Wyglądaj tak, jakbyś miał zaraz spotkać największego wroga

listopada 06, 2017

Dużo piszę tu o radości. O takim spełnianiu się na różnych polach, ale w sumie przyszło mi do głowy, że może jest za dużo przykładów, a za mało wskazówek. Może będzie Ci fajnie spojrzeć od takiej nieco innej strony. Ten sposób będzie akurat super. Co ma wygląd do zadowolenia i sukcesu? Ano bardzo dużo.

Jak się widzisz, tak się sam piszesz


Tylko w filmach ludzie budzą się w pełnym makijażu i z nienaganną fryzurą. Taka na przykład statystyczna Redaktor, to jak wstaje, to wygląda, jakby piorun pierdolnął w rabarbar. Gały jak 5 zł, łeb roztargany i mina jak srająca mysz na pustyni. Ogólnie powiem Ci, że szału nima. Masz pewnie podobnie, co?

Mało kto lubi siebie, kiedy wstaje. Patrzymy w to lustro rano i wszystkiego nam się odechciewa. Spieszy nam się, więc mało koło siebie robimy. Wrzucasz na tyłek pierwsze lepsze spodnie.

Dzisiaj te wygodne, żeby było fajnie chodzić.

Wkładasz pierwsze lepsze buty.

Te płaskie, żeby nogi nie bolały.

Czesać się, czy się nie czesać? Dobra trochę się uczeszę, ale tylko tak z wierzchu.

Malować się?

No żart. Nima czasu.

I wychodzisz.

I kurwa jak na złość, idziesz chodnikiem, a tutaj ta zołza spod szóstki. Ta, której tak nie lubisz. Albo Twój były facet. Albo Twoja była żona. Słowem ktoś, komu byś chciał jakąś szpileczkę jednak wbić. Bo wiesz, źle wyglądać dla siebie rano, a źle wyglądać wtedy, kiedy się spotyka kogoś, z kim masz na pieńku, to są dwie całkiem różne sprawy.


Możemy sobie wybaczyć słaby wygląd przy przyjaciółce. Ale nie wybaczymy go sobie, gdy spotkamy odwaloną znajomą. To tak podkopuje humor, że klękajcie narody. Później przez cały dzień chodzisz i plujesz sobie w brodę:

Kurdę, przecież mogłam założyć dzisiaj chociaż ten nowy płaszczyk.

Nie ubieramy się dla przyjaciół. Ubieramy się dla wrogów.

Bo to właśnie ich mina robi nam dzień albo nam go psuje. Ta świadomość dobrego samopoczucia w tym momencie sprawia, że odczuwamy radość albo wkurw.

Dla samych siebie nam się nie chce. Dla znajomych też nie bardzo, no ale chociaż można się ubrać dla wrogów. Ja Ci mówię, znajdź sobie jeden powód, choćby taki, żeby wyglądać dobrze.

Co ma Twój wygląd do reszty?


Scenka numer 1

Idziesz rano po bułki pięknie odstawiona i spotykasz byłego. Luka tak na Ciebie od góry do dołu, szlag go trafia, zaczyna powątpiewać w słuszność tego rozstania i widać po nim, że go trochę zamroczyło. Wracasz sobie do domu, masz dobry humor, Twoje poczucie własnej wartości rośnie. Czujesz, że wyglądasz dobrze, że na wiele zasługujesz i że się podobasz. Ogólnie czujesz się świetnie i tak pewnie, kiedy kroczysz sobie z tymi siatami, wiedząc, że niczego nie trzeba się wstydzić.

Scenka numer 2

Idziesz rano po bułki tak, jak wstałaś. Bida z nędzą goni resztki seksapilu i spotykasz byłego. Wstyd Ci jak cholera, bo wiesz, że ta jego nowa chodzi odstawiona i on sobie pewnie teraz myśli, że dobrze zrobił, że się rozstaliście, bo się zapuściłaś jak ten kaszalot. Wracasz z tymi siatami, wyć Ci się chce, bo czemu akurat dzisiaj i akurat teraz. Żresz wszystkie te buły naraz i już nic Ci się tego dnia nie chce. Poczucie własnej wartości spadło i wyrzucasz sobie lenistwo.

Która wersja pasuje Ci bardziej? To chyba jasne.

Pokaż światu, jak ma Cię traktować. I pokaż to też ludziom. Tak będzie Cię świat traktował, jak Ty siebie traktujesz. I taki zwrot Ci da, jaki Ty wkładasz.

