Czym płacisz za to, co masz?

listopada 18, 2017

Mało jest słów, które potrafią sprawić, że na chwilę wryje mnie w fotel i się zatrzymam. A kiedy już na takie trafię, to nie przejdę obojętnie. Tak też było tym razem. Scrooluje sobie fejsa jak co dzień i nagle STOP. Czytam. Taki dreszcz mnie trochę po plecach przechodzi i myślę sobie: no właśnie – każdy z nas płaci za …

To, co ma


Takie coś oto napisał ostatnio Piotr C. Ten Piotr, który pisze na Pokolenie Ikea.


Jeśli widzisz padalca w garniturze, który idzie ulicami twojego miasta, w białej koszuli i drogich butach na jakie cię nie stać, robi zakupy w Almie (której już nie ma, ale załóżmy w czymś podobnym), gdzie zachowuje się jak kutas – uwierz mi on płaci. Za to co ma.

Chcesz pracować po 60 godzin tygodniowo, przerzucając papiery, chcesz żyć w toksycznym biurowcu ze szkła, patrząc na światło monitora w momencie gdy inni ludzie żyją?

Jeśli tak, będziesz chodzić w tych butach.

Jeśli widzisz matkę z 5 letnim dzieckiem, kiedy idą razem ulicą i ona trzyma je za rękę a dziecko radośnie do niej papla – ta matka zapłaciła za tą chwilę. Brakiem snu, wkurwem, wspomnieniami za swoją figurą. I płacić będzie później. Kiedy dziecko będzie za 10 lat krzyczeć: nienawidzę cię, zmarnowałaś mi życie.

Ludziom wydaje się, że rzeczy przychodzą łatwo.

I co? Przyszło Ci kiedyś do głowy, że każdy z nas płaci, za to, co ma? Za każdą tą rzecz, która jest dla niego tak cenna, tak ważna i tak konieczna – płacimy własnym życiem. Jak chcesz mieć nowy płaszcz, to musisz iść do roboty. Spędzić czas tam, gdzie Ci każą na tym, co Ci każą robić i pokornie poczekać na swoją zapłatę. I nie jest ważne, czyś Ty prezes NBP czy pielęgniarka – każdy musi poczekać. Każdy, żeby coś mieć, musi czymś zapłacić – czasem, wkurwem, własnym zdaniem, poczuciem komfortu, ambicjami, zdrowiem.


Ludziom się właśnie wydaje, że innym to wszystko przychodził łatwo.

Drugi kierunek studiów? Pfff, łatwizna.

Wychowanie trójki dzieci? Pff, kiedyś to w rodzinach było po 10.

Awans? Pff każdy prędzej czy później dostaje.

Lepsze życie? Pff, pewnie ukradł albo ktoś mu dał.

Kiedy my coś robimy, to wiemy, ile to kosztuje, jak to trudne, jak wymagające, ile trzeba poświęcić i ile z siebie dać. A kiedy ktoś inny ocenia nas albo my jego, to widać wyraźnie, że role się odwracają.
Cokolwiek masz, musiałeś za to jakoś zapłacić. Czasami zapłata była znośna, innym razem jak gehenna, ale wiedziałeś, jaka jest cena i że albo ją poniesiesz albo niczego nie będzie.

Ja zdaje sobie sprawę z tej ceny, gdy przychodzę do pracy rano, kiedy jeszcze jest ciemno i kiedy pewnie wielu ludzi śpi i wychodzę, a tu znowu ciemno i pewnie wielu ludzi od dawna odpoczywa. I tak codziennie. Płacę życiem, jak ten padalec w garniturze tylko że bez garnituru. Wiem dokładnie, co mi w tym czasie umyka i co tracę a co inni w tym czasie mają. Ja tak właśnie płacę za to, co mam. W ten właśnie sposób płacę za marzenia. Jeżeli nie będę chciała płacić, musiałabym zrezygnować z marzeń. Nie ma innego wyjścia. Nie może być tak, że skądś do Ciebie przyjdzie, jeżeli Ty nie dasz czegoś od siebie. Przez cały czas bawimy się w handel wymienny. Ty życiu dajesz jedno a ono Tobie drugie. Wymiana trwa przez cały czas i Ty dobrze wiesz, jaką cenę ponosisz.

Czy jest ona lekka, czy gorzka. Czy nie czujesz różnicy, czy odczuwasz ją każdego dnia. Do czegokolwiek nie dojdziesz, wiedz, że to nie jest takie hop siup, to nie jest coś, co spadło z nieba. Ty to wypracowałeś. Ty się na to poświęcałeś, Ty dawałeś z siebie wszystko, by to mieć i by się z tego cieszyć. To nie spadło z nieba za friko. I dochodzimy tutaj do takiej bardzo ważnej rzeczy – nie pozwól umniejszać tego, do czego doszedłeś, ale też nie traktuj tego, jak podbicia Marsa. Każdy, cokolwiek zdobył, zasłużył na to w taki czy inny sposób.


