Zamknij dziób, otwórz serce...

marca 28, 2018

Pracować miałam, wiesz? Deadline jest jutro a ja w proszku. Tylko jakoś nie mogę. Od rana ciągnęło mnie do klawiatury, no bo w sumie święta idą i pasowałoby wysmarować coś mądrego. Tak ku pokrzepieniu, bo jakie życzenia dostaniesz, to już chyba wiesz. Będą Ci życzyć zdrowia, szczęścia, pieniędzy bla, bla, bla. Ale tylko słowami, bo w duchu to już tak średnio. Będą rzucać na wiatr puste słowa a czy słów Ci potrzeba, czy jednak uczuć?

Wiesz, jaki jest nasz ogromny problem? Za dużo gadamy. Pieprzymy tak od rzeczy ciągle i o wszystkim. Rozkminiamy, narzekamy, rozkładamy na czynniki pierwsze i w sumie nic z tego nie ma, tylko frustracja. Tylko serc nie umiemy otworzyć. Na ufność, na nadzieję, na to, co dobre. Bo strach. Oj, jaki to strach rozebrać się z piórek i wyjść tak na waleta do tłumu. Jak kamikadze – przyjdziesz ktoś z bombą i PIERDUT! Wystrzeliła Mańka w jarzębinę.

Ostatnio było ciężko. Wszystko, co złe, złożyło się naraz. Wszystko to, przed czym się tak uciekało, spotkało się na rogu i dobiło targu. A potem był chaos i próba szukania odpowiedzi. Teraz idą święta. Znowu będziemy obgadywać sąsiadki, utyskiwać na rząd, wbijać szpilę szefowi i dzieci lustrować – bo źle ubranka złożyły.

Przepierdzielimy na bzdety czas, który powinniśmy przeznaczyć na to, by otworzyć się na nowe. Idzie wiosna – dobra, pomińmy, że wali u Ciebie śnieg i rano wyrżnęłaś w kałuży (ja też musiałam buty czyścić). Ogólnie idzie ta wiosna i świat się budzi. On ma w dupie, czy zima mu dopiekła. Naprawdę on ma gdzieś, jak ciężko było w tamtym roku i że teraz znowu to samo. To dlaczego Ty, jako część tego świata, nie wstajesz jak Feniks z popiołów. Dlaczego masz teraz mniej marzeń niż kiedyś? Dlaczego okroiłeś swoje oczekiwania, sprowadzając się do tych przyziemnych?

Bo za dużo gadasz, a za mało robisz. Jak dziwnie z roku na rok obniżasz swoje loty. Niby chcesz, a jednak nic nie robisz, żeby przedmiot chcenia zdobyć. Niby masz motywację, ale dobrze wiesz, że to jest taki pic na wodę, a w przed lustrem mówisz do siebie:

- Ok, świat mnie dobił. Naprawdę ciężko mi wstać rano.

Świat jak widzisz, nie zraża się bólem. Nawet jak go zniszczysz, zaśmiecisz, to i tak się dźwiga. Powstaje taki zmarnowany, chory i biedny, ale wstanie. Tym ostatkiem sił zakwitnie trawa. Nawet pączki się na drzewach pojawią. Ptaki przylecą i będą śpiewać. Nawet jeżeli much będzie w głodowej racji, będą śpiewać. Bo świat nie pozwala sobie być przegranym. Ufa, że będzie dobrze. Że ziemia się wyczyści, a muchy przylecą.

Ty wrzuciłeś w kąt swoje dziecięce marzenia. Kiedyś chciałeś mieć ogród, dziś poprzestajesz na doniczce z paprotką.

- Dobrze jest – mówisz, ale wiesz, że to jest guzik prawda.

Poddajesz się. I to w takim momencie, kiedy już prawie kupiłeś szpadel, żeby ten ogród kopać.

Ty nie masz nawet pojęcia, jak często życie rzuca mi kłody pod nogi. Jak wiele jest złych chwil i przeciwności. Niejeden zakręciłby się już wokół suchej gałęzi, tylko po co? Żeby znów zaczynać od nowa?

Otwórz serce.

Tylko wcześniej zamknij dziób. Bo w sumie język to błogosławieństwo, ale tylko, kiedy mądrze mówi.

W sercu zawsze tli się jakaś iskierka nadziei. Serce się nie poddaje. Ono nawet jak przestaje bić, to czeka. Czeka, aż ktoś uderzy pięścią w żebra lub przyłoży defibrylator i puści napięcie. I ono czeka, ile możesz, a jest w stanie długo czekać. Ono się nie poddaje. Nie wywiesza białej flagi, tylko zaciska pięści w nadziei, że ktoś przyjdzie i pomoże.

Życie walczy. A Ty jesteś życiem i Twoim naturalnym stanem (może nie chcesz tego słyszeć), ale też jest walka. Swego rodzaju potyczka o jutro.

I teraz przyjdą święta i możesz je wykorzystać na żarcie i na obgadywanie koleżanek z pracy – wolno Ci, a jakże. Ale możesz też wykorzystać je na stworzenie planu. Na zasianie w swojej głowie tego ziarenka, które niedługo wykiełkuje i sprawi, że w oczach staną Ci świeczki. Nawet jak będzie malutkie, takie tyci, tyci, to będzie Twoje. I nikomu innemu nie wyrośnie, tylko Tobie.

Tylko otwórz serce. Uwierz, że jeszcze coś tam możesz. Że masz wpływ, że chcesz więcej, niż te oklepane życzenia, które i tak nie posuną Cię ani krok do przodu. Możesz mieć to zmartwychwstanie symbolicznie, ale możesz też mieć namacalnie – jako własne dźwignięcie się z kolan.



Każdy moment jest dobry, żeby zacząć marzyć. Pozwolić sobie dopuścić do głowy myśl, że to, co planujesz, uda Ci się. I w dupie miej, co powiedzą. Naprawdę w dupie miej, jak będzie ciężko. Bo będzie i to Ci mówię od razu. Nie raz stłuczesz kolana. Niejedną noc zarwiesz. Niejedną kawę rozlejesz sobie na stopy i niejedną kanapkę zjesz, kiedy będzie już całkiem sucha. Poniesiesz koszt, ale każdy ponosi. Kwestia tylko tego, czy się odważysz.

Bo wiesz, zaciskanie zębów sprawia, że sztywnieje Ci buzia. I często trzeba stać się sztywnym, by przetrwać. Tylko w tej sztywności musisz zachować elastyczność. Jak drzewo – wysokie i twarde, ale lekko buja się, jak wiatr wieje. I ono wie, że musi się trochę bujać, bo inaczej się złamie i koniec. Nie będzie nowych pączków. Świat wie, ile może się ugiąć w swojej twardości. Nie wpada w skrajność.

Zamknij dziób. Wsadź sobie w kieszeń wszystkie te swoje wątpliwości, obawy i strachy. A później zaszyj tę kieszeń. Szpagatem najlepiej. I czekaj. Mocno zaciśnij pięści i czekaj. Tylko serce otwórz – inspiracja przychodzi z powietrza. Najlepsze rozwiązania są tam, gdzie najmniej się ich spodziewasz. Ufaj. Co Ci innego zostało?

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.