Nie masz aspiracji? O Ty tępa dzido!

sierpnia 01, 2017

Uczestniczymy w wyścigu szczurów. W tym wyścigu trzeba mieć aspiracje. Trzeba celować wysoko, bo jak się celuje nisko, to jest bardzo źle. Jak nie masz aspiracji, to Ci powiedzą, żeś tempa dzida i że się zgadzasz na przeciętność. No nie jest tak?

Ostatnio zastanawiałam się nad tym, czym tak naprawdę jest ten sukces, do którego tak wszyscy dążą. Każdy mówi, że chce osiągnąć sukces, tylko że jakby nie patrzeć, to ten sukces w życiu każdego z nas jest czymś innym. Dla jednych sukcesem jest zdać prawo jazdy, dla innych założyć szczęśliwą rodzinę, a jeszcze dla innych wygrać sto milionów w lotto.

I dopóki taki delikwent nie osiągnie tego swojego celu, to powie, że sukcesu nie osiągnął. Podczas gdy Ty możesz stać z boku i stwierdzić, że o Jezu, jaki to szczęśliwy człowiek. Przecież on ma wszystko, o czym Ty tak marzysz. Może tak być, prawda? I pewnie tak też jest.

Zazdrościsz koleżance pięknego domu, podczas gdy ona zazdrości Ci tego, że masz mieszkanie w centrum miasta i widok na park. Zazdrościsz komuś udanego związku, podczas gdy ten ktoś tak naprawdę się męczy i zazdrości Tobie, że masz wolność i żaden związek Cię nie ogranicza. To jest taka niekończąca się opowieść i pętla, z której dosłownie wyjścia nie ma. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma lepiej i do poziomu kogo warto dążyć.

Jak ludzie w Twoim otoczeniu ustalą, czym jest sukces, a Ty nie spełnisz jego przesłanek, to powiedzą Ci, żeś tempa dzida, bo Franek z Zielonej 3 to już to ma, a Magda z Placu Wolności to miała to jeszcze wcześniej od Franka, a Ty co? Nie masz aspiracji? Nie chcesz mieć tego Mercedesa, którego mają oni?

Przecież wystarczyłoby się spiąć w sobie, zacząć zarabiać i sobie kupić. I ludzi nie obchodzi, że Tobie się Mercedesy nie podobają. Oni nie rozumieją, że Ty wolisz tą swoją starą polówkę, a szczęścia upatrujesz w innych wartościach, niż trochę blachy, cztery koła i kierownica. No ale słuchaj, według nich nie masz aspiracji. Bo każdy, kto ma, to tego Mercedesa powinien sobie prędzej czy później kupić, choćby miał na niego tańczyć na rzęsach. No czy nie tak jest?


Środowisko, w którym się obracamy, wymusza na nas wiele rzeczy. Jeżeli pochodzimy z zamożnego domu, to wszyscy wymagają, że osiągniemy sukces przynajmniej równy rodzicom ale najlepiej większy, bo wiesz – teraz są szersze możliwości. Jak pochodzimy z religijnego, biedniejszego domu, to otoczenie będzie od nas wymagać, byśmy całe życie poświecili szczęściu rodzinnemu i nie skakali zbyt wysoko po drabinie osiągnięć zawodowych, bo od pieniędzy to się ludziom w dupach przewraca.

Zawsze są jakieś wyznaczniki aspiracji. Lepsze lub gorsze, mądrzejsze lub głupsze, ale są i my w nie często popadamy. To popadanie staje się z czasem dla nas takie naturalne i oczywiste, jakby było nasze, ale warto sobie przypomnieć, że przecież kiedyś nie takie mieliśmy myślenie. Chcieliśmy żyć po swojemu. Mieliśmy swoje dążenia i swój system wartości, a teraz co? Kierat rodziny, środowiska zawodowego i przyjaciół? Na to wygląda.

Tylko że niektórym tak trudno jest zrozumieć, że aspiracje to pojęcie względne i każdy może mieć je na coś innego. To, że Ty dążysz do tego, żeby być sławą w swojej branży, nie znaczy, że ktoś inny też taki ma cel w życiu i odwrotnie. Dla kogoś innego Twój brak aspiracji w stosunku do budowania rodziny będzie czymś absolutnie niezrozumiałym, a kariera czymś niepotrzebnym.

Lubimy sobie wmawiać, że nasza droga postępowania jest drogą najlepszą i że to my się staramy a reszta to takie tępe dzidy. Mam taką koleżankę, która jakby mogła, to rodziłaby jedno dziecko za drugim. Ja jestem póki co antydzieciowa i czasami dochodzi między nami przez to do lekkich tarć.

Ona pyta mnie:

Jak Ty tak możesz cały czas pracować? Nie szkoda Ci życia? A dzieci to kiedy urodzisz? W  ogóle masz zamiar? Dlaczego nie masz ambicji do tego, żeby rodzić dzieci?

No święci pańscy i Ty Boże, co tam jesteś i widzisz, a nie grzmisz!

Naprawdę tak musi być? Ja mogłabym powiedzieć o niej to samo, że dlaczego upatruje przyszłości w dzieciach, które kiedyś dorosną i ją opuszczą zamiast pomyśleć też nieco o sobie.

I wiesz, nie dojdziemy w tym wszystkim do konsensusu, bo tutaj konsensusu po prostu nie ma. Każdy ma te swoje ambicje i są one różne od ambicji innych i nic się na to nie poradzi. Bo my nie jesteśmy niestety tacy sami. Nie tworzono nas w fabryce, że bach – rocznik 82 właśnie zszedł z taśmy, sztuk 35 tysięcy idźta se teraz w świat i rótba, co chceta.

No niestety. To jest niemożliwe i bardzo dobrze, że niemożliwe, bo nie wyobrażam sobie, by taka wersja mogła być dobra. Wszystko dlatego, że piękno tkwi właśnie w tej różnorodności i to ta różnorodność daje nam zaznać każdego aspektu życia. Gdyby tej różnorodności nie było, to mielibyśmy wielką lipę.

Na drodze dziesięć takich samych Krysiek jak Ty a Ciebie szlag trafia, że nie możesz być w tym wszystkim sobą, bo inni są tacy sami. Czy to byłoby dobre? Nie, to nie byłoby dla nas dobre. Z uwagi na tę właśnie różnorodność, nie ma sensu oceniać ambicji i aspiracji innych dlatego, że nie ma takich, które byłyby lepsze i takich, które są gorsze.

3 komentarze:

  1. Super napisane. W tych czasach nienawidze slowa,ze jak sie nie uczysz to sie cofasz.Kazdy musie sie uczyc jezykow,byc fit, miec dzieci, meza bo inaczej odstaje. Do pracy szukaja ludzi ktorzy nie boja sie wyzwan, odpornych na stres itd. A co maja zrobic przecietni albo tacy ktorzy wola sobie w pracy siedziec i zawijac sreberka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ci, którzy chcą sobie zawijać sreberka powinni to robić. Wybrać to, co lubią i co uważają za słuszne. I w doopie mieć, co kto na ten temat sądzi. :D

      Usuń
  2. Dziękuję za tekst☺ Przypomniał mi, żeby z większym dystansem patrzeć na poczynania innych ludzi�� I tym, którzy chcą zmiany w swoim życiu, podać rękę i czasem leciutko popchnąć do działania. A tych, którzy lubią tylko narzekać na swój los, zostawić w spokoju i nie dawać się wciągać w ich lamenty i wieczne problemy��

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.