Ty mi każesz być cukierkową, a ja tak nie mogę

września 26, 2017

Ilekroć dowalę coś, co uderza do głębi, mam feedback, że „Redaktor, weź Ty, pisz o miłych rzeczach i przyjemnych”. No wiesz, ja mogę pisać cały czas o różowych jednorożcach, ale Ty musisz mi tu teraz obiecać, że zgadzasz się na to, żebym Cię cały czas oszukiwała. Nie bardzo to takie, prawda? Nie chcesz być oszukiwany, a i ja nie chcę Cię oszukiwać.

Nie sramy tęczą i nie kichamy cukierkami Skittles (skubnij tęczy i to wcale nie jest lokowanie produktu). Czasami wejście w pozycję dobrego nie jest możliwe, jeżeli się tego złego nie zobaczy.

To tak jakby oszukiwać się na siłę: świat jest cudny, ja jestem teraz super szczęśliwy i w ogóle nie mówcie mi, że coś jest nie tak. W ten sposób nie posuwamy się do przodu, a kto stoi w miejscu, ten się cofa. To ta ucieczka od naszego cienia i od tego, co nas boli, sprawia, że tak tkwimy w jednym punkcie i nijak nie da się nic z tym zrobić. Te wszystkie techniki rozwoju osobistego można sobie o kant dupy potłuc, jeżeli nie stanie się w pozycji neutralnej i nie przyzna, że są strony dobre i złe, i że obie istnieją, i z obu trzeba sobie zdać sprawę, obie przytulić i obie jakoś ogarnąć.

Jeżeli ja ciągle od czegoś uciekam i buczę:

Nie pokazujcie mi tego, bo co to zmienia?

To ciągle uciekam i ciągle buczę.

Tak więc nie mów mi, że mam być ciągle cukierkowa i ciągle pokazywać Ci jak osiągać cele i jak robić, żeby było dobrze, ale w taki sposób, jaki Tobie wydaje się fajny. Czasami, żeby wyjść na piękna polanę, trzeba się przepierdolić przez bagno. Innej drogi nie ma. Musisz się uwalić w szlamie po samą szyję, a dopiero później wyjdziesz, umyjesz się i odpoczniesz na polanie.

Myśl tylko o tym, co dobre – jasne, ale nie odrzucaj tego, co złe


Żyjemy w wyparciu. Wszyscy każą nam wypierać, przyjmować tylko piękne wersje, piękne metody. Mało kto rozumie, że do jasnej cholery, nie jesteśmy babeczkami z marcepanu. Większość z nas ma prawdziwe problemy, z którymi trudno jest sobie poradzić, które dobijają i trzymają nas w miejscu. I nie można samemu przed sobą udawać, że:


Tego nie ma.

Dopóki to widzisz i doświadczasz, to w Twoim życiu to jest. Tylko że Ty musisz to zauważyć tak naprawdę, jako integralną część siebie i swojego doświadczenia, a nie tylko jak psią kupę, o którą się potknąłeś na spacerze. Bo nie bez powodu ten pies narobił akurat tam, gdzie szedłeś.


Możesz sobie żyć na takiej fazie, że będziesz przyjmował tylko to, co dobre. Jasne, ja Ci nie mówię, jak masz żyć. Ale czasami skonfrontowanie się z własnym lękiem, mimo że boli, daje szybszy efekt. I nie chodzi wcale o to, że przestają Ci się przydarzać złe rzeczy. Tu jest przede wszystkim kwestia tego typu, że je akceptujesz i nie wściekasz się, kiedy się znowu pojawią.

To zmiana perspektywy. Zmiana tego, jak na coś patrzysz.

Zobacz: ptak pożera muchę.

Dla ptaka: piękne święto i smaczne jedzonko.

Dla muchy: kurwa umarłam.

Dla Ciebie: a) taka ładna mucha straciła życie i b) nosz kurwa nareszcie ją zeżarł, bo zasmrodziła mi całą firankę.

Jedna rzecz a ile punktów widzenia. Tak naprawdę nie ma znaczenia, jakie co jest. Ważne to, jak na to coś patrzysz. Co w tym widzisz. I ta gra z lękami i ciemną stroną naszej osobowości to uwolnienie się z roli ptaka lub muchy i postawienie się w pozycji postronnego obserwatora, który widzi jedną i drugą stronę. I on sobie wybiera, obie rozumie, obie akceptuje jako konieczne i nie rwie sobie włosów z głowy, bo wie, że w każdej niesprawiedliwości jest sprawiedliwość i w każdej sprawiedliwości jest jakaś niesprawiedliwość.


Dopóki coś odrzucamy, to nam się przytrafia. Nie mogę być ciągle cukierkowa, bo to byłby fake. Tak samo Ty – nie możesz być jednolity i bezbarwny, bo byłbyś wtedy nieautentyczny. Oszukiwałbyś sam siebie, że jesteś tylko jedną stroną, podczas gdy jesteś dwiema.

Zauważ sytuację, w której przychodzi do Ciebie to, czego nie chcesz. To jest jakiś sygnał. Dlaczego trafiłeś na to, co Ci się nie spodobało? Dlaczego jakimś cudem wpadłeś na moje słowa, które Ci nie pasują? Co sam sobie chcesz przez to powiedzieć? Co sobie mówisz, kiedy spotykasz ludzi, którzy mają chwilowo negatywne nastawienie, podczas gdy Ty chcesz mieć pozytywne?

Co to znaczy, że nagle turla Ci się kłoda pod nogi, kiedy się już rozpędzałeś do startu? Pech? Zrządzenie losu? Złośliwość rzeczy martwych? Dlaczego chcesz mi czasami zarzucić, że przeklinam i że lepiej byłoby, gdybym pisała pięknie, słodko i naiwnie jak ci, którzy robią Ci wodę z mózgu? Lubimy słuchać kłamstw, dopóki są opakowane w piękne kolorowe papierki.

Jak ktoś nam przynosi pęto smacznej kiełbasy w PRL-owskim papierze, to je odsuwamy, nawet tego papieru nie rozwinąwszy. A może warto by było, bo czasami musi być trochę źle, by później było dobrze. A jak ktoś przyniesie gówno w papierku, to chcemy brać, a później niespodzianka – te dziady nas oszukały. To my oszukaliśmy siebie. Biorąc cukierka, musisz być przygotowany na to, że może być tam wszystko. Nie tylko to, co zadeklarowali.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.