Jak trenować nieprzejmowanie się opinią tych, którzy chcą podkopać Twoje marzenia i cele? Wersja ekstremalna

października 14, 2017

Możesz mi mówić, że Ty masz w nosie, co kto o Tobie myśli, ale kogo Ty chcesz oszukać? Mnie? Nie. Tutaj jesteśmy ze sobą szczerzy. Tutaj nie wciskamy sobie kitów, tylko mówimy, jak jest. Przejmujesz się tym. Myślisz o tym. Starasz się być dobrze postrzegany i czasami spalasz się w tym. No to potrenujemy, jak się nie spalać albo jak się tak palić, żeby się nie uszkodzić.

Przejmuję się tym, co myślą o mnie inni


Przejmujesz się. Rano się czeszesz nie tylko dla siebie, ale też po to, żeby się ludzie z Ciebie nie śmiali. Jak sadzisz kwiatki przed domem to dla siebie, ale też dla sąsiadów, którzy mają Ci zazdrościć dobrej ręki. Jak kupujesz kieckę to nie zawsze taką, w której Ci wygodnie, tylko taką, w której dobrze wyglądasz. Inni mają Ci zazdrościć, mają podziwiać i ma im gul skoczyć.

Wiele z naszych kroków wykonujemy po to, żeby wywrzeć wrażenie na innych. I każdy – w swoim własnym trybie – przejmuje się tym, co inni powiedzą. Wchodzisz gdzieś i zastanawiasz się, jak ludzie Cię odbierają. Robisz coś i myślisz, co tamci na to powiedzą. Wiele robisz dla siebie, ale też sporo dla ludzi.

Kiedy masz we krwi perfekcjonizm i budujesz jakiś tam swój wizerunek, chcesz, żeby odbierali Cię w konkretny sposób. Robisz wszystko, by ten wizerunek podtrzymać, nawet kosztem własnych upodobań. Czasami o tym nie wiesz, ale tak jest.

W końcu stajesz w takim momencie, gdy stwierdzasz, że Ty się tym za bardzo przejmujesz. Że za wiele robisz pod ludzi, a za mało pod siebie. Że to w sumie inni narzucili Ci styl życia  i Ty nie żyjesz dla siebie, tylko dla ludzi.

Pętla Ci się zaciska. Chcesz coraz lepiej, ale już nie dajesz rady. Wiesz, co warto wtedy zrobić? Dać ciała.

Znowu będę królikiem doświadczalnym i opowiem Ci na sobie.

Lubię dbać o wygląd. No strasznie lubię dobrze wyglądać i już pal licho, że nie zawsze mi się udaje, ale się staram. No jak to baba – kiecki, paznokcie, buciki, pierdółki. Ma być ładnie. Trochę dla siebie, trochę dla ludzi. A wiesz, skąd to wiem? Bo jak w domu siedzę i nigdzie nie wychodzę, to łażę w rozciągniętym dresie. A jak gdzieś idę, to odstawiona, że mucha nie siada. No więc po co? Jasne, że dla ludzi. Też tak masz. No przyznaj się, cholera jasna. Masz, prawda? No ja wiem, ale ok, nikomu nie powiem.



Dla ładnego wyglądu zrobimy wiele. Zniesiemy duży ból i niedogodność. I ja też tak zrobiłam. Zamarzyła mi się ładna cera. No taka wiesz – pupcia niemowlaka, jak to mówią. I poszłam sobie na kwasy. Ale na takie pieruńskie, co to mordę wyżerają do żywego. Leje Ci baba kwas na twarz a ten Cię wyżera na żywca, że aż szron Ci na skórę wychodzi. Boli. Piecze. Dusisz się od oparów tego kwasu. Łzy Ci lecą. Masz ochotę to z siebie zedrzeć, ale musisz wytrzymać. I tak warstwa po warstwie nakładają Ci ten kwas, a Ty konasz. No normalnie schodzisz im tam i zaciskasz pięści, bo:

Kurwa, wytrzymam. Później będę ładna. No wytrzymam.

Dym. Jakieś światła już widzisz. Słabo się robi, ktoś Cię tam wachluje. Ktoś inny wchodzi i pyta, co się dzieje. Wytrzymujesz. Musisz. Ja wytrzymałam 6 warstw. Ponoć są takie, co i 20 dają radę. Szacun. No naprawdę szacun, bo ja po drugiej to już byłam jedną nogą w piekle.

Do meritum.

Nie dość, że nie płacą za to, tylko Ty musisz zapłacić, to wychodzisz stamtąd i wyglądasz, jak mumia. Ryj masz cały spalony, boli i piecze nieziemsko, łeb Ci pęka. Czujesz, jakbyś miał gorączkę, a to dopiero początek. Jutro będzie gorzej. To wszystko zrobi się skorupą i będziesz nosić tak przez tydzień spaloną kwasem twarz z odpadającymi kawałkami skóry, aż to wszystko dojdzie do siebie i spod spodu wyjdzie nowa skóra. Już taka piękna, wiesz, cacana.

