Za darmo to dzisiaj nawet w mordę nie dają

października 26, 2017

Wiesz, babcia opowiadała mi o takich czasach, że jak się czegoś nie miało, to się szło do sąsiada i sąsiad dał. A jak on czegoś nie miał, to przyłaził do Ciebie i Ty dawałeś jemu. Biednie było kiedyś, cholernie biednie, ale ludzie się dzielili. Co kto miał, to drugiemu dał, bo wiedział, że też kiedyś będzie potrzebował. A dzisiaj? Dzisiaj za darmo to nawet w mordę nie dają.

O wdowim groszu trochę inaczej


Pamiętasz taką przypowieść o wdowim groszu? Że babka ostatniego grosza miała, ale dała i ten jej jeden grosz okazał się najcenniejszy? Trochę tak kiedyś było. Ludzie gówno mieli. Jeden był prezesem a drugi robotnikiem i żyli na podobnym poziomie. Jeden w Warszafce mieszkał a drugi w Lublinie i w sumie nikt nikogo paluchem śmierdzącym nie wytykał, że tamten to bidok a ten oligarcha. Podobnie było. Bida wszędzie, ale ludzie to jakoś ogarniali.

Umieli się podzielić. Jeden drugiemu dał trochę mleka, to tamten jemu kilo kartofli. Ktoś miał trochę materiału na kieckę, to się zamienił za kurę albo jeszcze jakąś inną gadzinę (jak to moja babcia mówiła). Ogólnie dobrze było. Ludzie sobie pomagali. Potrafili współpracować, potrafi tak działać, żeby była z tego dla wszystkich korzyść. Na wsi żniwa się robiło razem, bo jeden miał konia a drugi przyczepę i nie szło żyć bez siebie. Albo się ludzie zgrali, albo figę mieli. Nauczyli się tym, że trzeba sobie pomagać. Jak ktoś nie chciał, to się szybko przekonał, że sam tym sobie dowala i zmieniał zdanie. A później to już pomagał nie z musu, ale dlatego, że to była normalka.

Ludzie adoptowali dzieci zmarłych sióstr czy braci. Nikt im za to kasy nie dał, ale wzięli dzieciaki przez wzgląd na rodzinę. A dziś? Dziś idą do bidula.

Jak ktoś głodny był, to mu się pomagało tak, jak było można. A dziś? Dzisiaj idziesz wyrzucić chleb na śmietnik. No bo czerstwy a konia nie masz, żeby mu dać.

Jak ktoś nie miał w czym chodzić, to się zawsze jakieś szmaty ze strychu wyszperało i nieszczęśnika obdarowało. A dziś? Dziś leżą latami w szafach, bo wyrzucić szkoda a oddać komuś to marnotrawstwo.



Kiedyś słyszałam, jak koleżanka mówi do koleżanki:

Nie dam Ci tego, oszalałaś? To „piniondze” kosztowało!

No popatrz. W życiu bym nie zgadła, że za darmo jej nie dali. No bo jak? Dzisiaj za darmo to nawet w mordę nie dają. A to o jakiegoś śmiecia chodziło. O coś całkiem nieznaczącego, bo jakby nie, to bym pamiętała.

Znam takiego faceta, nazwijmy go Karol. Karol to taka pizdeczka wcielona, którą żona manewruje na lewo i prawo. Karol w sumie na żaden temat nie ma własnego zdania, ale kasę w domu dzierży. Szwagier Karola się przeprowadzał i w sumie gówno miał. Potrzeba mu był wszystkiego, z kuchenką gazową włącznie. A Karol miał dwie. Jedną wypas po sam pas, a drugą starą, ale działającą. Nie chciał dać tej starej.

Nieee, bo jeszcze się na coś przyda. No nie dam Ci.

A żeby było śmieszniej, to sam ją kiedyś od kogoś dostał. To się nazywa skąpstwo, proszę państwa. Albo w sumie nie – to się nazywa dziadostwo. Mieć i nie używać, tylko trzymać do zbierania kurzu, ale nie dać.


Wychowano nas w takiej cholernej mentalności niedostatku. Ja rozumiem tych z czasów komuny, kiedy nic nie było i każdą rzecz trzeba się było bić. Rozumiem, że w nich mogło się zakorzenić coś takiego, że trzeba trzymać, nie dawać i pilnować, ale młodzi? Te małe bachory są takie same. Wychowane jak pączki w maśle, nie żrą kanapek w szkole, a wyrzucają, kiedy kolega z innej ławki siedzi głodny. Nie podzielą się. Ja nie pamiętam, bym widziała, że ktoś się dzieli tym, czego mu zbywa. Bo mama im kazała nie dawać. Mama taka sama kwoka: do śmietnika pakować, ale sąsiadowi nie da.

A świat widzi. Nam się może wydawać, że świat to jest głupi i że on rozumie tylko tyle, ile my mu wytłumaczymy, ale nie. On rozumie. Jak widzi, że dajesz, to dochodzi do wniosku, że masz. Nie ma braków, więc nie ma sensu tworzyć ich znowu. Będziesz miał. Świat sprowadzi to, co teraz czujesz i czego doświadczasz w ilości tym większej, im więcej coś czujesz i więcej tego czegoś doświadczasz.

Gdy ciągle mówisz:

Nie mam, Boże daj mi, bo nie mam.

To jak myślisz? Da Ci? Nie bądź naiwny. Dostaniesz to, co masz teraz, czyli nic. A na pewno nie to, co chcesz.

