Troje ludzi. Trzy historie. Trzy życia, których nie da się już zmienić

grudnia 03, 2017

Rozmawiałam z nimi jak w transie. Czasami łzy spływały mi po policzku. Przytulałam ich i mówiłam, żeby się nie smucić, że jest już po ptokach i teraz trzeba żyć dalej. Czasami miałam ochotę dać im w twarz. Bywało, że przechodziły mnie dreszcze albo wzbierał we mnie wstyd. Dali mi ogromną lekcję życia. Dali mi więcej, niż większość książek, nauk i doświadczeń. Dali mi po kawałku własnej zniszczonej życiem duszy. Postaram się uczcić tutaj te kawałki najlepiej, jak potrafię.

*Historie, które usłyszałam, zmieniłam w narracje bohaterów. Ubrałam w słowa to, co mi powiedzieli.


Majka


Prawnik. 37 lat. Rozwódka i matka czteroletniego chłopca.

Byłam drugim dzieckiem. Mama była nauczycielką a ojciec działał w polityce na szczeblu wojewódzkim. Niczego mi nie brakowało, oprócz miłości. Tego u nas nigdy nie było, bo matce wydawało się, że dzieci to są uczniowie, których trzeba non stop przepytywać a ojciec myślał, że dziesięciolatki potrafią działać tak, jak przewidują ustawy i konstytucja. Było u nas zimno emocjonalnie. Miałyśmy się z siostrą dobrze uczyć i myć ręce przed obiadem. Odrabiać lekcje i sprzątać pokój. Zdawać egzaminy i czytać Prusa.

Obie miałyśmy być też chłopcami, czego ojciec nigdy nie mógł przeboleć. Skoro więc trafiły mu się dzieci gorszej płci to postanowił je wychować tak, żeby były twarde niczym ta płeć, którą uważał za lepszą. W liceum nie mogłam się malować ani nosić dłuższych paznokci. Na studiach zresztą też.

Przyszła prawniczka nie wygląda jak pani z mięsnego! Masz się nosić dumnie i skromnie – grzmiał ojciec.

Nie chodziłam na dyskoteki. Nie umawiałam się z chłopcami, no chyba że jakoś mi się udało, kiedy nie widział. Nie bawiłam się na koncertach, nie miałam nawet za wiele koleżanek. Miałam być zawsze ponad rozrywkami dla plebsu i pilnie się uczyć. Ciągle się uczyć, już rzygałam tą nauką. Tymi książkami, esejami, wykładami. Wtedy jeszcze nie było internetu, więc targałam ze sobą wszędzie tomiszcza a inne dziewczyny śmiały się jak z jakiegoś pajaca.


Większość z nich wyszła za mąż jeszcze na studiach. Ja nie mogłam. Przecież nawet nie miałam chłopaka, bo ojciec by mnie chyba zabił. Skończyłam te studia i przyszła pora na praktykę. Ryłam jak wół od rana do nocy nad jakimiś kretyńskimi sprawami, które wcale mnie nie pociągały. Bo uwierz mi, mnie to prawo nigdy nie obchodziło. To on tego chciał, nie ja. Ja musiałam. Ciągle słyszałam, że ojciec nie daruje sobie, jak nie zrobi z nas obu prawniczek. Już mi nawet zaplanował, gdzie będę miała kancelarię, bo muszę mieć własną, żeby było bardziej prestiżowo.

A ja chciałam malować i płakać mi się teraz chce, bo miałam talent. Czasami na wykładach bazgrałam sobie coś ołówkiem i rozdawałam po znajomych a oni mówili, że się tu marnuje, bo będę z poważną miną robić poważne sprawy, zamiast pokazać światu, co umiem.

Ojcu nigdy nie powiedziałam. Nawet mi przez myśl nie przeszło, żeby mu się sprzeciwić. To prawo to było jedyne możliwe rozwiązanie. Zresztą postawił sprawę jasno – jak nie skończę prawa, to wyrzuci mnie z domu tak, jak stoję – bez niczego i będę spać pod mostem. A ja nic nie miała i nie miałabym się gdzie podziać i za co żyć. Więc się uczyłam i wykułam wszystko na blachę. Skończyłam prawo i zaczęłam pracować. Po 12-16 godzin dziennie. Taka to była praca. Nawet nie miałam czasu się porządnie wyspać a o facetach nie było mowy. Jak poznałam Krzyśka, to miałam 30 lat. Krzysiek też był prawnikiem i nawet nie pomyślałam, że takim samym jak ja – z musu, tylko że jego wychowała ciotka. I ta ciotka, pani architekt, wymarzyła sobie, żeby bratanek był panem mecenasem. A on nie mógł odmówić. Był sierotą i to jej wszystko zawdzięczał. Gdyby nie ona, dzisiaj pewnie chlałby pod sklepem, bo co innego można robić, jak Ci zniszczą psychikę w domu dziecka? I tak sobie żyliśmy. Ja zraniona i on zraniony i każde z nas chciało zasłużyć na miłość tych, którzy ułożyli nam życie.

