Mentalne harakiri. Jak samemu zakazujesz sobie tego, czego chcesz?

listopada 21, 2017

Coś Ci powiem – jak Ci się coś nie udaje, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że sam sobie tego zakazujesz. Głupio brzmi, prawda? Ale weź się zastanów – czy nie masz czasu jakiejś nieuświadomionej do końca korzyści z tego, że Ci nie wychodzi. Bardzo możliwe, że masz.

Cel, którego nie udaje się osiągnąć


Powiedzmy, że Twoim celem jest zbudowanie szczęśliwej rodziny. Chcesz mieć męża/żonę jak z obrazka, może też jakieś dzieci. W ogóle chcesz sielanki, ładnego domu, dobrej pracy, grzecznych dzieciaków, psa, później wnuczków, wysokiej emerytury i tak dalej. Chcesz modelowej rodziny, ale każdy Twój związek to jest bagno. Nie angażujesz się, a nawet jak się angażujesz, to tylko dostajesz w dupę i wszystko zaczyna się od nowa.

Starasz się i super z Ciebie babka albo super facet, ale non toper trafiasz na debili, którzy prędzej czy później okazują się niegodni tego, żeby tę Twoją komórkę rozrodczą z ich komórką połączyć. Jednocześnie patrzysz na innych, a im się udaje. No jak do cholery? Jak to tak, że Ty stajesz na rzęsach, żeby Ci było dobrze i próbujesz raz za razem i nic z tego nie ma, a inni jeden strzał i od razu celny?\


Może zakazujesz sobie tak naprawdę podświadomie tego, czego w podświadomości chcesz. Może masz jakąś korzyść z tego, że Ci nie wychodzi i pasowałoby w tych bebechach trochę pogrzebać, żeby się dowiedzieć, który flak się psuje i którego trzeba przepłukać.

Najbliższa rodzina


Po pierwsze zastanów się, w jakiej rodzinie się wychowywałeś? Czy była tam miłość? Czy czułeś się bezpiecznie? Czy związek albo małżeństwo postrzegałeś przez to, jako coś fajnego? Czy tata się z mamą dogadywał, a Ty czułeś się chcianym i w pełni akceptowanym dzieckiem? A może nie było różowo i gdzieś w Twojej świadomości utrwalił się model, że związek, to są ciągłe kłótnie, że utrzymanie rodziny to ogromny ciężar, że są problemy a przytulanie to coś, co widać tylko na filmach? Popatrz najpierw na relacje swoich rodziców albo opiekunów – na tych, którzy cię wychowywali od najmłodszych lat. A może w ogóle ich nie było? Może był poprawczak albo dom dziecka?

I teraz zastanów się, czy nie jest trochę tak, że w obawie przed tym, że skończysz tak samo, wolisz nie ryzykować? Może nie chcesz skończyć jak swoja matka, która nie miała w domu prawa głosu, bo była zahukana przez władczego ojca, który nigdy nie powiedział Ci, że Cię kochał? A może nie chcesz skończyć, jak swój ojciec, który się starał, a matka w tym czasie latała po kolegach i nie miał Ci kto nawet zrobić kanapek do szkoły? Może właśnie taką wizję związku wyniosłeś z domu?

Twój stosunek do dzieci


Może być tak, że z pewnych powodów nie chcesz mieć dzieci albo boisz się je mieć. Nie czujesz się w pełni gotowy, nie lubisz ich albo chcesz się w życiu poświecić pracy. Jednocześnie też podświadomie wiesz, że związek = prawdopodobnie dzieci. Jeżeli jesteś kobietą, to może być w Tobie za młodu paniczny strach przed wpadką, tym, co rodzice powiedzą i czy dasz sobie radę? Może, mimo że masz już o wiele więcej lat, ten strach utrzymuje się nadal i w obawie przed tym, by czasami „nie wpaść”, odsuwasz w swojej podświadomości każdą szansę na szczęśliwy związek?

Inna ukryta korzyść

A może chodzi o całkiem inną ukrytą korzyść, którą masz z tego, że Ci się nie wiedzie? Może bałeś się oceny najbliższych w stosunku do swoich życiowych wyborów? Może nie chciałbyś zawieść rodziców tym, że zwiążesz się z kimś, ale Ci się nie wyjdzie i oni powiedzą, że to Twoja wina, bo przecież Ty się do niczego nie nadajesz? A może sabotujesz swoje związki właśnie przez to, że kiedyś mocno Cię krytykowano i gdzieś w podświadomości uwierzyłeś, że Tobie nic nie jest się w stanie udać i że jesteś gorszy od innych? Może jest coś, co osiągasz właśnie przez to, że Ci nie wychodzi. Pewien rodzaj bezpieczeństwa i zniesienia z siebie odpowiedzialności za swoje życie?


Zastanów się nad tym wszystkim, a jeżeli okaże się, że odnajdujesz siebie i swoją sytuację w którymś z tych przykładów, spróbuj się z tego oczyścić. Stwórz sobie jakąś formułkę na uwolnienie od tego, co stoi Ci na drodze.

Może być na przykład taka:

Życie moich rodziców nie jest moim życiem. Decyduję się na świadome zerwanie z powielaniem wzorca, jaki mi przekazali. Uwalniam się od tego, co mnie do tej pory blokowało.

Pozwalam sobie na stracenie korzyści, którą mam przez to, że nie udaje mi się stworzyć udanego związku. W tym momencie stawiam swoje partnerskie szczęście na pierwszym miejscu.

Zrywam teraz wszystkie te blokady, które nie pozwalały mi stworzyć tego, czego chcę. Tworzę nowy wzorzec, w którym miłość i związek są tożsame ze szczęściem, radością i spełnieniem.

Czasami wystarczy sobie pewne rzeczy uświadomić. Znaleźć w nich analogię do własnych przeżyć i zrozumieć, jak to działa. To grzebanie w umyśle i przeszłości może nie być zbyt przyjemne, ale czasami jest potrzebne. Bez tego często nie da się ruszyć w miejscu.

Dobrze jest też odpuścić, bo rzeczy odpuszczone, są często spełnione.

Przykład był związkowy, ale tak naprawdę można go odnieść do innych aspektów życia – pracy, sukcesów, tego, co chcesz przeżyć, a co Ci się nie udaje. Czasami odmawiamy sobie czegoś, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Trzeba sobie w końcu pozwolić.

Przypominam też o konkursie tutaj:  https://www.facebook.com/RedaktorBezczelna/posts/1393031274135014

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.