Niesprawiedliwe trochę, prawda? Jest trudniej. Najpierw trzeba myśleć, że się ma, a dopiero później się dostanie. Taka transakcja na odwrót.

Ludzie wciąż stękają, że nie mają, a czemu? Ano temu, że nic nie dadzą drugiemu. Nie czają w ogóle, że ten wdowi grosz tak wiele zmienia. Jak już dają prezent, to myślą:

Matko, w sumie mogłam kupić coś tańszego. Sama tego nie mam, a im dałam.

I plują sobie w brodę po tym prezencie i niby dali, ale szlag ich trafiał i co z tego, że wydali kasę, skoro dali z braku, a świat rejestrował? To już jest najgorsza głupota – wykosztować się i pożałować, bo z tego to już nic nie będziesz miał. Wydasz dużo, a wzbudzisz emocję braku i wyjdzie tak, jakbyś w sumie nie miał i nie dał. Strzał w kolano. To już lepiej byłoby dać pierdołę, a jej nie żałować.

Nasze strychy i piwnice


Coś Ci powiem. Taki kurka rurka niemalże sekret na otwieranie kanałów docierania do Ciebie czegoś dobrego. Nie tylko kasy, ale i pomocy i tak dalej. Przejrzyj swój strych i piwnicę. Są tam sterty gratów, których nie potrzebujesz, które zaburzają energię w Twoim domu (feng shui), które zbierają kurz i generują konieczność sprzątania. Sterty gratów, które odbierają Ci energię i powodują frustrację, bo wiesz, że coś masz, ale nie korzystasz, przerzucasz z kąta w kąt i Cię to wkurza.

Wywlecz to wszystko. To, co jest już totalnym gównem i na nic nikomu się nie zda, wyrzuć, spal, po prostu się pozbądź. To, z czego masz jeszcze zamiar korzystać, weź i użytkuj. Resztę, która się jeszcze do czegoś nadaje, ale wiesz, że nie będziesz z tego korzystać – rozdaj. Stare ciuszki po dzieciach dla koleżanki. Toster z PRL-u dla tej babulinki z dołu, święty obrazek dla dziadka, stare książki do biblioteki, płaszcz sprzed kilku sezonów do kontenera na ubrania.

Jak nie chcesz rozdawać bezpośrednio, to wystaw na OLX, ale nie tak, jak te Karyny, że stare przepierdziane gacie za 15 zł, tylko w dziale „Oddam za darmo”. Bo są takie rzeczy, których nikt Ci nie kupi. Owszem, co wartościowsze, możesz sprzedać, ale nie o to chodzi w tym procesie. Tutaj się sprawa rozbija o to, by coś dać. Zawsze się chętni znajdą. Lepiej dać komuś stare ubrania i mieć pewność, że będą służyły do chodzenia albo jako szmaty, a nie 5 zł gościowi spod sklepu i wtedy nie wiesz, czy wyda na bułkę, czy na wino.

Te strychy i piwnice skrywają w sobie początek otwierania się na to, by przyjmować od świata. Świat zobaczy, że dajesz, czyli znaczy, że masz. Skoro masz, to trzeba Ci dać więcej do posiadania. Rozumiesz?

Nie dość, że zrobisz tym pierwszy krok w stronę czegoś lepszego, to jeszcze uwolnisz się. Zrobisz przestrzeń, odetchniesz, będziesz mieć więcej czasu, bo nie trzeba tego wszystkiego sprzątać. Naprawdę odczujesz wielkie efekty. I nie musisz od razu robić rewolucji, że wszystko naraz. Zacznij od jednej rzeczy i obserwuj. Jedna, potem druga, trzecia i się zacznie. Jak w tym kawale:

- Kelner, poproszę setkę. Ale szybko, zanim się zacznie.
- Kelner, poproszę następną setkę, tylko szybko, bo zaraz się zacznie.

Pół godziny później.

- Kelner, lej następną setkę, ale szybko, bo się zaraz zacznie.
- Panie, Pan już wypiłeś dziesięć kieliszków, czas płacić.
- No widzisz, zaczęło się…


Tylko nie tak, że dajesz, a z tyłu głowy oczekujesz zwrotu. Tak bardziej na luzie. Nie jak taka harpia. I uwierz mi, że kiedy zaczniesz tak robić, to nagle znajdzie się ktoś, kto da i Tobie, więc nic nie stracisz. Nie trzeba kisić i trzymać, bo to, co podarowane, wróci do Ciebie w formie podobnej lub innej.

Nie wolno dać sobie wmówić, że dając, zubażamy się, bo jest wprost odwrotnie i wiem to nawet na swoim przykładzie. Ile nie wydałabym na prezenty, te pieniądze w takiej czy innej formie do mnie wróciły. Tu dostałam rabat, tu lepszą robotę, to znowu jakąś okazję. Zwróciło się może i z nawiązką. Tylko nie trzeba tak przy sobie kisić. Kiszone to są dobre tylko ogórki i kapucha.

Szkoda, że minęły te czasy, kiedy ludzie sobie dawali, bo tym samym odcięli się od brania. A później się dziwią. Wywalają oczy na wierzch, że jak to tak – oni całe życie oszczędzają, skąpią, nic nie tracą, a gówno mają. No właśnie. Właśnie dlatego.

1 komentarz:

  1. Taka duża prawda w tam małym tekście, tak powszechnie wiadoma a jednak nie. Myślę ze ten przekaz nie trafi do każdego bo właśnie oni to te małe pączki (dzieci) i te stare marudzące kwoki (matki)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.