjęciem, karnisz i Geriavit Farmaton...

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.