Nie mów mi, że nie ma Boga, bo to znaczy, że nie istniejemy

października 02, 2017

Jeżeli przyszedłeś tu po prawdę objawioną, to mówię od razu, że jej nie znajdziesz. Nie znajdziesz ostatecznej odpowiedzi, tylko subiektywne przekonanie. Przekonanie kogoś, kto obserwuje, ocenia, doświadcza i wyciąga wnioski. Mój wniosek jest prosty – Bóg jest. Nie jesteśmy sami.

Szczerze Ci powiem, że gdzieś mam, czy stworzył nas bezpośrednio Bóg, czy jakaś pozaziemska rasa, której to nakazał. To nie ma dla mnie znaczenia. Chociaż w sumie może i ma, ale tutaj jest bez wpływu na sprawę. Nie liczy się jak, liczy się, że w ogóle.

Patrzysz codziennie, nie widzisz nigdy


Spójrz na świat. Teraz. Gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz, rozejrzyj się. Spójrz na swoją rękę. Tak bardzo blisko, aż uda Ci się dostrzec najmniejsze włoski, pory skóry i kolor każdej żyłki. Tam w środku tętni życie. Tam buzuje cały makrokosmos. Tam kipi energia życia, a komórki jak dzielni żołnierze zakasują rękawy do pracy, nie pytając o L4 czy podwyżkę. Tam nikt nie sprzeciwia się woli życia.

Te komórki, każda z tych maleńkich komórek to prawdziwa fabryka. Tam się trawi, wydala, produkuje energię, zarządza, naprawia, wydaje rozkazy i je wykonuje. Jeżeli jeden pracownik pada, leczy się go lub zastępuje innym. Jeżeli coś idzie nie tak, zwołuje się posiedzenie rady nadzorczej, wybiera nowe metody i wdraża. Jeżeli zrobisz sobie kuku, to obok rany zbiera się armia komórek gotowych pójść na śmierć za to, by Cię ocalić. Nie giną wszystkie, nie krzepnie Ci cała krew, a jedynie ta w obrębie rany. Tam nikt się nie myli, nie pyskuje, nie zasypia, nie spóźnia się i nie protestuje. Tam wszyscy pracują dla Ciebie.

Każda komórka komunikuje się z inną i ze światem zewnętrznym. Wszystkie pracują ze sobą niczym armia – niezwyciężeni wojownicy, którzy bronią bastionu życia dopóty, dopóki nie wydadzą ostatniego tchnienia. Heroicznie podtrzymują to, do czego zostały stworzone. Robią rzeczy wielkie, choć w małej skali. Są całym makro i mikrokosmosem. Są wszystkim. Są tak potężne i piękne, że nie sposób sobie tego wyobrazić. Pomagają sobie, nie pytają dlaczego, nie miewają gorszych dni – nie mogą.

Skąd ta mała komóreczka wie, czy ma się stać komórką oka, czy serca? Jak ma działać, gdzie ma pójść i co robić? Jak z tej jednej komórki powstaje życie tak wspaniałe, że tęgie umysły załamują ręce? No jak?

Mówisz, że za wszystko odpowiada mózg. Ok, ale jak Ci usuną połowę, tę, która odpowiada za chodzenie czy mowę, to jej funkcje przejmie inna część. Dostosuje się. Zaprogramowano jej mądrość. Wgrano jej ustawienia wyższe, niż te, których można by się spodziewać. Ty patrzysz na siebie tak zwyczajnie. Spójrz na siebie jak biolog. Spójrz jak genetyk i wryje Cię w ziemię, bo okaże się, że oto patrzysz na niemożliwe, a jednak je widzisz.

Spójrz na innych ludzi, na zwierzęta, na góry, morza, lasy, oceany. Spójrz w niebo, spójrz w głębie wód, których się tak obawiasz. Ogarnij to wszystko i powiedz mi, że nie ma Boga…

Nie możesz.

Nie możesz, bo wiesz, że nie ma takiej siły, która zdołałaby sama z siebie, z taką precyzją, z taką gracją, z takim polotem i takim zmysłem przewidywania. Nie ma takiej siły, która zrodziłaby nas z niczego. I nie ma takiego czasu, który pozwoliłby ewolucji być tak bezbłędną. Tak dobrać, zaprogramować, ustawić, wykorzystać, przetestować i wdrożyć.

To się nie zrobiło samo


Jeżeli Boga nie ma, to nie istniejemy. Jeżeli go nie ma, to nam się tylko wydaje, że żyjemy. Ale jesteśmy, a to oznacza, że on jest. Jest wszędzie. We wszystkim. W każdej kropli Twojej krwi. W każdym oddechu, który wciągasz i wypuszczasz. Jest w każdym centymetrze trawy, po której chodzisz, w każdym nerwie liścia, który spada Ci pod stopy. Jest w każdym promieniu słońca, w każdym ziarnie piasku, w każdym mililitrze wody.

Nie siedzi gdzieś tam w górze i nie czesze brody, patrząc na nas i myśląc:


Hmmm, no tak średnio mi wyszło…

Jest tutaj. Jest wszystkim, zarządza wszystkim. My szukamy go jak idioci gdzieś w górze. Modlimy się do Boga, który jak nam się wydaje, zostawił nas i poleciał z Ryanairem na wakacje do Egiptu. Albo na jakieś inne Bora Bora. Jak do niego mówimy, to podnosimy oczu ku górze. A może wystarczy spojrzeć w dół? Przemówić do swojej ręki, do tego kwiatka, który nam rośnie na balkonie, do tej rybki, która pływa nam w akwarium albo do tego deszczu, który moczy nam włosy?


Może wystarczy poczuć, że on nie tylko jest, ale w dodatku jest tutaj. Zawsze blisko, chociaż bardzo cicho. Zawsze intensywnie, choć tak delikatnie. I mówi do nas cały czas. Przemawia do nas śpiewem ptaków, płaczem dziecka i naszym własnym głosem. I jak pytamy, to daje nam odpowiedź, tylko my jej nie widzimy, bo jest taka oczywista. Ale on nie może objawić się w konkretnej postaci, bo każdy wyobraża go sobie inaczej. I jeżeli przyjmie konkretną postać, to inni powiedzą, że to była mara, bo Bóg nie tak wygląda.

Bóg się nie miesza. Nie po to dał wolną wolę, żeby później kombinować. Dał grabki, dał łopatki, usypał piaskownicę i powiedział:

Bawcie się. Nic złego i tak nie może się wam stać. Róbta, co chceta. Na tym polega życie.

Więc on musi być wszystkim. I jest wszystkim. I jest Tobą i mną, i tym, co kochasz, i tym, czego nienawidzisz. Bo dla Boga nie ma rzeczy miłej i niemiłej, gdyż stworzył wszystko. A skoro stworzył wszystko, to nie dla żartu, ale dlatego, że chciał. Że było to potrzebne.

I on jest. Bo jeśli nie, to Ciebie też nie ma. A przecież jesteś...

1 komentarz:

Obsługiwane przez usługę Blogger.