Skoro umiesz narzekać na byle co, to i z byle czego musisz się nauczyć cieszyć

października 17, 2017

Nasze społeczeństwo jest takie trochę głupie. Uczy nas stękania, ale nie uczy nas radości. Już jako mały szkrab możesz się nauczyć, jak to jest jest płakać, krzyczeń, smucić się, kłócić i narzekać, ale w drugą mańkę, to jakoś się nikomu nie spieszy. Tylko że jako że mały brzdąc masz w sobie jeszcze tę radość i nie jest tak źle. Gorzej jak dorośniesz. Chuj bombki strzelił. Choinki nie będzie. Mikołaju won.

Radości trzeba się uczyć


Życie wydaje nam się takie pospolite, a to, co osiągamy, takie normalne. Ale nie. To nie jest takie sobie normalne. Każda rzecz, która sprawia, że Ci dobrze, jest niezwykła. Ja wiem, że Ty nie chcesz tego czytać, ale przeczytasz. Musisz, bo inaczej nie ogarniesz tego, co chce powiedzieć.

Wyobraź sobie taką małą, biedną afrykańską wioskę. A w niej rodzeństwo – głodne, chude, nagie. Spragnione czystej wody i dachu nad głową. Spragnione spokoju i bezpieczeństwa. Tylko tego pragną, bo nic innego nie znają. Nie mają pojęcia, co to jest wygodne łóżko, bo i skąd miałyby wiedzieć. Od zawsze śpią na podłodze. Na szmacie w kącie izby a z dziury w dachu częściej świeci na nich słońce, niż pada deszcz. Ale nawet jak pada, to one się cieszą. Moczy im brudne nóżki i szmatę, na której śpią ale one piszczą ze szczęścia. Tak samo jak wtedy, gdy znajdą na drodze pustą butelkę po coli. Po nas, po ludziach zachodu, którym się z dobrobytu w dupie poprzewracało.

Biorą wtedy tę butelkę i modlą się dziękczynnie do swojego Boga. Dziękują za butelkę. Innej zabawki nie mają. Muszą o nią dbać najdłużej, jak się tylko da. Muszą ją chronić, bo nie wiadomo kiedy wróci tam znowu ktoś, to wyrzuci swojego śmiecia. Może za rok a może nigdy, a dzieciństwo mija.

Więc bawią się tą butelką i czasami tylko marzą o tym, by zjeść coś dobrego. One nie wiedzą, co to schabowe, co to pizza czy naleśniki z kremem. Na litość boską, skąd mają wiedzieć, skoro tego nigdy nie widziały? Nigdy nie czuły tego smaku. One proszą o cokolwiek, byleby się dało przełknąć, byleby tylko przez chwilę nie bolał ich brzuszek i nie kręciło się tak bardzo w głowie. Małe przeszklone oczy patrzą w przestrzeń i można pomyśleć, że się z tymi łzami urodziły. Że każda ta łza przypieczętowała ich los.

I to jest właśnie beznadzieja. Stan, w którym jest tak źle, że albo ślepy traf ześle im kogoś dobrego, albo skonają tam i świat o nich zapomni tak, jak zapomniał o milionach innych.

A teraz stań przede mną i powiedz, czy naprawdę musisz tak jęczeć? Czy naprawdę musisz zwać na cały świat, że niczego Ci nie dał i że Tobie tak ciężko? Powiedz, czy budząc się rano pod dachem i robiąc sobie kanapki z szynką, naprawdę masz prawo stękać, że tak Ci źle? Że masz prawo stwierdzić, że to wszystko chuj i więcej jest zmartwień niż radości?

Poprzewracało nam się w dupach, bo nie widzimy radości w tej pierwotnej formie.

Gdy ktoś dziękuje za rzeczy podstawowe, których my mamy w brud. Dziękuje za sen, za jedzenie, za życie. Za to, że przetrwa do jutra. Ty się tym nie musisz przejmować i nawet w chorobie wiesz, że być może Ci ktoś pomoże. Kto pomoże tym dzieciom, kiedy przyjdzie epidemia? Są tak słabe i zaniedbane, że nie poradzą sobie z niczym. Nie dostaną zastrzyku. Nie pójdą do szpitala, nikt nie przyniesie im rosołu. Nikt nie pocieszy. Są tylko bezimiennymi liczbami tych, które się odliczą, bo tak wyszło.


