Cokolwiek widzisz, zawsze stoisz przed lustrem

września 12, 2017

To mi się przytrafiło. On mnie skrzywdził. Ona mnie zawiodła. Oni zniszczyli mi życie. Zawsze jest coś, co nie jest Tobą, a co przyczyniło się do tego, że Ci źle. A gdyby tak przyjąć inny punkt wyjścia? Zrozumieć, że bez względu na to, na co patrzysz, zawsze stoisz przed lustrem?

To boli, bo łatwiej zrzucić na kogoś


Jak to się dzieje, że gdziekolwiek nie chcesz uciec od swoich problemów, one podążają zawsze za Tobą? Myślisz, że są winą otoczenia, więc je zmieniasz i okazuje się, że w nowym są takie same lub podobne? Wydaje Ci się, że to wina pracy, więc ją zmieniasz, a tu niespodzianka – są nadal.

Czy nie myślisz, że skoro te problemy ciągną się tak za Tobą, jak smród po gaciach, to nie przychodzą z zewnątrz, tylko z Ciebie? Ja wiem, że rękami i nogami chcesz się bronić od tego, żeby przyjąć na siebie odpowiedzialność za nie, bo jak to tak?

Ja sprowadziłam sobie tego męża, który mnie bije?
Ja chciałem, żeby mnie wyrzucili z pracy?
Ja pragnęłam stracić przyjaciółkę?
Ja zażyczyłem sobie ponieść klęskę?

Hmm, jakby Ci to powiedzieć… Tak.

Wszystko, co widzisz, to tylko lustro, które odbija to, co jest w Tobie. Ty nie oglądasz innych ludzi, kochanie. Ty oglądasz siebie pod postaciami innych ludzi. Ty nie patrzysz na to, co się samo wydziało, tylko na to, co zrodziło się z Twoich pragnień lub obaw.

To wszystko, czego tak bardzo nie akceptujesz, to część Ciebie. Ta wyparta zapomniane część, której nie chcesz oglądać i do której nie chcesz się przyznać. To Twój cień. Twoja ciemna strona, którą próbujesz w sobie zdusić, a ona mimo to dostaje coraz więcej tlenu i coraz bardziej się rozrasta.


Pomyśl chwilę o czym, co sprawia, że krew gotuje Ci się w żyłach. O jakiejś cesze, której nienawidzisz u innych ludzi. Czy to przypadkiem nie jest tak, że masz jej trochę w sobie i chcesz ją zabić, bo jej nie akceptujesz?

Prosty przykład, sama się rozbroję, a Tobie nie pożałuję

Nienawidzę kontroli. Nienawidzę, kiedy ktoś próbuje mnie kontrolować i dyktować mi, co mam robić, a co nie, jak żyć, a jak nie. Kiedy mnie ktoś sprawdza, kiedy się wtrąca i kiedy w ogóle jest kogoś za dużo.

Wiesz, czemu tak jest?

Bo mój cień to właśnie kontrola. Ja mam taki charakter, że chce, by wszystko było po mojemu. Lubię rządzić i mówić, jak powinno być najlepiej. Lubię mieć ostatnie zdanie i pilnie doglądać pracy innych, czy aby na pewno zrobiona jest dobrze.

Wkurwia mnie to i nie lubię siebie za to, a więc dostaje to pod postacią zdarzeń, które tak mnie denerwują.


Inny przykład:

Nie lubię bałaganu. Strasznie mnie denerwuje nieporządek i to, kiedy coś nie leży na swoim miejscu.

Dlaczego?

Bo ja w głębi duszy jestem bałaganiarą. Mam takie dni, gdy dom świeci czystością, ale mam też takie, kiedy do niego wrócę, pierdolnę coś na podłogę i tak leży. I nie lubię siebie za to, no więc gdzie nie pójdę, a jest tam nieporządek, dostaje szału.

Wkurzają mnie ludzie żyjący z dnia na dzień i niemyślący o przyszłości. Uważam, że to takie nieodpowiedzialnie.

Wiesz, dlaczego?

Bo sama chciałabym tak żyć. Móc wszystko pieprznąć w diabły i pić przez tydzień, jeżdżąc autostopem. Chciałabym pozwolić sobie na taką wolność, kiedy nie muszę martwić się o jutro. I dlatego właśnie denerwuje mnie to w innych ludziach.


Bez względu na to, na co patrzysz, wiedz, że to jest Twoje lustro. Każdy wkurw pokazuje Ci, co jeszcze masz w sobie do zaakceptowania i do czego sam przed sobą musisz się przyznać.

