Jak (nie)zostać gwiazdą w jeden dzień? Instrukcja skrócona z przykładem

stycznia 27, 2018

Proszę państwa, nie śledzę młodego butnego pokolenia ani tego, co wyrabiają w sieci, ale ostatnio krew mnie dosłownie zalała na widok jednej aferki, takiej dosłownie gównoburzy. Dla tych, co nie wiedzą – jest ktoś taki jak Deynn i Pani ta (Marita Surma) jest blogerką, instagramerką i wszystkim tym, co teraz robią młode, ładne kobiety. Ma fejm. Ma kasę, ma grono wyznawców. Ma też wrogów. A teraz w dodatku ma jeszcze problem.

Problemem tym jest siostra – Klaudia Surma, która ową Deynn w jeden dosłownie dzień ściągnęła z piedestału sławy na dno potępienia. I wszystko byłoby dobrze, gdyby ten upadek był rzeczywiście sprawiedliwy, ale proszę państwa, moim zdaniem nie jest. Nie będą obrońcą ani katem, bo dziewczyn nie znam, nie mam żadnych sympatii ani antypatii. Stoję z boku i oceniam, co widzę. A widzę rezultaty. I nie po tym Cię ocenią, co powiesz, czy zrobisz, ale po tym, jaki to da efekt. I możesz mnie za to nie lubić, ale na pewno nie możesz zignorować puenty.

Jeżeli znasz bohaterkę, to proszę porzuć na chwilę ewentualne uprzedzenia. Jednych można lubić, drugich nie, ale jak coś oceniać, to na chłodno. W ocenie warto tutaj też przyjąć też takie założenia, że:

- Dorosły człowiek odpowiada sam za siebie i nie można od nikogo żądać, żeby był naszym zbawicielem.
- Trzeba być człowiekiem i widzieć, gdzie jest cienka linia między ambicją a zazdrością czy zawiścią.
- Są pewne niepisane zasady, których honorowy człowiek trzyma się mimo wszystko.
- To, co Ci się dzieje w życiu to wynik Twojego myślenia i postępowania.
- Nie wolno być zdziwionym, że życie internetowych gwiazd nie jest takie, jak w sieci.

Krótko opowiem o tym, jak zostać gwiazdą w jeden dzień. Gwiazdą, która wykorzysta do wybicia się najniższy instynkt – zazdrość. I to niech będzie dla was przestroga i taka nauczka, jak się rozwiązuje swoje sprawy i że własnych brudów nie warto prać w publicznych pralkach. Bo wyjdą jeszcze gorsze i w sumie nikt nie będzie uprany.



Deynn (ta, której się dostało), pochodzi z małej miejscowości i swoją ciężką (i niech ludzie mówią, co chcą) pracą, zdobyła popularność. Za popularnością w parze poszły pieniądze, lepsze życie i super perspektywy. I ja nie wnikam kto, jak i co, bo szczerze mówiąc, mnie to nie obchodzi. Ja nikomu ani do portfela, ani w głowę, ani pod kołdrę nigdy nie zaglądam. Jak się komuś udaje, to ja się cieszę, bo szkoda mi tych cebulaków, co to na ludzki sukces reagują zazdrością. Dziewczynie się udało i super. I też pamiętaj, że to nie jest tak, że wszystko łatwo przychodzi. Że wystarczy kiwnąć palcem i się życie zmienia. Nie. Na większość rzeczy, które mamy, trzeba zapierdalać i trzeba się poświęcić. Ale, ale – jak widać, nie każdy chce. Są tacy, co wolą łatwą drogę. I drogę na czyjejś krzywdzie.

Nasza główna bohaterka wyprowadziła się do wielkiego miasta i było jej tam chyba dobrze. W małej miejscowości zostały dwie młodsze siostry – dwudziestoletnia Klaudia Surma i druga dziesięciolatka. Deynn postanowiła pomóc siostrom i sprowadziła je do Warszawy, co siostra Klaudia pięknie opisuje na swoim „blogu”  tutaj – http://jednorazowywpis.blogspot.com/2018/01/fef.html. Przeczytanie całości z pewnością powie Ci więcej.