Kiedy widzisz tego padalca (który zachowuje się jak kutas), nie myśl o nim w kategoriach dnia dzisiejszego – zarozumiały bogacz, któremu się w dupie poprzewracało. Pomyśl o nim w kategoriach jego drogi, tego co przeszedł, tych godzin, jakie spędził na robieniu tego, co uczyniło z niego człowieka, którym jest. Pomyśl o nim w kategoriach tych trudów, tych wkurwów, wyrzeczeń, poświęceń własnego życia. Okazuje się, że tak naprawdę jest taki sam jak Ty. Tylko kiedyś podjął decyzję, że zapłaci. Zgodził się podpisać ten cyrograf i nie Tobie oceniać jego postępowania.

Edyta, gdy zaczynała nowe życie w nowej pracy, wiedziała, czego chce. Cholernie chciała pieniędzy, bo one wydawały jej się osłodą niezbyt ciekawego dzieciństwa. Postanowiła, że zarobi na to wszystko, czego kiedyś nie miała. Że pokaże wszystkim, że nawet z patologii można wyjść obronną ręką. Wiedziała, do jakiej rzeki wchodzi. Wiedziała, że ta kasa równa się koniec normalności w takim pojęciu, w jakim ją znała. Skończy się indywidualność, skończy się wolny czas i zumba wieczorami.
Kiedy wysiada na osiedli ze swojego Mercedesa, ludzie sączą jad. Zazdrość zatyka im gardła a z oczu bije taka złość, taka niechęć do Edyty, która nigdy nikomu nie zrobiła krzywdy. Ludzie wrzucają za jej płot śmieci. Za ten płot, który kosztował 170 tysięcy trafiają puszki po piwie, opakowania od chipsów i pety. Edyta pokornie je sprząta i wie, że to jest cena spełnienia.

Kiedy robi zakupy w Tesco obok osiedla, mija się koszyk w koszyk z sąsiadkami. Powiedzą „dzień dobry”, ale tak jakoś przez zęby. Taka nasza polska maniera, że jak się komuś wiedzie, to trzeba go znienawidzić, trzeba być w miarę uprzejmym, żeby się nienawiść nie wydała, ale oczy nie kłamią.
I pytam kiedyś Edyty:

Czujesz się winna? Winna z powodu tego, co masz?
Nie – odpowiada. Ja tego nie ukradłam, nikogo nie oszukałam. Ja ciężko pracowałam kiedy oni robili w maju grilla. Zapierdalałam, kiedy pluskali się z dziećmi w basenach pod gruszką. Pracowałam, kiedy oglądali wieczorami telewizję, zapierdalałam, gdy spali, jedli, robili zakupy i pili wódkę. Mam się czuć winna, że płacę cenę, która byłaby dla nich nie do przełknięcia? Nie, nie mam wyrzutów sumienia. Mam tylko świadomość, że i tak mnie ocenią. I tak powiedzą, jaka to wredna kurwa parkuje tego merola na chodniku, jaka to karierowiczka, że śmie chodzić tak drogo ubrana. A co mi pozostało? Wiesz, jak bolało, gdy płaciłam za to życiem?


Zanim ocenisz, zastanów się, ile Ciebie kosztowało to, co masz...

Nie Tobie mówić co jest w życiu najważniejsze i że nie warto aż tak się starać. Każdy ma swoją drogę i każdy przyszedł tutaj po coś innego. Każdy podpisał rachunek i na każdego przyjdzie moment zapłaty. Różnica polega tylko na wielkości rachunku.

2 komentarze:

  1. Genialne...I prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszyscy płacą ale jakoś tak nie równo albo na krechę. Wyobraź sobie dwie zgrabne i szczupłe kobiety idące ulica. Sylwetki, jak z okładek. Jedna przez rok chodziła na siłownie i męczyła się dietą, jeszcze cycki se zrobiła bo tam zawsze była mała (a po diecie to już w ogóle deska), a druga... po prostu zawsze była szczupła i niczego jej nie brakowało. Pewnie piękna ma raka, patologiczną rodzinę i mieszka na ostatnim zadupiu. Czasem tak. A czasem... nie.

    Pieniądze też można wypracować albo dostać w spadku. Chyba tylko nauka i kariera mają ceny równe dla wszystkich.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.