Niedoceniany sekret przyciągania – chcieć, ale nie potrzebować

lipca 21, 2017

Jest taki jeden mechanizm, który moim zdaniem decyduje o wszystkim. Mechanizm, który determinuje czy coś dostaniesz, czy nie. Jest nim Twoje podejście do tego, co chcesz przyciągnąć, mianowicie fakt, czy tylko tego chcesz, czy tego potrzebujesz.

Dostaje od was mnóstwo wiadomości, w których przez cały czas przewija się ten sam motyw.

- Kiedyś raz zdarzyło mi się coś przyciągnąć, bo tak sobie po prostu pomyślałem, ale wcale nie było mi to potrzebne.

Eureka! Czy Ty widzisz to, co chce Ci przekazać? Z kilkudziesięciu wiadomości dotyczących prawa przyciągania, jakie w ostatnim czasie od was dostałam, w większości przewijało się to samo – informacja o tym, że kiedyś się udało, ale że ta manifestacja wcale nie była następstwem palącej potrzeby.

Pozbycie się potrzeb było i jest dla mnie nadal najtrudniejszą rzeczą w całej tej sztuce. Bo nie, nie jestem jakimś guru i specjalistą, i nie mam życia jak z bajki, co ciągle podkreślam, gdy proponujecie mi wydanie książki lub przeprowadzenie prywatnych konsultacji. :)

Nie mam zamiaru pretendować do miana jakiegoś tam znawcy, bo ja też ciągle się uczę, a jedyną moją zasługą jest to, że wiem pewne rzeczy i umiem je ubrać w słowa.

Jestem jednak tylko człowiekiem i mnie też wprowadzenie pewnych zmian przychodzi wolno, a innych mimo prób nadal nie udaje mi się wdrożyć do końca. Tak samo jest z potrzebami. Też jakieś mam i wiem doskonale, że to one stoją na drodze temu, bym przyciągnęła to, co chce. Na szczęście z biegiem czasu udaje mi się je powoli usuwać. W zależności od wagi potrzeby, ten proces jest albo szybki, albo bardzo mozolny.

Prawo przyciągania a potrzeby


Całe moje życie uciekało ode mnie to, czego najbardziej potrzebowałam. Uciekały pieniądze, uciekała miłość, zrozumienie – dosłownie każda rzecz czy doświadczenie, której „potrzebowałam”. Nie chodzi tu o chcenie – chodzi o „potrzebę”.

Jest ogromna różnica między:

- Chciałabym się teraz napić kawy

a

- Jestem na pustyni, muszę wypić szklankę wody, bo inaczej się odwodnię i umrę.

W pierwszym przypadku jest takie zwykłe chcenie, fanaberia. W drugim potrzeba, która musi być spełniona lub która wydaje nam się konieczna do spełnienia.

Dopóki jest chcenie, droga do tej manifestacji jest otwarta. Gdy zaczyna się potrzeba, generowana jest energia braku. Bo skoro potrzebujesz, to znaczy, że teraz nie masz. Kiedy tylko chcesz, to znaczy, że Ci wisi, czy dostaniesz, czy nie, bo możesz bez tego żyć. Gdy potrzebujesz, jest to dla Ciebie swego rodzaju być albo nie być.

Przypomnij sobie najważniejsze pragnienia Twojego życia i jednocześnie te jednorazowo rzucone na wiatr słowa, że czegoś tam byś chciał. Czy zauważasz, że te must have to była syzyfowa praca albo wręcz nigdy nie udało się ich osiągnąć, a to, co było taką fanaberią, spełniło się szybko?

To jest właśnie to blokowanie energii lub puszczanie jej wolno. Jeżeli nie potrzebujesz danej rzeczy, a jedynie myślisz, że fajnie byłoby ją mieć, to ten kanał dostępu do tej rzeczy pozostaje otwarty. Z kolei w momencie, gdy czegoś tak bardzo chcesz, że czynisz z tego potrzebę, kanał się zamyka.



Potrzeba jest jednoznaczna z tym, że czegoś nie masz. A idąc tokiem myślenia, że jak w niebie, tak i na ziemi, to skoro czujesz, że czegoś nie masz, to jakim cudem masz się z tą rzeczą zestroić na tyle, by ją dostać? No nie da się.

Jak przestać potrzebować?