Dzisiaj może Ci się wydawać, że to za duże uproszczenie. Że wcale aż tak tragicznie być nie musi, ale prawda jest taka, że jest wprost przeciwnie. To, jak wyglądasz, przekłada się na całościowe samopoczucie. Nie tylko na to, jak sam czy sama siebie postrzegasz, ale też na to, jak widzą Cię inni, co na ten temat sądzą i jak widzi Cię świat.


Kiedy świat widzi Cię szczęśliwą, radosną, znającą swoją wartość, jasne staje się, że tak też będzie Cię traktował. Da Ci coś lepszego, niż wtedy, gdy wyglądasz marnie. Kiedy wyglądasz dobrze, masz wrażenie, że świat leży u Twoich stóp, niczego się nie wstydzisz, trudno jest podkopać Twoją pewność siebie, a ludzie oceniają Cię znacznie lepiej.

To zadbanie o siebie, o to, jak się dziś ubierzesz, jak się uczeszesz, umalujesz i czy zrobisz sobie paznokcie, czy nie, może rzutować na naprawdę wiele aspektów życia. Ludzie mówią, że wygląd to tylko wygląd, ale to nieprawda. Przypomnij sobie, jak to jest wyglądać pięknie. Jak wtedy się wszystkiego chce, z jaką pewnością kroczy się ulicą, jak łatwo jest zagadać do kogoś i wykorzystać nadarzającą się szansę. Jak dobrze jest słuchać komplementów i jak cudownie wiedzieć, że ludzie się za Tobą oglądają. I w sumie nieważne czy z zachwytu, czy z zazdrości.

Jeżeli chcesz być szczęśliwy, zacznij wyglądać na szczęśliwego. Zrób cokolwiek, by wyglądać dzisiaj lepiej niż wczoraj. Ładna spinka, nowy pasek, jakaś błyskotka albo po prostu nowe cięcie. Cokolwiek, by wyjść na ulicę z podniesioną głową. Ta świadomość, że kogokolwiek nie spotkasz, zrobisz na nim wrażenie, da Ci mnóstwo energii. Ty siebie traktujesz dobrze, on też Cię tak traktuje. Jak masz zły humor, to się odstaw.

A nawet jeśli Ci się nie chce, to zrób tą metodą na wroga. Nawet jak nie dla siebie, to po to, by zobaczyć, jak komuś gul skacze, gdy Cię widzi. :) Satysfakcja gwarantowana, uwierz.

Codziennie mamy dziesiątki sposobów na to, by metodami 2 w 1 zrobić sobie dobrze.

Będzie fajnie, jak dasz znać pod spodem, czy zdarzyła Ci się kiedyś taka sytuacja, że Ty w proszku a tu ktoś, przy kim pasowałoby wyglądać świetnie. Ja miałam tak dziesiątki razy. I już kurde nigdy więcej.

2 komentarze:

  1. świetny tekst, bardzo życiowy i rewelacyjne poczucie humoru. Dawno tak się nie śmiałam. Dziękuję. Piszesz obrazowo, kiedy czytam to tak jakbym oglądała film, a najbardziej mi się podoba to, że łączysz świat duchowy z materialnym w sposób lekki i zabawny. Nie ma tu takiej duchowej spiny i sztywnego ego. Ja od "paru" lat jestem samoukiem i podróżniczką w odkrywaniu siebie i wartości, które mnie prowadzą.Mam podobne refleksje do tych , które zawarłaś na blogu. Zauważyłam, że ludzie często jak wchodzą w świat duchowy to szybko zachowują się jak istoty nieskazitelne i natchnione (tylko nie wiadomo czym) a z emocjami sobie nie radzą. Pamiętam jak byłam kiedyś na warsztatach u pewnej psycholog, ona pyta uczestniczki: co teraz czujesz? i większość odpowiadała, że miłość pokazując na serce. Kiedy przyszła moja kolej to ja z rozbrajającą szczerością wyznałam, że na chwilę obecną jedyne co czuję to głód w moim żołądku, który tak nabrał mocy, że aż go słyszę. Miny uczestniczek by nieziemskie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha ich miny musiały być naprawdę nieziemskie :) Masz rację, nie spinam się dlatego, że w moim życiu też nic nie jest idealne i to nie jest tak, że obce są mi emocje takie jak złość, zazdrość itd. Nie pływam w chmurkach i nie hasam z różowymi jednorożcami po ukwieconych łąkach. Staram się po prostu w możliwym dla siebie zakresie robić coś, co jest dla mnie właściwe i podchodzę do tego po ludzku.

      Dziękuję za miłe słowa. :*

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.