Staraś Ty dupa już, czyli jak zaakceptować upływający czas?

stycznia 04, 2018
Jak zaakceptować starość?

Pytałam was ostatnio o inspiracje do nowych postów i padło takie oto pytanie „jak zaakceptować starość” i wiesz coś, tak bardzo mi to pręży, że aż postanowiłam temat podjąć. A wiesz dlaczego? Bo ja u siebie za cholerę starości nie akceptuję i dlatego warto z tym pracować. No to „lecim na Szczecim” z tym koksem.

Starość – co czujesz, na dźwięk tego słowa?


Zaczniemy tak trochę od początku. No i w sumie trochę o mnie, bo tak będzie mi łatwiej. Wiesz, jak miałam te 16 czy 20 lat, to w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że będę kiedyś stara.

Ja jestem nieśmiertelna – powtarzałam i śmiałam się w głos ze znajomymi, którzy tak jak ja myśleli, że zawojują świat na amen.

To były czasy całonocnych imprez, picia wódki i palenia jednej nocy po 20 papierosów. Wtedy starość nie istniała. Boże, myśmy nawet nie myśleli, że zaraz czeka nas klasa maturalna. My żyliśmy chwilą, bujając się od jednej imprezy do drugiej i zaklinając świat, by uczynił nas zapamiętanymi dla potomności. My nie czuliśmy się gotowi na nic, co dorosłe i poważne.



To były czasy brązowego podkładu odcinającego się na opalonym w solarium pysku i włosów utapirowanych w taki hełm, że sięgał każdej futryny. To były też czasy chłopaków zrobionych na żel i z kolczykami gdzie tylko szło zrobić. Czasy, w których szalało się za kieszonkowe od rodziców i za miliony monet zarobione w wakacje przy garach w jakiejś podrzędnej spelunie. Byliśmy wtedy bogami życia. Niczego nam nie brakowało. Nie myślało się o jutrze. Nie myślało się o tym, że nas też będą dotyczyć zmarszczki. Właściwie nie wiem, o czym się wtedy myślało, ale na pewno nie o starości.

Pamiętam tylko swoich dziadków, którzy mówili:

Dziecko, niedawno byliśmy tacy jak Ty. To życie minęło jakby w jeden dzień.

A ja zachodziłam w głowę, że jak to tak? Jak życie może minąć tak szybko, że człowiek tego aż nie zauważył? Przecież to się cholernie ciągnie.

A gówno prawda. To życie to jakieś 50-80 sylwestrów. 50 czy 80 wiosen. Tyle razy tylko to powtarzamy. To jest nic. Dzisiaj się rodzisz, jutro Cię nie ma i czego nie zdążysz zrobić, to Ci przepadnie.

Świat zapieprza, a im jesteś starszy, tym szybciej i przychodzi taki moment, kiedy mówisz:


Jezu, ja przeżyłem już 20 lat. Albo 30.

A gorzej jest jak budzisz się pewnego dnia i stwierdzasz, że to może już 60. I że nie wiesz, gdzie się tak naprawdę podziały, przecież jeszcze niedawno były wakacje 1983 roku. Jeszcze niedawno upadała komuna, Jeszcze jakąś chwilę temu był ten sławny atak na World Trade Center. Przecież to było jakby wczoraj. Nic się jakby nie zmieniło, a przecież minął szmat czasu.

Pierwsze zmarszczki zauważyłam u siebie już dawno temu. Jakieś takie lipne geny czy coś. No cóż, w głowę mi poszło, a nie w urodę i trzeba to znieść, tylko że jak rano wstajesz i widzisz, że każdy dzień dodaje kolejną linię, to robi Ci się zwyczajnie przykro.

Przez to głupie lustro zaczynasz rozumieć, że czas mija. Widzisz to po swoich dorastających dzieciach, po roczniku w dowodzie, ale przede wszystkim po sobie. Bo usta już nie tak uśmiechnięte. Oczy już nie tak otwarte. Czoło już nie takie gładkie. No nic nie jest już takie, jak było kiedyś. Nie ma tej energii. Już Ci się tak nie chce, jak Ci się chciało.

SKS – mówią. Starość, Kurwa Starość.


Świat kocha młodych. Młodzi mogą więcej. Młodych się zatrudnia. Młodych się uczy. Młodym się wybacza. Stary jest skończony. To taki człowiek drugiej kategorii. Gorszego sortu. Im starszy, tym tak jakoś mniej potrzeby, więc boimy się zestarzeń. Boimy się najbardziej tego, że nic nam się nie udało. Że inni w tym wieku mieli już to i to, a my jesteśmy w czarnej dupie. Boimy się nie tyle samej starości, co straconego czasu, bo zewsząd widać, że można go było wykorzystać lepiej.