Klaudia Surma zaczyna tak:

Zacznę od tego, że nigdy nie miałam dobrych kontaktów z Maritą.

Życie. Z rodziną ponoć dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach, a mimo to Marita zaproponowała Ci jakąś współpracę. Bo jesteś jej siostrą i mimo że nie masz najlepszych kontaktów, jednak rękę do Ciebie wyciągnęła.

A później.

Wyjazd do Warszawy miał mi otworzyć drzwi do nowego, lepszego świata. Miałam mieć super życie, Marita miała mi pomóc znaleźć super prace, miałam zacząć robić prawo jazdy, które "dała" mi na urodziny.

Tak kochanie – wystarczy wyjechać do Warszawy i od razu czeka Cię super życie. I jeszcze oczekujesz, że siostra pomoże Ci znaleźć super pracę i będziesz żyć w lepszym świecie.

Później:

oczywiście ja miałam mieszkać z Nati sama na 29m w obcym mieście

Nati to ta młodsza siostra. Straszne. Przerażające. Po prostu drżę z przerażenia. Dziewczyna ma 20 lat, nie wyjeżdża sama, tylko siostra chce jej pomóc. Wynajmuje i opłaca jej mieszkanie, a ta płacze, że musisz mieszkać na 29 metrach. Chryste Panie, większość moich znajomych wynajmowała w tym wielu pokój 10 metrów kwadratowych, za którego sami płacili (nie siostra) i czuli się, jakby Pana Boga za nogi złapali.

I dalej jest tylko gorzej. Klaudia znalazła pracę w Żabce za 2000 tysiące i...

Mój każdy dzień wyglądał tak samo, dzień w dzień robiłam to samo.

Kurwa mać… Inaczej tego nie skomentuję. A jak dziecko myślało, że wygląda dzień dorosłego człowieka? Wstaje, ubiera się, idzie do roboty, wraca z roboty, idzie spać, a jutro to samo. Tak właśnie wygląda dorosłe życie większości Polaków, bo nie żyjemy w jakimś pieprzonym Kuwejcie i manna nie spada nam z nieba na łeb. Czas się obudzić.

Marita opłacała mieszkanie, ja dostałam od niej 350zł kilka dni po przyjeździe do Warszawy i miałam te pieniądze przeznaczyć "na zachcianki Natalki".

Płaciła Ci za mieszkanie, dawała kasę na zachcianki młodszej siostry, ale jeszcze było Ci źle. Proszę państwa, niech no tu wstanie ktoś, komu taki start podarowano w życiu. Niech się pokaże, bo chętnie uścisnę mu rękę i powiem, jakim to jest szczęściarzem.


Później Klaudia chciała, by Deynn zabrała do siebie młodszą siostrę, bo do Klaudii miał przyjechać chłopak, ale Deynn nie mogła. Postawiła ze swoim chłopakiem Danielem Majewskim sprawę jasno, że nie po to ściągnęli siostry do Warszawy, żeby jedna urządzała sobie schadzki z chłopakiem i że wynajęte mieszkanie jest dla nich, a nie dla jakiegoś obcego typa.

A młoda no cóż – myślała, że przeprowadzi się do Warszawy, dostanie fejm, mieszkanie, kasę i że jeszcze tego mieszkania dokoptuje sobie faceta. A tam dziecko małe miała – dziesięcioletnią dziewczynkę, więc wcale się nie dziwię Deynn, że się na to nie godziła. Też bym się nie zgodziła.

A później:

Kiedy zawiozłam Nati do niej w niedziele dała mi 80zł za to, że zajęłam się psem (tak mi sie przynajmniej wydaje) i na tym jej pomoc finansowa się skończyła. Więcej od niej pieniędzy nie widziałam.

No tak, bo Ty chciałaś mieć bankomat. Myślałaś, cholera jasna, że obowiązkiem siostry jest Cię utrzymywać, ale nie – Ty jesteś dorosła i trzeba pamiętać, że nikt nie ma obowiązku dać Ci choćby jednego grosza. Nikt nie ma obowiązku troszczyć się o Twoje życie, pracę, miejsce zamieszkania. Taka jest prawda. A jeśli już na kimś taki spoczywa, to na rodzicach. Gdzie są rodzice? Gdzie są odpowiednie służby, kiedy nie ma się kto zająć dziesięcioletnią siostrą? Jeżeli wiem, że nie mam pracy, nie mam czasu i nie podołam, to nie ciągnę ze sobą siostry do obcego miasta. Nie biorę na siebie odpowiedzialności, żeby później okazało się, że dziecko zostaje samo w domu. Nie bawię się w dorosłą, jak nie mam zabawek.

