Największa siła tkwi w największym strachu

października 31, 2017

Czasami bała się pająków, które mogą wyjść spod łóżka i choć wcale ich tam nie było i nic nie mogły jej zrobić, bała się. Innym razem bała się powiedzieć NIE, bo co by inni pomyśleli? Bywały też chwile, kiedy bała się żyć i to był w sumie największy strach. Ale w nim tkwi siła. Im bardziej się boisz, tym więcej masz tej siły.

Jaki jest Twój strach?


Nie ma ludzi, którzy niczego się nie boją. Wiesz, skąd wiem? Bo gdyby nie mieli strachu, to nie byłoby dla nas ludzi rzeczy nieosiągalnych. Każdy ma jakiś strach. Mniejszy lub większy, ale ma. I chociaż nie chce się do niego przyznać i udaje, że on to taki fifa rafa – ma ten strach. Tam głęboko, jak taka dżdżownica, wierci go to w bebechach i trzyma przy ziemi. To taki czynnik, który blokuje wyrastanie skrzydeł. Wystraszysz się, to dziadostwo wydziela się do krwi, równowaga jest zaburzona i kaniec filma – nie rosną. A Ty czekasz i czekasz, bo w sumie wydawało Ci się, że w tym wieku to już skrzydła wyrastają. Co jest grane? Wybrakowany egzemplarz, czy co?

A gdzie tam. To po prostu ten strach.

Aśka bała się, że straci pracę. Nigdy nie przyszło jej do głowy, że to w sumie fajnie może być stracić robotę, bo zbierasz się w sobie i znajdziesz lepszą. A jak nie stracisz, to nie masz okazji znaleźć lepszej.

Grzegorz bał się, że odejdzie od niego żona. Tak się w tym strachu zatracił, że zamiast cieszyć się tym, że ją ma, zaczął świrować i kontrolować a ona odeszła.

Maja bała się, że nie da sobie rady z dzieckiem i nigdy się nie na nie zdecydowała. Jak świętowała pięćdziesiątkę, zamiast szampana lały się łzy, bo strach tak hamował, że teraz już za późno.


Każdy ma jakiś strach. Coś takiego, przed czym mógłby się bronić rękami i nogami, wzywać Boga na pomoc i zrobić komuś z dupy jesień średniowiecza. I myślimy, że ten strach nas osłabia. Że on sprawia, że stajemy się bezbronni jak myszy na kartoflisku. I że jak przyjdzie powód naszego strachu, to będzie płacz i zgrzytanie zębów a później spadnie kometa, dupnie w to wszystko i będą wynajdywać koło od nowa.

Tymczasem nie. Największa siła tkwi w największym strachu. Bo jak się boisz i jak się bronisz, to jest Ci wszystko jedno. I wtedy taka pierwotna moc się wytwarza i taka determinacja, że sam jeden myślisz, że da się tę kometę zatrzymać. W tym właśnie miejscu, w którym jest Twój największy strach, kryją się ogromne pokłady życiowej mocy, które wystarczy tylko odblokować.

Zlokalizuj strach, a dowiesz się, co doda Ci mocy i skąd ona przyjdzie. Znajdź największą obawę, a okaże się, że wyeliminowanie jej, będzie jak turbo doładowanie. Dosłownie jak odpalenie silników rakiety kosmicznej. Stach zagnieżdża się w tym obszarze, który jest najsilniejszy i który mógłby potencjalnie dodać Ci sił, energii, radości, motywacji i dać szczęście. Jeśli tego nie czujesz, to znaczy, że gdzieś tkwi strach i tak jak korek w wannie, przytyka jakiś kanał, a w tym kanale buzuje i im bardziej buzuje, tym strach musi być większy, żeby kanał przytkać.

Więc tam, gdzie strach rośnie, gdzie się potęguje, możesz znaleźć dużo siły. W tym aspekcie życia, który jest tak newralgiczny, tkwi potencjał.

Dawaj na przykładzie


Edek wiedzie chujowe życie. A po prawdzie, to bardziej mu się nie wiedzie, niż wiedzie. Ale Edek ma pomysł. Taki naprawdę rewolucyjny, tylko wszyscy mówią Edkowi, że on się chyba z baranem na łby zamienił, bo to się nie może udać. I Edek wie, że pewnie się nie uda i boi się konsekwencji jak diabli. Aż go skręca z tego strachu, ale w sumie myśli sobie, że co mu zostało. I tak kiedyś umrze, więc może jednak spróbuje. Do ostatniej chwili się waha. I chce i strasznie się boi. I już zaczyna, ale się cofa i jak ten strach zaczyna go prawie wpierdalać żywcem, mówi:


Dobra, robię to.

I Edek włazi w paszczę lwa. Daje kroka na grunt, który miał być przegrany. Na grunt, który miał być trzęsawiskiem pełnym zjaw i potworów, zimna i beznadziei. A tu się nagle okazuje, że nie. Jest trochę grząsko, czasami wieje, w sumie to się już kilka razy wywalił, ale jakoś podniósł. Może iść dalej i świat się nie skończył. Przekroczył granicę strachu. Wygrał z nim i uwolnił coś, co do tej pory było poza jego zasięgiem.


Edkowi się wiedzie. Teraz to jest mu dobrze. Może nie jak w bajce. Może nie ma różowych jednorożców, krain mlekiem i miodem płynących, ale jest różnica między tym, co teraz, a tym, co kiedyś. I wszyscy widzą tę różnicę. Nawet ci, którzy mówili wtedy, że to będzie koniec Edka i szkoda chłopa.

Edek wyciągnął kurek i dał się wciągnąć w tę rurę z nadzieją, że w sumie, co by nie było na końcu, to jednak warto zobaczyć. Uwalniając największy strach, uwolnił potencjał. Przekierował energię w inny sektor i teraz go wspiera. I on wie już, że warto ryzykować, bo niezbadane są te wyroki boskie, jak to ksiądz mówił na ambonie.

Często uciekamy od strachu, sądząc, że tam się kryje coś złego. A gdyby tak stwierdzić, że ten strach to jest jak zeschnięta warstwa na serze. Ścinasz tę warstwę a pod spodem dobre jedzonko. Jak brzydki kożuch na kakao. Zdejmujesz kożuch a pod spodem piciu. No jak zajebiście. I co, było tak strasznie? Nie. Wystarczyło zrobić tylko jeden mały krok. Zdjąć kożuch albo ściąć gównianą warstwę sera i szał normalnie. Teraz to będzie zabawa.

Tkwimy tuż nad powierzchnią strachu. Balansujemy nad nim, jak nad czymś, co ma nas zjeść, a może to jest w ogóle nieprawda? Może to jest taka życiowa podpucha dla tych śmiałych i tych, którzy dadzą się nabrać? Kto zajrzy pod strach, ten się przekona. W sumie pod każdym strachem może być coś innego, więc trzeba własny sprawdzić. Nie dawać wiary innym – zajrzeć pod kocyk, ocenić i wyciągnąć wnioski. A jak kto ma odwagę, to całkiem zerwać ten kocyk i znaleźć pod nim swoją siłę.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.