Ty znasz odpowiedź jeszcze zanim spytasz...

października 16, 2017

Jedno takie życie. Tysiące pytań. Większość bez odpowiedzi. Jak liście, które spadają z drzewa po to, by dać się ponieść w nieznane i one nie wiedzą, gdzie spadną. Może na Twój trawnik, a może do brudnego rowu. I w tym rowie dokończą żywota zapomniane, a nie tak jak przedtem – dumne, że wisiały i że tlen z nich był, i cień. Nie wiesz. Wielu rzeczy nie wiesz, więc pytasz. Ale czy słusznie?

Ty wiesz, tylko musisz sobie przypomnieć

Moja wesoła skrzynka odbiorcza zawalana jest każdego dnia pytaniami w stylu:

Redaktor, a co zrobić, jeżeli sprawa ułożyła się tak i tak?

A ja nie wiem. Przecież to Ty wiesz. Naprawdę. Tylko nie rozumiesz, że wiesz. Ty czujesz. Jesteś w tym. Jesteś uczestnikiem. Stroną jakże ważną i w sumie niezbędną. Ja jestem z boku i możesz powiedzieć, że w sumie ja widzę lepiej, ale nie. Ja nie jestem Tobą. Ja nie wiem. Ty wiesz. Ja widzę po swojemu, Ty jesteś centrum wszystkiego.

Popatrz – taka wielka galaktyka a w środku Ty. I kto rządzi? Ty rządzisz. Ty decydujesz. Tobie przypadło w udziale podbić pieczątkę na podaniu, które sam napisałeś. I rozpatrzyć je  a później wcielić w życie.

Rodzimy się jako ta tabula rasa. I wszystko leci od początku. Znowu trzeba się nauczyć chodzić, jeść, mówić. Wszystkiego trzeba się uczyć od nowa. Ale jest coś, co w nas niezmienne. Ten dostęp do wiedzy i zrozumienia. Szukamy odpowiedzi na zewnątrz a mamy ją od zawsze w sobie. Tylko że ona mówi cicho, takim mysim piskiem, co to niby trochę wychodzi za miotłę, ale do drugiego kąta pokoju nie trafi.

Bardzo trzeba się postarać, żeby to usłyszeć. Mówisz na to przeczucie. Nazywaj to, jak chcesz, ale pewnie to masz. Robisz coś i czujesz w środku, że to albo dobre, albo złe. Coś Ci podpowiada. Coś daje Ci rozwiązanie jak na tacy, ale Twoja głowa przecież mądrzejsza i wie lepiej.


Śmieszy mnie, gdy utożsamiany umysł z mózgiem. Z tym komputerem, który ma wgrane jedzenie, picie, spanie, sranie i uciekanie. To, co przychodzi po cichu, nie jest z mózgu, mózg to tylko podaje. Tak jak taki kelner, któremu płacą za godziny i czy lubi klienta, czy nie, musi mu nalać wina. Bo taki jego obowiązek. I teraz od klienta zależy, które wino sobie zażyczy. Jak nie chce sikacza, to dostanie chardonnay. Jak się chardonnay boi, to mu sikacza naleją. I będzie pił, bo jak zapłacone, to wypić trzeba, bo mama mówiła, żeby nie marnować, bo grzech.

Zanim spytasz, znasz odpowiedź. Wystarczy tylko usiąść w spokoju i wsłuchać się w siebie. Ten głosik przemówi. Tak po cichu i nienachalnie, bo on nie będzie Ci rządził. On tylko podpowie. Zasugeruje.

Po co szukać odpowiedzi na zewnątrz, skoro najlepszą mamy zawsze przy sobie? Tylko ją odsuwamy, nie doceniając, jak jest ważna i potrzebna.

Kiedy masz problem, fajnie jest się zatrzymać. Włączyć pauzę. Zrozumieć, że znajdziesz odpowiedź. Walka generuje walkę. Szukanie generuje szukanie. Najlepsze wyjścia to takie, kiedy idziemy za głosem serca. Chociaż w sumie nie wiem. czy to serce. czy jakieś tam wyższe ja. W każdym razie wiesz. o co chodzi. To coś jest mądre.

Nie koleżanka, nie mąż, nie ojciec, nie brat. Tylko co, co mamy w sobie. To wie najlepiej, czego nam potrzeba. I powie, jeżeli wyrazimy chęć słuchania.


Podobno jest coś takiego, jak wszechobecne pole energetyczne, które gromadzi wszystkie informacje i wszystkie potencjalne wyniki naszych czynów. Ty się nie śmiej, ja w to wierzę. W sumie dobrze jest coś wierzyć, bo mamy taki punkt zaczepienia. I można się do czegoś odnieść, mieć jakiś fundament.

I w tym polu ponoć jest wszystko. To, co dobre i to, co złe. A my potrafimy jedno od drugiego odróżnić, ale nie trzeba pytać mózgu, tylko tego pierwiastka duszy, nieskończonego umysłu czy zwał jak zwał.

Niby każdy ma do tego pola dostęp, ale nie każdy sobie pozwala. Ten, kto się otwiera, może z niego czerpać pełnymi garściami. Ten, kto go nie uznaje, jest tak zblokowany, że nawet jak coś usłyszy, to nie zrozumie. I tak świat przemawia do nas cały czas. Każdym słowem, zdarzeniem i obrazem i dostarcza nam przez to odpowiedzi na – nie boję się tego stwierdzić – każde pytanie. Tylko my nie nauczyliśmy się jeszcze patrzeć.

W czym są te odpowiedzi – nie wiem. Jedni nazywają to boską matrycą, jeszcze inni inteligencją wszechświata. To jak pole magnetyczne – jest wszędzie i działa wszędzie, ale nikt go nie widzi. Prądu też nie widać, ale przecież z niego korzystasz, prawda? Uwierzyłeś w coś, czego nie widziałeś, więc w sumie można iść o krok dalej i przyjąć, że jest jeszcze coś, czego jeszcze nie da się zmierzyć, a bez czego nie byłoby mnie, Ciebie i nikogo innego.

Są tacy, którzy umyślnie lub niechcący potrafią z tego pola korzystać (np. jasnowidz). Jedni mają tak od dziecka, inni uczą się później. Kwestia tylko tego, by się otworzyć i zrozumieć, że my znamy odpowiedź jeszcze zanim zapytamy. Tylko że ona się nam czasami nie podoba i odrzucamy ją.

Powiedz mi – ile razy odrzuciłeś głos intuicji i okazało się, że lepiej byłoby jej posłuchać? No właśnie.

Może spróbuj, co? Przy następnej okazji weź tak zrób. Przyjmij, że najlepszą odpowiedź masz już w sobie i teraz pozwalasz sobie ją poprawnie odczytać i przetestować. I zobacz. Ja myślę, że źle nie będzie. Myślę, że będzie dobrze i w sumie ciekawie, bo to takie rzucanie się z mostu bez liny. I nie wiesz, na co spadniesz. Może na skały, może na miękkie fale. Ciężko będzie wziąć pierwszy wdech, ale dasz radę. Wszyscy jakoś dajemy, a co nas nie zabije, to nas wzmocni.

Musi.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.