Co gonisz – ucieknie. Co puścisz – samo wróci

września 03, 2017

Przypomnij sobie ten ostatni raz, kiedy tak bardzo Ci na czymś zależało. Ten moment, w którym wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że się uda. I przypomnij sobie, jak łykałeś te gorzkie łzy, bo jednak nie wyszło. Pamiętasz? Bardzo dobrze to pamiętasz i nie zapomnisz do końca życia.

Nawet wtedy, kiedy drżącą ręką będziesz się opierać o każdy mebel w domu i liczyć zmarszczki samym dotykiem – nie zapomnisz o tym. To będzie w Tobie zawsze, bo takich rzeczy się nie zapomina.

Możemy udawać, że to stare dzieje, ale nie zapomnimy i to zawsze w nas będzie. Usiądzie sobie zadrą na sercu i będzie kuło. I ilekroć się obrócisz i ruszysz, zakuje znowu. I Ty o tym wiesz.

Nie zliczysz, ile razy coś uciekło


Pewne sprawy wymykają nam się jak pospieszny do Lublina. Już jesteśmy dwa metry od dworca, a on tiiii tiiiit i go nie ma. I zostajemy z tymi siatami i w klapkach Kubota, ja te ofiary losu i pytanie brzmi:

No jak to? Wyszedłem z domu przed czasem.

A srak.

Wręcz zadziwiająca jest prawidłowość, że to, za czym gonimy, ucieka nam tak szybko i tak sprytnie, że aż dziw bierze. A jednocześnie to, co wywalamy na śmietnik, dostaje nóg i samo do nas wraca.

Gonimy szczęście, a ono biegnie i biegnie… tylko że w drugą stronę.
Wyrzucamy żale, a one przychodzą z powrotem.
Gonimy miłość, a ona pewnego dnia mówi nam, że jej się odwidziało.
Wyrzucamy złość, a on przesiedzi noc na klatce i rano wraca 2 razy większa.

So fucking what? - Chciałoby się powiedzieć.

Ktoś tam sobie siedzi i struga tę tragikomedię dla zabawy, czy dlatego, że mu się strasznie nudzi? A może jedno i drugie? A może żadne z tych?

W relatywnym świecie istnieje wszystko i nic nie istnieje. Wszystko Cię gryzie i wszystko głaska. W relatywnym świecie pewny jest tylko relatywizm.

Im bardziej się staramy, tym ciężkiej idzie. Kto z nas nie orał po grudzie? Nie prowadził tego swojego pługu przez bagna, krzaczory i pustynię? Kto nie orał w deszczu, skwarze i wichurze po to, żeby zobaczyć, że i tak nic nie wzeszło?

Tymczasem ktoś obok tylko rzucił ziarenka na ziemie i poszedł w pizdu, a one urosły i to takie piękne, dorodne, że szlag Cię trafiał?


Gonisz, bo wiesz, że nie masz. Jak nie masz, to… NIE MASZ i cała filozofia.

Jak puszczasz wolno, to znaczy, że masz pod dostatkiem, a skoro masz to… MASZ i już.

Czy to jest trudne?

To jest tak cholernie łatwe, że właśnie przez tę łatwość nie jesteśmy w stanie tego przyjąć, wdrożyć i czerpać z tego efektów. Bo proste rozwiązania wydają nam się podejrzane. Jak coś jest proste, to znaczy, że jest jakiś haczyk. Jest jakaś lipa. No nie? No więc musi być trudno, bo wtedy są efekty.

I to jest nasze głupie rozumowanie. Ile ja się razy łapię na tym, że lezę drogą, która ma 100 km, a pod nosem mam taką, która ma 10 km. Ale ta krótka coś podejrzana, bo tam nikt nie chodzi. I strach mnie odpycha, a wystarczyło raz pójść i się przekonać.

Boimy się puścić tego, co nasze, bo możemy to stracić. A prawda jest taka, że to, co nasze było, zawsze z nami zostanie. To, co do nas należy, nawet puszczone luzem, będzie znało drogę do domu i wróci.

To, co obce, pójdzie w cholerę i po tym dowiemy się, że nasze nigdy nie było.

Lubimy za wszelką cenę trzymać coś przy sobie i wojować, a to mało daje. A im bardziej pilnujesz tego, co Twoje, tym więcej obcych rąk jest po to wyciąganych. Im pewniej czujesz się z posiadaniem, tym dłużej coś przy sobie masz.

Gonimy mary, które nie należą do nas, ale tak bardzo boimy się wypuścić na spacer to, co jest nasze. A niech by szło – przewietrzy się, odetchnie i zrozumie, że czas wracać do domu.

4 komentarze:

  1. No właśnie, mam ogromny problem z odpuszczaniem. Znam zasady, wiem na czym co polega, ale cóż z tego, skoro odpuścić nie umiem? Chcę przyciągnąć miłość i za dużo o tym myślę, wyczekuję, rozglądam się. Nie mogę się skupić na miłości własnej, na życiu tu i teraz :( Jakieś rady jak to puścić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swego czasu miałam dokładnie ten sam problem i wiem jedno - dopóki będziesz czekać, nie doświadczysz tego, na co czekasz. Bo jeśli czekasz, to oznacza to, że jeszcze tego nie masz. No po prostu nie da się inaczej. Miłość przychodzi, kiedy najmniej jej szukasz, wszystko co "szukane", jest w pewnym sensie wymuszone. Od TM dostałam kiedyś bardzo dobrą radę - zaakceptuj szczerze, że nigdy nie znajdziesz. Wszystko się wyzeruje i być może...

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź. Wzięłam sobie do serca i zdecydowanie muszę popracować nad tą akceptacją. Przemyślę po prostu co najgorszego może się zdarzyć jeśli nie znajdę, jak będzie wyglądać moje życie bez bratniej duszy, pogodzić się z tym, że tak może być i cieszyć się dniem dzisiejszym. Bo tak szczerze, to mam wiele powodów do radości i wdzięczności :)

      Usuń
  2. "Gonisz, bo wiesz, że nie masz. Jak nie masz, to… NIE MASZ i cała filozofia.

    Jak puszczasz wolno, to znaczy, że masz pod dostatkiem, a skoro masz to… MASZ i już.

    Czy to jest trudne?" - Nie. To jest genialne :) Tak prosto wytłumaczona najbardziej podstawowa zasada działania świata :) A wciąż czasem tak trudno się do niej stosować, bo mamy cień, emocje, wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.