Dochodzimy do najtrudniejszej, ale kluczowej części całej tej zabawy. Jak przestać potrzebować, żeby uruchomić prawo przyciągania. Czy to się w ogóle da zrobić? Da się, ale tak jak mówię – raz jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki a innym razem na skutek prawdziwej orki.

Im bardziej błaha ta Twoja potrzeba, tym jest łatwiej, ale co zrobić z potrzebą pieniędzy, miłości, sukcesu? Przecież to takie ważne, takie kluczowe do tego, byś mógł powiedzieć, że życie Cię cieszy.


Ja opracowałam sobie taki mechanizm zastępowania. Jeżeli nie mam rzeczy X, to luźnymi myślami przyciągam sobie inne rzeczy, pokrewne X, ale takie, na których mi nie zależy. Zmniejszam tym dystans, jaki dzieli mnie z X. Można sobie znajdować alternatywy, które spełnią tę samą funkcję, ale których nie potrzebujemy.

I teraz zapytasz, czy sensowne jest przyciąganie tego, czego Ci nie trzeba? Na pierwszy rzut oka nie, ale kiedy spojrzeć na to pod kątem tego zmniejszania dystansu do upragnionej rzeczy, to nabiera to sensu.

Przykład:

Chcesz wyjechać na 2 tygodnie na Karaiby. Mocne, nie? Potrzeba na to dużo pieniędzy, ale Ty nie masz. Więc zacznij przyciągać weekend nad polskim morzem, na którego Cię stać. Powoli zestrajasz się z urlopem, wyjazdem, morzem, piaskiem itd. To taki substytut. Gdzieś jednak wyjedziesz, więc potrzeba Karaibów nieco się zmniejszy. Małymi kroczkami przeskakujesz do następnego etapu.


Jeżeli jest coś takiego, co chcesz przyciągnąć i czego tak bardzo, ale to bardzo pragniesz, to zatrzymaj się na chwilę i zastanów, czy możesz bez tego żyć.

Nie można żyć bez jedzenia, bo się zagłodzisz.
Nie można żyć bez tlenu, bo się udusisz.

Ale większość rzeczy nie ma wpływu na to, czy będziesz żył dalej, czy nie. Np. związek – większość ludzi chce być w szczęśliwym związku, tylko trzeba pamiętać, że człowiek, który nie ma tej drugiej połowy, nie umiera. Może żyć i nic mu się nie dzieje. Może to życie będzie mniej satysfakcjonujące, ale będzie, czyli to posiadanie związku nie jest czynnikiem, który jest Ci naprawdę tak niezbędny, że nie można byłoby z niego na jakiś czas zrezygnować.

Przestać potrzebować danej rzeczy czy zdarzenia to wielka sztuka i przekonuję się o tym każdego dnia. Nie zawsze się udaje, ale dobrze jest mieć chociaż świadomość tego, jak to działa i że ten właśnie czynnik jest często tym, co nas wstrzymuje. Kiedy masz tę wiedzę, to łatwiej jest Ci wypracować jakieś własne metody znoszenia potrzeb.

Najłatwiej przyciąga się wtedy, kiedy niż z gruszki ni z pietruszki rzucisz jakąś myśl, że czegoś chcesz i o tym zapomnisz. Gdy wyślesz energię tego chcenia, odetniesz się od niego i pozwolisz światu działać. Do tej pory nie doświadczyłam skuteczniejszej i szybszej metody, by coś przyciągnąć.

4 komentarze:

  1. Na pomysł z alternatywami nigdy nie wpadłam, a wydaje się bardzo sensowny. Przetestuję,czy nadaje się na moje potrzeby :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię czytać Twoje wpisy. Zgadzam się 100% ze wszystkim co piszesz, ja też nauczyłam się korzystać z Prawa Przyciągania z własnego doświadczenia i dlatego czasem mam wrażenie, że niektóre zdania po prostu wyjęłaś mi z głowy :) pisz dalej, bo robisz to świetnie. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ok czyli to o czym piszesz to TO samo co afirmacja (masz juz to) i mówienie JAM JEST?? (JA CHCĘ??)

    OdpowiedzUsuń
  4. hm...duzo w tym prawdy.U mnie działa moc slowa ale wőwczas gdy nie wkladam w to emocji a jezeli juz to te pozytywna bo czesto smieje sie z tego wypowiadania.Dodam że w ten sposob przyciagam rowniez tego czego nie chcę.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.