Krótka historia buraka - kupujesz, sprzedajesz, czy jesteś?

października 03, 2017

Mieszkam na pięknej wsi. Dosłownie w dziurze zabitej dechami, na odludziu, do którego nawet autobus nie jeździ. Mam piękny ogródek i las parę kroków od domu. Mam spokój i czyste powietrze. Jestem ze wsi i ogóle się tego nie wstydzę. Bo czy to wieś czy miasto – wszystko ludzie.

Ze wsi? To gorszy sort ludzi jest


Ile to razy uśmiecham się z ironią, gdy słyszę, że temu a temu to się nie udało, bo on ze wsi jest. Bo gówno widział i na gównie się ślizgał, zamiast wielkiego świata zażywać. Robię sobie wtedy coś do picia i rozsiadam się przy takim delikwencie, z rozkoszą napawając się tymi pierdołami, które pociska, a pociski lecą – uwierz mi – pierwszego sortu.


Ze wsi przyjechał. Jak Warszawę zobaczył, to mu odbiło, ale co on tam zwojuje, to jest inny świat.


No bo wiesz, człowiek ze wsi wyjdzie, ale wieś z człowieka nigdy.


Nawiózł tutaj tego swojego wiejskiego gnoju i myśli, że błyszczy.

Dobre, nie? Kobyła by się uśmiała a potem kopytami nakryła. Oczywiście ta kobyła ze wsi, bo gdzie kuń w mieście?

U nas na miastowych też się jedzie:


Patrzcie ją, z miasta Pani przyjechała, jaka odjebana, żeby czasami gdzie w szambo nie wpadła w tych bucikach.


Co oni tam wiedzą, ci miastowi, jak życie wygląda. Do Kauflanda se pójdą i myślą, że kartofle to w fabryce robią.

Lubimy się tak żreć. Miasto wsi dowala, a wieś miastu i każdy jest święcie przekonany, że:

A) Tamtym to się lepiej żyje.
B) U nas to jest trudniej i co tamci mogą rozumieć.

Wieś płacze, że musi ciężko pracować, a miastowi to siedzą za biurkami, pachnie im, czysto mają i niczym się nie przejmują. Miasto płacze, że smog, że wandale, a na wsi to jest życie – wychodzisz a tu od lasu pachnie i tak właściwie, to niczym się nie musisz przejmować.

???

Tylko że jakby tak spojrzeć na to z góry, to jedni i drudzy mają tak samo przejebane. Bo w sumie nieważne, gdzie trafisz, życie zawsze idzie tam za Tobą. Nie jest istotne, czy hasasz sobie po zielonej łące, kiedy w sercu masz wiele problemów, które je niszczą, czy kroczysz po zadbanej alei centrum miasta, kiedy wiesz, że za chwilę musisz się zmierzyć z najtrudniejszym wyzwaniem swojego życia.

Nie ma znaczenia, czy przerzucasz buraki na polu, czy biegniesz do szefa z miesięcznym raportem. W jednym i drugim miejscu jest taki sam strach. Czy buraki nie zgniją? Czy mnie z roboty nie wypierdolą?

Myślimy, że tam gdzieś ludzie mają lepiej. No bo wiesz, wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. W czyimś to się zawsze najwięcej zalet widzi, bo się tego nie zna. Rolnik kopiący buraki ma w życiu tak samo przejebane, jak Pani prezes, która właśnie będzie negocjować z kontrahentem.

Jaka to różnica, że na jednym brudne gacie, a na drugim markowa garsonka? Jakie to ma znaczenie, czy praca czysta, czy brudna? Pani prezes wróci z negocjacji i zechce zjeść obiad. A tam na obiad buraczki – bo lubi. Rolnik zechce swoje buraki sprzedać – będzie mógł, bo Pani prezes podpisała umowę na odbiór.

W jednym i drugim przypadku życie sprowadzi się do tego samego – do buraków, które jeden weźmie a drugi sprzeda. Do współpracy, bez której jednego i drugiego by nie było.
Bo to jest wszystko jedno, czy to wieś, czy miasto. Jeden chuj, gdzie się rodzisz, bo i tak możesz w sumie tyle samo, co inni. Jan się z miasta wyprowadzi, bo mu na klatce w bloku burdel robią. Zosia ze wsi ucieknie, bo jej gnojem przed bramą smrodzą. Tylko się zamienią. Bilans pozostanie taki sam.

Nie rozumiem tego dowalania sobie, że ty to masz lepiej, bo z miasta czy ze wsi jesteś. A ja to mam tak ciężko, bo… i tutaj sobie wymień. Tak jakbyśmy przynajmniej żyli na innych planetach i jedni skrzydła dostali a inni płetwy.

Tylko że to nie ma tak, że gdzieś jest ewidentnie dobrze, a gdzie indziej ewidentnie źle. To nie jest tak, że zapach perfumerii jest lepszy od zapachu wiejskiego zagonka. To nie jest tak, że dom na wsi jest zawsze lepszy od kawalerki w zasranej dzielnicy miasta.

Nie ma tak, że miastowy to lepszy, albo że wsiowy to pan. Na pewno nie jest tak, że komuś czegoś dano więcej, a drugiemu poskąpiono, bo tak jeden się może z drugim zamienić, jak i na odwrót. Tylko dziw bierze, że ani miasta puste nie zostały ani ze wsi wszyscy nie uciekli.

Jednak zróżnicowanie musi być. Każdy jakiś musi być. Jeden miastowy, drugi wsiowy.

Wszystko ludzie.

Tak moja miastowa Pani i miastowy Panie.

Tak mój wiejski towarzyszu i wiejska towarzyszko.

Wszystko ludzie. Kwestia tylko kto buraka sprzedaje, kto buraka kupuje albo kto burakiem jest.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.