Nie bądź taką zawziętą pipą

grudnia 28, 2017

Jeszcze dosłownie tylko rzut beretem i będziesz mieć o rok więcej. Dosłownie 3 dni i koniec tego życia, w którym żyjesz teraz. Zacznie się nowe i to dosłownie, bo Nowy Rok to jest dla Ciebie nowy początek i warto go tak postrzegać. No chyba, że chcesz żyć, jak Gośka, a Gośce naprawdę wiele do szczęścia brakuje.

Tylko żeby zaczaić, musisz dobrnąć do końca. No cóż, weź się nieco wysil – to już prawie meta.

Gośka co wybaczenia nie miała


Taka mnie naszła refleksja, że przed tym Nowym Rokiem napiszę Ci o Gośce. Szkoda, że nie znasz jej osobiście, bo to naprawdę fajna dziewczyna. No może trochę za dużo pije, ale ogólnie jest spoko. Taki wiesz, farbowany rudzielec z zadartym nosem i on do niej cholernie pasuje. Jest jak jej duma – wiecznie zadarty i wiecznie lepszy od innych.


Gośka nie uznaje słowa przepraszam. Dla niej błąd to błąd i to na całe życie i nawet jak siostra chciała wyciągnąć do niej rękę i zapalić tę oklepaną fajkę pokoju, to ta się nie dała. Ona się nie będzie godzić, jak ma rację. Ona ani nie zapomni, ani nie wybaczy. Skryje w sobie złość i będzie ją karmić zawsze. Bo Gośka taka jest i biada temu, kto jej zajdzie za skórę, bo już na zawsze potępion będzie i skazan na wygnanie. I nie pomogą płacze, żale. Gośka się nie ulituje wcale.

Nauczyli ją – nie wiadomo czy ludzie, czy życie – że nie wolno wybaczać, bo wtedy się zapomina. Że jak ktoś Ci przyjebie, to trzeba już zawsze spać z oszczepem i szykować się na powtórkę. Taka jest. Wszystko wypomni. Każdą jedną sprawę zapamięta i nie odpuści. Traci przyjaciół raz za razem, bo jedno małe przewinienie i gotowa ich pożreć żywcem. Podobno rudzielce tak mają, ale ja to myślę raczej, że to po prostu charakter.

I zastanawiam się, czy jak już Gośce przyjdzie umierać, to w tej ostatniej chwili nie wybaczy? Czy do tego ostatniego dnia i ostatniego oddechu będzie trzymać w sobie to, co ją tak bolało i obraz tych, którzy ból zadali? Czy zamiast wspomnieć wtedy wszystko to, co piękne, zaciśnie zęby i przeklnie świat. Obawiam się, że tak.

Jesteśmy dla siebie pipami. Tak. Pipami. Głupimi, wrednymi, myślącymi koślawo pipami. Chcemy, żeby ludzie nam wybaczali, ale sami tego nie potrafimy. Chcemy, żeby nam było darowane, ale komuś nie darujemy. Denerwuje nas czyjeś powodzenie. Smuci nas czyjeś szczęście, ale jak jest biada, to tak jakoś nam lepiej. Wiesz co? My jesteśmy dla siebie pizdami. Takimi samymi jak wszyscy, a postrzegającymi się za lepszych. Bo co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie – tak mamy w głowie.

Pamiętamy, kto ciągnął nas za warkocz w zerówce.
Pamiętamy, u którego nauczyciela trzeba było poprawiać klasówki.
Pamiętamy ten dzień matki, na którym naszej nie było.
Pamiętamy, który partner odszedł wtedy, kiedy był bardzo potrzebny.


Pamiętamy to, co złe. Nikt nie pamięta, od kogo dostał pierwszy prezent na mikołajki w szkole. Kto pierwszy mu powiedział, że ładnie wygląda. Kto pierwszy przepuścił na pasach w mieście.

Pamiętamy to, co złe. I gdzieś tam w środku mamy nadzieję, że świat się na tych ludziach zemści. Bardzo byśmy chcieli, żeby ktoś im nakopał do dupy.

Mamy problem, żeby wybaczyć, bo nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakie jest to ważne. Jak wiele nam da. Nawet nam do głowy nie przychodzi, że odpuścić komuś, to odpuścić sobie. Że wybaczyć komuś, to wybaczyć sobie.

Zapominamy, że jesteśmy jednym i tym samym. Że na poziomie kwantowym nic nas nie dzieli. Że nie ma barier czy ludzi ulepionych z innej gliny. Lepszych i gorszych. Milszych światu i tych mniej. Lata mijają nam z robakiem w bebechach. Ten robak gryzie wszystko, co spotka. A my pytamy siebie – dlaczego jest źle, skoro miało być dobrze? A odpowiada tylko echo.

Ano dlatego, że masz jeszcze jakąś niekochaną część Ciebie, która ujawnia się pod postacią ludzi, którzy robią Ci kuku. Coś masz jeszcze do zaakceptowania. Do przytulenia. Do przerobienia.

Teraz jest ten moment, żeby wybaczyć. Jak wybaczysz innym, wybaczysz sobie. Ich nie boli Twoja złość. Oni tego nie czują. Ich to nie dotyczy. Jedną osobą, która jest przez to skrzywdzona, jesteś Ty.

Ta matka, o której nie chcesz pamiętać…
Ten ojciec, którego nie chcesz znać…
Ten były mąż, który zmarnował Ci życie…
Ta sąsiadka, która wprowadza Cię do grobu…
Ta baba z pracy, którą masz chęć udusić…
Ten szef, który jest dla Ciebie katem…
Te dzieci, które nie chcą Cię słuchać…

Oni wszyscy są tobą i czekają, aż sobie wybaczysz.

Idzie Nowy Rok. Najlepsza szansa na to, żeby się odciąć. Totalnie zerwać z tym, co było. Postawić grubą krechę na przeszłości i mocniej odetchnąć bez balastu tego gówna, które się zbierało przez lata.

Nie musisz zapominać. Wystarczy, że wybaczysz tym, którzy w tym i w poprzednich latach zasłużyli sobie na to, by ich teraz przeklinać. Wystarczy zamknąć na chwilę oczy, wyobrazić ich sobie i podać im zapaloną świeczkę, która grzeje ciepłym promieniem. Niczym jakiś cenny dar. I uśmiechnąć się do nich, nawet jeżeli ich już nie ma. Nawet jeżeli nie żyją i nawet jeżeli nie chcesz.

Bo najlepsze, co możesz sobie dać na Nowy Rok to wolność od tego, co nosisz na barkach.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.