Mój ojciec to pękał z radości. Wszystkim się wychwalał, jaka to córka zdolna, jakie poważne sprawy prowadzi i tak dalej. Do czasu. Bo jak Krzysiek nie wytrzymał w pracy, to zaczął ćpać. Brał nawet przed sprawami. Nie było dla niego już żadnej świętości. Wychodził w sobotę do takiego klubu prawników u nas w mieście i ćpał. Rozwiedliśmy się.  A ja nie wiedziałam, że w dniu rozwodu byłam w 3 miesiącu ciąży. Myślałam że to stres, że organizm się buntuje i przez to nie mam okresu. Nie przyszło mi do głowy, że jestem w ciąży, bo przecież brałam tabletki. Urodziłam a Krzysiek poddał w wątpliwość swoje ojcostwo. Zaczęła się batalia. Ja wpadłam w depresję, nie radziłam sobie z dzieckiem, zawaliłam robotę i mnie wyrzucili. Zostałam sama z małym, bez pracy i chora.

Ojciec dostał zawał. Jak umierał, to ponoć krzyczał, że to przeze mnie. Że ja go wpędzam do grobu, że nic nie jestem warta, że nie potrafiłam uszanować tego, co dla mnie robił.

Zniszczył mi życie a odbudowywać musiałam je sama. Minęło już 6 lat. Nadal łapę się na tym, że cokolwiek robię, robię tak, żeby zasłużyć na jego miłość. Jego już dawno nie ma, a ja żyję z tym piętnem nadal. Nie miałam dzieciństwa. Nie miałam młodości. Teraz patrzę na swojego syna i co mu powiem? Co on zrozumie, jak dorośnie i będzie widział zgorzkniałą matkę, bo o zobaczeniu ojca chyba nie ma co marzyć. A co mu powiem o dziadku? Jak go wychowam? Czy mi w ogóle wyjdzie, a może będę taka jak mój ojciec? Odbije sobie na małym własne niespełnione ambicje i tym razem zmuszę go, żeby poszedł na ASP? Nie wiem. To mnie przerosło.

Powinnam była się wtedy postawić. Uciec, pyskować albo cokolwiek, ale nie dać się tak zakuć w kajdany. Powinnam coś zrobić, ale nic nie zrobiłam. Bałam się, nie umiałam, nie miałam wyjścia. Boże… ja naprawdę nie miałam wyjścia. W sumie teraz też go nie mam. Jedyne co mam, to rak trzustki.



Mateusz


Lekarz kardiolog. 35 lat. Kawaler.

Pochodzę z biednej rodziny. Chociaż może słowo biedna jest nieco za mocne, po prostu z takiej bardzo, ale to bardzo przeciętnej w kierunku biednej. Oboje rodziców pracowało całe życie fizycznie. Świętością był dla nich ksiądz i lekarz. Takie dwa zawody obrali sobie za najlepsze. Nie mogłem być księdzem, bo matka mimo że wierząca, chciała mieć wnuki a ja byłem jedynakiem. No więc padło na lekarza.

Odmawiali sobie z ojcem wszystkiego, żeby odkładać pieniądze na moją naukę. Nie powiem, na początku, jeszcze jak byłem dzieckiem, to nawet bawiłem się w lekarza i mnie to kręciło. Badałem maskotki, mamę, ojca i każdego, kto przyszedł do nas do domu, ale to był epizod. To trwało może z pół roku. Później mi przeszło. Tak naprawdę, to jak mam być z Tobą szczery, to ja nigdy za bardzo nie wiedziałem, co chcę robić w życiu. Ta medycyna to była taka naturalna, bo w sumie odkąd pamiętam, tak było założone, że na nią pójdę. Rodzice z kim nie rozmawiali, to mówili, że odkładają na moje studia medyczne, więc to była już taka przyklepana sprawa. Ja żyłem świadomością tych studiów przez całe dzieciństwo, bo tak mi zostało zaszczepione. Chłopaki ze szkoły średniej wybierali różnie – policjant, bankowiec, branża technologiczna. Rozstrzał był duży, ale ja wtedy w sumie o tym nie myślałem.

