Zaufanie do przestrzeni – sposób, który może całkowicie odmienić Twoje życie

czerwca 19, 2017


Spośród setek technik i sposobów na poprawę życia, jeden przemawia do mnie szczególnie. Zaufanie do przestrzeni, bo tak zwie się ta droga postępowania, to „metoda”, którą zaczerpnęłam od Tresury Matrixa. Powiedzieć, że jest rewolucyjna to mało, jest niewiarygodna w swojej prostocie i mega skuteczna w odniesieniu do każdego aspektu życia.

Czym jest zaufanie do przestrzeni?


Zaufanie do przestrzeni to pewien sposób postępowania i widzenia świata. Twórcami metody jest Tresura Matrixa – kabaret rozwoju osobistego, jak sami siebie nazywają. Kabaret tworzą Andrzej o kojącym sposobie wypowiedzi i Oleg o zdolnościach doświadczonego konferansjera. Ktoś kiedyś podesłał mi linka do jednego z ich filmów i przepadłam. Obejrzałam wszystkie, ale jeden utknął mi w pamięci szczególnie. Nazywał się Zaufanie do przestrzeni i o tym zaufaniu będą pisać teraz tak, jak je rozumiem i jak go doświadczyłam (niekoniecznie pokrywając się z tym, co przekazuje TM).

Zaufanie do przestrzeni to taki stan, kiedy pozwalasz, by w Twoim życiu działo się to, co ma się dziać. Kiedy odpuszczasz napieranie na świat i gonienie za tym, co od Ciebie ucieka. "Zaufanie do przestrzeni" to oddanie się mocy, która jest w Tobie i w całym świecie z pełnym przekonaniem, że efekt będzie dla Ciebie dobry.

Kiedy stajesz pod ścianą i nie wiesz, w jakim kierunku pójść, mówisz sobie:

Ok, ufam, że sprawy same się rozwiążą. Posiedzę tu i poczekam na obrót sytuacji.

Po czym rzeczywiście nic nie robisz. Dajesz światu płynąć swoim własnym nurtem. Obserwujesz, przyjmujesz to, co się dzieje. Nie oceniasz i nie wpływasz na bieg zdarzeń. Dystansujesz się od sytuacji, patrzysz na nią z boku i pozwalasz jej zaistnieć. Po prostu ufasz, że sprawy same się rozwiążą.

Może nawet nie masz pojęcia, jak kojące jest to doświadczenie. Uczucie przypomina oddanie się w ramiona kogoś, przy kim czujemy się bezpiecznie i pewnie. Wejście w taki stan, w którym nic nam nie grozi i nic nie musimy. Zaufanie do przestrzeni, jakkolwiek ją nazwiesz i czymkolwiek dla Ciebie jest, otwiera jakiś taki kanał, który sprawia, że życie się prostuje.

Czasami ciężko jest przestać działać i pozwolić, żeby życie zdecydowało za nas, ale uwierz mi, że ono podejmie perfekcyjną decyzję. I jeżeli nie zobaczysz tego od razu, to przekonasz się o tym po czasie. Życie się nie pomyli.

Jak stosować zaufanie do przestrzeni?


Zaufanie do przestrzeni trzeba po prostu mieć. Trzeba sobie na nie pozwolić. Powiedzieć: dobra, to ja się wycofuję i niech się dzieje wola nieba. W najtrudniejszej chwili, kiedy znikąd nie widać ratunku, trzeba stanąć, spojrzeć na to wszystko dokładnie, wziąć głęboki oddech, zamknąć oczy i powiedzieć:

To niech teraz wszystko pierdolnie!

I sobie pójść do innych zajęć. Zaufać, że stanie się tak, jak stać się ma dla Twojego najwyższego dobra. Zaufać, że rozwiązanie przyjdzie samo, odpowiedź sama Cię znajdzie, pieniądze same przyjdą, problemy same się rozwiążą. I tak się stanie. Uwierz mi.

Kiedy nie masz już siły walczyć z przeciwnościami, zostaw je. Zaufaj, że one się rozwiążą bez Twojej ingerencji. Nie nastawiaj się na nic, niczego nie oczekuj. Przyjmij do siebie, że może być zarówno źle, jak i dobrze. Przyjmij wszystko, co się stanie bez oceny i bez nacisku.



Nie podejmuj żadnych działań. Nie rób nic, żeby przeciągnąć szalę powodzenia na swoją stronę. Dopuść myśl, że zostaniesz z niczym albo że wygrasz życie. Bądź kimś, komu tak bardzo wisi wynik, że aż wierzy, że będzie on pozytywny.


Usiądź teraz i rozluźnij się, próbując się wczuć w to, jak to jest zaufać światu, Bogu, przeznaczeniu, czy w co tam wierzysz. To uczucie, jak kamień spada Ci wtedy z serca, sprawia, że łzy same cisną się do oczu. Odczuwasz jakieś takie połączenie z energią, która jest w Tobie i obok Ciebie. Jakiś taki dotyk czegoś, co zawsze Cię strzegło.

Kiedy ja oddaje sprawy z ręce świata, dokładnie w tym momencie, kiedy postanawiam zaufać, wzruszenie targa mną tak bardzo, że nie sposób opanować emocji. Coś w tym jest. To zaufanie ma tak wielką moc, że jest w stanie całkowicie odmienić Twoje życie.

Pomyśl tylko – gdyby tak każdego dnia ufać w szczęście i powodzenie, to jak mogłoby być pięknie? Jak wiele nerwów okazałoby się całkiem niepotrzebnych i nieprzespanych nocy niewartych zastanowienia?