Nie umiesz się cieszyć z rzeczy prostych, bo nie rozumiesz, że równie dobrze mogłeś ich nie mieć. Nie potrafisz podziękować przestrzeni czy Bogu za obiad, za nową kurtkę, ciepłe buty czy telewizor. Ty pójdzie i to kupisz. I w dupie będziesz mieć ciąg dalszy. Tobie się należy. Ale Ty masz szczęście. W odróżnieniu od tych dzieci, masz cholerne szczęście, że urodziłeś się tu, a nie tam. Urodziłeś się w dobie sklepów, dobrobytu, jedzenia, wolności. Trzeba tylko ruszyć te 4 litery i zapracować na to, czego chcesz. Ty masz możliwość, one nie mają. Tobie, gdy podejmiesz wysiłek, uda się. One mogą próbować, ale i tak nic z tego nie będzie.

Nie potrafimy cieszyć się z drobnych rzeczy. Z pięknego dnia, z ciepła, bo palą dobrze w bloku. Z nowej pralki, która za Ciebie wypierze a Ty się rozwalisz na kanapie i będziesz sobie leżeć. Z chleba, którego masz w sklepach tyle, że nigdy nie przejesz. Z pietruszki, która wyrośnie Ci w ogródku, bo nie mieszkasz nas skutej skwarem pustyni, na której tylko głód i beznadzieja.


Czas się ogarnąć


Masz cholernie dużo powodów do tego, żeby się cieszyć. Żeby wyszczerzyć te zęby, które bądź co bądź, ale na NFZ Ci trochę załatają. Kto załata tym dzieciom? Kto da im choć koszulkę, by mogły się osłonić od wieczornego wiatru? Gdziekolwiek się ruszysz, widzisz piękno czasów, w których przyszło Ci żyć. Drogi, sklepy, kościoły, parki, szkoły. Cywilizację. Szansę na przetrwanie i to nawet na dobre życie, jeżeli tylko chcesz i zbierzesz się w sobie.

Ludzie tego nie rozumieją, dopóki się nimi nie wstrząśnie. Dopóki nie pokaże się tego drugiego oblicza, które mogło przecież dotyczyć każdego z nas. Bez porównania nie ma zrozumienia. Tylko my wolimy odwracać wzrok. Wolimy nadal kisić się w tej swojej polaczkowatości, że byleby pojęczeć i zrobi się lepiej. Nie zrobi się, rozumiesz?

To Ci nic nie da. To chamstwo i skurwysyństwo, stękać tak ciągle, kiedy tyle masz.

Pamiętaj: ilekroć kupisz sobie coś, ilekroć dostaniesz, wspomnij tę dwójkę dzieci. Wspomnij ich i uciesz się z tego, że coś masz. Czuj tę radość, bo bez niej nie będziesz żył naprawdę. Nie dasz rady starać się o coś, nie dostrzegając efektów, jakie już udało Ci się zdobyć. Dziękowanie, to docenianie dnia dzisiejszego i tego, co mamy, ma ogromną moc. Ono zmienia świat i nie tylko Twój, ale wszystkich wokoło.

To docenianie wprowadza Cię na inne wibracje. Pozwala Ci szybko i skutecznie zmienić swoje postrzeganie, zmienić to, jak odbierasz otaczający świat. To zrozumienie, że masz, a mógłbyś nie mieć, sprawia, że czujesz respekt i wdzięczność. Pozwala Ci iść dalej w radości, a nic nie jest zbudowane lepiej, jak to, co buduje się z uśmiechem.

Im więcej doceniasz, tym więcej masz powodów do doceniania. Nie ma innej opcji. Im więcej stękasz, tym więcej dostaniesz tego, na co trzeba stękać. Proste jak budowa cepa. Tak proste, że musisz załapać.

1 komentarz:

  1. Załapałam! Dzięki za zastryk energii na dzisiaj;) Myślę, że długo podziała!

    Yoola

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.