Muzyka, dziewczyny, piwko – o tym myślałem, jak to dzieciak. Nie dziw mi się, a o czym Ty kurwa w takim wieku myślałaś? Chyba mi nie powiesz, że o nieszporach? Mnie to bardziej interesowało, żeby wymacać jakąś laskę na imprezie albo bzyknąć. No co się tak patrzysz? Jestem normalnym facetem, mam swoje potrzeby.

Ok, dobra zagalopowałem się. No więc po maturze to już tak totalnie do mnie dotarło że mam składać papiery na medycynę. Dostałem się. Ja się nigdy za wiele nie uczyłem, ale miałem dobre wyniki na maturze. Kiedyś to były inne czasy, pół matury ściągnąłem od kujonów z sąsiednich ławek, trochę sam naściemniałem i pykło. Przyjęli mnie na uniwersytet medyczny a matka robiła mi co tydzień wyprawkę do akademika. Później przeniosłem się na stancję, bo w tym akademiku nie myślałem o niczym innym tylko o dupach, więc to była naturalna konsekwencja że albo się stamtąd wyniosę albo mnie z tej uczelni wyjebią.

Pominę czas studiów, bo to Cię pewnie nie interesuje. Powiem Ci, co było po. Ja, młody rezydent, jak taki kurwa nieopierzony kurczak trafiłem do takiej prowincjonalnej przychodni. Bród, smród, kiła i mogiła. Jakieś utyte babska zamiast pielęgniarek, jakieś stare schorowane baby zamiast młodych dup i non stop to samo – grypa, zapalenie zatok, przeziębienie, nadciśnienie, hemoroidy i zgaga. I tak kurwa codziennie. Siedzisz, podbijasz te pieczątki, wypisujesz te recepty, bo kiedyś to jeszcze wypisywaliśmy a teraz to się już drukuje, bo się farmaceuci spuszczają, że nie można przeczytać i że są pomyłki. Ja akurat czytelnie pisze.

I chuj mnie strzelał. Ja się kiedyś naoglądałem w telewizji prawdziwej akcji, jak lekarz wpada na salę operacyjną albo na izbę przyjęć i jest jatka a tam siedziałem jak debil za biurkiem i tylko taka młoda suka z koncernu farmaceutycznego przyjeżdżała dwa razy w miesiącu żeby mi dowieźć nową partię ulotek i tych druczków, na których się wypisuje jak pacjent ma coś brać. Bóg mi świadkiem, że jakbyśmy byli sami, to bym ją zerżnął tam na tym biurku, tak mi brakowało adrenaliny wtedy.

Myślisz, że jestem nerwowy? W ogóle wyglądasz, jakbyś się mnie bała? Wyluzuj, ja po prostu mam taki charakter. Tego się nie da zmienić, no nie?

Było dobrze przez 4 lata. Nic nie zjebałem ale pod koniec trzeciego roku zwolnili mnie dyscyplinarnie. Nie, nie za błąd. Naprawdę przeleciałem tę przedstawicielkę w gabinecie. Nie żałuję.

Później był szpital. Tam się pomyliłem. Zaniedbałem obowiązki, tak to się nazywa. Popełniłem błąd medyczny. Wiesz czemu? Bo byłem zbyt pewny siebie. Nie wiedziałem, jak postąpić w tej sytuacji a pacjent miał migotania przedsionków i chujowe parametry i ja to przegapiłem. Tam był szereg błędów i one były moje. Ja to zrobiłem. Nieumyślnie, ale zrobiłem.

Mam zakaz wykonywania zawodu. Odsiedziałem swoje, fajnie, nie? Z rodzicami nie gadam. Ja im nie umiem wytłumaczyć, że nigdy nie miałem do tego serca. Jak ja mam im powiedzieć, że byłem chujowym lekarzem, bo chujowo mnie wychowali? Oni mnie chyba nienawidzą. Poświęcili dorobek całego życia, żeby mnie wykształcić i wiesz co? Ja ich za to nienawidzę. Już bym wolał, żeby wszystkie te pieniądze przejebali, niż zrobili ze mnie lekarza.