Zaufanie do przestrzeni to:

- Uwolnienie, bo już nie musisz bić się ze światem.
- Spokój, bo przyjmujesz porażkę tak samo świadomie, jak sukces.
- Uczucie, że jest coś, co Ci pomoże i czemu możesz wierzyć.
- Zespolenie się z energią, za którą tak całe życie tęsknisz.

Tęsknimy za pewnością, że wszystko będzie ok. Tak bardzo chcielibyśmy, żeby obok był ktoś, kto obieca nam, że wszystko będzie dobrze i komu będziemy mogli w te słowa uwierzyć. Szukamy tego kogoś całe życie, bo nie wiemy, że jest przy nas od zawsze. Zaufanie do przestrzeni jak ten anioł stróż otacza nas aurą, której nie da się opisać. Wewnętrznym spokojem, pogodzeniem się ze światem i zdarzeniami.

Na początku bardzo trudno jest zaufać. Boimy się, bronimy rękami i nogami, bo gdzieś w środku zakorzeniona jest myśl, że to utopia. Że będziemy teraz jak Ci kamikadze albo jak bezbronny kot, którego ktoś rozebrał z futerka. Mózg się broni, krzyczy: nie rób tego, nie ufaj, bo stracisz jedyne, co trzyma Cię przy życiu! Albo przestaniemy go słuchać, albo już nigdy nie uwolnimy się z okowów strachu i potrzeby kontrolowania.

Decyzja, że zaufasz, jest jak przełom. Umysł dosłownie się czyści. Znika gonitwa myśli. Znika stres, ból, napięcie, przymus i wszystko to, co sprawia, że czujesz się źle. Na ich miejsce pojawia się takie błogie odprężenie.


Dopóki nie zadecydujesz, by rzucić się w tę „przepaść” zaufania, nie zrozumiesz, co mam na myśli. Ale wystarczy zrobić ten jeden krok. Stanąć nad tą przepaścią, odwrócić się do lądu i powiedzieć:

Skoro nie dałeś mi szczęścia, poszukam go tam, gdzie nigdy nie kazali mi iść.

Życie uczy nas, żeby nie ufać. W każdej chwili ktoś Cię może zabić. Zawsze ktoś Cię może oszukać. Musisz być czujny, trzymać rękę na pulsie, kontrolować i nie daj bóg przysnąć, bo po Tobie. No i co z tego masz? Siedzisz, jak na szpilkach, gryziesz paznokcie, zaciskasz zęby i dupa blada jak była, tak jest. No więc skoro te nauki czujności na nic się zdały, a życie i tak kopie Cię tam, gdzie najbardziej Cię boli, to może warto zrobić mu na przekór?

Nie mówię, że masz się stać nieodpowiedzialny i bezmyślnie traktować zagrożenia. Chodzi mi raczej o to, byś zaufał, że to, co dla Ciebie najważniejsze, naprostuje się samo. Dalej zapinaj pasy w samochodzie i zakręcaj gaz na noc, ale nie tańcz wokół życia i ludzi na rzęsach, wierząc, że to da Ci spełnienie.

Pozwól, by świat zdecydował, co będzie z Twoim związkiem, z Twoim biznesem, z Twoimi wakacjami. Zaufaj, że odpowiedzi i sposobności odnajdą Cię same. Że rozwiązania przyjdą do Ciebie, mimo że wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że musisz sam o nie zabiegać. Zaufaj, że przestrzeń troszczy się o Ciebie i że jej na Tobie zależy. Że nie pozwoli Cię skrzywdzić i że będzie szukać dla Ciebie rozwiązania tak długo, aż je znajdzie.

9 komentarzy:

  1. Brzmi fajnie i kojąco, ale niestety problemy same się nie rozwiążą. Brak odpowiedzialności i nie wzięcie spraw w swoje ręce najczęściej tylko pogarsza sprawę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko jedna z dróg. Można nią pójść, a można pójść inną.

      Usuń
  2. Po prostu uwielbiam Twoje wpisy o PP. Masz naprawdę unikatowe podejście do tematu i do tego świetny styl. Długo czegoś takiego szukałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie się cieszę, że moje słowa do Ciebie trafiają. :D

      Usuń
  3. Lao Tse 2600 lat temu ujął to następująco:"Cały świat należy do tych, którzy pozwalają mu płynąć lekko zgodnie z naturalnym porządkiem. Ale jeśli ktoś się wysila i pozostaje w ciągłym napięciu, świat wydaje mu się niezwyciężony".Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam chłopaków z TM i tak sie sklada,że ja równiez przepadłam jak zobaczylam ich pierwszy filmik i o dziwo najlepszy odcinek to własnie Zaufanie do przestrzeni ;)pozdrawiam Cie swiadoma istoto :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Już parę lat temu zorientowałam się, że to działa. Dowiedziałam się o tym z publikacji Luise Hay. Często stosuję to przed snem, albo jak autentycznie nie potrafię podjąć decyzji. To fantastyczne pozostawić wszystko w rękach Siły Wyższej, ona doskonale się z tym rozprawia, najczęściej podsuwając takie rozwiązanie, które w ogóle nie przemknęło mi przez myśl, albo którego się w ogóle nie spodziewałam. W ostatecznym rozliczeniu, zawsze mi to wychodziło na dobre. A jak mnie coś skręca tak na co dzień i nie mogę się pozbyć tych niechcianych myśli czy uczuć; stosuję -hooponopono. To przedziwne jak resetuje:) A.

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajne... chętnie sprawdzam :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.