Później Deynn postawiła siostrze warunek, że ma się dokładać do wynajmu mieszkania w kwocie 1000 zł. No proszę państwa, wiedzą państwo, ile kosztuje wynajem mieszkania w Warszawie. W chuj. Więc ja się nie dziwię, że jak ktoś pracuje, to powinien płacić za mieszkanie, w którym mieszka. A jak ktoś płaci za niego, to powinien partycypować i nawet nie mieć czelności otworzyć japy, bo po prostu wstyd.

W skrócie całość wpisu jest wywleczeniem wszystkich brudów, łącznie z prywatnymi wiadomościami SMS, których celem nie było przecież chyba nic innego, niż zemsta.

Sławy się na zemście nie buduje. Ludzie – nie tworzy się fejmu na czyjejś krzywdzie. A ten dopisek na końcu:

Ten post nie ma na celu obrażenia Marity i Daniela.

No a co miał na celu ten wpis? Jaki cel miał pozwolić osiągnąć? Żaden inny, jak tylko próbę zdyskredytowania siostry, na którą pluje teraz cała Polska. Firmy, z którymi współpracowała Deynn, zerwały współpracę. Teraz Klaudia nie dostanie nawet tych 80 zł, no bo z czego? Myślała chyba, że  ktoś będzie ją finansował i zrobi z niej gwiazdę, a tymczasem pogrążyła swoją jedyną szansę na to, by się tą gwiazdą stać.

Teraz ludzie plują na nią i od tego się nie uwolni. Jeden podejdzie do tematu merytorycznie, inny nie będzie przebierał w słowach. Nie wywleka się prywatnych brudów na forum publicznym, bo wywlekający nigdy nie zostanie bez winy. Zrobienie z kogoś kozła ofiarnego nie sprawi, że poczujemy się lepiej ani też, że ludzie nas pokochają.

Życie gwiazd i celebrytek nie jest w rzeczywistości takie, jakie w mediach. Ich medialne wizerunki nie są tymi samymi, które możemy widzieć na co dzień. A jak ktoś tego nie rozumie, to wydaje mu się, że obnaża wady innych i że ja wam wszystkim powiem, jaki tamten czy tamta są naprawdę. A przecież jesteśmy tylko ludźmi, a mądry człowiek wie, że:

A) Internet nie jest prawdą i nie warto toczyć krucjat.
B) Jak chcemy toczyć krucjatę, to robimy to we własnym zakresie.

Młoda dziewczyna, zaledwie 20 lat ze sławną siostrą, która mogła jej rzeczywiście pomóc w życiu, zrobiła coś takiego. Zniszczyła siostrę i zniszczyła siebie. I jeszcze najmniejszej się oberwało. A wystarczyło usiąść w spokoju albo dać sobie po razie, wyjaśnić pewne sprawy, pokłócić, przeprosić i żyć jak ludzie. Ale nie. Bo jak jednemu się udaje, a nam nie, to szukamy sposobu, żeby też nam się udało. A jak go nie znajdujemy, to jedynym pomysłem jest zemsta na tym drugim.

Przykre. Bardzo przykre.

1 komentarz:

  1. Nawet o tej sprawie nie słyszałam, ale z Twojej relacji wynika, że faktycznie chyba młoda sądziła, że jedzie "na gotowe" i czeka ją jakaś sława w blasku fleszy, która należy jej się tylko z powodu bycia siostrą. Również jest to błąd starszej siostry, która kierowała się zapewne dobrymi pobudkami, ale chyba zapomniały wcześniej pogadać jak to będzie wyglądało. Dziwi mnie czemu te firmy pozrywały współpracę? Przecież plotki wokół znanych osób często przybierają postać gównoburzy. Zresztą my teraz też sobie tutaj poniekąd plotkujemy. Ot, natura ludzka :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.