Kto ma wszystko bez zaangażowania ten się nie zaangażuje – odpowiedź na list od Agi

grudnia 19, 2017

Ona go potrzebuje a on tylko zdejmuje z niej majtki. Ona chce czegoś więcej, a on jasno mówi, że nie ten adres. Fajna i mądra dziewczyna kontra pociągający, niedostępny facet – czy to się może skończyć dobrze? Zobacz list od Agi.

Aga napisała tak...


Siemka :)  Przez kilka ostatnich dni przeczytałam prawie wszystko na Twoim blogu. Muszę przyznać, że trafiłam na niego przypadkiem. Zupełnie przypadkiem. Szukałam właśnie mądrych porad jak sprawić, żeby facet z którym bzykam się od roku wreszcie poczuł do mnie coś więcej niż pociąg (może nie od razu całą transatlantycką kolej ale choć odrobinę mięty). I tak wylądowałam na Twoim blogu. I chociaż właściwie wszystko to, co piszesz o związkach już wiedziałam, to jakoś tak upchnęłam to na dnie szuflady na później. No bo przecież teraz jest on - a on jest bardzo ważny.

Nie wykluczone, że nadal bym tą bezcenną wiedzę olewała, gdyby nie zbieg kilku okoliczności - zbliżają się święta, jestem zawalona robotą w pracy, zbliża mi się okres, własnie rozłożyła mnie grypa, na dodatek dawno nie bzykalam i trafiłam na Twój blog. Istna 6 w totka prawda?

To wszystko uświadomiło mi, że jednak jestem czasem idiotką - ale to nie znaczy, że muszę nią być do końca życia. Nie, nie łudzę się, że zmądrzeję z dnia na dzień. To byłoby zbyt proste. Aż tak naiwna nie jestem. Ale może małymi kroczkami uda mi się znowu postawić do pionu. Bo już raz się postawiłam. A potem znowu zgłupiałam.

W dużym skrócie mówiąc - żebyś mnie dobrze zrozumiała - miałam mało przyjemną przeszłość. Wielka miłość, różowe okulary, ślub, dzieci... i bum. Oglądałaś "Sypiając z wrogiem"? No to był taki bolesny bum. Choć ja nie zaliczyłam spektakularnej ucieczki na pokładzie jachtu, a rozwód przebiegł spokojnie.

Dziś to już nie jest ważne. To przeszłość, która czegoś mnie nauczyła. A przynajmniej powinna. Dziś mam dwoje dzieci, przyjaciół, pracę, mieszkanie, samochód. Jednym słowem - dobre, fajne życie. I kiedy już odbudowałam sobie swoje poczucie własnej wartości pojawił się on. Zupełnie przypadkiem firmową imprezę zakoczyliśmy w moim mieszkaniu. Niczego nie obiecywał. Od początku mówił, że nie chce związku, że to tylko przyjemność. A mi było przyjemnie. Bardzo. I tak to się ciągnie. Na co dzień prawie obcy, co jakiś czas wulkan w sypialni. W sumie dobry układ, prawda? Tylko, że mi nagle zaczęło się wydawać, że chcę czegoś więcej, że chcę prawdziwego związku. To fajny facet. Zaczęłam sobie wyobrażać nasze wspólne życie. Zaczęłam oczekiwać, doszukiwać się czegoś więcej w jego zachowaniu. Rozbierać na części pierwsze jego gesty i słowa szukając oznak zaangażowania. Zaczęłam tłumaczyć sobie, że skoro bzykamy się od roku to on MUSI coś czuć, tylko pewnie się boi. O święta naiwności.

Do czego zmierzam? Do tego, że Twoje teksty pomogły mi zrozumieć pewne rzeczy. Po pierwsze - on nic nie musi. I pewnie nie czuje. I nie ma w tym nic złego. Po drugie - ja wcale nie jestem pewna, że chcę z nim związku. Po prostu - boję się, że jeśli każę mu spierdalać i on to naprawdę zrobi to zostanę sama i nikt mnie nie zechce. A to nie jest prawda.