Można było zarobić miliony. Kupić domek w górach. W sumie można było przespać się z większą ilością partnerów albo więcej się wyszaleć. Wszystkiego, co dobre można było zrobić więcej, a my nie zrobiliśmy. I to nas boli. Nie ta zmarszczka na czole, ale fakt, że mimo niej nie mamy tyle, co ci, u których lica jeszcze gładkie i roześmiane.

To jest skarbie prawdziwy ból starości. Ból straconych szans i lat, które nam gdzieś spierdoliły, a które chcielibyśmy zatrzymać.

Mówią, że trzeba się starzeć z godnością. Że nie wolno się wstydzić tych wszystkich lwich zmarszczek, dolin łez i chomików. Facetom jest łatwiej, bo facet starszy postrzegany jest w społeczeństwie jako atrakcyjniejszy życiowo, niż młodszy, bo bardziej doświadczony i w sumie skoro ma już 40 lat to może już wydoroślał. Może się już też zdążył dorobić.

A kobieta? Kobieta ma odwrotnie. Im młodsza, tym lepsza, bo lepiej da i cycki jędrniejsze. I kobiety cierpią, bo można robić te wszystkie botoksy i wypełniacze, można biegać do kosmetyczki i na fitness, ale tam głęboko w duszy i tak coś mówi:

Jesteś stara.

A później się tak szyderczo śmieje i na ten śmiech ogarnia nas panika. Nagle chcemy coś zrobić. Cofnąć czas. Nadrobić zaległości, jakoś się zamaskować, ale nic z tego. Przed sobą nie uciekniemy.

Akceptacja upływającego czasu.

Nie mam zamiaru starzeć się z godnością. W moim czole śpi sobie spokojnie botoks. W kącikach moich ust i liniach obok nosa rozgościł się rozkosznie kwas hialuronowy. A jakieś głębsze partie skóry pamiętają też wampirzy lifting, mezoterapię i kwasy, które boleśnie zdarły mi ryja. I ta skóra pamięta też, jak płynęły po niej łzy. No bo przecież to piecze i aż łzawisz, ale zaciskasz plombowane kolorem A2 zęby i wytrzymasz do końca. A za pół roku znowu.

Nie mogę kazać Ci akceptować starości. Albo robisz to samodzielnie, albo po prostu nie. Ja się z nią pogodziłam, bo wiem już, że tego nie zatrzymam, ale to nie znaczy, że mnie to cieszy. Po prostu akceptuje nieuniknione, ale staram się odwlekać. I nie udaje głupiej, że ja to się będę ładnie starzeć i wszyscy mnie podziwiajcie. Ja już widzę po sobie, że nie będę się starzeć ładnie, ale współczesność daje mi narzędzia, dzięki którym mogę to trochę łagodzić.

Bo wiesz, co się liczy? Nie jakieś tam kanony, ale to, jak się czujesz ze sobą. Jeżeli nie przeszkadza Ci starość i jesteś z tych, co zmarszczki przeliczają na orgazmy, to brawa dla Ciebie. A jeżeli z tych, co się tego boją, to wiedz, że Twój strach nie jest jakiś odosobniony. Nie ma chyba człowieka, który nie chciałby cofnąć czasu. Nie ma takiego, który kiedyś nie czuł się lepiej. My mamy w sobie mechanizm podtrzymywania życia. Nasz mózg boi się umierać, więc boi się też starzeć. On dostał zadanie zrobić wszystko, byśmy żyli i kiedy rozumie, że się sypiemy, generuje strach.

Ale my się będziemy sypać i trzeba to przełknąć. To jest gorzka pigułka, bo niestety nie ma w życiu nic pewniejszego, niż śmierć. Ale naprawdę nie chciałbym umrzeć młodo, bo cenię życie bardziej niż gładką paszczę.

Nie ma co walczyć z wiatrakami. Można się odmładzać, można zdrowo żyć, można sobie robić igiełeczki i strzykaweczki, jak ja to mówię, ale trzeba przyjąć, że umrzemy. Kipniemy kiedyś jak kartofle z przyczepy i finito. Jeszcze nikt od tego nie uciekł, a skoro coś jest pewne, to w sumie nie ma się czego bać.

Jedyne co możesz zrobić, to dbać o siebie i wykorzystywać jak najlepiej czas, który masz. Bo uwierz mi, mam takie przekonanie, że jak człowiek żył po swojemu, to na starość w doopie ma czy jest brzydki, czy ładny, czy promienny, czy zmarszczony jak rodzynek. Myślę, że wtedy jest mu już wszystko jedno. Czas zabrał mu urodę i młode lata, ale nie zabierze mu tego, co zostało w sercu.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.