Nigdy nie zapominamy tego, co nas bolało

września 01, 2017

Mija kolejna minuta i można powiedzieć, że jest już po wszystkim. To już chyba wybrzmiało, nerwy opadły, łzy jakoś wyschły. Wstał nowy dzień i już się nie gniewamy. Niby wszystko jest ok, ale nie. Nigdy nie zapominamy tego, co nas bolało.

Dobre pamiętasz słabiej


Kiedy byłam dzieckiem, dostawałam od rodziców klapsy. Takie niewinne, bo coś zbroiłam i  zamiast żałować, śmiałam się głupio, jaki to fajny psikus. Wtedy było mi wszystko jedno, czy zrzucę z szafki całą ślubną zastawę rodziców. Tak fajnie trzaska, tyle kawałków, tak kolorowo i taki huk. No normalnie przednia zabawa. Podobało mi się to i chociaż co chwilę oglądałam się za siebie, czy ktoś nie patrzy – trzaskałam talerzami dalej. I było super, dopóki ktoś nie przyszedł. Jak przyszedł, to robiło się srogo.

Był klaps i dupa bolała. A jak przestała boleć, to i tak nic się nie zmieniało. Bo my nigdy nie zapominamy tego, co nas bolało. Czy to fizycznie, czy psychicznie – zawsze nosimy w sobie taką urazę i niby wybaczamy światu i ludziom, ale jednak nie.

Gdy byłam starsza, bardzo zawiodła mnie pewna koleżanka. Tak się lubiłyśmy, że głowa mała. No super psiapsióły normalnie jak te dwie kropelki wody. Tylko że przyjaźń to nie jest nikomu dana na zawsze, bo nawet jak sobie tak wmawiamy, to życie wszystko zweryfikuje. Koleżanka podrzuciła świnię i obraza była wielka niby po wsze czasy już. Ale przeszło. Pogodziłyśmy się i już było prawie wszystko ok.

Tylko że nie, bo my nigdy nie zapominamy tego, co nas bolało.

Jako dorosła ufałam komuś, kto z tego zaufania robił sobie tyle, ile jak z kształtu pomidorów z Biedronki, czyli nic. I znowu porażka. I znowu zawód i łezki znowu, chociaż tak miało być pięknie. Czas minął i mi przeszło. Puściłam w niepamięć i stare czasy pokryła gęsta mgła zapomnienia. Możesz powiedzieć, że przecież już wszystko ok.

Ale nie, bo my nigdy nie zapominamy tego, co nas bolało.

Potrafimy zapomnieć smak pierwszego drinka w życiu. Umiemy zapomnieć wygląd twarzy pierwszego chłopaka czy pierwszej dziewczyny. Zapominamy kolegów ze szkoły. Zapominamy wygrany konkurs w podstawówce, ale porażek nie zapomnimy nigdy. Nigdy nie zacierają się w nas wspomnienia tego, że ktoś kiedyś zrobił nam coś brzydkiego.


Możemy mówić, że teraz to ja już mam to w nosie. To już mi przeszło, już nie żywię do Ciebie urazy. Już jest fajnie. I może jest, ale tak jakby nie. Bo nie zapominamy.

Ile historii, tyle zadr


Dorota ma 54 lata. Jej mama, dzieląc majątek, dała jej najmniej. Dorota w pierwszej chwili nie liczyła, ile dostała ona a ile jej bracia. Wzięła, co dawali i poszła przez życie. Minęły lata, a matka Doroty powiedziała:


Córeczka, ja już jestem stara, ja już chyba sama dłużej nie dam rady. Niedługo chyba przyjdę do Ciebie.

Chciała przez to powiedzieć, że wprowadzi się do córki, by ta na starość się nią opiekowała,  na co Dorota:

Teraz chce do mnie przyjść? Jak dzieliła majątek, to mnie najmniej dała, a teraz do mnie chce przychodzić? Niech idzie tam, gdzie dała najwięcej.

I widzisz. Niby taka piękna rodzina. Niby super relacje. Niby przyjaźń matki z córką całe życie, ale minęło dokładnie 36 lat od dnia podziału majątku i stara zadra się odezwała. Nigdy nie zapominamy.