I teraz przed Tobą tydzień, w którym albo zamkniesz się w domu (o ile możesz), albo musisz wyjść do ludzi. Oni będą patrzeć na Ciebie jak na trędowatego. Będą Cię mijać z obrzydzeniem. Będą unikać, a jak znajomi, to pytać:

Boże, co Ci się stało?

I Ty możesz powiedzieć, że nic, albo wytłumaczyć:

Dałem sobie oparzyć twarz wieloma warstwami kwasu.

No i ktoś spyta:

Ale po co?

Ty odpowiesz:

Żeby później ładnie wyglądać.

Ktoś odpowie:

Pojebało Cię?

Więc w sumie nie ma sensu tłumaczyć. Ale musisz iść po bułki do sklepu, bo coś trzeba jeść. Musisz jechać do pracy (bo załóżmy, że urlopu nie dostaniesz). No i będą patrzeć.

I teraz skaczemy w paszczę lwa


I to jest najlepsza przeprawa. To bagno, w którym nie możesz samemu spojrzeć na siebie, to najlepsza zaprawa do tego, żeby nauczyć się, jak nie przejmować się opinią innych.

No wyobraź sobie, że wyglądałam kilka dni temu jak zombi. I poszłam do pracy. I poszłam na zakupy. I do mechanika pojechałam a tam tłumy ludzi. I każdy na mnie patrzył. I każdy wysnuwał sobie własną opinię na mój temat. Ja widziałam te spojrzenia i musiałam wytrzymać.

Musisz nie brać do siebie komentarzy i dziwnych spojrzeń. Nosić głowę wysoko, tak jakby wyglądała całkiem normalnie, chociaż wiesz, że nie wygląda. Facet może tego nie zrozumieć. Kobieta zrozumie na pewno. A dla faceta znajdę porównanie, hmmm...

Słuchaj, to tak, jakby Cię wykastrowali i kazali chodzić po mieście bez spodni. I wszyscy będą widzieć, a Ty musisz się czuć z tymi spojrzeniami, jakby wszystko było ok. Teraz czaisz? Lekko nie jest.

Jeżeli zdarza Ci się coś, co rujnuje Twoją walkę o dobre postrzeganie, zobacz w tym wspaniałą szansę. Nic nie uczy tak, jak błędy. Nic nie daje tyle, ile doświadczenie. Jak boisz się opinii innych, to zrób coś, co Cię na nią skaże. Pomyślisz, że gadam głupoty. W sumie ok, ale wyjście ze strefy komfortu i rzucenie się samemu na tę hordę wojska da Ci jedno: albo Cię powalą i będzie po interesie, albo tak się zahartujesz, że ich wciągniesz jedną dziurką od nosa.

Nie nauczysz się nie przejmować opinią innych, jeżeli nie zaczniesz się świadomie na nią wystawiać. Po jednym, drugim czy trzecim (albo dziesiątym) razie zauważysz, że to, iż ktoś gada, w żaden sposób na Ciebie nie wpływa, jeżeli sam na to nie pozwolisz.

Trzeba mieć wysokie poczucie własnej wartości bez względu na to, co mamy i jak wyglądamy. Bo to nie skóra nas determinuje tak naprawdę ani nie ciuchy czy samochód. W ujęciu powierzchownym tak, bo ocenią Cię po tym, co masz i jak wyglądasz. Ale jako człowieka determinuje Cię co innego – wnętrze, nie wdzianko. Bo wdzianko to jest pokrowiec. I tak jak etui na telefon, ono ma za zadanie chronić coś ważniejszego.

I teraz jest kwestia tego typu, czy uznasz, że ta powierzchowność to jest wszystko, co masz, czy zrozumiesz, że to tylko etui. Nie unikniemy starania się dla innych. Nie ma bata. Ale możemy uniknąć przejmowania się tym, co ci inni powiedzą. Tylko trzeba najpierw wskoczyć w ogień. Nigdy się nie zahartujesz, jak się raz nie zarazisz jakimś wirusem i nie wytworzysz przeciwciał. No więc najlepszy sposób na to, żeby nie przejmować się opinią innych, to narazić się na nią i zobaczyć, że ona nic nie zmienia.

Na spokojnie to sobie przetrawić, zobaczyć w tym siebie. Stanąć w tu i teraz. Zdać sobie sprawę z sytuacji i mieć gdzieś.

 

I morał


A żeby morał był i happy end z tego wszystkiego, to po kilku dniach byłam jak nowa. I ci, którzy pytali tak dziwnie spojrzeniami, przemówili w końcu naprawdę:

Wow, super wyglądasz. Co Ty zrobiłaś?

To, na co tak ostatnio patrzyłeś. I to, za co ostatnio mnie tak oceniłeś, pamiętasz?

I następuje cisza.

I ta cisza jest jak zdobycie Mount Everestu, bo wiesz, że mimo ocen zrobiłeś coś po swojemu i masz efekt. Jesteś sobą, nic złego się nie stało, a ci, którzy oceniali, teraz spuszczają głowy ze wstydu. Ale Ty masz to w dupie, bo wtedy wcale się tym nie przejmowałeś.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.