Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą. Okłamuj się!

listopada 09, 2017

Kto stosował kiedyś afirmacje, ten wie, że to potrafi być czasami prawdziwy bullshit. Jak się komuś uda skonstruować poprawną afirmację, która przechodzi pod progiem świadomości, to jest dobrze, ale jak wmawiamy sobie totalne zaprzeczenie stanu obecnego, to się żyć odechciewa. Ale tylko na początku, bo w końcu dasz się radę tak okłamać, że Ci to może wyjdzie na dobre.

Między tym, co jest, a tym, co chcesz, żeby było


Scenka rodzajowa numer 1

Adam w raju. Goły, jak go bozia stworzyła, rozgląda się, czym by tu dupę zakryć. Dobra, to nie tak bajka. :) Słuchaj, jest na pewno zajebisty rozdźwięk między tym, co jest teraz, a tym, co tam sobie w głowie marzysz. Powiedzmy, że masz lipę w pracy, ale chcesz mieć fajną pracę, miłych ludzi i wysokie zarobki. I wpadasz na pomysł, żeby to sobie afirmować.

Układasz afirmację w stylu:

Mam dobrą pracę.

Ale wiesz, że Twoja praca jest gówniana i tworzy się ogromny dysonans między tym, co widzisz i obserwujesz, a tym, co chcesz wykreować. I ktoś mógłby Ci powiedzieć, że to nie ma sensu, bo przecież okłamujesz samego siebie i w ogóle nic z tego nie będzie. I w sumie ma trochę rację, bo można zmienić afirmację na taką, która nie determinuje stanu i nie zaprzecza rzeczywistości, którą obserwujesz, czyli:

Przyciągam do siebie dobrą pracę.

Tylko zwróć uwagę na to, że „przyciągam” to proces, czyli coś jest na etapie tworzenia dopiero, a nie na etapie posiadania, więc za jakiś czas i tak trzeba będzie zmienić afirmację na taką, która informuje o stanie docelowym, czyli że masz dobrą pracę. No i dupa. Bo znowu dojdziesz do momentu, w którym trzeba powiedzieć coś, czego w materii nie ma.

Tylko że teraz już się oswoiłeś z tym, że ta praca przychodzi i już łatwiej jest Ci przegryźć i przetrawić stwierdzenie, że ją masz. Może po drodze pojawiły się jakieś okoliczności, które dały Ci do zrozumienia, że jednak to jest możliwe i że się uda.


No więc teraz zostaje Ci afirmować, że masz tę pracę. I to będzie trudne jak cholera. Na początku nawet może przez gardło nie przechodzić, ale w miarę upływu czasu będzie coraz lepiej. Więc okłamuj się. Im częściej dociera do nas jakaś informacja, tym łatwiej jesteśmy w nią w stanie uwierzyć, nawet jeżeli to niestworzone rzeczy. Kiedy usłyszysz o ufo raz czy dwa, to nie uwierzysz, ale gdy słyszysz setki relacji, Twój próg wiary się podnosi i jesteś w stanie to łyknąć.

I tak samo jest z tymi trudnymi afirmacjami. Na początku może i trzeba się będzie nieco zmusić, tylko pamiętaj, że jest cienka granica między pozytywnym „zmuszaniem się” a robieniem czegoś, co ewidentnie nie poprawia Ci humoru i nie podnosi wibracji. Jak masz się do czegoś przymuszać tak, jak się dzieci zmusza do brokułów, to nie ma sensu, ale możesz trochę pookłamywać swój świadomy umysł. Z czasem zacznie mięknąć, pojawiać się będą symptomy, które przekonają go, że może nie warto być tak zatwardziałym i zacznie lepiej przyjmować.

Tytułowy cytat nie pochodzi od kogoś, kogo można byłoby przytaczać z chwałą, ale niestety to się akurat Goebbelsowi udało – kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą.


Jak masz chusteczkowy dzień, to się okłamuj, że jest dobry. Znajdź powód do tego, żeby jednak się cieszyć. Chociaż taki maleńki i to na nim się skup, zamiast na tym wszystkim, co złe. Odwróć uwagę od tego, co Cię wkurwia za wszelką cenę, nawet kosztem małego podstępu wobec siebie.

Trzeba sobie czymś zająć głowę. Na siłę przekonać swój wewnętrzny komputer, że jest inaczej, niż jest i on nie będzie mógł postąpić inaczej, jak tylko dostroić się do tej częstotliwości i zacząć działać tak, jak należy. Tak więc nie żałuj sobie tych kłamstewek, które mogą Ci w dłuższej perspektywie wyjść na dobre. Czasami metoda nie jest tak ważna, jak cel.

Jak wiesz, że jest do dupy, to się zmuś do tego, żeby zacząć myśleć inaczej. Wszelkimi możliwymi sposobami i z zastosowaniem wszelkich możliwych tricków przekonaj samego siebie, że nie jest tak źle. Im dłużej jesteś w paskudnym humorze, tym bardziej niweczysz wszystko to, co mogłoby się na stać na skutek dobrego. I w tym ujęciu małe oszukiwanie siebie jest całkiem uzasadnione, bo chroni przed – być może – dużą stratą.

Jak jest źle, to mów sobie, że w sumie to jest dobrze. Powtarzaj to sobie tak długo, aż w to uwierzysz, a po drodze znajdź tyle dowodów, żeby nie było żadnych wątpliwości. Dowody są, tylko nieoczywiste. Trzeba spojrzeć szerzej.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.