Łatwo przyszło, łatwo poszło, a kto będzie płakał?

listopada 03, 2017

Szanujemy wszystko, co przychodzi nam z trudem. Niweczymy często to, co dostaliśmy bez wysiłku. Tak jest ze wszystkim. Jak się będziesz o coś starać, to Ci to będzie bardzo smakować i będzie jak najcenniejszy klejnot na świecie. Jak ktoś Ci da za darmo albo przyjedzie zbyt łatwo, to szybko to stracisz. Tak jest, jak świat długi i szeroki, więc nie ma co narzekać, że czasami trzeba się namęczyć. W tym szaleństwie jest metoda.

 Prosta rzecz. Trzeba tylko zrozumieć


Zobacz, jak bardzo zazdrościmy ludziom, którzy dostali coś za darmo albo którym się tak jakoś łatwo w życiu układa i którym dosłownie manna z nieba leci. Dalibyśmy wszystko, żeby się z nimi zamienić. Tak bardzo chcemy być tacy, jak oni. Tak im zazdrościmy, tak pomstujemy na swój los. Nosz kurde, szkoda gadać w ogóle. Ale ja sobie czasami tak siadam i zastanawiam się: ale właściwie to po co?

Przecież wiesz dobrze, że jak dostaniesz coś bez wysiłku, to jest to takie miałkie. Takie nieważne. Niby jest, ale w sumie masz na to wylane. Pocieszysz się chwilę i zapomnisz i jakby tego w ogóle nie było. To jakieś takie w ogóle dziwne.

A teraz przypomnij sobie ten zakup, na którego tak długo składałeś. Tę rzecz, o którą się starałeś całe miesiące, tego człowieka, za którym latałeś całe tygodnie. I przypomnij sobie smak tego sukcesu, kiedy się udało. Ten moment, kiedy wprowadziłeś się do nowego mieszkania lub domu, tak wyciułanego za tą słabą wypłatę. Albo tę chwilę, kiedy pierwszy raz usiadłeś na tych nowych fotelach, jeszcze tak pachnących świeżością i kupionych po pół roku wzdychania, że musisz mieć nowe. To miało smak. To było takie na wskroś zajebiste i dla tych chwil naprawdę warto było się pomęczyć.


Przypomnij sobie ten nietrafiony prezent, którego ktoś Ci dał. Na której półce w szafie leży? W którym koncie piwnicy go trzymasz? Ty wiesz, jak jest. To, co wystarane, jest najlepsze. To, co łatwe, nie daje radości.

No więc słuchaj, masz teraz doskonały sposób na te swoje wszystkie zazdrości. Kiedy następnym razem Cię taka najdzie, to już wiesz, co masz zrobić. Przypomnieć sobie, że zdobyte łatwo, to łatwo stracone.

Zdobyte trudno, to rozpieszczane, ukochane, chronione i dbane. Nie dbasz o to, co Ci łatwo przyszło. Ale dbasz o to, z czym było ciężko. I to, co przyszło łatwo, cieszy Cię krótko, szybko się psuje i w ogóle szybko się tego pozbywasz. To, na co się trzeba było starać, jest często wieczyste. Nie dasz tego zniszczyć. Nie dasz tego zabrać komuś, kto sobie na to ostrzy kły. Będziesz tego pilnował i nawet z biegiem czasu, to nadal będzie Ci dawało mega satysfakcję. Tak jest ze wszystkim. Nieważne czy małe, czy duże – nie ma to żadnego znaczenia, bo ta zasada obowiązuje w każdym przypadku niezależnie od wartości materialnej czy przydatności danej rzeczy w życiu.


I dochodzimy do sedna – czy warto zamartwiać się tym, że coś nam tak trudno przychodzi i że każdy dzień jak po grudzie. No niekoniecznie.

Znam taką Martę. Marta żyła od zawsze jak pączek w maśle. Dla Marty nie było rzeczy niemożliwych i czegoś, czego nie mogłaby dostać, gdyby tylko powiedziała o potrzebie kochanej mamusi czy kochanemu tatusiowi. Dostawała od razu i to w ilości większej, niż potrzebowała. Marta na nic nigdy nie musiała narzekać, bo miała wszystko i nie było także rzeczy, której by jej szanowni rodziciele pożałowali.

Tylko że szybko zmarli i niestety sprawy finansowe zostawili tak, że Marta mało co dostała. Można powiedzieć wręcz, że co jej zostawili, to od razu przepierdzieliła i w sumie nie minął nawet rok, jak została z gołą dupą i to akurat nikogo nie powinno dziwić. Tak więc wszystko jej dawali, a później już nie miał kto dawać. Skończyło się piękne życie i zaczęła się konieczność zarabiania na to, co chce mieć. A ona zarabiać nie umiała. Niby skończyła te studia i miała wykształcenie, ale pracę znaleźć było ciężko. Nie chciała iść tam, gdzie jej zaproponowali za 1800 zł, bo przecież starzy w miesiącu to kilka razy dawali jej po tyle na same torebki. A teraz torebki się skończyły i zaczęło się smutne życie.

Marta na studiach miała koleżanki – Ewę i Wiktorię. Ta pierwsza z domu dziecka, ta druga z przeciętnej rodziny. Chociaż w sumie koleżanki, to mocno powiedziane, po prostu we trzy  były na tym samym roku, ale Marta się z nimi nie kolegowała, bo one od niej odstawały. Nie było je stać na te rzeczy, które dla Marty były standardem, a ona wolała ludzi przy kasie. Tylko że teraz ci ludzie przy kasie nie chcą się z nią zadawać, bo ona nic nie ma. A tamte koleżanki, jedna jest teraz znanym prawnikiem, a druga ma sieć restauracji. Obie sobie radzą. Obie złapały pana Boga za nogi, chociaż nikt może tego na początku nie wróżył.

A Marta, no cóż – pewnie dzisiaj chciałaby ich przyjaźni, żeby sobie trochę ego podbudować, ale jest już za późno.

Start niczego nie determinuje. Determinują działania i oczekiwania. Można mieć nawet najlepsze myśli, ale kiedy niczym się nie asekurujesz, wszystko się może w każdej chwili zawalić.

Wiesz, że podobno większość ludzi, którzy wygrali w lotka duże sumy, traci je i popada wręcz w długi w bardzo krótkim czasie od wygranej? Jak to się dzieje? Wygrali miliony, a teraz są zadłużeni? Zbyt dużo spadło na człowieka, który nie był na to gotowy. Zresztą ja sama znam jednego takiego totolotkowego milionera. Szóstka i 6 milionów. Dwa od razu zabrała mafia. Zostały 4. Wszystko już dziś przejebane a rodzina w rozsypce. Gościu pije, dzieci pracują na budowie i w polu. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Uwierz – tak naprawdę bywa.

Życie pisze różne scenariusze. Nie licz na to, że coś dostaniesz. Że lejek obfitości będzie miał wiecznie szerokie światło. Licz przede wszystkim na siebie. Nawet jak jest ciężko, to rób coś i dąż do tego, żeby Ci było lepiej. Co łatwo przyjdzie, łatwo ucieknie. Co wypracujesz, nie pozwolisz zmarnować.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.