Poluzuj gumę w majtkach

lipca 12, 2017

Takie nam czasy nadeszły, że nas gumy w majtkach uwierają pod samą szyję. I nie to, że teraz kreatorzy mody tworzą takie cudaczne projekty. My po prostu sami sobie gacie i kiecki przerabiamy tak, by sięgały nam do gardeł.

I chodzimy w takich dziwactwach, ciesząc się, że jest ok i że to fajnie wygląda. Nie wygląda. Rozumiesz? Tak się jakoś mentalnie wiążemy i pętamy w różne powinności. Tego nie wypada, tamtego nam już nie wolno, a to w ogóle nie wchodzi w grę, bo co ludzie powiedzą. Tacy ściśnięci jesteśmy, napompowani i związani tą gumą od majtek.

Te mentalne majtki trzymają nas w – jak to się ładnie mówi – formie. Oczywiście takiej formie, która jest „dla świata”, bo prawdziwego siebie pokazać, to dzisiaj strach. Lepiej mieć tę swoją skorupkę bezpieczeństwa i nie pokazywać prawdy.

Znacznie lepiej jest nakładać co rano ten misterny makijaż i przybierać tę minę, której wokół oczekują. Nakładać tę maskę, którą najchętniej rzucilibyśmy w kąt, ale nie wolno, bo runie ta nasza karciana wieża i co wtedy? Wtedy to się dopiero zacznie.

Wiem po sobie, że konkretny styl życia determinuje konieczność pewnych zachowań. Że ludzie oczekują, iż zachowam się tak i tak, na to przytaknę, a tego odmówię. Stanowisko, wiek i poziom inteligencji wymuszają na nas pewne zachowania i pal licho, gdyby nam się one podobały. Niestety często są na pokaz.

Lidka, mamuśka po trzydziestce powiedziała mi ostatnio.

- Wiesz, jak ja bym chciała jechać tak na tydzień nad morze, uchlać się jak meserszmit i polatać z gołą dupą po plaży, a potem wrzucić to na fejsa? Serio. Tylko nie mogę.

Nie może. Ma dwójkę dzieci. Spokojnego faceta, którego wszyscy darzą szacunkiem. Ma dużą rodzinę, dość odpowiedzialną pracę i nienaganną opinię matki polki pracującej, prasującej i gotującej. Nie wolno jej. Choćby nie wiadomo jak miała ochotę z tą gołą dupą latać, to nie może. A nie masz pojęcia, jaki błysk w oku miała, gdy o tym mówiła. Takie szczenięce lata się w niej czasami odzywają. Próbuje wyciągać koleżanki na jakieś zwariowane imprezy, poszaleć, posmakować znowu tego życia, które było kiedyś, ale to już nie wychodzi.

Zawsze jest jakiś stop. Dzieci płaczą. Mąż wymaga. W pracy dają jej awans i co tu zrobić? Jak z tą gołą dupą zacząć latać, kiedy świat dał Ci już tak wiele, że jednym wybrykiem można wszystko stracić?

Lidka jest świetną kobietą. Świetną we wszystkim, co robi i czego by się nie podjęła, to efekt masz jak w banku. Energia kipi z niej uszami, dziurkami od nosa i tą dziurą, co to te nieszczęsne majtki jej zakrywają.


A wiesz, co jest najgorsze? Że od kiedy usłyszałam od niej te słowa, to każda zmiana bielizny sprawia, że przypominam sobie jej sytuację. Odpala się we mnie ten cholerny odruch Pawłowa i masz – przed oczami Lidka z gołą dupą na plaży w Międzyzdrojach.

Tylko że to jest mara, bo wiem, że nigdy jej takiej nie zobaczę. Nie tak, nie tam i na pewno nie w tym życiu.

To jest właśnie ta guma. Każdy taką ma. Coś chcemy zrobić i niby nam wolno, ale jednak nie. Niby możemy, ale nie możemy. Niby świat się nie skończy, ale wiadomo, że gra niewarta świeczki. Tak zabijamy dziecko w sobie. To dziecko, które chciałoby być jeszcze takie głupie i naiwne. Miałoby ochotę beztrosko hasać i zdobywać świat, i wcale nie przejmować się tym, co mama powie.

Mamy już nad nami nie panują. Teraz stróżem jest guma w majtkach. Zdjąć strach, ale nie zdjąć taka przykrość. I o dziwo normalna guma z biegiem czasu luzuje się sama. Rozciąga się, nadrywa i w końcu pęka, a ta nasza jest inna. Ona się zbiega z każdym praniem. Robi się coraz mniejsza, coraz ciaśniejsza aż zaczynamy czuć, że nas dusi.

Nie można jej rozpruć ot tak, ale można trochę poluzować. Delikatnie rozciąć na brzegu w nadziei, że nie puści dalej i jakoś to będzie. Trochę się jednak odważyć i zasmakować choćby krzty tego, co nam się marzy. Gdy nikt nie widzi i nikt nie ocenia, zrobić to, co tak chodzi po głowie i w końcu odetchnąć. A nawet jak się ktoś dowie, to co? Jak lepiej będzie umierać – w lekkim zawstydzeniu czy w żałości nad tym, że giniesz śmiercią tragiczną zaduszony przez gumę od majtek? To tak, jakby zginąć na autostradzie potrąconym przez Fiata 126p.

Wybór jest chyba jasny. Nie zawsze trzeba się spinać, bo nie zawsze wszystko musi być idealnie. Czasami można dać sobie trochę luzu.

I tego nam wszystkim życzę. Żeby każdy w miarę możliwości poluzował swoją gumę, zanim ta go udusi. Bo gumy tak mają, że albo pękną, albo my od nich pękamy.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.