Każdy ma jakąś ukrytą korzyść w tym, żeby zrobić sobie kuku

stycznia 08, 2018
Ukryte korzyści z niepowodzeń.

Mamy ukryte korzyści w tym, co się dzieje w naszym życiu. Nawet o nich nie wiemy. Możemy podejrzewać, ale rzadko kiedy wychodzi na światło dzienne. Tylko jak już wyjdzie, to jest wielki żal, no bo przecież nam się wydawało, że to pech.

Sandra – nie wiem dlaczego, ale to imię źle mi się kojarzy, ale pomińmy – Sandra nie mogła znaleźć dobrej pracy. Coś tam szukała, gdzieś tam się zaczepiała, ale to było na chwilę. Na marny moment, który i tak nie dawał jej nigdy stabilizacji. No bo wiesz, tak nie można nic odłożyć, a jak nie wiesz, czy za miesiąc będziesz mieć tyle samo co teraz, to się robi nieciekawie. Cieszyła się każdą nową pracą, ale tak niepełnie. To tak jakby teściowa do studni wpadła – niby szczęście, ale woda sięga jej tylko do brody…

Sandra zawsze grała twardą, no bo przecież ona to nie będzie pokazywać słabości. Kto jak kto, ale ją wychowano na babkę z jajami i niby wszystko było jasne, ale coś mi świtało.

- A powiedz, jaką Ty byś chciała mieć pracę, gdybyś mogła dowolnie wybierać?

- W sumie to nie wiem. Jakaś lekką. Żeby można zarobić, ale się nie narobić albo w ogóle, żebym nie musiała przychodzić.

- Nie chce Ci się pracować, no nie?

- Nie chce, ale muszę. Jakoś trzeba żyć.

- A nie przyszło Ci do głowy, że sama to sabotujesz? Masz w sobie takiego wewnętrznego lenia, któremu nie chce się pracować i tworzysz sobie taką rzeczywistość, w której nie ma pracy.

- Hmmm.

- No a kto Cię utrzymuje na co dzień?

- Mąż, przecież to normalne.

- I z tej męża pensji wam wystarcza?

- Lekko nie jest, ale jakoś dajemy radę.

- Czyli Ty wiesz, że tak naprawdę nie musisz pracować i do tego wewnętrznie nie chcesz tego robić. Czemu nie chcesz?

- Hmmm, nasza mama całe życie ciężko pracowała i w sumie to nie ma nic. Ja widzę, że to jest jakieś bezsensowne. Po co robić, jak i tak nic z tego nie będzie.

Czyli ma korzyść. Z jednej strony szuka pracy i skarży się, że jej nie ma, z drugiej natomiast   sama sabotuje to, do czego dąży. Bo każdy z nas ma jakąś ukrytą korzyść w tym, że mu nie wychodzi. Każdy, komu coś się nie udaje, powinien się na moment zatrzymać i zapytać siebie:

W jaki sposób korzystam na tym, że mi nie wychodzi?

Czasami życie czegoś od nas wymaga i wymagają też ludzie. My chcemy to osiągnąć tak dla siebie, jak i dla świętego spokoju, ale gdyby się tak trochę zastanowić, to się okazuje, że osiągając to, możemy stracić coś innego.

Pani A ma problem ze znalezieniem mężczyzny, który ją pokocha, a ukrytą korzyścią jest wolność, bo ona podświadomie nie chce wchodzić w dorosłe życie i tracić okazji na poznawanie innych facetów, musząc być przywiązaną do jednego.



Pan A ciągle kłóci się z żoną i jego podświadomą korzyścią jest paradoksalnie zatrzymanie jej przy sobie, bo jemu się wewnętrznie wydaje, że jak przestanie między nimi iskrzyć, to ona się znudzi i odejdzie.

Pani B ciągle zapada na anginę i jej podświadomą korzyścią jest uniknięcie chodzenia do pracy, której nie lubi. Dziwnym trafem jest chora zawsze wtedy, kiedy w firmie więcej pracy.

Pan B ciągle traci okazje na zainwestowanie z zyskiem i inwestuje tam, gdzie traci. Bo jemu się podświadomie wydaje, że bogaci ludzie to łotry i on robi wszystko tak, żeby nie stać się bogatym i nie dołączyć do grona łotrów.

Czasami przeklinamy świat, że czegoś nam nie daje mimo usilnych starań. A jakby tak zejść niżej, to okazuje się, że my na pewnym poziomie możemy sami tego nie chcieć. Możemy się tego bać i możemy coś przez to stracić.

To widać szczególnie na przykładzie takich prostych rzeczy, które niby powinny się nam bez problemu powieść, a jednak zawsze coś staje na drodze i kiedy się nie udaje, to niby jest źle, ale dla nas tak jakby normalnie.

Taką ukrytą korzyść można mieć we wszystkim. Absolutnie we wszystkim i żyć całe lata nawet o tym nie wiedząc. Ludzie często nie zdają sobie sprawy z tego, że sami są twórcami zdarzeń, których doświadczają. Mają takie jakieś dziwne przekonanie, że tak za kurtyną stoi taki stary dziadek i macha kukiełkami, a kukiełki tak skaczą, jak mają sznureczki powiązane, ale to jest bulshit. Łatwiej jest przecież zrzucić z siebie odpowiedzialność, niż przyznać się, że to może pochodzić ze mnie.

Tego byśmy sobie nie mogli darować, a i przełknąć trudno. I strach się dowiedzieć, że mamy w sobie dwa oblicza, z których jedno chce a drugie się broni. I że przez tyle lat tak się staraliśmy, a mimo to sami skazaliśmy się na przegraną.

Fajnie jest sobie zrobić taką przepytywankę – odprężyć się i zapytać w duchu samych siebie, jaką mamy korzyść z tego czy tamtego. Może wylezie taki głosik, który cicho, ale dobitnie nam coś odpowie. Tylko większość będzie się bała tego, że rzeczywiście coś usłyszy i że ta odpowiedź im się nie spodoba. Że okaże się, iż to oni sami zabronili sobie tego, czego tak naprawdę chcą najbardziej.

Większość z was nie spyta właśnie z tego strachu. Ale niektórzy spytają i zimno im się zrobi na plecach, kiedy tak jakby sami sobie odpowiedzą i kiedy ta odpowiedź będzie tak oczywista, że włos się zjeży na głowie. I oni wtedy na chwilę zastygną. Zrobią takie duże oczy i znów poczują ciarki. Najpierw od karku, tuż przy włosach, a potem równiutko wzdłuż kręgosłupa i aż na podeszwy stóp. I niektórym zaświecą się oczy, chociaż za żadne skarby świata nie przyznają się, że są to łzy. Powiedzą że dym albo że smog, ale sami będą wiedzieli dokładnie.

A później nic nie będzie już takie samo. Będzie świadomie, a przez to ciężej, ale przecież lepsza najgorsza prawda, niż najładniejsze kłamstwo. Tylko że wtedy, w tym momencie, w którym usłyszą ten swój wewnętrzny głos, pożałują na chwilę, że zapytali. Bo w tej ciemności było źle, ale można się było oszukiwać, że to przecież nie nasza wina.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.