Chomiki w kołowrotkach - oto czym dzisiaj jesteśmy

sierpnia 13, 2017

Nie ma gorszego doradcy. Ten jest chyba najgorszym ze wszystkich. Wprowadza Cię w błąd, daje złudne nadzieje, każe ryzykować i nie pozwala zajrzeć w siebie. Zbyt szybko. Zdecydowanie za szybko. Żyjemy jak na karuzeli, a ona sprawia, że wszystko jest takie blade, takie bezsmakowe, zwyczajne, nudne, pospolite. Pośpiech – Twój wróg numer 1 czai się wszędzie.

Gdzie się tak spieszysz?


Godzina spóźnienia. Godzinę temu powinnam być na spotkaniu. Pot się ze mnie leje, buty sobie upieprzyłam w jakimś gównie na chodniku (pewnie psia kupa). Wibracja telefonu chce mi rozerwać torebkę, a jakiś durny facet trąbi na mnie na pasach. Nic dziwnego – przechodzę na czerwonym jak ostatnia kretynka. Szybko skręcam, wpadam do restauracji. Z hukiem otwieram drzwi, prawie potykam się w progu i co? I dupa – nie trzeba się było tak spieszyć, bo osoby, z którą się umówiłam, i tak jeszcze nie ma.

Siadam przy stoliku, pot się ze mnie leje, ręce mi się trzęsą, nie mogę złapać tchu, a kelner zadaje jakieś skomplikowane pytania w stylu „czy podać coś do picia”. Jeszcze się dzień nie zaczął, a ja mam go już dość. Nie wiem, czy poprawiać włosy, czy nie, bo mogę sobie jeszcze bardziej rozwalić. Nie wiem, czy zamawiać już tę kawę, czy się nią tymi trzęsącymi łapami czasami nie poleję.

Pośpiech.

Szybko.

Nie zdążysz.

Życie Ci ucieka.

Szybciej.

Jesteś już do tyłu.

No rusz się!

Znasz to? Znasz. I nie mów, że nie. Nie okłamuj mnie, bo ja dobrze znam życie i wiem, że stworzyliśmy sobie taką matnię. Wszędzie nam się spieszy. Ciągle chcemy więcej. Ciągle jesteśmy niedospani, nienajedzeni w spokoju, niewypoczęci jak trzeba. Nieżywi. Chodzimy, wręcz biegamy, ale nie żyjemy.

Bo żeby żyć, trzeba się zatrzymać. Co chomikowi po fakcie biegania w kółeczku, skoro nie wie, że biega? Nie widzi tego, bo nie ma okazji zobaczyć otoczenia, które stoi w miejscu. On jest skoncentrowany na tym, żeby biec. Na tym, żeby przebierać tymi małymi, omdlałymi już nóżkami. I chomik nie wie, że biegnie donikąd. Że traci energię i czas. Chomik zapieprza, bo ktoś dał mu kołowrotek.

Nam też ktoś dał coś takiego. Złudne wrażenie, że coś nam ucieka i ciągle trzeba za czymś gnać. Ścigamy się. Zatracamy zdrowie, rodzinne szczęście, własną radość po to, by biec. Nie widzimy celu. Ba, on może nawet nie istnieć, ale biegniemy.

Wiatr smaga nam twarz. Grad bije nam w oczy. Buty nam się moczą, a nogi bolą. Nie ma czasu na sentymenty. Nie można się zatrzymać, bo inni nas wyprzedzą. Nie ma czasu na sranie po paprociach. Trzeba działać. Trzeba gonić albo uciekać, bo tak ktoś powiedział.

Lata nam mijają. Pierwsze zmarszczki ryją na naszej twarzy bolesne piętno. Pierwsze złe wyniki krwi pokazują nam, że nie tędy droga, ale nie ma czasu, żeby się zatrzymać. Po co? Inni biegną. Nie możemy być gorsi.

Spieszymy się tak, jakby przynajmniej karawan miał nam uciec. On nie ucieknie. Na pewno nie.

Pośpiech? Nic nowego


Zaczynasz zapominać.

Zapominasz, jak naprawdę smakują lody – nic dziwnego – kiedy ostatnio zjadłeś je w spokoju?

Przestajesz dostrzegać swojego partnera – chodzi gdzieś tam obok, ale tyle pracy czeka, nie ma czasu na czułości.

Zapominasz, jak to fajnie jest usiąść i myśleć o niebieskich migdałach – każda sekunda się liczy, nie ma czasu na pierdoły.

Gonisz.

Życie mija. Mijają godziny. Mijają sekundy, które składają się na dni pełne rutyny. Osiągasz te swoje cele, ale czasami jak wysokim kosztem? Kosztem braku czasu dla siebie i bliskich. Kosztem niespełnienia, bo trzeba było biec. Kołowrotek staje się całym Twoim życiem i nie ma już nic oprócz niego. Tak miało właśnie być? Taki miałeś plan na życie?


Wracasz z wycieczki i wiesz, że była szybka. Nie wchłonęłaś wszystkich widoków, zapachów, smaków. Nie udało Ci się odczuć tego, po co pojechałeś. Prawie tak, jak Magda.

Pytam Magdę:

- Śpisz 5 godzin dzienne, ciągle pracujesz. Przestałaś robić wszystko to, co tak w życiu kochałaś – hodować kwiatki, malować na szklanych wazonach, chodzić na jogę. Dlaczego?

- Jogą lodówki nie zapełnię. Mam dzieci.

- A czy dzieci są szczęśliwe z mamą, której nie ma całe dnie? Czy myślisz, że nowy tablet zastąpi im Twoją bliskość?

- Wiem, że nie, ale chociaż nie mam wyrzutów sumienia.

- Masz. Dlaczego mnie kłamiesz? Jesteśmy przyjaciółkami, czy nie?

- Ciebie można kłamać, ale Ty i tak wszystko wiesz. Widać to, prawda? Że się pogubiłam?

- Widać, Magda. Cholernie to widać.

- Inaczej już nie umiem – wstaje i idzie nam zrobić drugą kawę.

Pędzi.

Wchodzi jej syn. Pocieszny pięciolatek z buzią jak wysmarowana różem dziewczynka. Dzierży w rączkach jakieś kolorowe plastikowe elementy.

- Mamo, poskładamy Transformersy?

- Poskładaj z ciocią, ja nie mam teraz czasu.

Młody odwraca się do mnie. Patrzy na mnie takim wzrokiem nie jak pięciolatek, tylko jak pięćdziesięcioletni styrany życiem mężczyzna i mówi:

- Tak jest zawsze.

Przechodzi mnie dziwny, zimny dreszcz. Dopijamy tę drugą kawę i wychodzę. Staję na klatce i myślę sobie, jak to możliwe, że dajemy życie komuś, dla kogo nie chcemy mieć czasu. Że spieszymy się do czegoś, co i tak nas nie cieszy. Jak to się do ciężkiej anielki stało, że pęd życia zabiera nam sprzed nosa to, co najważniejsze – nas samych i ludzi, których przecież powinniśmy kochać?

1 komentarz:

  1. Sama prawda.. dobrze opisane. ŚWIAT OSZALAŁ. Jeden wielku szpital psychiatryczny.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.