Jestem super, a oni mnie nie chcą – list od Kasi

lutego 19, 2018

Jest ładna, mądra, wygląda na zaradną. W sumie chyba niczego jej nie brakuje, a mimo to ma dziewczyna pecha. Ciągle trafia źle. Ciągle jest coś nie tak. Ciągle ktoś ją krzywdzi. Fatum? A może celowe kopanie pod sobą dołka? Zobacz list od Kasi.

Kasia pisze:

Moje związki notorycznie się rozpadają. Miałam ich już może z 10 i każdy był krótki, po kilka miesięcy, góra rok. Nie wiem, dlaczego tak jest, wydaje mi się, że przyciągam palantów. Zawsze każdy sprawia, że cierpię. Mam 168 cm wzrostu i teraz 60 kg. Wypróbowałam już wszystko – odchudzałam się, chodziłam w płaskich butach, w wysokich. Miałam blond włosy, czerwone, czarne i brązowe. Ubierałam się jak ladacznica i jak zakonnica. Cały czas eksperymentowałam, bo wydawało mi się, że może źle wyglądam i to przez to mi nie wychodzi w miłości. Nie wiem już sama. Skończyłam studia, mam własne mieszkanie, pracuję i co prawda nie jest to jakieś bardzo dochodowe zajęcie, ale nie jestem harpią, która czeka na to, żeby facet ją utrzymywał. Mam więcej niż moje koleżanki, które są już w szczęśliwych małżeństwach, a mimo to nic mi nie wychodzi w tej materii. Straciłam już chyba nadzieję, że jeszcze znajdzie się na tym świecie ktoś dla mnie. Poradź coś.




Po pierwsze – Kaśka a zasadził Ci ktoś kiedyś w dupę siarczystego kopa? Jak nie, to ja mogę być pierwsza, jeśli pozwolisz. Nie odbierz tego źle, to nie jest moja złośliwość, bo choć bezczelna jestem, to nie zawsze i nie dla każdego.

Zobacz na swoje słowa. Weź to przeczytaj. Weź się nad tym pochyl tak, jak dziecko, któremu się każde czytać w szkole ze zrozumieniem. Przetraw to w głowie. Sama sobie to robisz.

To nie Ty masz się dopasować do innych!

Wkurwia mnie, naprawdę Ci to powiem, że wkurwia mnie, gdy słyszę, jak ludzie próbują się wpasować w widełki innych. Tak się nie da. To jest po prostu mission immposible. Ty jesteś jedna, a widełek są miliardy. I co? Dasz radę zmieścić się w każde? Nie.

Przeanalizujemy to, co piszesz.

„Moje związki notorycznie się rozpadają”.


Widzę, że to już założenie. Że takie już postanowienie masz i ostro stwierdzasz, co następuje, a efekt jest taki, że rzeczywistość musi się dopasować. Kiedy wydajesz jakiś osąd z takim pełnym przeświadczeniem, to dla świata brzmi to, jak rozkaz. On się nie czepia, nie pyta się, czy to będzie dla Ciebie dobre, czy nie – on wykonuje. I Ty mi nie mów, że stwierdzasz fakt, bo zawsze można go nazwać subiektywną oceną sytuacji.

„Przyciągam palantów”.


No słuchaj, skoro tak się nastawiasz i tak stwierdzasz, to przyciągasz.

„Wypróbowałam już wszystko – odchudzałam się, chodziłam w płaskich butach, w wysokich. Miałam blond włosy, czerwone, czarne i brązowe. Ubierałam się jak ladacznica i jak zakonnica. Cały czas eksperymentowałam, bo wydawało mi się, że może źle wyglądam i to przez to mi nie wychodzi w miłości”.
Naprawdę mam to komentować? Próbujesz zmienić siebie pod innych. Zakochasz się w kimś, kto lubi blondynki i się przefarbujesz, a ta osoba pójdzie w siną dal i Ty zostajesz z tymi blond włosami w świecie ludzi, którzy lubią brunetki i znowu zmiana. Ty nie próbuj dopasować się do czyichś upodobań, tylko przyciągnij kogoś, kto ma takie upodobania, w jakie Ty się wpisujesz. Ty jesteś już gotowym „produktem”, który czeka na „kupującego”. Ty nie jesteś spersonalizowaną koszulką, na której każdy może wykonać własny nadruk.