Teraz robię zdjęcia. Jestem fotografem. Mieszkam w innym mieście. Trochę się postarzałem, trochę więcej dup mam na koncie. Nie chce się wiązać. Jeszcze nie teraz. Ja jestem niepokornym typem, ale jak chcesz, to możemy się umówić na kawę? Nie. Ok, tylko tak zapytałem.

I wiesz co? Mam wrażenie, że zjebali mi życie z miłości. Nie wiedziałem, że tak można, ale możesz to napisać, bo to będzie fajnie brzmiało na końcu.


Karina


Dziwka. 29 lat. W związku z jednym z polskich celebrytów.

Byłam wychowywana na finansistę. To był przykaz rodziców. Tylko oni nie wiedzieli, że studia kosztują więcej, niż oni mi wysyłają. Ja w pewnym momencie naprawdę chciałam się tego uczyć i chciałam zostać bym bankowcem. Podniecało mnie, że będę taką elegancką panią w szpilkach, z taką koszulą i żabotem i może w kapeluszu. Sama ta atmosfera robiła na mnie wrażenie. Tylko że oni wysyłali za mało pieniędzy a studenckie życie kosztowało. Zaczęłam dawać dupy. Tak, byłam i jestem dziwką, nie będę się teraz zasłaniać, że tylko dziewczyną do towarzystwa.

Wy chyba nie rozumiecie pewnych realiów: mieszkanie, jedzenie, ciuchy, opłaty, jakieś wyjścia, imprezy, alkohol. To kosztuje a tym bardziej w Warszawie. Przez całe studia przyjmowałam mężczyzn w wynajętym mieszkaniu na Woli. Selekcjonowałam klientów, bo nie chciałam mieć do czynienia z jakimiś obleśnymi dziadami. Różnie bywało, ale w pewnym momencie zatraciłam już wszelkie opory. Czasami przyjmowałam nawet czterech czy pięciu dziennie. To naprawdę miało wzięcie. Byłam pewna, że nikt nie wiem.

Rodzicom powiedziałam, że dorabiam wieczorami w restauracji. Wiem, że dziewczyny, które tak pracowały, były w stanie wyciągnąć nawet 4-5 tysięcy, razem z weekendami. Głównie z napiwków. No to stworzyłam sobie taką bajeczkę dla starych, że tak pracuję i żyłam sobie jak pani. Naprawdę. Oni przysyłali mi pieniądze, ja też je zarabiałam tylko że nie podawałam zupy, ale coś innego.

Tobie może jest to trudno zrozumieć, ale ja przyjechałam ze wsi a na naszej wsi nic nie było. Jak zobaczyłam te wszystkie butiki, galerie, kina i tak dalej, to ja chciałam korzystać z życia. A Ty myślisz, że za to rodziców kieszonkowe to byłoby mnie stać na zakupy w Vitkacu? U nas były inne ceny i inne towary i człowiek nawet nie wiedział, jak smakuje i wygląda prawdziwe życie a tam się tego dowiedziałam.

Na drugim roku coś we mnie pękło. Ja sobie zdałam sprawę, że mnie ciągnie do wielkiego świata, ale wiesz do świata mody, muzyki, modelingu może. Zapragnęłam być taką Beyonce tylko białą a jednocześnie rodzice wywierali na mnie presję. Ciągle pytania jak mi idzie i tak dalej i postanowiłam, że ja skończę dla nich te studia, ale będą robić coś innego w  życiu.

I pewnego dnia miałam klienta. To było już na trzecim roku. On był dyrektorem w jednym z banków. Mi nawet nie przyszło do głowy, że takie szychy mogą chcieć korzystać z usług studentek, ale tak było. „Po” zaczęliśmy rozmawiać i on o dziwo zauważył we mnie coś oprócz ciała. Wygadałam się o studiach. Zaproponował, że pomoże mi w karierze. Ale nie za nic. Chyba się domyślasz, za co? Ja wtedy zgłupiałam bo jak sobie pomyślałam, że mogę spełnić to marzenie rodziców i rzeczywiście coś tam w życiu osiągnąć, to aż mnie zaczęło trząść. Ja ich bardzo kocham i chociaż teraz to wygląda tak, jakbym ich nienawidziła to ja chciałam zrobić to dla nich. Nawet już nie dla siebie tylko spełnić ich marzenie. Być kimś, żeby mogli być dumni, żeby te ich starania się nie zmarnowały. Ułożyłam się z tym klientem. Pomoc w objęciu dobrego stanowiska w zamian za seks układ.

