Masz nadprogramowe kilogramy? No i fajnie, a reszcie chooj do tego

lipca 27, 2017


Znam taką kobitkę. Piękna jest. Buzia okrąglutka, biodra szerokie, takie fajne pucułowate policzki i ogólnie to z 20 kilogramów za dużo. I wiesz co? Ona wygląda zajebiście. Podoba mi się w takiej wersji i nie wyobrażam sobie jej chudej. Ty Też masz nadprogramowe kilogramy? No to co? Czy każdy musi być wysuszonym wieszakiem? A gdzie tam.

Sama jestem szczupła i ponoć figurę mam ładną, ale wcale nie podobają mi się wieszaki. Często spotykam babki, które mają te swoje krągłości i wyglądają z nimi – co tu dużo mówić – fenomenalnie. I wiesz, nie będziemy wchodzić w kwestie zdrowotne. Ja wiem, że nadwaga czy otyłość to obciążenie dla organizmu i wiem też, że szczupli żyją dłużej, ale nie o tym dziś mowa. Nie zagłębiamy się w kwestie zdrowia (może w innym wpisie). Dzisiaj zajmujemy się tym, że jeżeli jesteś przy kości i Ci się to podoba, i jesteś zdrowa, i wszystko jest ok, to innym chuj do tego!

Kanony piękna – od Rubensa do pokazów mody


Rubens lubił babki z dużymi dupami i jakoś nikt na niego złym okiem nie patrzy, a wręcz przeciwnie – dzieła podziwia, pokłony bije i na muzea daje. A dzisiaj co mamy? Z wybiegów krzyczą do nas skrajnie wychudzone modelki, które ponoć mają być jedynym prawidłowym kanonem piękna. I nikogo tam nie obchodzi, że Ty masz te 10 kilogramów więcej i w sumie to zdrowa jesteś, i dobrze się czujesz. Oni dla Ciebie nie szyją, bo Ty się nie liczysz.

Poszła w pizdu babo, przyjdą chudsze i kupią. No tak proszę państwa mamy! Trochę się to zmienia, bo teraz modelki plus size nieco nam rynek rewolucjonizują, ale i tak długa droga do tego, by puszysta była normalną. Wiesz, ja nie mówię o otyłości, bo jej nie popieram. Ja wiem, że czasami to choroba lub hormony i schudnąć jest bardzo trudno. Ja rozpatruję taką opcję, że dopóki masz tych dodatkowych kilogramów tyle, że nie odbija się to na Tobie negatywnie, to wszystko jest w porządku.

Póki jesteś zdrowa, to nie ma się sensu odchudzać, bo zobacz – jeden kotek jest chudziutki, bo takim go bozia stworzyła, a inny przy kości. My też jesteśmy inni. Jeden ma taką budowę, drugi inną. Póki świadomie nie robimy sobie krzywdy, to nie trzeba się tym zadręczać. Niektórzy ludzie są po prostu „grubszej kości”. Fajna różnorodność. I normalna.

Kilogramy też mogą być piękne, bo ile ludzi, tyle gustów. Jednemu się magnolie podobają, a inny woli storczyki. Jeden lata za szczupłą kobietą, a inny za tą pulchniejszą. Kwestia jest tylko tego, jak Ty sam czy sama czujesz się w swoim ciele. Dopóki to samopoczucie jest dobre, to nie ma sensu naginać karku pod oczekiwania innych. Bo wierz lub nie, ale są kobiety i są mężczyźni, którym jest naprawdę dobrze w takiej większej wersji. No wyobraź sobie chudą Marylę Rodowicz? Ja nie potrafię.


Teraz mamy taki wszechobecny trend zdrowego życia – nie pijemy i nie palimy (co akurat słuszne), żremy kiełki, wskakujemy co wieczór na wagę a ciuchy w sklepie to tylko S. I niech Cię ręka boska broni, żeby na większy rozmiar spojrzeć. I dupa, że się w S nie zmieścisz. Masz to brać do domu i dopóty chudnąć, dopóki wleziesz. A jak nie wleziesz to już boskie potępienie. Najpierw czyściec, potem piekło, a jak dobrze pójdzie to może jakieś zwolnienie za kaucją.

Serio? Po cholerę pchać nos do czyjegoś gara? Ja Ci powiem tak – nie popieram przejadania się. Nie popieram braku reakcji ze strony organizmu przeciążonego kilogramami, ale popieram pokazanie każdemu, kto ocenia Twoje dodatkowe kilogramy (zaledwie kilka) środkowego palca. Faka znaczy się. I to na dwie ręce.

Od razu przypomina mi się taka przypowieść o bratku, który rósł w ogrodzie.

Król poszedł do swego ogrodu i zastał tam więdnące i umierające drzewa, krzewy i kwiaty. Dąb powiedział mu, że umiera, gdyż nie może być tak wysoki jak sosna. Gdy zwrócił się do sosny, dowiedział się, że więdnie ona, gdyż nie może znieść, że nie ma takich winogron jak winorośl. A winorośl umiera, ponieważ nie może kwitnąć jak róża. W kocu znalazł jedną roślinę kwitnącą i świeżą jak zawsze – był to bratek. Na swoje pytanie król otrzymał taką odpowiedź:

– Uznałem, że gdy posadziłeś mnie, chciałeś, żebym to ja wyrósł. Gdybyś chciał dąb, winorośl czy różę, posadziłbyś je. A więc pomyślałem: jeśli mogę być tym, czym jestem, spróbuję być tym najlepiej, jak tylko potrafię. Nie mogę być nikim innym, tylko tym, czym jestem. I staram się być tym czym jestem, na tyle, na ile potrafię.
Dobrze się czujesz tak, jak jest? To sobie tak żyj. Lepiej mieć te 5 kilogramów za dużo i uśmiechniętą paszczę niż 48 kg i twarz sekutnicy, która patrzy z pożądaniem na hamburgera. Pilnuj wagi tak, by nie zachorować i żeby się po prostu nie męczyć, ale te 2, 3, 5 czy 8 kg – czy to naprawdę robi tak wielką różnicę w tym, jaki jest człowiek?

Ja Ci coś powiem – od zgryzoty to umarło więcej ludzi niż od kilku kilogramów za dużo i to akurat nie powinno dziwić. Bo w sumie choroby determinuje też samopoczucie. Chuda wredna baba wcale nie będzie zdrowsza niż pulchna i zadowolona. Wręcz przeciwnie. Ogólnie to nawet samo podejście do siebie znosi czasami negatywy tego, jakie mamy ciało. Uśmiechnięty, pewny siebie, pozytywny człowiek na pewno nie cierpi od swoich 5 kg za dużo, prawda?

No więc pamiętaj: Twoje ciało – Twoja sprawa, a innym chuj do tego.

Amen i idę „se” paznokcie zrobić.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.