Zbyt surowo siebie karzesz

sierpnia 10, 2017

O Ty niedobra, o Ty nieładna, o Ty głupia, mała, bezmyślna, zbyt powolna, za mało stanowcza i za dużo zrzędząca – znasz to? Lubimy sobie tak dopierdalać. Sami sobie podcinać skrzydła i jeszcze nie zauważać w tym niczego złego. Tak już mamy. Zbyt surowo siebie karzemy.

Iza była tym typem kobiety, który musi mieć wszystko zrobione perfekcyjnie. Włosy, paznokcie, obiad, kwiatki na werandzie od strony sąsiada. Wszystko. Dosłownie wszystko. A jak coś było nie tak, to gotowa się była samobiczować.

- Jestem beznadziejna. Znowu nie wyszło tak, jak chciałam.

- Czy Ty chcesz być alfą i omegą, dziewczyno?

- Nie chce, ale ja mam do siebie pretensje, jak coś mi się nie uda tak, jak chce.

- Dlaczego?

- Nie wiem. Tak mam. Matka zawsze mi powtarzała, że jak mam coś robić na odpierdol, to lepiej, żebym w ogóle nie robiła.

- Czyli nawet jak się czegoś dopiero uczysz, to nie masz prawa popełniać błędu?

- No nie mam.

Jesteśmy dla siebie sędziami ostatecznymi i bezwzględnymi. Przynajmniej tak, jakby cały świat był idealny, a tylko my tacy do bani. Tak, jakby dookoła było różowo, a my taka jedna czarna owca na pastwisku. Lubimy sobie to robić i nie wiedzieć czemu, nikt nas za to nie tłucze po łapach, a powinien.

Wyrzuty sumienia gryzą dotkliwiej niż osy


Masz sumienie, prawda? Każdy ma. Naprawdę. Nawet te okropne niegodziwce co to masz tak ochotę spalić ich na stosie. Tylko oni mają trochę inne. Takie nie po Twojemu. O nich nie gadamy. Gadamy teraz o Tobie i o tym, jak lubisz sobie wyrzucać różne rzeczy.

Ile razy zdarza Ci się żałować czegoś i pluć sobie w brodę, że postąpiłeś beznadziejnie i można było inaczej, ale teraz to już po ptokach i trzeba siąść i wyć, to może się jakoś odpokutuje? Ile razy wymagałeś od siebie czegoś, co jak wiesz, było trudne i dla wielu niemożliwe, a Ty wmówiłeś sobie, że Tobie się musi udać? I dupa blada, bo się nie udało, a później był płacz i zgrzytanie zębów.

Lubimy siebie obwiniać. Karać. Smagać boleśnie po plecach i wymierzać sobie policzki. Lubimy to, bo tak nas nauczono, że za złe rzeczy będzie kara.

Nie posprzątałeś pokoju? Nie będzie lodów!
Nie odrobiłeś lekcji? Nie będzie kina!
Nie przeprosiłeś żony? Seksualna kwarantanna na dwa tygodnie.

I tak dalej i tak dalej. Etcetery szmery bajery…

Jak kara nie przychodzi, to trzeba sobie dowalić samemu, prawda? No taki mamy system wartości. Trzeba się zbesztać, odmówić sobie czegoś, do czegoś się zmusić, coś przeżywać, do czegoś uciekać. Mam wymieniać dalej?


Po co tak surowo się zawsze karzesz? Dlaczego wymagasz od siebie, żeby wszystko było zawsze idealne i od linijki? Po co szukasz dziury w całym, skoro wcale nie było tak źle, jak Ci się mogło wydawać? No po co? Tak dla zasady?

Nie od razu Rzym zbudowano i mistrzostwo też nie jest jakieś przypadkowe. Na pewne rzeczy trzeba sobie czasami dać trochę czasu. Nie wymagać od siebie od razu cudów, bo wiesz – rzeczy niemożliwe załatwiam od ręki, a na cuda to trzeba poczekać 3 dni… Taaa, srały muchy, będzie wiosna, będzie lepiej trawa rosła – moja mama tak mówi.

Nie karz się tak surowo dlatego, że coś Ci nie wychodzi od razu tak, jak chcesz. Nie dowalaj sobie za to, że znowu dałeś się oszukać, okłamać czy wykorzystać. Ani za to, że się przed czymś nie powstrzymałeś albo do czegoś dopuściłeś. Po co Ci to? Tak dużo czasu masz tu na ziemi, by sobie głowę zawracać rozlanym mlekiem? Możesz je pościerać i pilnować, żeby nie wylać drugi raz, ale nie ma sensu ciągle to rozpamiętywać. Po co? Dla zasady? Nic to nie da. Lepsze jest postanowienie, że drugi raz będziesz się pilnować.

Bądź dla siebie trochę bardziej wyrozumiały. Nie dlatego, że musisz, ale dlatego, że Ci wolno. Każdy popełnia błędy. Nie zawsze trzeba być od razu geniuszem. Wyluzuj – to tylko życie.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.