Czego my naprawdę szukamy w życiu?

stycznia 15, 2018


Ty się nie przyznasz, ale ja wiem. Wiem, co Ci chodzi po głowie. Wiem, co Ci się marzy, co tam w środku siedzi i przed czym się bronisz. Wiem, że to jest trudna walka i że tak ciężko, ale taka jest Twoja natura. Z nią nie wygrasz, kochanie. Ona jest całym Tobą.

Edyta nie „lubi owijać kota w bawełnę”*. Czasami walnie takim pytaniem, że mi się odbije oranżadą z komunii. Czasami jak coś powie, to mam ochotę spytać „dziewczyno, skąd Ci się to kurwa bierze?”. Jak możesz pytać o coś, co wiesz?

Powiedz mi, czego my tak naprawdę szukamy w życiu?

A tak ogólnie to nudzi Ci się, Edzia?

Nie, serio pytam. Bo ja nie wiem, czego sama szukam i czy trzeba wiedzieć.

Nie trzeba. Ale można. I w sumie fajnie byłoby wiedzieć, bo jak wiesz, czego szukasz, to wiesz co odrzucić. I jest Ci łatwiej podjąć decyzje i nie tracisz czasu. W sumie zajebiście jest wiedzieć, czego się szuka, ale my nie wiemy. Mamy to w sobie, a tak bardzo boimy się przyznać.

Każdy z nas jest takim Filipem, który wyskoczył z konopi. Rozejrzał się, zdziwił i krzyknął:

Fuck! Co ja tu robię?




I trochę nim zadygotało, bo nikt nie odpowiedział. Trzeba się było uczyć, znaleźć robotę, znaleźć drugą połówkę, wziąć kredyt na mieszkanie i zapieprzać. I na tym miało polegać życie. Na obowiązkach, bo przecież ważny jest cel. Trzeba coś osiągnąć, być kimś, coś tam zrobić i niech Grażyny z Januszami widzą. I niech zazdroszczą. A później przychodzi taki czas, że trzeba umierać, a Ty nie wiesz, czego przez to całe życie szukałeś i czy udało się znaleźć. Jesteś bezbronny tak samo, jak w momencie, kiedy lekarz klepnął Cię w dupę na porodówce.

Gonimy za kasą. Za miłością. Gonimy za spełnieniem, ale co to ma nam tak naprawdę dać? Zastanawiasz się czasami, dlaczego? Po co? Po jaką cholerę to wszystko? Zarabiasz dla bycia bogatym? Żenisz się dla bycia kochanym? Nie. Robisz to, bo szukasz spełnienia.

Cokolwiek się dzieje. Cokolwiek robisz i planujesz, chcesz się spełnić. Chcesz znaleźć siebie. Być sobą. Nie stracić czasu. Ty dobrze wiesz, ile już przebimbałeś. Cholernie czujesz na plecach oddech kostuchy. Ty widzisz, że teraz można jebnąć w każdym momencie. Że jak nie zawał, to wypadek, a jak nie rak to starość. Ty doskonale wiesz, że kiedyś będzie koniec i każdego dnia widzisz te końce innych. Ale Ty chcesz żyć i choćbyś pieprzył jak to jest ciężko, jak wszystko do bani – chcesz się zachłysnąć życiem.

Budzić z kacem i latać odrzutowcem.
Uprawiać seks tak, jak Ci mówili, że jest beee.
Kłócić się i całować.
Wygrać w lotka i rozpieprzyć wszystko, co dostaniesz.
Kupić brykę za 100 tysięcy i zedrzeć jej opony w jeden weekend.
Wyjść za mąż i uciec z kochankiem.

Ty chcesz ryzykować. I nie kłam. Nie oszukuj, że Cię to nie kręci. Że tam w głębi duszy nie masz w sobie kogoś, kto szepcze:

Zrób to. No zrób to do cholery.

Bo my mamy w sobie szaleńców. Tych, co wiedzą, że się nie umiera. Takich, którzy aż kipą ze złości pod swoją maską, bo wiedzą, że da się ją zdjąć, ale nie wolno.

Bo tak Ci mamusia mówiła, że trzeba być porządną. Tak Ci tatuś powtarzał, że trzeba mieć zawód. Tak Ci w szkole mówili, że pokorne ciele dwie matki ssie. I taki Ci świat pokazali, w którym zapina się garsonkę pod samą szyję, a własne ja chowa w piwnicy. Miałeś być grzeczny, posłuszny, porządny. Miałeś być spokojny, konkretny i pewny. Taki nijaki, chujowy, ale przewidywalny. Żeby nie strach Cię było zabrać na jarmark i żebyś wstydu w ośrodku nie narobił. Miałeś być cieniem, a w środku jesteś gwiazdą.

Taką, co się gotuje i czeka, by pęknąć. Bo Ty w środku nie chcesz być cieniem. Ty szukasz spełnienia, a spełnić może Cię tylko brak zasad. Bo ile razy miałeś ochotę rzucić tę pracę w cholerę. Ile razy miałeś chęć strzelić w pysk tego palanta. Ile to razy wahałeś się przed tym, by zrobić coś głupiego, ale zdarzył się STOP.

