Ludzie pomogą Ci spełniać marzenia. Ludzie nie są tacy, jak myślisz

października 20, 2017

Po kefir rano byłam. I jeszcze po kilka innych pierdół. I wiesz co? Natchnęło mnie. Natchnienie jest wszędzie. Trzeba tylko wyleźć z domu i voilaaaaa – jest! Nawet do głupiego sklepu warto wyjść i słuchać. Rozmawiać i słuchać. Trochę Ci dziś o tym poopowiadam. Tak pozytywnie. Na weekend i do wdrożenia od razu.

Co Ci mówili o ludziach?


Odkąd pamiętam, słyszałam:

- Ludzie to świnie.
- Ludzie są źli.
- Ludzie są zepsuci.
- Ludzie myślą tylko o sobie.

Ok, można by przyjąć, że tak po części jest. Tylko po części, bo ludzie w głębi duszy są dobrzy. Nie mogą być źli w tej pierwotnej formie. Są źli w fizyczności, w postępowaniu, w decyzjach, ale intencje mają zwykle dobre, a nawet jak niedobre, to jest tak taka głębsza warstwa, że czemuś to służy. Zresztą wiesz.

Zawsze mówią nam, żeby obcym nie ufać. Żeby się z obcymi nie zadawać. Żeby się nie spoufalać i w ogóle to nikogo nie wolno ufać, bo każdy może przyjść, ugryźć Cię w zadek i będzie płacz. A kąsać potrafią. No niby tak, ale dlatego, że na to się właśnie nastawiasz. Boisz się obcych i spodziewasz po nich najgorszego, no więc tacy w stosunku do Ciebie są. Akcja musi odpowiadać oczekiwaniom, żeby nie było za dużych zbieżności. Skoro z góry nastawisz się, że ten albo tamten to są takie skurwysyny, to uwierz mi, że dla Ciebie będą a dla innych, jak anioły. I Ty wtedy powiesz:

A nie mówiłem? Chuj.

No nie do końca. Ludzie są elastyczni. Jak spodziewasz się po nich ciosu, to Ci go zadadzą. Zresztą, jak się nie spodziewasz, to czasem też :)
Ja nie o tym.

Jestem sobie dzisiaj w tym sklepie. Taki sobie podmiejski markecik. Napchane, wszystko szybko. Siata, kasa, drzwi, do widzenia. Zbliżam się do kasy z moim koszykiem a tam Pani. Znowu ta sama od kilku dni. Znowu tak samo zakatarzona. Odwraca się w kierunku alkoholi wysokoprocentowych i wydmuchuje nosek. Raz za razem i przypominam sobie, że dwa dni temu było tak samo i w sumie tydzień temu też. Nabija mi zakupy na czytnik, a ja mówię coś w stylu:

Ta jesień nikomu nie daje żyć. Wszyscy zakatarzeni.

I Pani się ożywia. Ktoś się nią zainteresował. Nagle zmienia minę ze smutnej i zmęczonej, na zainteresowaną. Kasuje zakupy dalej i wywiązuje się krótka rozmowa. Suma summarum dochodzimy do tego, że kiedyś to nie było alergii, chorób, raka i w ogóle było lepiej. Zakupy skasowane. Pani mnie przyjemnie i miło obsługuje. Mówi:

Ma Pani kartę na punkty? Bo pamiętam, że chyba Pani ma.

Mam, więc daję.

Pik, pik, pik, pik, zaakceptuj. Pin poprawny, dostaję paragon i się zbieram a Pani na do mnie:

Dziękuję, miłego dnia.

Z takim uśmiechem. Z taką prawdziwą, cholerną szczerością, której tam nigdy nie uświadczyłam. Uśmiecham się, życząc tego samego, wychodzę i myślę.


Mijamy ludzi codziennie. Pomagają nam albo nas wkurwiają. Wymieniamy sobie grzecznościowe „dzień dobry” z musu, ale nie obchodzi nas drugi człowiek. My też go nie obchodzimy, bo każdy z nas ma tyle własnych problemów, że nawet nie ma kiedyś zastanawiać się nad innymi. I tracimy przez to okazje.