- Nie cierpisz ludzi, którzy nie mają honoru? A może gdzieś w głębi też chciałbyś łamać zasady i mieć wszystko w dupie?

- Nie możesz znieść kłamstwa? Może kłamałeś kiedyś i jakaś część Ciebie karciła Cię za to, bo to takie złe i niegodne i nie wolno Ci kłamać?

- Nie lubisz, kiedy komuś coś łatwo przychodzi? Może też byś tak chciał, a może kiedyś łatwo coś dostałeś, a zaraz potem świat udowodnił Ci, że to jest bee, bo trzeba ciężko pracować, żeby coś mieć?

Ja mogę te przykłady mnożyć w nieskończoność. Sedno będzie zawsze to samo.

Najbardziej nie cierpimy tego, co sami w sobie mamy i do czego nie chcemy się przyznać. Najbardziej nie trawimy tych ludzi, którzy reprezentują te cechy, na które my nie chcemy sobie pozwolić albo które kiedyś objawiliśmy i ktoś nas za to ukarał. Najbardziej boli nas to, co sami byśmy zrobili, gdyby nie stał nad nami nikt z batem.

Tak jest, proszę państwa. Nieważne w czyją twarz patrzycie – zawsze patrzycie na wypartą część siebie. Dopóki tej części nie zaakceptujecie, będzie was bodła w dupę.

24 komentarze:

  1. "Każdy wkurw pokazuje Ci, co jeszcze masz w sobie do zaakceptowania i do czego sam przed sobą musisz się przyznać."

    Tylko w jaki sposób to zaakceptować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogodzić się z tym, że to jest. Dać sobie pozwolenie na to, żeby to było, jako element integralny i pogodzić się z tym, że to będzie zawsze. Nie uciekać a obserwować.

      Usuń
  2. Kochana Bezczelna piszesz to co ja,
    Od lat piszę na moim blogu Myśli- dnia

    Np:
    To co w nas to istnieje na zewnątrz, a tym co myślisz zmieniasz,

    To co na zewnątrz zobaczysz, wewnątrz zaistnieje i się przejawi.


    A więc z jaja kurę od środka oglądasz,

    A potem ona rodzi ciebie na zewnątrz.


    Oczywiście w twoich zachowaniach i poglądach,

    Robi to tak szybko kwantowo, że nie zauważasz.

    Jajo - bąbla w którym jesteś stanowi cały świat niewidzialny,

    To co widzialne pokazuje się dla ciebie na skorupce od środka.


    Czasami pokazuje się tęcza wtedy, gdy coś wydarzy lub zrozumiesz,

    Łatwo zrozumieć i się przekonać, gdy zaczniesz kochać swoje ciało.

    ITP ITD Możemy podać sobie ręce

    OdpowiedzUsuń
  3. całe nasze życie to przeglądanie się. temu pracuje ze soba i nad sobą. bo zmieniajac swój świat, zmieniam "cały świat", mój tez

    OdpowiedzUsuń
  4. To jakim lustrem są moje związki? Wszystko pięknie, a potem oni mnie zostawiają. Zawsze. I w sumie zanim się zacznie, wiem, że mnie zostawią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jest tak, jak myślisz, że jest. Tutaj trzeba sobie zadać pytanie: dlaczego nie chcę związku i dlaczego się go boję. Jakie mam ukryte korzyści z tego, że ktoś mnie zostawia. Może boisz się małżeństwa, boisz się zostać matką, może boisz się, że będziesz złą matką, może wbiłaś sobie do głowy, że związek to brak wolności, zdrady. Warto spojrzeć na to, jak wyglądał zwiazek Twoich rodziców i dlaczego nie chcesz go powtórzyć? Nie było w nim miłości? Były hałasy? Nie było bliskości? Był rozwód? Czego boi się ta mała dziewczynka w odniesieniu do związku? Za co się karze, odbierając go sobie?

      Usuń
  5. A gdy tym kimś z "batem" stojącym nadal nad nami jest mamuśka lub tatusiek (bo tak mi się wydaje, że nie dali przyzwolenia na przejaw np agresywność/złości) i czuję z tego powodu wielki żal i też złość na nich to jak sobie z tym poradzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to już jest wielki sukces, że sobie uświadamiasz, kto tym batem jest. Posłużę się tutaj metodyką TM - trzeba ich zwolnić z roboty, którą wykonują. Dać sobie raz zrobić z pełną premedytacją to, za co oni tak bardzo by Cię karcili - dosłownie lub w wyobraźni i z pełną świadomością, że to się mamusi lub tatusiowi nie spodoba. Też to przerabiałam w pewnym zakresie, taka podświadoma lojalność wobec rodziców. Masz prawo przejawiać agresję i złość. Gdybyś nie miała, to tamten na górze nie dałby Ci tego odczuwać. A jednak dał.