?Mam więcej niż moje koleżanki, które są już w szczęśliwych małżeństwach, a mimo to nic mi nie wychodzi w tej materii".


Czegoś jednak nie masz. Nie masz poczucia własnej wartości. Uzależniasz to szczęście od swojego wyglądu i tego, co masz, a nie tego, kim jesteś. Ej, ja nie żyję na Marsie, doskonale zdaje sobie sprawę, że stan posiadania determinuje w pewien sposób to, jak atrakcyjni jesteśmy dla innych ludzi, ale to nie wszystko. Jasne jest, że facet z autem będzie bardziej atrakcyjny niż ten, który jeździ autobusem, bo kobiety odbierają faceta na podświadomym poziomie w odniesieniu do zasobów, które on ma, a dzięki którym byłby w stanie utrzymać ich ewentualne potomstwo, ale faceci myślą trochę inaczej. Nie szukają w kobietach dóbr, szukają uczuć.

„ Straciłam już chyba nadzieję”.


Gdybyś straciła ją naprawdę, to uwierz mi, że w tym kontekście byłoby lepiej dla ciebie. Dlaczego? Raz – że nie rozpamiętywałabyś tego i miałabyś w tyłku ciąg dalszy. Dwa – że nie robiłabyś już absolutnie nic, żeby zmienić obecny stan rzeczy i trzy – że pewnie właśnie przez tę utratę nadziei coś mogłoby się zmienić.

Kasia – Ty piszesz, że jesteś fajna i ogólnie jest Cię za co cenić, a ja wyczuwam w tym wszystkim tylko taką przykrywkę dla braku samoakceptacji i braku miłości do samej siebie. Ja wyczuwam tutaj takie coś – bądź ze mną a ja się dopasuję, żeby było Ci dobrze. Nie.

To Tobie ma być dobrze i na początku z samą sobą. Daj sobie przez jakiś czas luz. Przestań się na to spinać. Przestań szukać, kombinować i oczekiwać. Skup się w 100% na sobie i własnym zadowoleniu tak, jakby nic się nie stało i jakbyś w sumie to była szczęśliwa w doskonałym związku.

Zmuś się do takiego życia choćby przez miesiąc i daj znać.

Taki mądry Pan Benjamin Smythe powiedział kiedyś:

"Przyciągasz ludzi, którzy traktują Cię tylko trochę lepiej, niż Ty sama siebie".

Zresztą zobacz.

5 komentarzy:

  1. Tak!!! Jestem tego samego zdania, dokładnie! Najpierw zaakceptujmy siebie. Zadbajmy najpierw o swój ogród, potem motyle same zlatywać do naszego ogrodu, pełnego pięknych kwiatów.
    Z pozdrowieniami,
    Beata

    OdpowiedzUsuń
  2. Redaktor, jak zawsze w punkt :)
    Kaśka! Dziewczyno pokochaj siebie! Wtedy inni tak samo Ciebie pokochają... nic więcej. Zdecydowanie zmień nastawienie, nie męcz się.. bo zdecydowanie męczysz i próbujesz dziwnych rzeczy. Pewnie jesteś fajną babką, ale bez wiary w siebie. To się czyta i czuje niestety. Możesz to zmienić, powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny przykłąd lecz niestety zbyt idealny - rzeczona Kasia nie istnieje w realu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja czekam na artykuł o tym jak zapomniec o facecie...
    mecze sie od roku ponad i nie potrafię zapomniec ani ruszyć dalej.Cala ta śpiewka zajmij sie soba to bujda.Mam prace, siłownie, pole dance, książki, ulubione seriale, znajomych i nic.Wychodze do ludzi i w tłumie jest jeszcze gorzej.Jakis praktycznych konkretnych rad potrzebuje bo niedługo zwariuje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobry pomysł na wyzwanie, miesiac życia tak jakby było sie juz w tym wymarzonym zwiazku :)
    U mnie super zadziałało kiedys wyzwanie braku kontaktu, początkowo 3 dni pozniej kolejne 3 dni i dzis leci 3 miesiac jak ja nie pisze pierwsza, co najwyżej odpisze zdawkowo, teraz facet sie stara :D

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.