Moi przyjaciele mówią, że jestem zajebista - urodzona optymistka z ciętym językiem, umiem postawić na swoim i zazwyczaj osiągam zamierzone cele. Żyję tu i teraz i cieszę się z drobnostek - jak dziecko. Ale jest coś, o czym wiem tylko ja - mój potworny lęk przed odrzuceniem. I ten lęk powoduje, że godzę się na układ, który nie do końca mi odpowiada. Muszę więc zaakceptować ten lęk, przytulić siebie i powtarzać sobie, że cholernie się kocham, bo nie można nie kochać kogoś tak zajebistego.

Twoje teksty spowodowały, że zajrzałam do tej szuflady pewności siebie i samoakceptacji, o której na chwilę zapomniałam, zaślepiona jego uśmiechniętą gębą. Przepraszam - rozgadałam się, ale tak mnie jakoś naszło po przeczytaniu Twoich wpisów. Fajnie piszesz. Podoba mi się styl i bezpośredniość. Podoba mi się ta prawdziwość. Pozdrawiam Aga

Układ (nie)idealny – ja Cię bzykam, Ty mnie chcesz


Pierwsza sprawa – facet może zazwyczaj bez uczuć, a większość kobiet uczuć potrzebuje. To jest tak, jak mój znajomy opowiadał kiedyś przy wódce – facet do miłości potrzebuje seksu, a kobieta potrzebuje miłości, żeby był w ogóle seks. Tylko że niektórzy faceci nie potrzebują uczuć, takich wiesz – głębszych. Dla nich seks to czynność. To po prostu zaspokojenie swojego popędu i zazwyczaj (bo nie wszyscy), nie utożsamiają go z miłością.


Kobiety są inne. Kobiety są emocjonalne i one potrzebują coś czuć. Muszą się czuć kochane, akceptowane, rozumiane i bezpieczne. Tak po prostu musi być. To daje im spełnienie, a facet spełni się tylko w łóżku. Potrzebuje bodźców. Wzrokowych. Słuchowych. Dotykowych. Tam nie ma za bardzo miejsca na jakieś głębsze rozważania. No chyba że jest inny. Nie przystoi do tego świata i nauczono go, że łóżko smakuje najlepiej wtedy, kiedy dzieli się je z kimś, kogo się kocha. Tylko że zwykle dzielą je z tymi, które po prostu szerzej rozłożą nogi.

Co z tego, że facet powie, iż nie chce niczego więcej. Kobieta i tak będzie miała nadzieję, że kiedyś, po tych namiętnych nocach on jednak przyjdzie, otworzy przed nią takie małe czerwone pudełeczko i zapyta, czy zostanie jego żoną. Tylko po co on ma to robić? Ma już seks. Ma kogoś, kto jest jego bez zobowiązań. Kto nie ma prawa do żadnych roszczeń, nie może go ograniczać, być zazdrosnym i kazać wrócić do domu o 22:00.

Po co taki facet z układu fuck friends miałby chcieć czegoś więcej, skoro taki układ daje mu wszystko i w niczym go nie ogranicza? To dla facetów wygodne. Mają Cię, kiedy chcą, a Ty nie masz żadnej karty przetargowej. No, chyba że powiesz, że mu już nie dasz. Jeżeli coś do niego czujesz, złamie Cię i jednak mu dasz, a jeżeli się naprawdę zaweźmiesz to co? Liczysz na to, że on zostanie? Raczej nie, bo to samo może dostać u innej.

Facet się wycofa, jeżeli poczuje, że chce się go usidlić. Jeżeli odczuje, że ktoś chce go ograniczać. Skoro przedtem miał do swojej dyspozycji całe wesołe miasteczko i to za darmo i bez żadnych zasad, to dlaczego nagle miały się zgodzić na płacenie za nie? Albo na jakieś ograniczenia? Do dobrego idzie się szybko przyzwyczaić. I powtarzam – najbardziej przywiązany jest ten pies, którego nie trzymasz na łańcuchu. Większość prób wyjścia z układu friends and benefits nie kończy się ślubem, tylko kobiecym płaczem. Bo to kobiety częściej się przywiązują. Facet, który godzi się na seks bez uczucia ma już taki charakter, że on się nie przywiązuje i nie myśli jakoś szczególnie emocjonalnie. Bo gdyby tak było, to od razu szukałby sobie dziewczyny czy żony, a skoro on chce tylko seksu, to znaczy, że potrafi odłożyć uczucia na bok. Wyłączyć je i podejść do relacji na chłodno.


