Ludzie wokół mnie wygrywają w lotka a ja śnię o numerach

grudnia 02, 2017

Spokojny wieczór 1 grudnia. Odbieram telefon od brata – dziś odwiedził go sąsiad, mój dawny kolega z podstawówki. Przyszedł z pięcioma butelkami wódki, a przy drugiej przyznał się, że wygrał w lotka. 2 miliony wygrał. Przeliterować? Dwa mi-lio-ny, kurwa mać.


Gdzie się nie ruszę, prześladuje mnie lotek


To trwa od dwóch tygodni. Z kim się nie spotkam, każdy mówi o graniu w lotka. Gdzie się nie ruszę, ktoś blisko mnie wygrywa.

Nie dalej jak kilka dni temu odwiedziłam koleżankę.


Kupuję zdrapki, wiesz? Zawsze tyle wygram, że mi się zwraca. Nie wiem, może Bóg pozwoli i odmieni mi się jakoś to chujowe życie - mówi.

Pijemy kawę i marzymy przez chwilę, żeby tak wygrać. Przyjaciółka mówi:


Mojego męża sąsiad wygrał wczoraj w zdrapkę 75 tysięcy. Nawet połowa tego by mi pomogła.

Siedzę tak przy niej i stwierdzam, że w sumie mnie też.

Jakiś czas wcześniej śnią mi się numery. Chociaż „śnią” to mocne słowo. Pokazują mi się przed oczami tuż przed snem w takich bajkowych sceneriach, kolorowe i migoczące. Niestety tylko trzy a na główną wygraną trzeba sześć.

Później spotykam znajomego:


Dzisiaj kumulacja. Wysłałem dwa losy. Liczę na szczęście.

Trochę rozmawiamy i puszczam wodze wyobraźni, jakby to było, gdybym też wygrała. Byłoby pięknie. Niesamowicie.

A później to. Sąsiad, facet, któremu niczego nie brakuje, mówi, że wygrał 2 miliony.

Zwróć uwagę na te słowa – „facet, któremu nic nie brakuje”.

Nie dostaniesz z braku. Dostaniesz z dostatku.

Co jest? Jakaś klęska urodzaju? Dlaczego od tylu dni dosłownie prześladuje mnie temat lotka, a ludzie wokoło mnie grają i wygrywają? Wiesz – 2 miliony to nie w kij dmuchał. Za 2 miliony to się idzie pobawić.

Ostatnio zadałam światu pytanie: co zrobić, by mieć więcej, niż teraz? Jak zwiększyć zarobki, jak zapewnić sobie całkowitą wolność finansową? Poprosiłam energię o wskazówkę, o jakiś sygnał, wskazanie drogi. I odpuściłam, pokornie czekając na znak.

A teraz gdzie się nie obrócę, temat lotto. Jakby świat chciał mi coś udowodnić, pokazać, że to jest możliwe i jest blisko. Może to jakiś znak? Jakiś sygnał, żeby zagrać?
Pewne jest, że nie mam do czynienia z normalną sytuacją. Tak nagła intensyfikacja jakiegoś tematu w życiu nie może być przypadkowa. Zresztą nic nie jest przypadkiem.

Stwierdziłam, że wierzę w to, że wygram. Oczywiście nie podałam sumy, bo wygrać mogę tak milion, jak i 10 zł, ale liczy się chyba sam fakt. Wierzę, że jeżeli zagram, to wygram, ale ile, tego nie określam ani się na to nie nastawiam.

Chyba wyślę los.

Siedząc tak i myśląc, jakby się czuła, gdybym wygrała dużą sumę, zrobiło mi się w środku tak jakoś nieziemsko dziwnie. Wszystkie komórki dosłownie zawibrowały taką radością, że z nadmiaru energii nie mogłam wprost zasnąć. Czyli dobrze odbieram taką wizję o wygranej, rezonuje to ze mną.

Chyba kupię los. Coś to w końcu musi znaczyć.

Gdyby los się do mnie uśmiechnął, wiem, co zrobię. W pierwszej kolejności podzielę się z przyjaciółką. Tak, żeby nie musiała już kupować zdrapek, albo wprost przeciwnie – żeby mogła ich sobie kupić tysiące.

A Ty, co zrobisz, gdy wygrasz w lotka?

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.