Bo nagle okazuje się, że wystarczy okazać człowiekowi minimum zainteresowania. Potraktować go po ludzku, a nie jak robota, który skasuje nam zakupy i rzuci paragon. Wystarczy się kimś zainteresować, spytać go o coś, wymienić z nim kilka głupich zdań i jego postawa się zmienia. Nagle robi się miły. Pomaga Ci, życzy Ci miłego dnia. Lubi Cię. I Ty jego też lubisz. Przedtem był dla Ciebie twarzą z oczami i buzią, która wypowiadała ciągle te same kwestie. Teraz, ta krótka wymiana zdań sprawia, że łapiecie nić porozumienia, coś między wami powstaje. To takie fajne.


Moja przyjaciółka ostatnio przeprowadzała się na nowe miejsce. Było jej ciężko. Niewiele miała. Stwierdziłam, że skoro mi nie ubędzie, mogę jej pomóc. Kupiłam kilka rzeczy do domu – ot takie pierdółki – szklanki, talerze. Przyjechałam myć okna, zamiatać i wieszać firanki. Pomogłam, bo korona by mi z głowy nie spadła, a ktoś jej pomóc musiał. Wysłuchałam problemów, wypiłam kawę, pokiwałam głową, pocieszyłam.

Usłyszałam później:

Wiesz, ja mam w życiu tylko Ewcię (córeczka), Marka (mąż) i Ciebie. Tylko na was mogę liczyć.

Pomyślałam sobie, że szlag z tymi materialnymi rzeczami, z tym wszystkim, na czym nam zbywa, a co możemy dać innym. Czasami tak niewiele trzeba, żeby ktoś widział w Ciebie jedną z najbliższym mu na świecie osób.

Jak tylko będziesz kiedyś czegoś potrzebować, to przyjdź. Jak tylko będę mogła, to pomogę – usłyszałam.

I wiem, że tak by było. Przyszłabym i by pomogła, bo ja pomogłam jej.

Każdy czegoś takiego doświadcza, ale nie każdy to widzi. Każdemu świat daje ludzi, z którymi zachodzi wymiana: dobre słowo za dobre słowo, pomoc za pomoc.

Trzeba tylko nie być taką zamkniętą w sobie pipą. Nie liczyć na wdzięczność. Nie nastawiać się na to, żeby coś dać, ale później wziąć w zamian, tylko zrobić tak po prostu. Ktoś kiedyś też przyjdzie i zrobi Ci „tak po prostu”. Ten sam albo inny, bo tutaj nic nie ginie. Wszystko się zapisuje.

Zrób coś dla kogoś a on zrobi dla Ciebie


Widzimy w ludziach przeszkody. Widzimy kłody na drodze do naszego celu. Przeciwności, które uprzykrzają nam życie, a to błąd. Trzeba widzieć w ludziach niesamowite okazje. Taką transakcję wiązaną, gdzie każdy wygrywa. Ty dasz zainteresowanie, a ktoś Tobie pomoc. Nigdy nie wiesz, czy to podniesienie upuszczonej książki na ulicy nie będzie początkiem czegoś pięknego. Nigdy nie wiesz, czy ta dziewczyna, która upuszcza książkę, nie jest czasem córką kogoś, kto otworzy Ci drzwi do kariery. Albo czy ten chłopak, który tak samotnie wybiera w sklepie prezent dla swojej mamy, nie jest przypadkiem Twoim przyszłym mężem.

Tylko my wolimy przejść obojętnie. Nie patrzeć. Nie pomóc. Nie odezwać się. I tracimy szanse. A ludzie, jak takie małe magiczne chochliczki, wyskakują tam, gdzie są potrzebni i gdzie jest sens wyskoczyć. Okazanie im tego minimum zainteresowania, prosta pomoc, kiedy nam nie ubędzie, a u nich wszystko zmieni – nigdy nie wiesz, co może z tego wyjść.

Być może nic a może piękne rzeczy. Ludzie naprawdę pomogą Ci spełniać marzenia. Tak jak pomogli mi i wielu innym. Najpierw ja zrobiłam coś dla nich, później oni coś dla mnie i zaczął się proces. I tak po nitce do kłębka, okazało się, że gdyby nie ten czy tamten, to tego czy tamtego bym nigdy nie miała.

Zachowujemy się czasami tak, jakbyśmy żyli na świecie sami i w sumie czasami tak trzeba. Ale jednak inni są i ich obecność może wiele zmienić. Jeżeli dasz człowiekowi to, czego on chce, to on pomoże Ci spełnić to, czego Ty chcesz. A jak nie on, to ktoś inny, ale liczba będzie się zgadzać. Jeśli zamkniesz się na innych, oni zamknąć się na Ciebie. A samemu to sobie możesz tylko w nosie pogrzebać.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.