Jasne, że są tacy, którzy się zakochują. Ale to nieliczne przypadki i musisz wiedzieć, że na stacjonarnej pozycji jesteś tu zawsze Ty. Bo jeżeli Ty jemu dasz, to on stanie się dla Ciebie kimś ważnym. Będziesz potrzebowała jego dotyku, jego obecności, tego uczucia, które Ci daje. To uzależnia i ciężko będzie Ci później powiedzieć NIE. On będzie odstawiał szopki a Ty, w obawie, że go stracisz, zgodzisz się na wiele. On to wykorzysta i uczyni z Ciebie prywatną prostytutkę, z którą można wszystko.

Nie zrozum mnie źle. Nie winię facetów za to, jacy są. Nie mam do nich nic, ale wiem, że jeżeli ktoś przez miesiąc codziennie daje mi cukierka za darmo, a później nagle chce za niego zapłaty, to się wkurwię, bo nauczyłam się, że cukierek był gratis. Tak samo jest tutaj. Skoro miał seks za darmo (czytaj: bez zasad, jakie są w związku), to on nie zgodzi się teraz te zasady przyjąć.

Boisz się, że nikt Cię nie zechce? Czemu? Bo gdzieś podświadomie masz jeszcze niskie poczucie własnej wartości. Wiesz, że teraz jesteś traktowana trochę jak rzecz. Zdajesz sobie sprawę z tego, że on Cię w pewnym sensie wykorzystuje. Za Twoją zgodą, ale jednak, bo Ty masz nadzieję. I chociaż on powiedział, że nie chce związku, sypiając z Tobą, daje Ci tę nadzieję. Nawet jeżeli sobie z tego nie zdaje sprawy. Oboje coś spełniacie. On ma możliwość rozładowania napięcia. Ty natomiast możesz przez chwilę poczuć się dobrze. Niby super układ, prawda? Niby każdy wygrywa. A jednak nie, bo Ty na pewno przegrasz.

Ja zawsze powtarzam, że układ typu fuck friends jest dla tych, którzy traktują seks mechanicznie. Dla tych ludzi, którzy wiedzą, że się nigdy nie zaangażują. Których obchodzi tylko to, co ktoś ma w spodniach albo pod spódniczką. Tylko dla tych. Bo ten, kto miękki, prędzej czy później coś poczuje, a pech chce, że częściej czują kobiety.

Zobacz Aga jak to jest – jesteś zajebista, optymistka, z ciętym językiem i tak dalej, ale jednak nie do końca taka silna. Tzn. Ty wiesz, że jesteś uczuciowa. Wiesz, że masz potrzeby wyższe niż to, żeby ktoś raz na jakiś czas zdarł z Ciebie kieckę.

Podejrzewam, że ludzie, którzy mijają Cię na ulicy, myślą sobie:

Jaka twarda babka. Ona sobie nie da pewnie w kaszę dmuchać.

Ale niestety trafia się ktoś, przed kim nie możesz mieć pancerza. Kto powoduje, że godzisz się na coś, co nie jest dla Ciebie do końca dobre. To taka kobieca cecha. To szczególnie cecha tych kobiet po przejściach, które gdzieś w głębi duszy czują się jeszcze zranione przez byłego czy los. One potrzebują wiedzieć, że czeka je świetlna przyszłość i że nie tracą czasu na kogoś, kto może w każdej chwili wstać, wciągnąć spodnie, zamknąć za sobą drzwi i już nigdy nie wrócić.