      Usuń
  6. A co z otaczającymi nas osobami które, zupełnie odwrotnie, działają na nas kojąco? Też są naszym lustrem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w każdym człowieku widzisz to, co masz w sobie. W jednych odbija się Twoja miłość w innych złość.

      Usuń
  7. A ja się tak od jakiegoś czasu zastanawiam nad sobą. Mam 28 lat i przez większą część mojego życia jestem samotna. Żadnego faceta nie utrzymuję zbyt długo przy sobie, zawsze w pewnym momencie jak już wszystko idzie w dobrym kierunku, super udane randki itp. odwracają się na pięcie i uciekają. Po jakimś czasie odnawiają kontakt, ale wtedy to ja nie jestem już zainteresowana. Często słyszę od ludzi, że dziwią się, że "taka dziewczyna" jest sama. Między innymi to był bodziec dla mnie do zainteresowania się Podświadomością i Prawem Przyciągania. Szukam odpowiedzi, co we mnie tkwi i przeszkadza mojemu księciu z bajki dotrzeć do mnie. Bo niby nic mi nie brakuje. Zauważyłam w sobie myśli, że czuję się gorsza od innych, że nie zasługuję na miłość. To siedzi gdzieś tam w środku. Od dwóch lat próbuję odgonić od siebie te niewłaściwe przekonania i wydaje mi się, ze jestem na dobrej drodze. Ale efektów brak. Czasem zastanawiam się czy to dla mnie nie za trudne. Jak żyć i myśleć właściwie? Czytam dużo na ten temat, stosuje to w życiu. Udało mi się przyciągnąć pracę w wymarzonej firmie na konkretnym stanowisku, dzięki PP. Więc mam w sobie tę moc :) Czemu miłości nie udaje mi się przyciągnąć? Jak sama się blokuję, może ktoś mi to uświadomić? Pozdrawiam P.S. Zaglądam tu regularnie, Redaktor Bezczelna jesteś świetna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym czytała o sobie. Wypisz, wymaluj dosłownie to samo. Trzeba zejść do tego uczucia czucia się gorszą - skąd ono wynika, czy to przez wygląd, przez charakter czy tak po prostu. Kto nam kiedyś mówił, że nie jesteśmy godni? Na jakim etapie życia stało się coś, co zostało utożsamione z tym, że miłość = cierpienie? Przed czym się blokuję, dlaczego chcę być sama? To ostatnie pytanie jest tak naprawdę najważniejsze. Jaki jest powód tego, że sobie to robię.

      Usuń
    2. Hmmm...nie czuję się gorsza z powodu wyglądu, ani charakteru i nie chcę być sama. Czasami tylko wydaje mi się, że chcę, czyli po każdej kolejnej porażce miłosnej, ale szybko mi przechodzi :) Na poziomie świadomym próbuję zwalczyć w sobie przekonania o tym, że nie zasługuję na miłość. Być może problem tkwi jeszcze głębiej. I może jest coś, czego sobie nie uświadamiam, że robię nie tak. Jak Ty sobie z tym radzisz?

      Pozdrawiam
      Asia

      Usuń
    3. Spójrz kochana na to, co napisałaś: "nie czuję się gorsza z powodu wyglądu, ani charakteru" i "nie zasługuję na miłość". Skoro masz przekonanie, że nie zasługujesz na miłość, to z czegoś musi to wynikać, więc w jakimś aspekcie musisz się czuć gorsza, nieodpowiednia lub coś w tym stylu, bo inaczej skąd wzięłoby się to niezasługiwanie. Bez powodu?

      Czasami nie sposób dojść do problemu. Można próbować weryfikować sprawę na setki sposobów, stosować tysiące metod a całość ani drgnie. Wtedy najlepiej jest pójść za zaufaniem. Zakceptować mimo strachu, że może się okazać, iż tej miłości nigdy nie znajdziesz, choćbyś na rzęsach tańczyła. I obserwować. Może puści, a jeżeli nie, to i tak nie będzie Cię to już tak boleć, no bo przecież zaakceptowałaś porażkę. Mówi o tym i transerfing i moja ukochana Tresura Matrixa, a pośrednio też inne nurty. Spójrz zwierzowi w oczy i daj się zeżreć. Zobaczysz co będzie, ale zaryzykować warto.

