Cokolwiek czujesz – po to tu przyszedłeś

października 01, 2017

Zadajemy pytanie „dlaczego?”. Dlaczego coś się stało? Dlaczego mnie to spotkało? Dlaczego tak, a nie inaczej? Ciągle pytamy o przyczynę tego, co jest. O źródło pewnych doświadczeń. I w sumie nieważne, jakie jest, bo cokolwiek czujemy, po to właśnie tu przyszliśmy.

Ilekroć stało mi się coś złego, pytałam samą siebie i boga, świat, przeznaczenie, i wszystko wokoło: dlaczego? Dlaczego tak się dzieje, mimo że się staram? Dlaczego wszystkie znaki na ziemi i niebie mówią, że będzie dobrze, podczas gdy efekt jest taki, że jest źle? Co robię nie tak? Gdzie popełniam błąd? Dlaczego ja – chciałoby się powtórzyć za tym głupim programem.

Każdy miał coś przeżyć


Wierzę, że przychodzimy tutaj, żeby coś przeżyć. Żeby czegoś doświadczyć, poznać różne aspekty zła i dobra. Różne aspekty powodzenia i porażek. Po co? Żeby odnaleźć siebie albo żeby przypomnieć sobie, kim jesteśmy, jak to opisano w RzB. I żeby to zrobić, musimy doświadczać. Musimy być wszystkim – i uśmiechem, i grymasem. I słońcem i ciemnością. Musimy dostać i stracić. Znaleźć i zgubić.

I zrozumienia tego dodała mi Tresura Matrixa. Bo jakoś tak się okazało, że jest sens w tym wszystkim, co przeżywam i co Ty przeżywasz. Jeżeli przyjąć, że nasze dusze przyszły tu właśnie w celu doświadczania, nic nie jest dziwne i niepotrzebne. Wszystko ma swój cel. I trzeba stanąć przed faktem, że cokolwiek teraz czujesz, po to tu przyszedłeś. Po to się tu znalazłeś, żeby to poczuć i to nie dlatego, że ktoś tak chciał, ale dlatego, że Ty tak chciałeś. Nie na takim świadomym poziomie, jak teraz, ale na poziomie duszy.

Dusza powiedziała:

Ok, byłam już królem, byłam gwiazdą, byłam bogatym kupcem, to teraz może stanę się zwykłym człowiekiem i poznam, jak to jest walczyć ze światem? Przeżyje to, doświadczę tego i będę mieć porównanie. Ja wiem, że nie zginę naprawdę i że nieważne co mi się stanie, to i tak będę. Bo jestem zawsze. I mogę sobie skoczyć w przepaść, a kiedyś przecież i tak się obudzę i dostanę drugą szansę. Skoro nic mi tak naprawdę nie grozi, to mogę wszystko. I przeżyję wszystko.

I przeżywa. Robi to, bo się na to zgodziła. Bo sama chciała, a nie tak, że ktoś zmusił. Bo nikt nie zmusi, jeżeli Ty sam nie dasz przyzwolenia.

I w świetle takich faktów wszystko się zmienia. Płaczesz, bo po to tu przyszedłeś, żeby to poczuć. Cieszysz się, bo i tego miałeś zaznać, a że konfiguracji jest niezliczona ilość, to możesz doświadczyć wszystkiego. Tylko że to wszystko inaczej wygląda z perspektywy każdego człowieka. Król płacze inaczej i z innych powodów niż gwiazda. Bogaty kupiec cieszy się inaczej i z innych powodów niż zwykły Kowalski. Więc trzeba zmieniać ubranko, żeby ugryźć temat od każdej strony.

Najgorsza jest ta nieustanna walka ze światem. Przeżywam coś, ale tak bardzo nie chce, więc chwytam się rękami i nogami sposobu, by dociec, dlaczego się tak dzieje. A powód może być prozaiczny – bo po to tu przyszedłeś.

Kiedy dzieje się źle, dobrze jest sobie usiąść w ciszy i powiedzieć:

Tak, chciałem tego.

Ale nie tak cedzić przez łzy, tylko szczerze sobie to powiedzieć i z pełną świadomością. Przyznać się przed samym sobą i przyjdzie pogodzenie. Walczymy między stanem obecnym i tym, co byśmy chcieli. I tak się zastanawiam, czy nie łatwiej byłoby dostać to, czego chcemy, jeżeli zgodzimy się z pełną akceptacją przyjąć to, co było do tej pory, jako integralny element tej rzeczywistości, który sami wybraliśmy i który był nam potrzeby? Jak myślisz, ma to sens?


Walka wprowadza zamęt. Człowiek pogodzony z przeszłością i teraźniejszością staje się jakiś taki wyresetowany. Kartka się oczyszcza i nareszcie mamy miejsce, by napisać na niej nowe. Dopóki jej nie wyczyścimy, gdzie ma się to nowe pomieścić? Przecież nawet jak wejdzie, to zmiesza się ze starym i tak czy inaczej, będzie kiszka.

Testuję sobie ostatnio metodę, że kiedy robi się źle, to skupiam się przez chwilę i myślę sobie:

Ok, chciałam tego, a teraz chce poznać odpowiedź, czemu miało to służyć i czy się sprawdziło?

I o dziwo podświadomość podsuwa mi zawsze jakąś odpowiedź. Czasami taką banalną – masz się nauczyć spokoju, masz zrozumieć, że nie to jest najważniejsze, masz się bardziej oszczędzać, masz poznać sprawę z drugiej strony i tak dalej.

Robi się spokojniej. Świat nadal się wali, ale tak jakby ciszej i wiem jednocześnie, że nie zawali się cały, bo z gruzów i tak wyjdzie kiedyś to, co tutaj przyszło, żeby doświadczać. I ono upomni się o swoje miejsce i znowu je gdzieś dostanie. W takim układzie, jaki będzie najlepszy.

Jest w nas taka cząstka, która wie, co robi. Wyposażono ją w mądrość większą, niż jesteśmy w stanie pojąć. Ona ma cel i ma już nakreśloną drogę. Ona nie boi się bólu czy śmierci, bo wie, że będzie kiedyś znów żywa i zagojona. Ta cząstka działa na naszą korzyść, nawet jeśli na krótką metę wydaje się, że jest odwrotnie. I ona chce czuć szczęście, a znajduje je tak we łzach, jak i w śmiechu. Bo dla niej nic nie jest złe czy dobre, czarne lub białe. Dla niej wszystko jest potrzebne. Pogodzenie się z wyborami tej cząstki może sprawić, że łatwiej będzie nam dostać to, czego chcemy. Tylko trzeba pozwolić jej działać.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.