Jego uśmiechnięta gęba jest teraz spokojną przystanią. Możesz się przy nim zrelaksować, on daje Ci przyjemność, ale jest coś jeszcze, co Ci daje – emocje. Ty go nie masz. Wiesz, że on nie jest Twój i pożądasz go tak właśnie dlatego, że to trudna zdobycz. To taki ptaszek w klatce, który nie wiadomo, jak jutro zaśpiewa i czy w ogóle. Ta niepewność, ta potrzeba i jednocześnie obawa, że to się skończy, trzyma Cię przy nim.

Bo powiedz mi szczerze, co by było, gdyby on jutro nagle stał się uległym misiem, który lata za Tobą z wywieszonym jęzorem? Przez chwilę byłoby fajnie, ale uwierz, że po jakimś czasie stwierdziłabyś, że on Cię już nie kręci. A teraz podnieca Cię to, że go niby masz, a jednak nie ma. I przyjemność daje Ci świadomość, że ten ostatni orgazm mógł być już tym ostatnim.

Chcemy tego, czego nie możemy mieć. Ten zakazany owoc tak bardzo smakuje, że często godzimy się dla niego rzucić w kąt nasze zasady. Też tak kiedyś miałam. Nie jestem jakimś ideałem, który myśli zawsze tą częścią mózgu, co trzeba. Zawsze najbardziej chciałam mieć tych, których interesowała tylko moja dupa, bo fajną mam, no i może jeszcze cycki.

Wiedziałam, że to się może skończyć, że to nie jest materiał na męża, że „to zły facet był” i że gówno z tego będzie. A jednak. Mimo wszystko nikt nie dawał mi takich emocji jak ci, którzy niby byli, ale jednak ich nie było. Więc mówię od razu, że to, co robisz, to nie jest głupota czy błąd. To coś całkiem naturalnego i nie mam Cię zamiaru umoralniać czy mówić – odejdź od niego, bo Cię dziad wykorzystuje.

Nie. Ty wiesz, jaka jest cena. Wiesz, że to się prędzej czy później skończy. Wiesz też, jak się skończy. I teraz musisz sobie sama odpowiedzieć na pytanie – czy te emocje, które dzięki niemu dostajesz, są na tyle cenne, że zgadzasz się na ciąg dalszy ze świadomością, że kiedyś będzie wielkie bum. Jeżeli tak – hulaj dusza. Jeżeli nie, to wiedz, że i tak jest już za późno, żeby Cię to nie ubodło. Już zaczęłaś snuć wizję, więc albo się w końcu tym znudzisz, albo się to spotęguje.

To kwestia wyboru – rajcuje mnie skakanie ze spadochronu i muszę wiedzieć, czy jestem gotowa na sytuację, że kiedyś się on nie otworzy. Jeżeli radość skakania jest silniejsza niż konsekwencje, z których zdaje sobie sprawę to tak – chce kiedyś boleśnie uderzyć o ziemię, a jak się już rozbiję, to z uśmiechem, że wiele przeżyłam. Jeżeli nie, muszę się przesiąść na hulajnogę. Zedrę kolano, ale nie będzie tak źle. Trzeba wybrać. Życie to sztuka trudnych wyborów.

1 komentarz:

  1. Dziękuję. Za tą bezpośredniość w mówieniu tego, co podświadomie wiem, ale boję się powiedzieć głośno. Masz rację - jeśli teraz zabiorę mu "cukierka", pójdzie i znajdzie kogoś kto da mu innego. Z drugiej strony to jego niedostępność napędza mnie, daje powera, odskocznię. Jest też trzeci aspekt - zbudowałam sobie niezależność, której za cholerę nie chcę stracić. Nikomu z niczego się nie tłumaczę, do nikogo nie muszę się dostosowywać. Kocham ten stan. Lubię gonić króliczka. Choć czasem boli. Myślę sobie wtedy - tyle ci daję i co dostaję w zamian? Ale kobiety już takie są - pełne sprzeczności. I wiesz co? To dobrze - bo nie jest nudno, choć czasem trochę przykro. Jeszcze trochę poskaczę ze spadochronem. Wiem, że w końcu pierdolnę o ziemię z wielkim hukiem, ale też ze świadomością, że - cholera - było warto, bo co przeżyłam to moje. Pozdrawiam. Aga.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.