Dlaczego warto nauczyć się olewać problemy?

stycznia 01, 2018

Nie unikniemy problemów. One są po prostu wpisane w nasze życie i jakbyśmy się przed nimi nie bronili, pojawią się zawsze. Po prostu zawsze. Ale szczęśliwy ten, kto potrafi je olewać. Kto nie udaje, że problemów nie ma, ale umie zapanować nad tym, jak do nich podchodzi.

Ojojoj, wielka tragedia


Kiedyś bardzo spinałam się na każdą problemową sytuację. To był istny koniec świata. Armagedon. Pogrom. Masakra. No, jakich jeszcze mam słów użyć, żeby jasne było, że problemy były czymś niemal nie do przeskoczenia? I my tak mamy w głowie, że jak się robi źle, to nagle zaczynamy snuć wizje. Pojawiają się nam w myślach wszystkie możliwe i najgorsze rozwiązania. Od razu dopowiadamy sobie przyszłość. Nastawiamy się na to, że będzie makabra i że nic się już nie da zrobić. A to nieprawda. Wielka nieprawda, bo problemy olane często rozwiązują się same.

Przypomnij sobie taką sytuację w swoim życiu, kiedy coś wydawało się stracone. Kiedy nie było żadnego wyjścia i jedyne co, to siąść i płakać. Każdy coś takiego miał i każdego prędzej czy później zweryfikowało życie. Dopóki szukałeś rozwiązania, problemy się tylko mnożyły. Jakby ktoś na złość rzucał kłody pod nogi i było tylko coraz gorzej i gorzej. Żadnego światełka w tunelu. Znikąd pomocy i tylko ta beznadzieja. I gdy wyczerpały się wszystkie możliwości, gdy już byłeś tak pod ścianą, że nie dało się zrobić kroku, postanowiłeś nie robić nic. Pozwolić, żeby ten świat się zawalił, bo przecież i tak się go podtrzymać nie da. I wtedy być może stało się coś dziwnego. Może sprawy jakimś dziwnym trafem same się naprostowały. Może nagle wszystko się jakoś rozluźniło, wyprostowało i po  prostu rozwiązało jako tako, a nawet pomyślnie dla Ciebie.


Bo nie trzymałeś. Nie ciągnąłeś za tę linę, udając, że jesteś mądrzejszy i Ty wiesz lepiej, jak się co ma toczyć. Życie też wie, a może ono wie nawet lepiej i czasami wybiera sobie dość trudne ścieżki, ale wie, dokąd idzie. Wie, co chce osiągnąć i wie też, że niektóre cele wymagają tego, żeby po drodze zedrzeć kolana. No więc wyciora Cię boleśnie po drodze, ale w końcu doprowadzi do oazy i powie:

No widzisz? Było tak płakać? Przecież musisz mi zaufać.

To się wydaje jak jakaś utopia. Jak tu zaufać światu, jak on taki szalony, że zawsze może nas wywieźć gdzieś na jakieś manowce i zostawić. I co wtedy? Szukaj sobie wiatru w polu? Trochę nie ufamy życiu. A ono jakie jest, takie jest, ale jest mądre. I wie. I rozumie i nigdy nie jest bezcelowe.

Tak samo, jak bezcelowe nie jest nic, co się dzieje. Wszystko ma jakiś cel. Jakiś program do zrealizowania. Jakieś wytyczne do spełnienia i tak dalej. Wszystko jest po coś. Kto to rozumie, wiele osiągnie. Kto nie potrafi tego pojąć, tylko szarpie się z życiem, a ono mu raz za razem dokopuje i jest wielki żal, bo nie tak miało wyjść. Tak właśnie. Tak miało wyjść, tylko trzeba spojrzeć szerzej. Nie na czubek własnego nosa, na którym jest tylko to, co teraz, ale do przodu, gdzie są cele długoterminowe i pewne Twoje zlecenia, które wysyłasz cały czas w przestrzeń.

Problem istnieje, bo go widzisz


Ponoć nie ma porażek, a wyłącznie informacje zwrotne. Tak więc, jeżeli wyjdzie Ci zakalec,  to nie jest to kulinarna porażka, tylko informacja, że nie umiesz piec. Że gdzieś po drodze nastąpił błąd lub niedopatrzenie. Trzeba zweryfikować swoją wiedzę i umiejętności, a później spróbować jeszcze raz. Aż się uda.

Dla mnie problemem jest padający deszcz. Dla ludzi w Afryce to błogosławieństwo. Dla mnie problemem jest złamany paznokieć, dla mojego faceta to szczęście, że go nim nie drapnę. My nie mamy problemów w życiu, my mamy problemy w głowie. I teraz nie mów mi, że istnieją prawdziwe problemy, jak choroba czy bieda. Dobra, one istnieją i tu się musimy zgodzić, ale dlaczego istnieją? Bo zostały wykreowane.