Oliwia ma 28 lat. Kiedy się urodziła, nikt jej nie chciał. Gdy miała 7 lat, usłyszała, jak ojciec mówi do matki, że on wtedy tego dziecka nie chciał, że mogli poczekać. Niczego więcej nie trzeba było jej mówić. Miała 7 lat, a dokładnie wszystko zrozumiała. Dotarło do niej, że jej nie chcieli, że jest takim wypierdkiem mamuta i żyje, bo tak wyszło, ale jakby nie wyszło, to by mogła nie żyć.

I Oliwii relacje z ojcem od tego czasu już nigdy nie były dobre. Już zawsze żarli się jak dwa wściekłe psy. Ona zawsze miała w pamięci to, co on wtedy powiedział. Zawsze miała do niego podświadomy żal, bo wiedziała, że rozmawia z nią dlatego, że musi. Nie mogła tego nigdy przeboleć. Była niechciana i zostało to w niej na zawsze.

Nigdy nie zapominamy.

Grzegorz usłyszał kiedyś od żony, że był jej najgorszym kochankiem. Kiedy stawał z nią przed ołtarzem, myślał, że będzie pierwszy. Takie kiedyś były czasy. Kobiety trzymały cnotę do ślubu albo udawały, że ją trzymają. No i Grzegorz dał się nabrać, bo dobrze udawała. Tylko że minęły lata i wcale nie układało im się tak dobrze, jak by się mogło zdawać.

Pewnego dnia Ewa wypaliła:


A jak w ogóle chcesz wiedzieć, to nie miałam w łóżku nigdy nikogo tak paskudnego, jak Ty.

I w Grzegorzu się zagotowało. Nigdy nie spytał, czy chodzi o facetów przed nim, czy już po ślubie był ktoś inny. To nie miało dla niego znaczenia. To było nieważne. Liczył się sam fakt, że to powiedziała.

Rozstali się. Wytrzymali jeszcze półtora roku i to było najgorsze półtora roku w życiu ich obojga. Seksu nie było. Nie jedli razem nawet obiadów. Nigdzie razem nie wychodzili. Żyli obok siebie, ale jakby z dala.

Znam takich przykładów tysiące. Jedno słowo. Jedna sytuacja. Dosłownie jedna porażka lub jedno małe przewinienie i świat zmienił się na zawsze. Coś niby niewielkiego. Coś niby nieznaczącego. Niby nic się nie stało. A co to za wielka rzecz?

Ale jednak wielka była. Była na tyle duża, że została w nas zadrą na zawsze. Była na tyle wielka, że odcisnęła w nas piętno, które już zawsze będzie nas bolało. Zostanie nam taka zadra, taka blizna i rana, o którą każdy już będzie pytał.

I cokolwiek nie odpowiemy, prawda jest taka, że pamiętamy. To zostaje.

Każda krzywda. Każda przykrość. Każda łza. Każda obraza. Każdy zawód.


Możemy nie mieć żalu. Możemy się nie mścić, ale pamiętamy. I pamiętamy to lepiej niż wszystko to, co w naszym życiu było dobrego.

Tak to właśnie działa. Chcielibyśmy pamiętać tylko to, co piękne. Po co marnować te cenne komórki mózgowe na przechowywanie tego, co złe? Po co trzymać w pamięci to, co bolało? To się wydaje takie bez sensu, prawda? Niestety tak mamy. Nasza psychika pamięta to, co złe.

Może jako przestrogę, może jako pewien rodzaj zabezpieczenia przed popełnianiem znowu tych samych błędów – zbytnim zaufaniem, nieroztropnością, za dużymi oczekiwaniami? Musi być w tym jakiś sens, bo gdyby go nie było, to dostawalibyśmy amnezji i żyli tak, jakby nic się nie stało.

Tylko że się stało. Nigdy nie zapominamy tego, co nas bolało.

1 komentarz:

  1. Takie właśnie relacje mam w domu rodzinnym, nic tylko płakać ...

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.