Tylko że on kłamał. Spotykałam się z nim przez rok. Coś mi tam kupował, czasami gdzieś zabierał jak jechał w delegację, ale nigdy się razem nie pokazywaliśmy publicznie. Nigdy nie miałam od niego nic na piśmie. To było tak na słowo. Musiałam to przełknąć i zacząć szukać roboty sama. Wyrzuciłam mu wszystko, zastraszyłam, że albo dotrzyma słowa albo powiem prawdę jego żonie i wtedy popchnął moje CV gdzieś dalej i załapałam się do banku. Po pół roku miałam dostać awans, żeby wyglądało to naturalnie, ale jak przyszło do awansu, to mój przełożony wezwał mnie do siebie i powiedział, że będzie awans jak będzie „rekompensata w naturze”. Zgodziłam się, bo to już zaszło za daleko. Nie wiedziałam, czy to tamten mu to powiedział (świat jest przecież mały), czy to jest taki standard w tej branży, że ta przeszłość nie ma nic do rzeczy. Nieważne.

Ten drugi układ ciągnął się przez półtora roku, w tym czasie awansowałam jeszcze raz i już mi to wystarczyło. Chciałam się odciąć od przeszłości i powiedziałam, że zrywam tę znajomość definitywnie i nie chce się już z nim spotykać.

Tydzień później zadzwoniła mama i zaprosiła mnie do domu rodzinnego w niedzielę. Pojechałam a na stole leżały moje nagie zdjęcia, zrobione w jednym z hoteli, z którym bywałam z tym drugim. Takie robione z ukrycia i tylko moja twarz była na nich widoczna, jego nie. I do tego dołączona była kartka ze słowami:

„Gratulujemy udanej córki. Żeby skończyć studia i zdobyć pracę, musiała bardzo ciężko pracować nocami”.

Płakałam, tłumaczyłam im, że to dla nich, że nie chciałam ich zwieść, że nie zdają sobie sprawy z tego, jak drogie było to życie w Warszawie, że mnie oszukano i tak dalej. Nic to nie dało. Powiedzieli, że nie chcą mnie więcej widzieć, że złamałam im serce i okryłam hańbą całą rodzinę.

Nigdy wtedy nie myślałam o sobie. Myślałam o nich. Że może jak będę kimś, to im pomogę, ulżę im na starość w życiu, że będą mieli ze mnie pociechę. Byłam głupia. Chciałam spełnić ich marzenia a nie swoje.

Nadal jestem prostytutka, ale też tzw. call girl. Za znacznie większe pieniądze i na całkiem innych zasadach. Jestem też w związku z kimś, o kim pewnie przez cały czas słyszysz. On wie. W tym światku wszyscy takie rzeczy wiedzą, ale nikt nie mówi. Każdy boi się obnażenia jego własnych sekretów. Miałam być dobrą córką. Hmm, widocznie mi nie wyszło. Tak naprawdę mam do nich żal. Żal do rodziców, bo chyba postawili przede mną zbyt wysoką poprzeczkę. Próbowałam skakać. Bóg mi świadkiem, że próbowałam.

---

Dzieci nie są Twoją własnością. Nie Tobie decydować, co mają robić w życiu i jak żyć. Nie Ty masz wywierać presję i stawiać oczekiwania. Nie skrzywdź tak nigdy swojego dziecka.

Twoje życie nie może być zobowiązaniem według rodziców. Uznanie a zmiana siebie dla kogoś to dwie różne rzeczy.

Twoje życie nie może być wiecznym zadowalaniem innych. W tym życiu masz zadowolić przede wszystkim siebie.

1 komentarz:

  1. Temat ciężki, ale prawdziwy. Wiele rodziców, próbując zasłonić się miłością i dobrem dla dziecka przerzuca na niego swoje ambicje i niezrealizowane marzenia. To jest chore.
    Każde dziecko to człowiek, który ma swoje życie i swoje marzenia. Rodzic może pomóc, wskazać jakiś kierunek podążania, ale nie zmusić do czegoś, co potem może się przeciw niemu obrócić.
    Dziękuję Redaktor za kolejny, mądry wpis.
    Twoja oddana wielbicielka, Beata.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.