Jak kolejny raz zapadam na zapalenie zatok, to nie przeklinam świata, że znowu mi lecą gile z nosa, bo wiem, że to ja sama sobie tę chorobę sprowadziłam. Zamówiłam ją sobie z jakiegoś powodu i ona jest mi do czegoś potrzebna. Bo mi coś pokazuje. O czymś informuje. I wtedy takie sobie gile przestają być zwykłymi gilami i stają się narzędziem, informacją, którą albo zbagatelizuję, albo zauważę i wykorzystam.

Tak naprawdę każdą sytuację można przekuć w sukces, bo ludzie otwarci widzą możliwości, a ograniczeni tylko przeszkody. Ilu było takich, którzy wygrzebali się z biedy, z chorób, z nieszczęścia, ze złości, z pecha i innych? Mnóstwo. Bo oni widzieli, że dostają informację. Że świat im przysłał list i nie wyrzucili go do kosza, tylko przeczytali, zakręcili nad nim wąsa, przemyśleli i zrozumieli. A później zaczęli działać albo właśnie zaprzestali jakiegoś działania.

Twój problem może być dla mnie niczym i odwrotnie. Bo nie ma skali problemów. Nie ma skali zła i przykrości. Każdy ma własną podziałkę na tej linijce i jak opowiadasz innym o swoich problemach, to mogą nie widzieć w nich nic złego. Mogą Ci wcale nie współczuć, bo Twoje problemy to dla nich chleb powszedni i integralny element życia. Tak już po prostu jest. Nie ma skali. Są tylko indywidualne doświadczenia.

Kiedy dzieje się coś złego, nie panikuj


Panika to jasny sygnał, że mocno reagujesz. Że Cię to boli, że to dla Ciebie wiele znaczy. Im mocniejsza reakcja emocjonalna, tym bardziej świat zaczyna rozumieć, że to, co się stało, jest Ci potrzebne. Strach może kreować tak, jak marzenia. Miłość tak, jak nienawiść. Chęć czegoś tak samo, jak niechęć. Emocjonalne trawienie sprawy powoduje, że się ona ciągnie i na co Ci to?

Lepiej wykonać spokojny, przemyślany krok albo krok intuicyjny. Czasami intuicja podpowiada nam takie głupie rozwiązania i ganimy się za nie. Nie wdrażamy ich w życie, ale trzeba sobie tak pomyśleć na chłopski rozum – przecież to nie głupi mózg kreuje głupie rozwiązania. Wiesz, dlaczego? Bo mózg nastawiony jest na obronę. On będzie się asekurował. On będzie robił wszystko, żeby podtrzymać nasze życie, żeby nas nie wpędzić w maliny, żeby nie dać się zrobić w bambuko. On nigdy nie poważy się na coś nieprzemyślanego, bo podejmuje decyzje, opierając się na doświadczeniu, że jak go oset w dupę oparzył, to już nie wolno do ostu podchodzić.


A kiedy pojawia Ci się w głowie rozwiązanie irracjonalne, dziwne, głupie albo niedorzeczne i jednocześnie jakaś taka chęć zrobienia tego, to pewnie jest to intuicja. Ona nie zna dróg na skróty, uwierz mi. Ona działa jakby do przodu. Też Cię przepędzi przez osty, ale na końcu drogi będzie ładna polanka. Ty już w połowie będziesz kląć na cały świat i szykował się do zawracania z drogi, ale nie wiesz, co będzie na końcu. A tam mogą być rzeczy naprawdę piękne.

Wielkim wyzwaniem jest zaufać ten intuicji i wiedzieć, że tak czy inaczej, kiedyś będzie dobrze. To jest tak trudne, jak wejście na K2 zimą dla laika, ale czasami trzeba to zrobić, bo innego rozwiązania po prostu nie ma. Zapiąć te raki i włazić, z taką nadzieją, a może nawet wiarą, że nie spadniesz.

Kto tak potrafi, ten jest naprawdę wolny. Większość z nas, w tym ja, musi się naprawdę przemóc. Zebrać w sobie, by zapomnieć o tym, że są problemy, że świat obecny nie sprzyja nam w tym momencie. To tak, jakby zamknąć oczy na to, co dzieje się teraz i zacząć patrzeć sercem. Sercem ufnym, które nigdy nikogo na początku nie skreśla. Sercem, które wie, że czasami do celów najlepszych wiodą drogi trudne. Nie będę Cię oszukiwać, że to jest proste. Nie. To będzie jedna z najtrudniejszych rzeczy w Twoim życiu.

Kiedy dzieje się coś złego, trudno jest nam się kontrolować. Zazwyczaj wpadamy w panikę i nie możemy pomyśleć ani racjonalnie, ani perspektywicznie. A gdyby tak przestać szukać rozwiązania i zostawić sprawy swojemu własnemu biegowi? Wtedy, kiedy naprawdę nie musisz robić żadnego kroku, nie rób go. Obserwuj. Postój sobie z boku jak jakiś postronny gap i patrz, co się będzie działo. Tak jakby Cię to wcale nie dotyczyło. A może się bardzo zdziwisz.

3 komentarze:

  1. Dziękuję za ten tekst, był mi bardzo potrzebny:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. "Problemy olane rozwiązują się same" - chyba sobie wydrukuję i powieszę na ścianie :D

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.