Bo my nie jesteśmy porządni. Nie jesteśmy spokojni. My szukamy wrażeń. My chcemy wyć do księżyca i skakać w deszczu. My chcemy się kochać jak szaleńcy i żreć jak psy. Chcemy moknąć, marznąć, drżeć i schnąć w upale. Chcemy wszystkiego tego, co dają nam emocje. Chcemy grzeszyć i z dziką satysfakcją uciekać losowi. Chcemy wybierać, ale to nie to, co pewne, tylko to, co nas zmęczy. Bo tylko zmęczony wiesz, że żyjesz. Kiedy już padniesz na łóżko, a każdy mięsień pulsuje jak głupi. Kiedy nie możesz złapać tchu, bo strach przeszywa Ci plecy, a radość zaciska gardło – Ty wiesz, że żyjesz.

Nam tylko każą być spokojnymi. A my tylko udajemy, że tak jest fajnie. Że to takie spoko. Ale nie kłam. Nie po to tu jesteś. Nie taki masz plan i nie tego chcesz. Ty wolisz emocje. Ty wybierzesz krótką miłość i złamane serce niż długie żyli spokojnie i szczęśliwie. Bo Ciebie nie kręci stagnacja. Ciebie nie podnieca pewność. Ty szukasz emocji. Szukasz skrajności, bo skrajność jest fajna.

Chcesz złamać zasady, którymi żyjesz. I możesz się bronić, możesz udawać i przekonywać, że Ty nie z tych, że Ty z innej gliny, ale nie kłam do cholery. Gdyby tylko zdarzyła się okazja, gdyby tylko nie było konsekwencji, zrobiłbyś to. I uwierz, że z dzikim uśmiechem. Zrobiłbyś to, a każda komórka Twojego ciała chłonęłaby to jak wodę. Jak tlen.


My szukamy w życiu wrażeń. Żeby nie umrzeć jak pierniki. Żeby nie skończyć jak nudziarze, którzy nie skoczyli, nie skłamali, nie ukradli milionów i nie dostali w dupę. Ty chcesz w nią dostawać, zrozum. Bo to Cię napędza. To Cię ładuje. Bo ból sprawia Ci taką samą przyjemność jak pieszczota. Bo nikt Cię tu nie przysłał po to, żebyś był miziany piórkiem i Ty dobrze o tym wiesz.

Jesteś, bo chciałeś emocji. Chciałeś każdego aspektu życia, bo nawet jak chujowe, to chociaż burzliwe. I wtedy nie żal będzie umierać. Bo masz wspomnienia, bo jest co opowiadać, bo łza się kręci na myśl o tym, co było. Bo to było tak intensywne, że Ty to pamiętasz. Mogą Cię wyrwać spod kroplówki, ale będziesz pamiętać każdy szczegół. Każde uczucie, zdarzenie, każdy efekt. I wtedy będziesz mieć głęboko gdzieś i nie będzie rozliczeń. Nie będzie żali i przekonania, że coś było nie tak. Bo było jak trzeba.

Był pieprz i sól. Słońce i grad. Była radość i cholerna złość. Miłość i nienawiść. Były szczyty i dna. Było dobrze i do dupy, i był kontrast. Było porównanie, po które tu przyszedłeś. Ty nie chcesz grzać dupy w przewidywalnym świecie. Bo tam w środku w Tobie jest coś, co świadomie godzi się na to, by cierpieć i szaleć ze szczęścia.

Przyszedłeś tu po kontrasty i tego właśnie szukasz. Cokolwiek robisz, czy się hamujesz, czy pozwalasz – nie jesteś w stanie się tego wyzbyć. I kiedy płaczesz, że jest Ci źle, to ja mówię – do cholery, przecież tego właśnie chciałeś!

---
* Jaruś z Chłopaków do wzięcia.

4 komentarze:

  1. Bez kontrastów wszystko byłoby jałowe i bezuzyteczne ;)
    Kontrasty to moja specjalność.

    OdpowiedzUsuń
  2. I czasem naprawdę da się pieprzyć system. Wcale nie trzeba zakładać na siebie miliona kajdan. No, praca musi być. Ale nie trzeba wcale zakładać rodziny, brać kredytu.I można sobie tańczyć na chodniku. Że ludzie patrzą? Pieprzyć to.

    OdpowiedzUsuń
  3. O dziecka byłam rozważna i naprawdę próbowałam przewidzieć konsekwencje. Byłam grzeczna do obrzydzenia. Same obawy i hamulce, a w środku bunt. Z czasem popuściłam sobie cugli i mogę powiedzieć, że często robię, co chcę.

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja byla identyczna jak w tym artykule , jakby autorka o mnie pisala. I nie żałuję tylko znowu chce kochac i być kochana tak do utraty zmysłów. do szaleństwa. znów oszaleć. to są najpiękniejsze wspomnienia i jest nadzieja ze znó sie powtórzy , chce tego jak niczego innego na swiecie.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.