      Usuń
  8. A jak to się ma do małych dzieci? Niemowlaków na ten przykład, którym przytrafiają się wypadki, choroby, patologiczni rodzice stosujący przemoc? Czy taki niemowlak też coś wypiera, do czegoś nie chce się przyznać, przed czymś ucieka? W przypadku dzieci mam trochę wątpliwości co do rzeczonej hipotezy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że każdy, zanim tu przyjdzie, wybiera sobie otoczenie, rodziców i emocje, które chce przeżyć. Wybiera sobie wszystko, bo ma w tym cel i chociaż go to boli, to jego dusza coś przez to realizuje. Skieruję Cię w tym przypadku do przypowieści o duszyczce, którą można przeczytać w książce Walsha Rozmowy z Bogiem.

      Usuń
  9. Hej, fajny artykuł. Ja na szybko zapisałam sobie 3 pkt co mnie denerwuje i podzielę się może pomożecie mi zajrzeć w to co w sobie tłumię, dokładniej.
    1.Irytuje mnie że ludzie w perfidny sposób olewają osoby z którymi się widzą, żyją przez co przejawia się brak szacunku do innych i ich przestrzeni osobistej.
    2.Kłamanie i mówienie bez brania odpowiedzialności za swoje słowa i czyny.
    3.Brak akceptacji osobowości jaką przejawia dana persona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może spróbuję, ale ja nie jestem Tobą i mogę tylko podpowiadać.

      1. W Tobie też jest taka wyparta część, która chciałaby olać i robić po swojemu, a nie tak jak nakazali.
      2. Sama nie jesteś wobec siebie we wszystkim szczera albo chciałabyś nie być.
      3. W Tobie też jest coś takiego, co ma własne najlepsze zdanie i nie chce wszystkim lukrować.

      To tylko takie przykłady. Trzeba sobie tak naprawdę odpowiedzieć na pytanie: czy ja też mam to w sobie albo czy ja to tłumię?

      Usuń
  10. Hej Bezczelna ;)mogłabyś mi pomóc w mojej interpretacji?
    1. Gdy ktoś mnie wkur...to nie chcę mieć kontaktu z tą osobą (w sumie z żadną z pracy bo same lewaki)- po prostu widzę że jest zjebana
    2. Ludzi, którzy nie lubią siebie nawzajem a mimo to rozmawiają ze sobą dla kurtuazji postrzegam jako fałszywych (w sumie to chyba podświadomie też bym chciała tak rozmawiać, ale pkt 1 ma tu większą wartość)
    3. Irytuje mnie jak co niektórzy kumplują się ze zjebami, którzy kłamią w żywe oczy, aby tylko mnie oczernić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Punkty są tu niepotrzebne, bo ja widzę w tym całość. Mianowicie trzymasz się w ryzach honoru i powinności, ale widzisz, że na świecie go nie ma i w sumie chciałabyś też mieć to gdzieś, odrzucić to i postępować tak jak każdy, ale masz opory moralne, że to jednak złe i Ci nie wolno. Cóż, może pozwól sobie też być czasami tą drugą stroną i obserwuj.

      Usuń
  11. Obserwować to znaczy nie nadawać wartości swojemu postępowaniu? Nie nadawać wartości tzn. nie postrzegać w kategorii dobre i złe?

    OdpowiedzUsuń
  12. Jedynym sposobem aby zobaczyć w sobie to co nas wkur w innych jest zaakceptowanie tego że samemu się to robi. Nie mogę więc żywić urazy do tej drugiej osoby bo robiąc to projektuję to co jest we mnie na tamtą osobę i zawsze będę widział to w niej a nie w sobie. Chęć ujrzenia tego w sobie i odpuszczenie tamtej osobie sprawi że to ujrzę. I nieprawdą jest że mam to zaakceptować na zawsze że już taki jestem. Fakt to ja to w sobie mam ale tylko dlatego to wciąż się dzieje bo nie widzę tego w sobie lecz w innych. Gdy ujrzę to w sobie i wyrażę chęć zobaczenia tego błędu inaczej, jego rozwiązania, to je ujrzę i będę mógł wybrać to rozwiązanie. Wtedy się zmieniam. A raczej przywracam sobie zdrowie umysłowe. Wszystko można naprawić w sobie w taki sposób i nie być więcej wkur na innych. Jak siebie naprawiam to tamci z tą wadą więcej mnie nie wkur a nawet znikają z mojego pola widzenia. Ti się nazywa pricesem wybaczania i jest doskonale opisane w Kursie Cudów.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.